To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - SKRADZIONY POCAŁUNEK

Sofijufka - Pon 14 Sty, 2008 10:00

Maryann napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
Nie wiedział, czym jej pani Bennet mogła głowę nabić...

Dobrze, że wcześniej nie słyszała kogo innego... :mrgreen:

:roll: :rotfl:

Maryann - Pon 14 Sty, 2008 10:04

A co ? Nie mam racji ? :roll: :mrgreen:
Sofijufka - Pon 14 Sty, 2008 10:06

Maryann napisał/a:
A co ? Nie mam racji ? :roll: :mrgreen:

No masz! Oczywiście!

Maryann - Pon 14 Sty, 2008 13:00

Sofijufka napisał/a:
Porządny chłop! Zważa na 'delikatne uczucia' ukochanej :serduszkate:

Delikatne uczucia... :mrgreen: Ja od dziś rana mam głupawkę po tłumaczeniu sceny bibliotecznej... :wink:

Sofijufka - Pon 14 Sty, 2008 13:25

Maryann napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
Porządny chłop! Zważa na 'delikatne uczucia' ukochanej :serduszkate:

Delikatne uczucia... :mrgreen: Ja od dziś rana mam głupawkę po tłumaczeniu sceny bibliotecznej... :wink:

Nie czepiaj się dżentelmena.... Etapami sie posuwał.... A na scenkę po polsku czekam :slina:
Ciekawam, co na to Damy......

Maryann - Pon 14 Sty, 2008 13:32

Sofijufka napisał/a:
Nie czepiaj się dżentelmena....

A bo ja się czepiam ? :wink:
Sofijufka napisał/a:
Etapami sie posuwał....

No bo on taki bardzo zaplanowany jest...
Sofijufka napisał/a:
A na scenkę po polsku czekam :slina:
Ciekawam, co na to Damy......

Ja też... :mrgreen:

Sofijufka - Pon 14 Sty, 2008 13:33

No, jak sie nie czepiasz, to :przytul:

Spoiler:
Biedny pan Bennet - głupawki to tylko w duchu mógł dostać...

Maryann - Pon 14 Sty, 2008 14:06

Spoiler:
jawnej dostanie jak Lizzy i Jane wyjadą z domu...

Dione - Pon 14 Sty, 2008 17:31

Maryann napisał/a:

Ponieważ oprócz tego, że chciał ją uciszyć,

:rotfl: :rotfl: :rotfl:
czyli Lizzy jest gadułą :rotfl: :rotfl: :rotfl:

