To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Powiew Orientu

Anonymous - Pon 05 Maj, 2008 17:29

a wiecie może co w tym tygodniu dają do naj, jaki bollywoodzki hicior? i jaka jest plan dodatków bolly?
Caitriona - Pon 05 Maj, 2008 18:00

asiek napisał/a:
Przypadkowo natknęłam się na notkę o filmie " Partition" /2007/
http://www.filmweb.pl/f13...(2007)/recenzje
Może ktoś już miał okazję go obejrzeć ?


Ja widziałam jakiś czas temu. Oczywiście nie jest to bolly. Moim zdaniem film całkiem niezły, naprawdę dobrze mi się go oglądało.

asiek - Pon 05 Maj, 2008 19:49

Caitri, dzięki. :kwiatek:
Anaru - Pon 05 Maj, 2008 20:10

lady_kasiek napisał/a:
a wiecie może co w tym tygodniu dają do naj, jaki bollywoodzki hicior? i jaka jest plan dodatków bolly?

Tu masz wszystko w pierwszym poście dokładnie rozpisane co, gdzie, kiedy i w czym :mrgreen:
http://bollywood.pl/temat.php?Id=3842&str=1
A na ostatnich stronach masz komentarze odnośnie najświeższych wydań, możesz się zorientować co i jak wydane.

Anonymous - Pon 05 Maj, 2008 20:18

Dzięi Anaru. :0 ja jak zwykle niekumata. czyli w tym tygodniu 20, zeta pójdzie spać :frustracja: a tego "Mistrza blefu" bym kupiła bo jak w telewizorni toto leciało to przez reklamy usnełam a Wy Dorgie Panie zachęcałyście zdaje mi się
BeeMeR - Wto 06 Maj, 2008 10:18

Maje kilka zdań po obejrzeniu Partition-Odrzuconych:

Film opowiada o trudnej, pełnej przeciwności losu miłości między Gianem - sikhem - a muzułmanką Naseem, uratowaną przez niego z powojennej pożogi.
To dobry film, a nawet bardzo dobry, przybliżający okropieństwa mordów, nienawiść międzyludzką i międzyreligijną w Indiach po 1947roku, kiedy kraj został rozdarty, a ludzie posuwali się do ludobójstwa w imię... Właśnie, w imię czego? Bo główne argumenty brzmią "bo on zaczął, zabijając moją rodzinę".
Straszne te obrazy - zwłaszcza, że niejednokrotnie tkwią głębiej w świadomości niż cokolwiek innego - niż przyjaźń, okazana pomoc czy współczucie. A tym bardziej jeszcze, że ofiarami często są niewinne dzieci, kobiety, mężczyźni - całe rodziny czy wioski.

Film podobał mi się bardzo też od strony wizualnej - jest przepięknie nakręcony, z ogromną dbałością o każdy kadr, ma też bardzo ładną, pasującą do klimatu muzykę. A co najważniejsze - jest też świetnie zagrany - i to zarówno przez główne postaci jak i trochę poboczne - m.in. świetny Irfan Khan (te jego gały to ja zawsze poznam, nawet jak ma turban i gęstą brodę :-P ) oraz też niezła Neve Campbell.

Acha, oprócz obrazów wojenno - powojennych, pięknie pokazana została też rozkwitająca miłość - nie ta uderzająca jak piorun "hej hej nanana", ale tak cicho, stopniowo, powoli... wśród pól gorczycy :-D Zwłaszcza ładnie nakręcona została scena, gdy Gain pierwszy raz widzi Naseem jako kobietę - a nie przerażone dziecko. :oklaski: No i ładnie nakręcone sceny ślubne i poślubne :serduszkate:

Przejmująca jest zaś scena, gdy:
Spoiler:
Gain decyduje sie na zmianę religii i ścina włosy - bardzo wymowne też drżenie ręki muzułmańskiego kapłana, który zdaje się wiedzieć, jakie to wielkie poświęcenie ze strony mężczyzny


Jedyną uwagę, jaką mam, to że lektor czytał imię chłopca "Vijaj" - przez dwa "j" :confused3: a w tle było słychać oczywiście "Vijay" ale to oczywiście drobiazg :)

