Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Madelaine - Sob 30 Cze, 2007 10:32
no to teraz panna Lizzy da ci niezłą szkołę życia, chłopczyku
teraz skończysz sufit, a zaczniesz marmurowe posadzki nosem rysować
1agawa - Sob 30 Cze, 2007 10:51
| Maryann napisał/a: | | Darcy odwrócił się i spojrzał w kierunku Hunsford. Tam leżała jego przyszłość, jego pomyślność, pociecha wszystkich w Pemberley. Nadszedł czas, żeby to zdobyć ![...] z kapeluszem pod pachą i sercem gwałtownie walącym w piersi, wszedł do pokoju. | Skąd wiedział, że Lizzy leży i czeka na zdobycie? Czy jest zamkiem, warownią?
PS. nie modłam się oprzeć: | Cytat: | Już był w ogródku, już witał się z gąską;
Kiedy skok robiąc wpadł w beczkę wkopaną,
Gdzie wodę zbierano;
Ani pomyślić o wyskoczeniu.
Chociaż wody nie było i nawet nie grząsko:
Studnia na półczwarta łokcia,
Za wysokie progi
Na lisie nogi; | Co prawda Darcy nie przypomina lisa, ale by wydostać się będzie potrzebował nie lada pomocy.
Maryann - Sob 30 Cze, 2007 13:01
| 1agawa napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Darcy odwrócił się i spojrzał w kierunku Hunsford. Tam leżała jego przyszłość, jego pomyślność, pociecha wszystkich w Pemberley. Nadszedł czas, żeby to zdobyć ![...] z kapeluszem pod pachą i sercem gwałtownie walącym w piersi, wszedł do pokoju. | Skąd wiedział, że Lizzy leży i czeka na zdobycie? Czy jest zamkiem, warownią? |
W oryginale było "there lay his future...", ale może rzeczywiście to nie jest najszczęśliwsze określenie... Już zmieniłam.
A swoją drogą - Lizzy była dla niego chyba tak samo trudna do zdobycia, jak niejeden zamek...
Mag - Sob 30 Cze, 2007 13:01
| Maryann napisał/a: | | Wkrótce ona będzie jego ! |
Na ile, ta jego fascynacja wynikała z zachwytu nad inteligencja Lizzy, a ile z pociągu fizycznego
Dzieki kochane ABT
Maryann - Sob 30 Cze, 2007 13:10
Z pociągu fizycznego ? Nieee, przecież on się w jej błyskotliwej inteligencji zakochał... Tylko i wyłącznie.
Kaziuta - Sob 30 Cze, 2007 15:24
Przecież to sprzeczność sama w sobie. Oni nigdy nie zakochują się w inteligencji.
Maryann - Sob 30 Cze, 2007 16:21
ONI może nie. Ale przecież Darcy był wyjątkowy...
bezpaznokcianka - Sob 30 Cze, 2007 16:56
| Maryann napisał/a: | Z pociągu fizycznego ? Nieee, przecież on się w jej błyskotliwej inteligencji zakochał... Tylko i wyłącznie. |
a jej piękne oczy? dla oczu stracił głowę. i bez przesady z tą inteligencją, bo Darcy facetem ci jest, a gdzie oni patrzą na takie rzeczy. ZWŁASZCZA u kobiet.
matko już nie mogę się doczekać! dzięki
asiek - Sob 30 Cze, 2007 18:35
| Maryann napisał/a: |
Wkrótce… Wkrótce ona będzie jego ! Ta myśl rozgrzewała go, [...] z kapeluszem pod pachą i sercem gwałtownie walącym w piersi, wszedł do pokoju. |
Piiiiiięęęękny fragment !!!!
I Darcy '95 jako żyw staje mi przed oczami.
Maryann,
Maryann - Sob 30 Cze, 2007 21:03
| bezpaznokcianka napisał/a: | a jej piękne oczy? dla oczu stracił głowę. |
No a w tych pięknych oczach to się przecież właśnie błyskotliwa inteligencja odbijała.