Maryann - Pon 14 Sty, 2008 18:12

w rzeczy samej... :lol:
Maryann - Wto 15 Sty, 2008 05:51

CZĘŚĆ IV

Po kilku chwilach z ociąganiem przerwał pocałunek i zrobił krok do tyłu. Dla niego było to przyjemne doznanie. Z niepokojem patrzył, jak zostało przyjęte. Serce zabiło mu mocniej na widok wyrazu jej pięknych oczu – takiego, jakiego nie miał szczęścia wcześniej oglądać. Płonący w nich żar, który jak ośmielił się mieć nadzieję, mógł być namiętnością, był nieoczekiwaną i nieprzewidzianą przez niego korzyścią. Wyraz jego twarzy wyrażał satysfakcję z sukcesu swojego planu.
Ze swej strony, Elizabeth była miło zaskoczona tym nagłym przejawem uczucia. Zastanawiała się od jakiegoś czasu, czy Darcy spróbuje czegoś więcej ponad trzymanie jej za rękę i – choć wstyd było to przyznać – cieszyła się, że w końcu to zrobił.
Ale ten zadowolony z siebie wyraz twarzy, który pojawił się po tym nie tak bardzo spontanicznym zdarzeniu, nie umknął jej uwagi i nie wywołał jej wdzięczności. Odsunęła na bok rozbudzoną namiętność. Tak być nie może. Ze wszystkiego Elizabeth najbardziej nie znosiła samozadowolenia, a teraz było ono wypisane na twarzy jej ukochanego ! Hm, zawsze myślała, że Darcy jest ponad coś takiego.
Powód tego, co się stało, stał się nagle boleśnie jasny. Pokonał ją w słownej potyczce i przypuścił zwodniczy atak na jej charakter nieudolnie próbując skraść jej pocałunek. Co gorsza, całkowicie dała się na to nabrać !
Z drugiej strony, bardzo przyjemnie było pomyśleć, że tak długiego namysłu potrzebował na doprowadzenie do tego pocałunku. Zabrało mu to mnóstwo czasu i tak naprawdę było raczej przyjemne, mimo że trwało tak krótko, więc nie chciała zniechęcać go do dalszych prób.
Zmarszczyła brwi zastanawiając się nad swoją sytuacją. Jak miała zniwelować to zadowolenie z osiągniętego sukcesu - bo tak niczym nieusprawiedliwiona, nieposkromiona pycha nie mogła pozostać bezkarna - a równocześnie zachęcić go do powtórzenia tego czułego uścisku, z którym zwlekał tak długo ? To było absurdalne wyzwanie, ale Elizabeth się nie obawiała. Jej próżność musi zostać zaspokojona.
Zwróciła się do niego najbardziej surowym tonem. Efekt jednak nie był całkiem taki, jakiego oczekiwała, bo w jej własnych uszach jej głos był trochę przychrypnięty i nie bardzo jej się to podobało. Nie była też całkiem pewna, czy zdoła powstrzymać się od uśmiechu.
- Twój plan jest dobry, ale mało sensowny. Może chwilowo mnie uciszyć, ale na dłuższą metę jest bardzo prawdopodobne, że będzie miał odwrotny efekt.
- Jak to ? – zapytał z uśmiechem.
- Jeśli takie zachowanie ma być dla mnie karą za atakowanie twoich uszu moją gadatliwością, to mogę szczerze powiedzieć, że raczej zachęci mnie do tego, żeby mówić więcej. Bo z ochotą będę odprawiać moją pokutę, a zaryzykuję stwierdzenie, że dla ciebie jej wymierzenie nie będzie niemiłe.
- Oczywiście, że nie.
- Więc widzisz błąd w swoim rozumowaniu. Nawet dziecko wie, że nie można stosować przyjemności jako kary. To tylko stwarza zachętę, której żadne z nas się nie oprze. Zawsze kiedy zmęczy cię moja gadanina możesz mnie skutecznie uciszyć nie urażając mnie. Ewentualnie kiedy ja poczuję się spragniona uczuć po prostu mogę zacząć mówić o pogodzie. To nie poskutkuje – powiedziała patrząc na niego poważnie.
