To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Przeminęło z Wiatrem M Mitchell

Maryann - Nie 14 Paź, 2007 21:30

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
Gardził Ashleyem za brak zdecydowania ("nie umie być swojej żonie wierny w myślach, ani niewierny czynem") i za to, że pozwala się utrzymywać kobiecie.

Zazdrość nim kierowała, a wtedy trudno o uczciwą ocenę.

Pewnie masz rację... Chociaż przyznam, że Ashley nie należy do moich ulubionych bohaterów, więc (choć zazdrosna o Scarlett bynajmniej nie jestem :mrgreen: ), to w kwestii Ashleya zgadzam się z Rettem w zupełności.

asiek napisał/a:
Rhett wstydził się tych uczuć i z reguły rżnął cynika. :-)

On określił to inaczej - ukrywał swoje uczucia, bo bał się, że jeśli Scarlett się o nich dowie, to wykorzysta je przeciwko niemu.

Anonymous - Nie 14 Paź, 2007 21:35

Bo Scarlett brała miłośc i trzymała nad głową niczym bat.
Ale co z Ashleya za facet trwa w takim zawieszeniu. Co jak co Rhett miał rację

asiek - Nie 14 Paź, 2007 21:37

Maryann, wspomniałaś o przyjęciu rodzinowym Ashley'a...Na tym przyjęciu Scarlett ma przepiękną kreację, bardzo mi się w niej podoba.

A wracając do Scarlett i Rhetta, to zawsze mi smutno kiedy się rozstają i płaczę jak bóbr. :cry2:

Maryann - Nie 14 Paź, 2007 21:46

asiek napisał/a:
Maryann, wspomniałaś o przyjęciu rodzinowym Ashley'a...Na tym przyjęciu Scarlett ma przepiękną kreację, bardzo mi się w niej podoba.

Uwielbiam ten kolor. I suknia faktycznie jest wspaniała.
I taka musiała być - jak powiedział Rett: Twój sztandar musi powiewać dumnie... :wink:

Maryann - Nie 14 Paź, 2007 21:55

asiek napisał/a:
A wracając do Scarlett i Rhetta, to zawsze mi smutno kiedy się rozstają i płaczę jak bóbr. :cry2:

Mi też jest smutno, ale tylko ze względu na niego - tyle "zainwestował" w ten związek i wszystko stracił.
Scarlett bardzo sumiennie pracowała na swój los, więc nie powinna narzekać, że dostała to, na co zasłużyła. Zresztą ona tak do końca nie uwierzyła, że to już koniec...

asiek - Nie 14 Paź, 2007 22:08

Maryann napisał/a:
Mi też jest smutno, ale tylko ze względu na niego - tyle "zainwestował" w ten związek i wszystko stracił.
Scarlett bardzo sumiennie pracowała na swój los,...

Mnie ich oboje żal. Rhetta z tych samych powodów co i Tobie, a Scarlett ? Była młodsza od Rhetta, mniej dojrzała... Potrzebowała więcej czasu, by dostrzec to co ważne. Szkoda mi, że tych dwoje się rozminęło. :(

Ps. Dzisiaj obejrzałam na YT fragmenty P&P z 1940 r., to prawie jak "Przeminęło..." :wink:

Maryann - Pon 15 Paź, 2007 09:33

asiek napisał/a:
a Scarlett ? Była młodsza od Rhetta, mniej dojrzała... Potrzebowała więcej czasu, by dostrzec to co ważne.

Tylko czy w ogóle to dostrzegła ? Czy to nie była "chwilowa poprawa obyczajów" wywołana szokiem po śmierci Meli ?

asiek - Pon 15 Paź, 2007 17:50

Myślę, że w końcu pokochała Rhetta. Pamiętasz, jaka była szczęśliwa po TEJ nocy ? A potem kiedy Rhett wrócił z córeczką z Londynu, to szczerze się ucieszyła na jego widok. W czasie gorączki, po porodnieniu, jego właśnie wzywała na pomoc. Sądzę, że już wtedy darzyła go uczuciem. Nie umiała mu jednak tego okazać.
Anonymous - Pon 15 Paź, 2007 18:07

Właśnie jak leżała w tej gorączce to było tak blisko, że .... :frustracja:
BeeMeR - Pon 15 Paź, 2007 18:16