Polecam gorąco. Naprawdę - dużo bardziej niż zwykłe, typowe bollywoody ;) też niewątpliwie potrzebne czasami :mrgreen:

asiek - Wto 06 Maj, 2008 15:40

BeeMeR, bardzo dziękuję za piękną recenzję. :kwiatek:
Już czuję się zachęcona. :-)

EDIT: Obejrzałam...i jestem jeszcze wzruszona.
Film pięknie skadrowany z cudowną, liryczną muzyką...
Wojna i miłość,...temat nie nowy, nie odkrywczy, a jednak przykuwa uwagę. Jest jakaś iskra nadziei w tym, że ludzie potrafią odnaleźć droge do miłości nawet wówczas, gdy nienawiść jest wszechobecna.
Film z pewnością wart obejrzenia.
A tu fragment "Odrzuconych" z oryginalną ścieżką dźwiękową
http://pl.youtube.com/wat...feature=related

Anonymous - Pią 09 Maj, 2008 10:21

Oglądnęłam "Prosto z serca" cieszę się, że nabyłam ten film i że go oglądnęłam. bardzo łądny jest. Taki nietypowy bo nie ważne jakie zakończenie to i tak ktoś będzie cierpiał. Mąż Kajolki jest świetny, taki ciepły, misiaczkowaty. Pięknie była pokazana ta jego miłość, taka do końca altruistyczna. Wiózł ją do tych Włoch, chociażż miał święte prawo, zeby mniemać, że to będzie koniec ich małżeństwa.
Podobała mi się rola Aish, nie jest taka drewniana jak zwykle, jest piękna i nieźle gra tak mi się wydaje, nie robi co krok tych przesadzonych min.
A ten amant-uczeń od ciągłych rozmów z ojcem, zabawny, taki wieczny chłopiec.
Spoiler:
cały czas miałam nadzieję, że ona jednak pokona tego Vanraja i cieszę się, że mi się ziściło. Bo to uczucie do Sameera to była taka pierwsza młodzieńcza szalona miłość. A uczucie do Anraja ma szanse stać się dojrzałą głęboką miłością. I jak ona biegnie do niego przez ten most a on patrzy na nią tak, ta... czule :thud:

Trzykrotka - Pią 09 Maj, 2008 12:17

Aaaa! Kaśku :cmok: Miałam dokładnie tak samo jak chodzi i rozkład uczuć w tym trójkącie. Ajay Devgan nie jest może wymarzonym amantem, ale jako "ten trzeci", smutny i szlachetny wypadł moim zdaniem świetnie. Uwielbiam trzy sceny z "Włoch" (to był Budapeszt, BTW :mrgreen: ): kiedy pijany Ajay mówi Ash o swoich uczuciach, kiedy Ash czuwa nad nim nocą i śpi z głową na jego łóżku i ta w pociągu, kiedy ona po raz pierwszy słucha tego, co on mówi, uśmiecha się. No i kiedy unikają kontroli biletów - ale ta scena miała temperaturę!
Salman Khan budziłby większą sympatię, gdyby nie zachowywał się jak głupek.
Kupiłam wczoraj Panią Domu i już się cieszę na powtórkę seansu.

Anonymous - Pią 09 Maj, 2008 12:29

Trzykrotka napisał/a:
Uwielbiam trzy sceny z "Włoch" (to był Budapeszt, BTW ):

właśnie mi coś nie pasowało. ale ja durna jestem przecież tam wyraźnie był budynek parlamentu a mi się to z florencją pokićkało. Ale ani jednego, ani drugiego nie widziałam :ops1:
Trzykrotka napisał/a:
Salman Khan budziłby większą sympatię, gdyby nie zachowywał się jak głupek.

o to chodzi własnie on jest taki niepoważny, on ją kocha, ale w taki sposób, że się wie o tym, ale to nie pociąga za serce, nie ma chemii. I zero poświęcenia w sumie. bo owszem obiecał nie utrzymywać z nią kontaktu, ale jednak pisze. dlaczego pisze a nie działa?
Trzykrotka napisał/a:
Uwielbiam trzy sceny z "Włoch"

ulubione sceny nam się widzę pokrywają również . spacer brzegiem i zalany Ajay i to jego "mogę Ci coś powiedzieć"? "możesz" "nic"
a scena uniknięcia wykrycia jazdy na gapę....... :thud: i wyraz oczu jego jak on jest z nią blisko jest po prostu magiczna.
A te detale z obrączką, która była dla niego jak świętość, a jednak chciał ją poświęcić, żeby tylko ją wyleczyli.jak dobrze, że kupiłam film i, że bezzwłocznie(czyli bez zbędnej zwłoki :wink: ) go oglądnęłam, chociaż oczy mi się tak kleiły, ale nie mogłam nie wiedzieć jak się skończy. Inne zakończenie byłoby strasznie nieszczęśliwe