1agawa - Sob 30 Cze, 2007 21:25
| Maryann napisał/a: | W oryginale było "there lay his future...", ale może rzeczywiście to nie jest najszczęśliwsze określenie... Już zmieniłam.
A swoją drogą - Lizzy była dla niego chyba tak samo trudna do zdobycia, jak niejeden zamek... |
Znaczy się, że czeka mnie kolejna książka do przeczytania po angielsku. Ale dopiero we wrześniu. Niedługo wakacje dzieci, a w tej chwili czytam Perswazje (dość wolno).
Gosia - Sob 30 Cze, 2007 23:04
Dobrze jest jednak napisany ten fanfik.
Czekam na final tej sceny
Maryann - Nie 01 Lip, 2007 07:04
Rozdział III część 10
Ich oczy spotkały się, gdy przekraczał próg.
- Pan Darcy !
Elizabeth dygnęła. Tak bardzo był spragniony jej widoku po niemal dwóch dniach, że jego ukłon był najkrótszy z możliwych. Z rezerwą wskazała, żeby usiadł.
- Więc nie jest pani chora – stwierdził pośpiesznie podchodząc do niej – Powiedzieli, że jest pani chora. Przyszedłem więc, żeby usłyszeć, że już pani lepiej.
- Jak pani widzi, sir – odparła chłodno na jego troskę, dodając na końcu, tuż przed tym, zanim zajęła swoje miejsce – Dziękuję.
Darcy zrobił krok w tył i odłożył na bok swoje rzeczy, po czym usiadł na krześle naprzeciwko tego, które ona wybrała. Jego serce biło jak szalone, gdy tak przyglądał się siedzącej przed nim kobiecie. Piękna ! Taka piękna ! Natarczywe, nagłe impulsy narastały w jego piersi zagłuszając racjonalność i mieszając jego myśli. Pragnął jej. Och, jak bardzo jej pragnął !
Uniosła brwi, zdziwiona jego milczeniem. Przyłapany na otwartym podziwianiu jej, szybko odwrócił wzrok. Nie powiedziała ani słowa, ale bicie jego serca, jego własnego serca, dźwięczało mu w uszach tak głośno, że nie był w stanie myśleć.
Musi mieć jasny umysł, odzyskać panowanie nad swoimi emocjami ! Wstał i zaczął chodzić po pokoju. Wbrew głosowi rozsądku znowu na nią spojrzał. Mów ! domagało się jego serce. Zatrzymał się i odwrócił w jej stronę, układając w głowie swoją mowę. Panno Elizabeth Bennet, czy uczyni mi pani zaszczyt… Nagle poczuł na sobie cały ciężar tego słowa. Zaszczyt ? Zaszczyt w tej sprawie był cały po jego stronie, a on zamierzał oddać go na niesławę w sposób, który cały świat zobaczy i potępi ! Lodowate niezadowolenie rodziny z niskich koneksji, jakie wprowadzi do jej grona, zimne zakłopotanie jego przyjaciół i znajomych, kiedy znajdzie się znowu między nimi, drwiny jego wrogów – wszystko to stanęło mu przed oczyma. Odwrócił się do okna i niewidzącym wzrokiem patrzył w późne popołudnie. Godzinę temu wszystko było dla niego tak jasne, a teraz znowu tkwi w grzęzawisku wątpliwości i niezdecydowania. Zanim zdał sobie sprawę z tego, co robi, wsunął palce do kieszonki kamizelki. Nic ! Wydął wargi z odrazy do samego siebie. Oczywiście, jedwabnych nitek tam nie było ! Puścił je z wiatrem. Odwrócił się z powrotem do pokoju tylko po to, żeby natychmiast zatracić się w cudownym profilu Elizabeth. Czy Rozwaga podążała za nimi ?