Dobrych parę lat jej to zajęło, ale faktycznie przywiązała się do Rhetta i uzależniła dużo mocniej niż planowała (a nie planowała przecież w ogóle :wink: ), intrygował ją, potrafił zaskoczyć - w odróżnieniu od licznych, nudnych wielbicieli.
Z Ashleyem myślę, że częściowo było podobnie - to przecież jedyny facet, który nie padał przed nią na kolana i którego nie mogła owinąć wokół paluszka. Rhetta mogła - częściowo :mrgreen: (czyli tylko wtedy, kiedy on tego chciał :-P )
A przy wspomnianej rozmowie Scarlett i Rhetta na temat wierności - myślę, że gdyby tego chciała, gdyby pokazała, że jej zależy, gdyby uszczęśliwiała jego - Rhett byłby jej wierny. A tak - to postarał się ją zranić jak najmocniej - słowami i czynem oczywiście.

Zawsze mi szkoda, że ich tak zżera ta duma i niechęć do przyznania się do błędu oraz odkrycia prawdziwych pragnień, oczekiwań, nadziei... :(

Anonymous - Pon 15 Paź, 2007 18:21

Bo Oni się ranili wzajemnie. Jakby to był konkurs kto bardziej
BeeMeR - Pon 15 Paź, 2007 18:43

no właśnie i to jest takie przykre. Niestety - w życiu czasem tak bywa, że rani się kochaną osobę, bo nie chce wyjść na mięczaka - znałam taką parę co to normalnie chciało się obojgu przetrzepać tyłki za podobne zagrywki :bejsbol:

Ale też może i trochę przez to Scarlett-Rhett jest dla mnie przystępniejszą parą niż wyidealizowani Melania-Ashley, tym bardziej, że w filmie on jest łokropnie, ale to łokropnie nie w moim stylu :confused3:

Maryann - Pon 15 Paź, 2007 21:37

asiek napisał/a:
Myślę, że w końcu pokochała Rhetta. Pamiętasz, jaka była szczęśliwa po TEJ nocy ? A potem kiedy Rhett wrócił z córeczką z Londynu, to szczerze się ucieszyła na jego widok.

Tak. On też się ucieszył z nowiny o drugim dziecku, ale zrobił wszystko, żeby tej radości nie okazać. Z wiadomym skutkiem...
On się bał przyznać do miłości, żeby Scarlett nie wykorzystała tej wiedzy przeciwko niemu (przecież widział, jak grała choćby na uczuciach Ashleya).
A ona... Ona po prostu nie umiała chyba nazwać i zrozumieć tego, co czuła.

Anonymous - Pon 15 Paź, 2007 21:40

Wtedy to troszkę jej pojechał. Która z nas by zniosła taki tekst. On się osłaniał, atakował, zeby się nie bronić
Maryann - Pon 15 Paź, 2007 21:44

lady_kasiek napisał/a:
Wtedy to troszkę jej pojechał.

TROSZKĘ... To jest chyba jedyny moment, w którym naprawdę mam ochotę mu przyłożyć... :?

Anonymous - Pon 15 Paź, 2007 21:46

Scarlett święta nie była, ale badź co bądź straciła przez niego dziecko mogła mieć, zal. potem za to ona się zrewanżówala. Kiedy Bonnie umarła
Maryann - Pon 15 Paź, 2007 22:01

lady_kasiek napisał/a:
Scarlett święta nie była, ale badź co bądź straciła przez niego dziecko mogła mieć, zal.

Mogła. Ale czy miała ?

asiek - Pon 15 Paź, 2007 22:07

Maryann napisał/a:
Tak. On też się ucieszył z nowiny o drugim dziecku, ale zrobił wszystko, żeby tej radości nie okazać. Z wiadomym skutkiem...
On się bał przyznać do miłości, żeby Scarlett nie wykorzystała tej wiedzy przeciwko niemu (przecież widział, jak grała choćby na uczuciach Ashleya).
A ona... Ona po prostu nie umiała chyba nazwać i zrozumieć tego, co czuła.

Między Rhettem a Scarlett ciągle toczy się gra. Jedno chce mieć przewagę nad drugim. Nie mając do siebie zaufania, nie mogli stworzyć udanego związku.

asiek - Pon 15 Paź, 2007 22:10

Maryann napisał/a:
lady_kasiek napisał/a:
Scarlett święta nie była, ale badź co bądź straciła przez niego dziecko mogła mieć, zal.