Trzykrotka - Pią 09 Maj, 2008 22:05

Właśnie oglądam. Jestem jeszcze w pierwszej części, ale zrobiłam parę zdjęć z drugiej:
Vanraj śpi,

Nandini z rozdartym sercem strzeże jego snu

Nad ranem

Juz nie pamiętałam, że ten film jest tak malarsko piękny! Dom Nandini - jakiś bajkowy pałac pełen schodów, kolumnad, tarasów, krużganków, pełen śmiechu, śpiewu. Piękna jest muzyka, piękne stroje. Budapeszt o świcie - też jest jak z bajki.

Anonymous - Pią 09 Maj, 2008 23:06

O dom Nandini jest piękny i ten ojciec hinduski Pawarotti. Taka wielopokoleniowa duuuuża rodzina. :)
trifle - Śro 14 Maj, 2008 12:16

Parę dni temu obejrzałam sobie "Nigdy nie mów żegnaj". Czy po dwóch filmach jednego reżysera mogę powiedzieć, że go lubię? ;) Lubię :D Abstrahując od treści - same gwiazdy, cudne piosenki. Ten film jest po prostu ładny, cudownie się go ogląda.
Nie będę pisać, o czym jest, bo przecież wiecie ;) W którymś momencie =SPOILERY= (no jakby ktoś nie widział.. ;) ), w trakcie piosenki po prostu genialnie zostało pokazane jak obie pary są niedobrane - Preity i Abhishek (Kiran i ....? Rishi?) szaleją w klubie, a Dev i Maya: w jednej piosence na przyjęciu ojca stoją i wyraźnie źle się bawią, w drugiej spacerują i kończą w hotelu.
Ale chyba najbardziej podobało mi się odkrywanie miłości. Dev i Maya umówili się, że mają te same problemy, więc mogą sobie pogadać itp, a potem nagle coś się zaczęło dziać. W trakcie piosenki "Mitwa" jest taki krótki obrazek - ona czeka na dworcu, zamyślona, oparta o jakiś słup, tyłem do pociągu, on nadchodzi z tyłu i jeszcze zanim się z nią wita, patrzy na nią takkkkkk... że ja też bym chciała, żeby ktoś tak na mnie patrzył. To musi być niesamowite - świadomość, że za chwilę runie całe dotychczasowe życie, wszystko wywróci się do góry nogami, a jednocześnie - chyba - poczucie wielkiego szczęścia i jakiegoś cudownego daru od losu, niedowierzanie.
I tak się zastanawiam, co właściwie zrobić w takiej sytuacji? Nie mogli postąpić inaczej, a jednocześnie tak mocno skrzywdzili swoich partnerów, którzy przecież ich kochali. W filmie jak to w filmie. A w życiu? :-| Dlaczego w ogóle Dev ożenił się z Kiran? I Maya - przecież w dniu ślubu nie była specjalnie szczęśliwa.. To tylko umacnia we mnie dążenie do ideału i nie zadowalanie się czymkolwiek, tylko dlatego, że akurat się trafia (nie tylko w relacjach z ludźmi).. Tylko jak rozpoznać potem ten ideał? :thud:

PS. Uwielbiam oglądać Abhisheka tańczącego :mrgreen: Uwielbiam. A już ta piosenka Where's the party tonight?, gdzie tańczy razem z ojcem - świetne :mrgreen:

Anonymous - Śro 14 Maj, 2008 14:42

trifle napisał/a:
A już ta piosenka Where's the party tonight?, gdzie tańczy razem z ojcem - świetne
oo tak, tak, tak piosenka jest genialna. taka taneczna. słucham jej jak mam się do egzaminu w nocy uczyć. Tak tematycznie mi się kojarzy :P
Też film mi się bardzo podobał muzyka zwłaszcza. A bohaterowie, Dev jest wkurzający w sumie nie bardzo jest okazja oznać go jaki był przed wypadkiem no a po jest jaki jest w pewnym sensie rozumiem tak bywa z ludźmi, którym los przerwał możłiwość realizowania swojej pasji. sportowcowi ciężko jest pogodzić się z tym, że już nigdy....
Jego żona gdyby Dev był dobrym mężem ona byłaby inna a tak żyć przy męzczyźnie który żyje tym co było, przelewa swoje flustracje na otoczenie to musiała stać się taką troszkę jędzą.
Maya popełniła sama błąd bo wyszła za mąż bez miłości jak mniemam z wdzięczności bo jakby nie wypadało odmówić :wink: i ona jak Dev zadręcza się, że jest jak jest i że nie może mieć dziecka. Ale dziecko nie zmieniłoby jej do Abisheka nastawienia. i on jest chyba najbardziej godny pożalowania, współczucia, bo on nic nie był winny. starał się, kochał ją i nic...

Trzykrotka - Śro 14 Maj, 2008 20:29

trifle napisał/a:
To musi być niesamowite - świadomość, że za chwilę runie całe dotychczasowe życie, wszystko wywróci się do góry nogami, a jednocześnie - chyba - poczucie wielkiego szczęścia i jakiegoś cudownego daru od losu, niedowierzanie.

Trifle, ślicznie to napisałaś :kwiatek: . Oni chyba naprawdę tak to przezywali. Prawdziwa miłość spotkała ich, kiedy już chyba się jej nie spodziewali i przezywali ją i ze strachem (ich miny w windzie hotelowej są takie,jakby jechali na ścięcie) i z poczuciem ogromnego, niespodziewanego szczęścia.
Co do Rishiego - Abhiska - to wydaje mi się, że w Nigdy nie mów żegnaj nie ma bohatera tylko winnego albo tylko skrzywdzonego. Wina i krzywda rozdziela się tam równo. Rishi jest najbardziej uroczy i bezproblemowy. Nie da się go nie lubić. Kocha Mayę, ale na swoich warunkach. Przede wszystkim - chce się z nią kochać, ale nie próbuje jej zrozumieć. Jest jak wielki, kochany dzieciak: dobry do zabawy, ale niczego nie ułatwiający. A ona jest smutną, zagubioną, pełną pytań kobietą i zasypia już podczas gry wstępnej. Nie ma w nim żadnego oparcia i ewidentnie nie lubi być z nim w łóżku.
Scena pierwszego spotkania Deva i Mayi jest bardzo znacząca. On - nieznajomy człowiek, mało subtelny, dość przecież momentami prostacki, mówi do niej jako jedyny: no, dalej, powiedz mi wszystko, powiedz, jaki masz problem. Siadają i rozmawiają. Myślę, że to fakt, że w tym dniu mogła usiąść i wypowiedzieć swoje wątpliwości, był decydujący. Zapamiętała go. Po czterech latach mogli zacząć rozmawiać od nowa.
Dla mnie urok i niejednoznaczność tego filmu leży właśnie w tym, że nie ma w nim dobrych ani złych. No i napięciu, w jakim się go ogląda. Scena na przejściu dla pieszych (on z kwiatami, one obie naprzeciwko) potrafi wycisnąć siódme poty. A opera, gierki i spektakl wściekłości i zazdrości! Albo przyjęcie u Sama, podczas którego Dev "przyznaje się" i tylko sprawdza reakcje zebranych znad serwetki... Karan Johar to potrafi. Ja też go bardzo lubię.

Anonymous - Śro 14 Maj, 2008 20:35

Trzykrotka napisał/a:
Rishi jest najbardziej uroczy i bezproblemowy.

w sumie faktycznie masz rację, On jest chłopcem, ale tak mi się wydaje gdyby zmienił nastawienie ona by się nie zmieniła, nie ta połówka pomarańczy i wierzę, że w nowym związku będzie szczęśliwy.
Te sceny o których piszesz, bardzo pełne napięcia. strasznie je przeżywałam.