Z satysfakcją zobaczyła, że z jego twarzy znikł zadowolony z siebie uśmiech i zastąpił go wyraz nieco mniej pewny siebie, ale nie całkiem pozbawiony nadziei. Co prawda jej słowa nie całkiem odrzucały jego zaloty, ale zachowywała się całkiem poważnie i nagle znalazł się w rozterce, nie wiedząc, jak zinterpretować jej reakcję.
Odwróciła się i poszła dalej nie zauważywszy lekkiego opuszczenia ramion przez jej towarzysza, gdy z ociąganiem w milczeniu dostosował się do jej kroków. Nie miała pojęcia, że w rzeczywistości liczył na jakąś kolejną oznakę uczucia, albo na znak, że jego zaloty są mile widziane. Był poirytowany, bo rozbudzona namiętność, którą widział w jej oczach kazała mu przypuszczać, że jego uścisk nie był jej niemiły. Ale to całkowite zaprzeczenie wartości jego planu przygnębiło go. Zrobiwszy pierwszy krok nie miał zamiaru spocząć na laurach. Ze swojej strony uznał miękkość jej warg za kuszącą, a ciepło jej uścisku za bynajmniej nie nieznośne.
Po kilku chwilach spaceru w milczeniu myśli zostały przerwane przez Elizabeth, która zaczęła nowy temat. Nie był teraz w nastroju do lekkich przekomarzanek czy bezsensownej paplaniny i konieczność udziału w tej rozmowie była dla niego uciążliwym obowiązkiem. Był tak niepocieszony, że dopiero po dłuższej chwili uświadomił sobie temat rozmowy.
- Czy wspomniałam ci, że w ostatnim miesiącu spadło u nas całe trzy cale deszczu ? Mój ojciec był tym dosyć zaskoczony o tej porze roku. Doprawdy, to nie jest normalne. Jeden lub dwa cale to wszystko, czego zwykle można się spodziewać. Przypuszczam jednak, że było wyjątkowo ciepło i takie są skutki. Czy chciałbyś coś na ten temat powiedzieć, czy mam opowiedzieć o innych swoich obserwacjach ?
- Elizabeth – powiedział tak stanowczo, że zatrzymała się i spojrzała mu w twarz.
- Tak ? – odparła cokolwiek niepewnie, ze świadomością, że może posunęła się zbyt daleko.
- Naprawdę czasami mówisz za dużo.
Raz już udowodnił skuteczność swojego planu i odmówiono mu chwały. Całował ją więc z siłą mającą zapewnić dłużej trwające milczenie i udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że w rzeczywistości to on miał rację. Lekcja była długa i dokładna, a przez to, że wyjątkowo przyjemna, może trochę zbyt skuteczna. Kiedy Elizabeth w końcu wysunęła się z jego objęć, odsuwając na bok próżność musiała przyznać, że jego plan był dobry, bo chociaż nie brakło jej tchu, to nie była w stanie sklecić dwóch słów.
Darcy ze swojej strony, uradowany ze swego zwycięstwa, zaczynał rozumieć niebezpieczeństwo poświęcania Elizabeth zbyt dużej uwagi. Mimo prawdziwej wyższości umysłowej nagle zdał sobie sprawę, że przy tak skrupulatnym wymierzaniu kary zdarzają się chwile, kiedy dżentelmenowi trudno jest utrzymać jego „dumę” na wodzy.
Przed powrotem do Longbourn oboje czuli potrzebę długiego spaceru w chłodnym powietrzu poranka, a ponieważ żadne nie czuło się zbyt pewnie, w trosce o reputację Elizabeth woleli nie ryzykować kolejnej próby rozpoczęcia rozmowy. Szli więc w przyjacielskiej ciszy, zadowoleni, że strapienia przestały ich zaprzątać i że żadne z nich nie mogło rościć sobie praw do całkowitego zwycięstwa. W celu ostudzenia swoich zapałów każde z nich skupiło uwagę na bardziej przyziemnych sprawach. Elizabeth rozmyślała nad tym, że już nigdy nie będzie w stanie rozmawiać o pogodzie w mieszanym towarzystwie. Darcy był zadowolony przynajmniej z tego, że w tej rozmowie lady Catherine nie miała udziału.