Piękna, inteligentna, pełna wdzięku – była tym wszystkim. Jej głos przyprawiał go o dreszcz emocji, jej biegłość jako pianistki działała na niego kojąco, jej pogarda dla sztuczności odpowiadała jego własnej. Jej współczucie było prawdziwe, jej umysł wspaniały, odwaga w obronie własnego zdania, nawet przeciwko niemu, wzbudzała jego najwyższy podziw i pragnienie. Mieć to uosobienie wszystkich Gracji dla siebie! Duma wzbierająca na myśl o posiadaniu jej odciągnęła go od okna. Musi ją mieć ! Otworzył usta, żeby mówić, ale pokój nagle wypełnił się jej krewnymi: jej intrygującą, okropną matka, rozhukanymi młodszymi siostrami, obojętnym i nietaktownym ojcem i wszystkimi niewyraźnymi ciotkami i wujami zajmującymi się handlem. Wszyscy oni ustawili się wokół niej, odbierając mu mowę. Cofnął się, czując na plecach oczy wszystkich swoich krewnych, błagających w milczeniu, żeby tego nie robił. Niemal dławiąc się z bezsilnej frustracji zrobił krok, a potem następny do środka pokoju. I w tej chwili ona spojrzała na niego swymi ciemnymi, wspaniałymi oczyma, wielkimi i pytającymi.
Ania1956 - Nie 01 Lip, 2007 07:19
nooo nieee oświadczyny na raty!!!! zlitujcie się
Gosia - Nie 01 Lip, 2007 09:41
Całkiem przyjemne dawkowanie emocji
I znowu dobrze napisany (i jak domyslam sie, dobrze przetlumaczony) fragmencik.
Oddana gonitwa mysli i sprzeczne uczucia.
asiek - Nie 01 Lip, 2007 10:37
| Ania1956 napisał/a: | nooo nieee oświadczyny na raty!!!! zlitujcie się |
Przyłączam się do Ani... oświadczyny na raty grożą ZAWAŁEM !
Maryann'ku zlitujże się.
"Elizabeth Bennet, czy uczyni mi pani zaszczyt… Nagle poczuł na sobie cały ciężar tego słowa. Zaszczyt ? Zaszczyt w tej sprawie był cały po jego stronie, a on zamierzał oddać go na niesławę w sposób, który cały świat zobaczy i potępi ! Lodowate niezadowolenie rodziny z niskich koneksji, jakie wprowadzi do jej grona, zimne zakłopotanie jego przyjaciół i znajomych, kiedy znajdzie się znowu między nimi, drwiny jego wrogów – wszystko to stanęło mu przed oczyma. Odwrócił się do okna i niewidzącym wzrokiem patrzył w późne popołudnie. Godzinę temu wszystko było dla niego tak jasne, a teraz znowu tkwi w grzęzawisku wątpliwości i niezdecydowania."
W takim momencie wątpliwości i niezdecydowanie ???
Jak się baaardzo kocha, to w chwili oświadczyn nie myśli się o konsekwencjach, a już rodzina wybranki/a jest odległa niczym Andromeda.
Żółta karta dla Pamelki.
A dla Maryann za piękne tłumaczenie.
Maryann - Nie 01 Lip, 2007 11:13
Dzięki za miłe słowa.
| asiek napisał/a: | W takim momencie wątpliwości i niezdecydowanie ???
Jak się baaardzo kocha, to w chwili oświadczyn nie myśli się o konsekwencjach, a już rodzina wybranki/a jest odległa niczym Andromeda.
Żółta karta dla Pamelki. |
Ta żółta kartka to chyba jednak musiałaby być dla... JA, bo to ona kazała Darcy'emu przy oświadczynach pleść o niższości rodziny Elżbiety.
A tak a'propos - to forma tych oświadczyn jest dla mnie potwierdzeniem tezy, że Darcy jeszcze wtedy nie kochał Elżbiety. Był nią zauroczony, ale jej nie kochał.
asiek - Nie 01 Lip, 2007 11:37
| Maryann napisał/a: | | Ta żółta kartka to chyba jednak musiałaby być dla... JA, bo to ona kazała Darcy'emu przy oświadczynach pleść o niższości rodziny Elżbiety. |
Maryann, masz rację.