Admete - Śro 14 Maj, 2008 20:37

Tak o nim napisałyście, że znów mam go ochote obejrzeć, ale nie mam jak...Przysięgam jednak, że jak w czasie remontu pod koniec lipca wyprowadzę się do ciotki, to zabiorę ze sobą wszystkie moje ulubione filmy bolly. Na szczęście ma dvd.
Trzykrotka - Śro 14 Maj, 2008 20:41

Admete, ja mam tak co miesiąc! Włączam tylko na chwileczkę, tylko obejrzeć rock'n'rolla (rzeczywiście jest świetny w wykonaniu panów B.), tylko posłuchać Mitvy, tylko zerknąć na scenę "hop siup na łóżeczku" i zanim się zorientuję, jestem już w połowie oglądania.
Edit: jeszcze wracając do Karana Johara: następną premierą dvd BLINKa będzie jego debiutanckie "Coś się dzieje" - Kuch Kuch Hota Hai. . Ten film potrafi przejechać po człowieku emocjonalnym walcem, prawie jak "Gdyby jutra nie było".

Anonymous - Śro 14 Maj, 2008 20:50

o "Coś się dzieje" fajne to jest, ale wkurzyłam się na postać graną przez Szaruka bo on tak założył, ze ona go kocha i poleciał a mógł zburzyć jej szczęście spokój. Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi...
BeeMeR - Śro 14 Maj, 2008 21:16

Bardzo ładnie i mądrze tu piszecie :kwiatki_wyciaga:

Co do KANK to całkowicie zgadzam się z Trzykrotką:
Trzykrotka napisał/a:
Dla mnie urok i niejednoznaczność tego filmu leży właśnie w tym, że nie ma w nim dobrych ani złych.

Nie usprawiedliwiam ani nie potępiam żadnego z bohaterów, a im więcej oglądam, tym bardziej mi się podoba ten film :serce:

Lady_Kasiek - wiemy, wiemy o co chodzi przy KKHH :)
Niemniej ja mam wrażenie, że wystarczyło jedno spotkanie - spojrzenie i już oboje wiedzieli, że stara miłość nie rdzewieje.
Ja mam straszną słabość do tego filmu - ma słabsze sceny, ale większość jest cudna. To jest jeden z tych filmów, które na pewno kupię w wersji wypasionej, nie żałując ani złotówki :mrgreen:

Anonymous - Śro 14 Maj, 2008 21:26

o tak film jest bardzo, ale bardzo ok. Muzyka, i cała reszta.
Tylko, ze on kurczę nie miał pewności, a domniemanie w tym przypadku to za mało, żeby tak na całego wkraczać do akcji

BeeMeR - Śro 14 Maj, 2008 22:41

Uwaga! Spoilery KKHH:
No przecież nie na całego, bo potem stał jak ta zapłakana sierotka pod filarem (który to koncept sceny trochę mi nie pasuje do przedsiębiorczego, aktywnego bohatera, ale jak najbardziej pasuje do bollywoodzkiego konceptu szlachetnego narzeczonego)

Trzykrotka - Śro 14 Maj, 2008 22:51

No i ten biedny, zapłakany Rahul był gotów zapłakać się na śmierć, żeby tylko Anjali już więcej w życiu nie bruździć.
Och, jak on mnie denerwował, zwłaszcza w wersji college'owej. Jakże to tak: wydawało mu się, ze będzie miał i piękną narzeczoną i super-przyjaciółkę, dwa w jednym! Ale jednocześnie lubię go tak, że poganiałam w myślach Szlachetnego Narzeczonego: no już! Ruszże się, gadaj, co masz powiedzieć!
No i :ops1: :ops1: :ops1: :ops1: zawsze nieodmiennie płaczę, kiedy Anjali odjeżdża pociągiem, zostawiając Rahula z Tiną na peronie. Wszyscy w tym momencie sa pożałowania godni: Anjali traci najwięcej, Rahul traci Anjali, Tina już wie, że miała rację co do tych dwojga i chyba najchętniej cofnęłaby czas.
Czekam na tę premierę, nawet na OSO tak nie czekałam!

BeeMeR - Śro 14 Maj, 2008 22:57

Trzykrotka napisał/a:
No i :ops1: :ops1: :ops1: :ops1: zawsze nieodmiennie płaczę, kiedy Anjali odjeżdża pociągiem, zostawiając Rahula z Tiną na peronie.
Ja też. Nie umiem inaczej :rumieniec: :ops1:
Anonymous - Czw 15 Maj, 2008 08:48

"Coś się dzieje" tylko raz oglądałam. i najbardziej pamiętam, że zła byłam bardzo na niego.
A odnośnie Om shant om mam do oglądnięcia pierwsza połowa drugą będę miała Bóg wie kiedy warto tak zacząć nie czekając na drugą połowę?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group