Sofijufka - Wto 15 Sty, 2008 10:11

:mrgreen:
Maryann - Wto 15 Sty, 2008 10:19

Czemu się szczerzy ? :mrgreen:
Rozmowa o pogodzie. Kto by pomyślał... :roll:

Marija - Wto 15 Sty, 2008 10:27

Jak końcówka "Seksmisji": "to chcesz, żebym cię całował czy nie?", "tak - nie - nie wiem..." :mrgreen:
Maryann - Wto 15 Sty, 2008 10:29

Tam końcówka... Początek raczej. :wink:
Marija - Wto 15 Sty, 2008 10:32

Końcówka - jak się Olgierd Łukaszewicz zabrał do ratowania funkcjonariuszki :mrgreen: .
Maryann - Wto 15 Sty, 2008 10:36

Miałam na myśli początek fanfikowych perturbacji. "Seksmisji" oczywiście końcówka. :mrgreen:
Alison - Wto 15 Sty, 2008 14:15

Jakoś mnie to szczerze mówiąc nie zachwyca... Czy to prawdopodobne, żeby ludzie tak kombinowali jak konie pod górę? On ją będzie całował, żeby ona nie gadała, ona chce gadać, ale też chce żeby ją całował, więc będzie gadała, jego konsternuje, że ona go wcale nie chce tak jak myślał, to ona wpada na pomysł, że będzie smędziła o pogodzie, żeby dać mu sygnał do seksualnych zachowań i od razu martwi się, że nie będzie mogła przy ludziach o pogodzie wspominać...
Ludzie złoci!!! Kto to wymyślił? Mam nadzieję, że dalej będzie przynajmniej śmiesznie... :-|
Maryannku, trochę Ci współczuję tłumaczenia tych pokrętnych zawiłości i szczerze podziwiam... :kwiatek:

Matylda - Wto 15 Sty, 2008 14:17

Maryannku śliczne te fragmenty :thud: :kwiatek:

A le czy nie uważacie , że oni sie trochę męczą ze sobą. Brakuje mi tutaj spontaniczności ,której powinno być sporo w nowym miłosnym związku. To wszystko takie przekalkulowane :?
Wraca mi przed oczy zaraz ten spacer w końcówce filmu......

Marija - Wto 15 Sty, 2008 14:21

Oni się męczą, bo autor fanfika miał taka koncepcję. Przysięgam, że normalnie to zmęczeni całowaniem nie byli :mrgreen: . Taka cudna para :serduszkate: !
Maryann - Wto 15 Sty, 2008 14:27

Alison napisał/a:
Mam nadzieję, że dalej będzie przynajmniej śmiesznie... :-|

Jak dla mnie - przynajmniej dwa razy... :wink:
Zresztą zapytaj Sofijufkę.

Matylda napisał/a:
Brakuje mi tutaj spontaniczności ,której powinno być sporo w nowym miłosnym związku.

Pan Darcy i spontaniczność. Hmmm... :roll:

Sofijufka - Wto 15 Sty, 2008 14:34

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Mam nadzieję, że dalej będzie przynajmniej śmiesznie... :-|

Jak dla mnie - przynajmniej dwa razy... :wink:
Zresztą zapytaj Sofijufkę.

Ja tam oplułam klawiaturę - na szczęście wodą. Poza tym spodobało mi się, że dobrze styl JA uchwycony i atmosfera epoki.
Teraz zresztą dopiero się zacznie :mrgreen:

Alison - Wto 15 Sty, 2008 14:36

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Mam nadzieję, że dalej będzie przynajmniej śmiesznie... :-|

Jak dla mnie - przynajmniej dwa razy... :wink:
Zresztą zapytaj Sofijufkę.

Matylda napisał/a:
Brakuje mi tutaj spontaniczności ,której powinno być sporo w nowym miłosnym związku.

Pan Darcy i spontaniczność. Hmmm... :roll:


Wierzę w Wasze poczucie humoru. Narazie to nie wiem co myśleć :wink: cała nadzieja w tym, że mam do was zaufanie :mrgreen:

Maryann - Wto 15 Sty, 2008 14:40

Alison napisał/a:
Wierzę w Wasze poczucie humoru. Narazie to nie wiem co myśleć :wink: cała nadzieja w tym, że mam do was zaufanie :mrgreen:

Ojej. Poczułam ciężar odpowiedzialności. :mrgreen:

W każdym razie możemy się umówić tak - wkleję to, co na razie mam (starczy do końca tygodnia). Jak będzie dalsze zapotrzebowanie społeczne, to będę tłumaczyć dalej. A jak nie - to poszukam czegoś innego. OKEEEJ ? :wink:

Alison - Wto 15 Sty, 2008 14:47

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Wierzę w Wasze poczucie humoru. Narazie to nie wiem co myśleć :wink: cała nadzieja w tym, że mam do was zaufanie :mrgreen:

Ojej. Poczułam ciężar odpowiedzialności. :mrgreen:

W każdym razie możemy się umówić tak - wkleję to, co na razie mam (starczy do końca tygodnia). Jak będzie dalsze zapotrzebowanie społeczne, to będę tłumaczyć dalej. A jak nie - to poszukam czegoś innego. OKEEEJ ? :wink:


Tłumacz co chcesz, nawet encyklopedię Britannicę, Ciebie będę czytać do skonu bez szemrania :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group