Jednak sądziłam, że wywody o rodowodzie Lizzy były częścią mowy, wcześniej przygotowanej przez Darcy'go. Nie wpadłam na to, że niefortunne słowa sklecił ad hock.
| Maryann napisał/a: | | A tak a'propos - to forma tych oświadczyn jest dla mnie potwierdzeniem tezy, że Darcy jeszcze wtedy nie kochał Elżbiety. Był nią zauroczony, ale jej nie kochał. |
Praawdaa ? Tylko jedno było mu w głowie ...
| Maryann napisał/a: | | Pragnął jej. Och, jak bardzo jej pragnął ! |
Oczywiście, mowa tu o .... błyskotliwej inteligencji, mieszkającej w pięknych oczach Elizabeth.
Czegoż to człek nie zrobi, aby podwyższyć swoje IQ.
Maryann - Nie 01 Lip, 2007 12:05
| asiek napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Ta żółta kartka to chyba jednak musiałaby być dla... JA, bo to ona kazała Darcy'emu przy oświadczynach pleść o niższości rodziny Elżbiety. |
Maryann, masz rację.
Jednak sądziłam, że wywody o rodowodzie Lizzy były częścią mowy, wcześniej przygotowanej przez Darcy'go. Nie wpadłam na to, że niefortunne słowa sklecił ad hock. |
Ta teoria o zmianie przygotowanego "wystąpienia oświadczynowego" jest Pameli, ale chyba jest dosyć zgodna z tym, co pisze JA. Darcy nie wiedział, że Lizzy nie pojawi się w Rosings, więc jego wizyta na plebanii z pewnością nie była planowana i działał pod wpływem impulsu.
No i poszedł "na żywioł". I plótł wszystko, co mu ślina na język przyniosła...
Mag - Nie 01 Lip, 2007 20:27
| Maryann napisał/a: | | Piękna ! Taka piękna ! Natarczywe, nagłe impulsy narastały w jego piersi zagłuszając racjonalność i mieszając jego myśli. Pragnął jej. Och, jak bardzo jej pragnął ! |
Oczywiście mowa o inteligencji Elizabeth | Maryann napisał/a: | | Piękna, inteligentna, pełna wdzięku – była tym wszystkim. Jej głos przyprawiał go o dreszcz emocji, jej biegłość jako pianistki działała na niego kojąco, jej pogarda dla sztuczności odpowiadała jego własnej. Jej współczucie było prawdziwe, jej umysł wspaniały, odwaga w obronie własnego zdania, nawet przeciwko niemu, wzbudzała jego najwyższy podziw i pragnienie. | Mógł jej TO powiedzieć, zamiast pleść o koneksjach
Dzięki Maryannku
Alison - Nie 01 Lip, 2007 21:44
Hejkum! Ale tu się dzieje! Emocje rozsadzaja monitor! I to wcale nie te Darcy'owe, ale te Wasze
Wróciłam max padnięta z Bieszczad, które są dzikie jak Yellowstone, jeśli sie nie chodzi po szlakach, cały tydzień łaził za mną niedżwiedź, i to chyba bynajmniej nie ten sam , pożarł mi trochę nerwów, ale jutro dopieszczam swoje ciastka i hopla! Oświadczynki dla każdej dziewczynki!
Kaziuta - Nie 01 Lip, 2007 21:53
O Mateczka. Witaj
Kaziuta - Nie 01 Lip, 2007 21:56
| Maryann napisał/a: | | Zaszczyt ? Zaszczyt w tej sprawie był cały po jego stronie, |
Zarozumialec
| Maryann napisał/a: | | Musi ją mieć ! |
A co to wyprzedaż czy promocje ? Elizbaeth to nie atrakcyjny towar, który możne sobie kupić rozkapryszony chłopczyk z wysokim mniemaniem o sobie.
asiek - Nie 01 Lip, 2007 22:32
Kaziutko, ależ bojowa z Ciebie dziewczyna.
Proszę oszczęć nam Darcy'ego i pozwól, by dostał czarną polewkę.
Nie odbieraj tak wielkiej przyjemności !
Ali, witaj nam na salonach.
Maryann - Pon 02 Lip, 2007 05:48
Rozdział III część 11
Wielkie nieba, Elizabeth ! Serce podeszło mu do gardła wypychając przed sobą słowa niepohamowaną falą.