Mogła. Ale czy miała ?

Nie sądzę, by miała. Dzieci, ...macierzyństwo nie sprawiało jej przyjemności.

Maryann - Pon 15 Paź, 2007 22:13

asiek napisał/a:
Nie mając do siebie zaufania, nie mogli stworzyć udanego związku.

Z tym zaufaniem to chyba bardziej chodzi o Retta. Scarlett mu przecież ufała - to jemu mówiła o wszystkim, nawet o tym, czego nigdy nie powiedziałaby Ashleyowi. To Rett znał jej prawdziwe poglądy na życie, jemu bez skrępowania opowiadała o swoich machlojkach, jego pytała o radę.
Scarlett czuła się przy nim najswobodniej i najbezpieczniej - nie zadała sobie tylko nigdy pytania, dlaczego on jest obok zawsze wtedy, kiedy ona go potrzebuje. Nigdy nie próbowała nawet go zrozumieć...

Maryann - Pon 15 Paź, 2007 22:16

asiek napisał/a:
Maryann napisał/a:
lady_kasiek napisał/a:
Scarlett święta nie była, ale badź co bądź straciła przez niego dziecko mogła mieć, zal.

Mogła. Ale czy miała ?

Nie sądzę, by miała. Dzieci, ...macierzyństwo nie sprawiało jej przyjemności.

Właśnie - oględnie mówiąc nie miała szczególnie rozwiniętych uczuć macierzyńskich. Nie była dobrą matką dla Wade'a i Elli. Z Bonnie było trochę inaczej, ale tu mogła zaważyć zazdrość i próba rywalizacji z Rettem.
Na tamto dziecko jednak naprawdę się cieszyła. A mimo to nie przypominam sobie, żeby jakoś szczególnie żałowała, że się nie urodziło...

asiek - Pon 15 Paź, 2007 22:29

Maryann napisał/a:
Z tym zaufaniem to chyba bardziej chodzi o Retta. Scarlett mu przecież ufała - to jemu mówiła o wszystkim, nawet o tym, czego nigdy nie powiedziałaby Ashleyowi. To Rett znał jej prawdziwe poglądy na życie, jemu bez skrępowania opowiadała o swoich machlojkach, jego pytała o radę.

Jednak długo nie potrafiła powiedzieć mu co czuje do niego. Nie przyznała się, że TA noc była udana, ...że tęskniła za nim, kiedy był w Londynie.

Maryann - Pon 15 Paź, 2007 22:33

asiek napisał/a:
Nie przyznała się, że TA noc była udana, ...że tęskniła za nim, kiedy był w Londynie.

W pierwszej chwili po powrocie chyba chciała to zrobić, ale "coś" ją powstrzymało i tym samym sprowokowała go do tej podłej uwagi o dziecku...
Gdyby się wtedy nie cofnęła... :?

Anonymous - Wto 16 Paź, 2007 06:33

Bo potem malo miejsca poświęca się uczuciom Scarlett. Dopiero pod koniec i wtedy dziecko to które miało się urodzić schodzi na dalszy plan. Ważniejsze są realacje Scarlett-Rhett
Loana - Wto 16 Paź, 2007 13:45

Obejrzalam film i lubie go od strony wizualnej, natomiast historii nie lubie, bo nie ma happy endu... a Scarlett to dziwna dla mnie postać - egoistyczna, inteligentna, ale i nie majaca do konca wyobrazni w sprawie uczuc (moze to kwestia tego malego doswiadczenia w tych sprawach). Natomiast ksiazki nie czytalam i nie wiem, jaka jest postac Scarlett w ksiazce. Napiszcie prosze, jak skonczyla sie historia pisana? Co bylo na koncu? Nie pamietam z filmu, zeby Scarlett odmowila Rettowi wstepu do loza - dlaczego to zrobila i co sie potem stalo? I skad wiadomo, ze rozeszli sie na zawsze? Jakos po filmie mialam wrazenie, ze zakonczenie bylo dosc otwarte - tzn rozeszli sie, ale nie umarli itp., wiec jakas szansa zostala. :)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group