To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Rozważna i romantyczna

Trzykrotka - Śro 26 Lip, 2006 08:17

Ten wątek w książce jest mało pociągający. Z jednej strony Marianna dostaje to, do czego dążyly zapewne wszystkie niebogate panny na wydaniu epoki edwardiańskiej, ale jakoś ten mariaż wydaje się wyrachowany i zimny. To filmowy pułkownik ma w sobie ciepło, miłość i masę czaru, a Marianna uczy sie go doceniać (scena czytania na głos po jej chorobie, mmmm) i - pewnie kochać. Książkowej Marianny zawsze troche żałuję. Po uniesieniach i szaleństwach pierwszej miłości dostała chyba zbyt dużą stabilizację.
Agnesse - Śro 26 Lip, 2006 10:38

Może ona pragnęła tej stabilizacji?
Nawet jeśli nie kochała pułkownika, to z pewnością szanowała go i ceniła, a na dłuższą metę to jest ważniejsze niż fascynacja i zauroczenie.

elbereth - Śro 26 Lip, 2006 11:46

Agnesse napisał/a:
Może ona pragnęła tej stbilizacji?

Jakoś nie mogę w to uwierzyć... Dla pułkownika Marianna z pewnościa była nagrodą, ale on dla niej... Niby Jane Austen próbuje nas przekonać, że Marianna zmieniła się po tej historii z Willoughby'm, ale czy aż tak, żeby pragnąć spokojnego "życia bez zdarzeń"?

Jak na mój gust, Brandon bardziej pasowałby do Eleonory. Tylko co wtedy zrobić z Edwardem? Nie byłoby mi go żal, gdyby jednak ożenił się z Lucy... w końcu za błędy młodości często trzeba płacić :twisted:

No tak, ale to już by była inna powieść. Zaufajmy Austen...

Agnesse - Śro 26 Lip, 2006 11:53

Tak, masz rację zaufajmy Austen.

Marianna była bardzo wrażliwą i uczuciową osobą, a wiem, że takie z reguły po odtrąceniu czy jakimś niepowodzeniu zamykają się w sobie, po czym następuje właśnie okres stabilizacji, a to może trwać różnie, w zależności od stopnia wstrząsu.

elbereth - Śro 26 Lip, 2006 11:56

No tak, ale małżeństwo trudno potraktować jako przejściowy "okres stabilizacji" :-)
Agnesse - Śro 26 Lip, 2006 12:15

Wstrząs był wielki, pozatym pułkownik nie był już taki najmłodszy...
elbereth - Czw 27 Lip, 2006 10:58

No tak, nie był najmłodszy... z punktu wiezenia Marianny :smile: Z tgo co pamiętam miał jakieś 38 lat :smile:
Gunia - Pią 28 Lip, 2006 20:04

Agnesse napisał/a:
Wstrząs był wielki, pozatym pułkownik nie był już taki najmłodszy...
Hehehe... :twisted: Coś czuję, że ktoś ma tu jakąś teorię spiskową...
Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 09:21

Dziś takie związki są średnio tolerowane jak 20 letnia panienka z 40 letnim gościem to zaraz jest że leci na kase i takie tam.
Maryann - Sob 29 Lip, 2006 22:01

elbereth napisał/a:
Agnesse napisał/a:
Może ona pragnęła tej stbilizacji?

Jakoś nie mogę w to uwierzyć... Dla pułkownika Marianna z pewnościa była nagrodą, ale on dla niej... Niby Jane Austen próbuje nas przekonać, że Marianna zmieniła się po tej historii z Willoughby'm, ale czy aż tak, żeby pragnąć spokojnego "życia bez zdarzeń"?

No właśnie... Dla mnie Marianna jest zbyt egzaltowaną osobą, żeby długo wytrzymać to "spokojne życie bez zdarzeń". Na krótką metę mogło jej się ono spodobać - zwłaszcza po zdradzie Willoughby'ego i swojej chorobie - ale jakoś nie mogę uwierzyć, że w wieku niespełna dwudziestu lat raptem przejęła większość cech od swojej rozsądnej siostry.
Na pewno nauczyła się szanować pułkownika i chyba rozmyślnie by go nie zraniła, ale nie wiem, co by sie stało, gdyby jakiś nowy Willoughby spróbował ją oczarować grając na jej romantycznych uczuciach...

Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 22:07

a mi sie wydaje że do zdrady by się nie posunęła(ani do zamieskzania w komunie hipisowskiej) :evil: :twisted: ale na dłuższa metę nie mozna być z kims kto tak się od nas różni i kogo nie kochamy. Bo się wpada albo w melancholię(rozpacz która nie dojrzała) albo się zaczyna nienawidzić tego kto nas trzyma w tym więżieniu wydaje mi się że każda z wersji zraniła by Brabndonka(oj Barndzio wpadaj do mnie mi tam takie więzienie w to mi gra :D )
Ale falkt mogła stale udawać że wsyztsko jest cacy zapsokajać potrzeby męzusia dbać o dom dzieci a być nieszcześliwa w samotnoości serduszka

Maryann - Sob 29 Lip, 2006 22:14

Zdrada i komuna hipisowska ? To mi się kojarzy z panią Tennant. Nie, żeby zranić Brandona nie musiałaby się posuwać tak daleko. Wystarczy wspomnieć, jak bardzo dręczyła go jawnie okazywana sympatia Marianny dla Willoughby'ego.
A cierpienie w samotności - to już zupełnie mi nie pasuje do Marianny. Gdyby nawet przez jakiś czas sprawiało jej to pewną przewrotną przyjemność (mogłaby powzdychać nad własnym losem), to chyba raczej na krótko.

Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 22:18

Mariannna najpierw czuje, potem myśli. Zawsze dawała się ponieść emocjom, zawsze rozsądek właczał się na końcu (o ile w ogóle się włączał).
Gdyby znalazł się jakiś przystojniaczek, który poruszłyby jej serce (a weźmy pod uwage, że w ciagu najbliższych 20 lat na pewno ktoś może się pojawić) brnęłąby w związek na ślepo. Może gdy się pojawią dzieci, dla nich się choc troche opamieta.
Weźcie pod uwagę wszystkie rozsądne georiny - Anna karenina, Madame de Tourvel. One były przeciez te rozsądne, a jednak miłość je powała. Co dopiero Mariannę !!
Mariann jest przeciez egoistką. Myśli o sobie nie dlatego, że uważa, że jej osoba jest najważniejsza, a dlatego, że po prostu nie przyjdzie jej do głowy pomyśleć o innych. W tym przypadku pułkownik tez zupełnie jej wywietrzeje z głowy. Po prostu nie pomysli czy jej zachowanie sprawi mu ból czy nie.

Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 22:24

Do Anny bym jej nie porównała jednak Karenin to nie Brandon Brandon starałsię zrozumieć Mariankę a Karenin miał sztywne zasady i koniec zero uczucia maszyna.
sięgnęłam tutaj po dorobek pani tennant :D . Właśnie o tym cierpieniu mówiłam Brandon cierpiałby na samą myśl że ona go nie kocha. To cierpienie w smaotności też mi średnio pasuje ale nie chcę skreślac dziewczyny.
Mi bardziej pasuje zakończenie w stylu Ellen O`Hara. Chociaż kurde Brandon i Gerald nie Brandzio zasługiwał na szacunek i na miłość jak on opowiadał w książce o tej swojej Miłości to myślałąm że no nie wiem bo to wszystko jest takie niesprawiedliwe

Maryann - Sob 29 Lip, 2006 22:24

Oj, czarną przyszłość malujemy biednemu Brandonowi... :? ??:
Anonymous - Sob 29 Lip, 2006 22:47

Kasiu, Brandon wiedział, że Marianna go nie kochała w momencie gdy za niego wychodziła. Ta miłość przyszła później. I gdyby nawet przyszła w przypadku Eleonory - byłaby trwalsza i silniejsza. Natomiast Marianna to takie fiuu-bździu. Nie wierzę aby jej miłośc była silna i że byłaby w stanie przetrwać powżniejsza próbę.
Pułkownik Brandon byłby nieszczęśliwy wiedząc, że Marianna nie jest szczęśliwa z nim lub przez niego. Gdyby widział, że kocha kogoś innego od razu usunąłby się w cień. Tym bardziej nasuwa się zbieżność z Madam de Tourvel. Tyle że ta ostatnia bardzo żałowała że rani męża i dośc długo walczyła. Nie potrafiła jednak zrobić inaczej.

Anonymous - Nie 30 Lip, 2006 09:26

O to ksiązki poszukam.
ja wiem że o0n wiedział imi jest go szkoda no szkodami gości i już.
a mam na ten temat bardzo podobne zdanie jak ty

elbereth - Pią 04 Sie, 2006 17:45

Podobna dyskusja (albo może dalszy ciąg tej samej dyskusji :smile: ) i ciekawe wnioski na trochę zapomnianym przez niektóre z Nas forum:

http://www.janeausten.pl/...viewtopic&t=585

achata - Pon 28 Sie, 2006 18:25

AineNiRigani napisał/a:
Weźcie pod uwagę wszystkie rozsądne georiny - Anna karenina, Madame de Tourvel. One były przeciez te rozsądne, a jednak miłość je powała. Co dopiero Mariannę !!

A ja właśnie w tym upatruję nadzieję dla Brandonka. Tamte damy były rozważne, miały tego swiadomośc i za bardzo w swoją rozwagę wierzyły. Były ślepe na uczucia a jak już je sobie uświadomiły, to było po nich. Tak bym to wiedziała w "Niebezpiecznych związkach". Za "Annę Kareninę" właśnie się zabieram.
Marianka wiedziała jaką idiotkę z siebie zrobiła goniąc za uczuciem i nie sądzę żeby miała ochotę to powtarzać a na pewno wiedziała czego unikać. Nie musiała się zmieniać, wystarczyło tylko znależć jakieś sensowne ujście dla jej uczuciowości i romantyzmu- muzyka, książki, spacery... No i mąż te jej pasje podzielał! Jak nie uciekła sprzed ołtarza (a chyba nic nie wskazuje, ze miała na to ochotę), to przypuszczam, że wymościła sobie przyjemne gniazdko w Delaford i żal by jej było je porzucać.
Faktem jest jednak, że Austen nie zdolała mnie przekonać do tego małżenstwa w książce. Co innego film (obydwie adaptacje).