- Na próżno walczyłem ze sobą. To się nie uda. Nie zdołam zdławić moich uczuć – przerwał z trudem gwałtownie łapiąc powietrze. Jego głos był zachrypnięty od przepełniających go emocji – Musi mi pani pozwolić powiedzieć sobie, jak gorąco ją wielbię i kocham.
O ile to było możliwe, jej oczy na te słowa otwarły się jeszcze szerzej, a twarz pokrył ciemny rumieniec. Z jego strony ulga po wyznaniu swych uczuć wzbudziła w nim beztroską euforię niczym kieliszek mocnego wina.
- Niemal od chwili, kiedy się poznaliśmy poczułem do pani głębokie, namiętne uczucie, które pokonało wszystkie moje wysiłki, żeby je zwalczyć – serce biło mu z podniecenia, ale teraz już bardziej miarowym rytmem. Słowa płynęły swobodnie – Wkrótce wiedziałem, że zostałem panią oczarowany, że mnie pani niepowstrzymanie pociąga i urzeka. Panno Bennet, jest pani w moim umyśle i w moim sercu od miesięcy ! Gdziekolwiek poszedłem, cokolwiek widziałem, wszędzie tam pani była ze mną.
Podszedł bliżej i spojrzał jej głęboko w oczy, pragnąc, żeby je podniosła i odwzajemniła jego żarliwość.
- Jestem w pełni świadomy trudności wynikających z różnic w naszych pozycjach społecznych, licznych przeszkód związanych z niższością pani rodziny. Są one, doprawdy, takiej natury, że żaden rozsądny człowiek nie może lekceważyć ich znaczenia. Zmagałem się z nimi od początku, porównując moją skłonność z własnym rozsądkiem i świadomością, że całe towarzystwo i moja najbliższa rodzina będą patrzeć na nasz związek jako na poniżenie. To właśnie te poważne przeszkody kazały mi dotąd milczeć o moich uczuciach. Nic się nie poradzi ani na nie, ani na mój szczery afekt do pani, choć z całej siły próbowałem go zwalczyć – przerwał na chwilę i zebrał się w sobie, zanim przedstawił propozycję, która miała zdecydować o jego przyszłości – Jestem przekonany, że jest pani i zawsze będzie panią mego serca, że nasze przyszłe losy splatają się ze sobą niczym nici i że tak, jak one, będą pomyślniejsze, jeśli splotą się w jedno. Dlatego proszę i mam nadzieję, że wynagrodzi pani moją długą i mozolną walkę przyjmując moje oświadczyny i zgadzając się zostać moją żoną.
Dobrze ! Zrobił to ! Niech cały świat idzie do diabła. Będzie szczęśliwy ! Szybko oddychając oparł się o kominek Collinsów i spojrzał na Elizabeth czekając na słowa, które miały za jednym zamachem zapewnić mu szczęście, którego tak pragnął i hańbę, której tak się obawiał.
Delikatny rumieniec, który pokrywał twarz Elizabeth w trakcie jego przemowy, pod jej koniec pociemniał. Odwróciła od niego wzrok patrząc zamiast tego na swoje dłonie, ciasno splecione na kolanach. Dlaczego nic nie mówi ? Czy jest poruszona ? Czy wyraził swoje uczucia zbyt płomiennie ?
- W takich przypadkach, jak ten, przyjęte jest wyrażenie wdzięczności za wyznane uczucia, nawet, jeśli nie można ich odwzajemnić.
Co ? Chyba źle ją usłyszał ! Darcy wyprostował się, konsternacja sprawiła, że nie rozumiał znaczenia jej słów.
- Wdzięczność jest naturalna i gdybym mogła ją odczuwać, podziękowałabym panu teraz. Ale nie potrafię. Nigdy nie zabiegałam o pańską dobrą opinię, a pan z pewnością niechętnie ją powziął – oczy Elizabeth błyszczały – Przykro mi, że sprawiam komuś ból. Jednak zrobiłam to nieświadomie i mam nadzieję, że nie będzie on trwał długo. Względy, które, jak pan mówi, długo nie pozwalały panu wyznać pańskich uczuć, teraz będą mogły bez trudu je pokonać.
|
|
|