Alison - Czw 09 Lis, 2006 18:04

Dostałam od jednej z naszych koleżanek-obserwatorek (pozdrowienia dla Anny_Zuzanny :-) )ciekawostkę. Okładkę przedwojennego wydania Rozważnej i romantycznej, bodaj z 1935, które ukazało się wówczas pod tytułem Rozsądek i uczucie :-)


Gunia - Czw 09 Lis, 2006 20:30

:shock: Wow, Ali! Myślałam, że wydano to u nas dopiero po wojnie.
lady_ania - Śro 21 Lut, 2007 09:26

achata napisał/a:
Marianka wiedziała jaką idiotkę z siebie zrobiła goniąc za uczuciem i nie sądzę żeby miała ochotę to powtarzać a na pewno wiedziała czego unikać. Nie musiała się zmieniać, wystarczyło tylko znależć jakieś sensowne ujście dla jej uczuciowości i romantyzmu- muzyka, książki, spacery... No i mąż te jej pasje podzielał! Jak nie uciekła sprzed ołtarza (a chyba nic nie wskazuje, ze miała na to ochotę), to przypuszczam, że wymościła sobie przyjemne gniazdko w Delaford i żal by jej było je porzucać.
Faktem jest jednak, że Austen nie zdolała mnie przekonać do tego małżenstwa w książce. Co innego film (obydwie adaptacje).


Robicie z Brandona takiego starego zgrzeblego faceta. Czy zastanowila sie ktoras z was dlaczego w ksiazce nie ma opisu zareczyn? Bo jak dla mnie to jest zastanawiajace. Jak taka autorka jak JA mogla nie napisac tak wazne sceny? Przeciez w P&P byly sceny zareczyn obu siostr.

W ksiazce jest napisane ze Mariana ulegla takiemu spiskowi (tak to jest ujete w moim tlumaczeniu) jaki jej zgotowano. Ale nie jest powiedziane czy bylo to jej nie mile.

Poza tym o Brandonie bylo malo w powiesci powiedziane. Mial 36 lat o ile pamietam, byl spokojny, opanowany, nosil flanelowa kamizelke by sie ustrzec reumatyzmu. A jaki byl w mlodosci? Zakochal sie w wychowance swojego ojca/wuja (nie pamietam imienia) ktora zostala zona jego brata. I co on zrobil?? Zwial do wojska gdzies daleko i to na 5 lat!! Uwazacie to za rozsadne?? Potem odszukal swoja milosc. Znalazl ja w rynsztoku i mimo to zabral. Skoro ucieczka chcial zachowac dobre imie to dlaczego teraz tak ryzykowal?? Narazil sie na opinie posiadajacego poza malzenskie dziecko bo to bylo dziecko jego ukochanej (z nieznanym ojcem!!).

Moze to co on przezyl w mlodosci pozwala mu dobrze rozumiec Marianne?

A kto wie czy jego spokojne zachowanie nie jest tylko spowodowane wychowaniem albo konwenansami?? Czy JA napisala jaki jest Brandon kiedy jest sam albo w towarzystwie najblizszych? Byc moze zachowanie Brandona moze byc w takiej sytuacji diametralnie rozne tak jak to bylo z mr Darcy'm. Niestety o tym nie wiemy.

Dlatego wedlug mnie Marianne i Brandon mieli duzo szans na szczescie.

No to sie wypisalam :oops:

Anonymous - Śro 21 Lut, 2007 09:37

Aniu, żadna czegoś takiego nie napisała - nadinterpretujesz. Brandon była dużo starszy od Marianny, a przez to dużo bardziej doswiadczony. I nawet jak na dzisiejsze czasy ta róznica jest naprawde znaczna.
Większość z nas się z Tobą zgadza, a nawet jeśli nie, to chyba nikt nie pisał tutaj negatywnie o Brandonie :D

Anonymous - Śro 21 Lut, 2007 09:47

Brandon nie zwiał do wojska tylko został wysłany Do Indii Wschodnich bodajże po to aby rozdzielić go z ukochaną, tak więc człowiek sporo przezył i jest mi go w sumie żal młody chłopak dostaje na wstępie po głowie rozdziela się go z kobietą którą kocha, zmuisza do życia ze świadomością, że kobieta będąc skazaną na życie z jego bratem nie będzie szczęśliwa a potem dowiaduje się bardziej szczegółowo o skali jej cierpienia. Nie bylo mu lekko. A potem MArianka też go po głowie nie głaska
Marija - Śro 21 Lut, 2007 09:54

Gdzie w P&P jest scena zaręczyn "obu sióstr"? :shock: Czy ze mną już jest tak źle, że nic nie pamiętam? :neutral:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group