Seriale - Robin of Sherwood
Aragonte - Pią 26 Maj, 2006 21:35
Aaa, no to mi się pokiełbasiło, ale oglądałam to wieki temu...
Wysyłali Was spać? Hmmm, kieeeeedyś daaaaawno teeeeemu puszczali go w niedzielę po południu, może koło 17... Ale to w moich szkolnych czasach było, ekhm :oops:
Też się bałam po niektórych odcinkach A niedawno po obejrzeniu przed zaśnięciem dwóch odcinków miałam koszmary (choć może nie w związku z serialem, tylko ze zjedzeniem czegoś niestrawnego)
Reghina - Pią 26 Maj, 2006 21:38
Ja pamiętam że mnie wysyłali... Miałam jakoś 9 lat kiedy po raz pierwszy obejrzałam Robina, był emitowany o 20.00 na RTL7, zawsze w środy. To były czasy...
Agn - Pią 26 Maj, 2006 21:41
Ja to ogladalam na jakims polskim kanale, nie pamietam, o ktorej godzinie to lecialo, ale ciemno juz bylo. Mozliwe, ze to byla zima. Albo naprawde bylo pozno, a przeciez brzdacem wtedy bylam...
Admete - Pią 26 Maj, 2006 21:49
Agn ty oglądałaś w takim razie, wtedy gdy serial emitowano drugi raz - to było zimą, w czasie ferii, jeden odcinek dziennie. Jeżdziłam do mojej babci na drugi koniec miasta, zeby to oglądać w kolorze. Oglądałam to wtedy drugi raz, ale byłąm tak podekscytowana jak nigdy w życiu ( no może jeszcze czułam sie tak w czasie mojego pierwszego seansu Gwiezdnych wojen ). Gdy serial "leciał'' w tv pierwszy raz całe podwórko zamierało, a potem na huśtawkach obgadywaliśmy każdy odcinek A na końcu serii z Czarnym Robinem płakałam jak głupia. Uwielbiam Willa i ten odcinek, w której opowiedziana była jego wcześniejsza historia. I ten o mieczach Weylanda i wszystkie inne
Nic nie zostanie zapomniane, nic niegdy nie zostanie zapomniane - czysta magia.
Reghina - Pią 26 Maj, 2006 21:53
Admete, ja do dziś nie moge oglądać tego odcinka w którym Robin umiera. Jest to zdecydowanie najlepszy odcinek całej serii, ale po prostu... Dalej na nim płaczę w niebogłosy.
Aragonte - Pią 26 Maj, 2006 21:57
Dobra, miłe panie, idę stąd i włączam DVD :grin:
Wszystko przez Was
kami - Pią 26 Maj, 2006 21:57
Fantastyczny serial, jeden no może z pięciu które wspominam z dzieciństwa. Uwielbiałam zarówno tę wersję z Robinem czarnym jak i blondynem (może nawet tą drugą ciut więcej, jako że zawsze wolałam blondynów ). Chętnie zobaczyłabym go znów, a potem poużalałabym się z kumpelami jacy to kiedyś byli faceci...
Reghina - Pią 26 Maj, 2006 22:00
Hehe, Kami, jesteś zatem druga osoba w moim życiu, która twierdzi że woli blondyna :smile:
kami - Pią 26 Maj, 2006 22:07
| Reghina napisał/a: | | Hehe, Kami, jesteś zatem druga osoba w moim życiu, która twierdzi że woli blondyna :smile: |
Wiem ,że łamaczem serc był Robin ciemnowłosy, ja wolałam jednak blondasa , tym bardziej syna takiego ojca
Reghina - Pią 26 Maj, 2006 22:12
Co do ojca to nie mam żadnych wątpliwości, wspaniały aktor :smile: Masz jednak rację, moje serce nalezy do Robina - Michaela, i chyba nic tego nie zmieni
Admete - Sob 27 Maj, 2006 10:26
Reghino dla mnie Jasny Robin jest jednak zupełnie inny i raczej go do Ciemnego nie porównywałam nigdy. Robin z Locksey jest Celtem, pochodzi z rodu strażników Strzały, jest młody, ale juz naznaczony przeznaczeniem, otacza go melancholijna aura. Natomiast Robert syn earla z Huntington jest wyształcony, światowy i musi porzucić to co zna, żeby podjąć wezwanie Herna. Nawet szeryf traktuje ich inaczej - Robina nienawidzi, dla Roberta ma szacunek podszyty nienawiścią, ale też zdziwieniem, że można było zdradzić własną sferę. Syn Erla wie rzeczy o których Robin z Locksley nie wiedział, ale trudniej mu ułożyć sobie kontakty z własnymi ludżmi, bo zawsze jest trochę z boku.
A tu ciekawa strona o legendzie Robina:
http://www.boldoutlaw.com/robages/
miłosz - Sob 27 Maj, 2006 11:17
| Trzykrotka napisał/a: | OOO, widzę, że wzbudziłam sensację :grin:
Tutaj jest link do filmu:
http://www.filmweb.pl/Film?id=100940
W Empiku widziałam go przedwczoraj. A film oglądałam kiedyś w TV. Napiszcie, czy Wam się spodoba! O ile pamiętam - żadna rewelacja, ale dla Michaela - wszystko. :grin: |
Oj ten film był nawet ze dwa razy w TV raz na regionalnej, ale rzeczywiście żadna rewelacja - ale dla Preda można znieść
Reghina - Sob 27 Maj, 2006 12:03
No bo jest zupełnie inny. Jednak wydaje mi się że porównanie w takich rzeczach jest nieuniknione. Własnie dlatego Roberta zrobili zupełnym przeciwieństwem Robina, chociaż na początku miało być zupełnie inaczej. Cóż, najlepiej jest po prostu traktować ten serial jako dwa różne.
Agn - Sob 27 Maj, 2006 16:32
Admete, ano masz rację. I wiesz co... oglądałam ów serial w wersji czarno-białej, ze śnieżącym telepudłem. A na podwórku to się potem wszystkie dzieciaki w to bawiły.
A teraz wysmarkam wam się w rękaw - NIE DORWAŁAM JEŹDŹCÓW!!! :cry:
Admete - Sob 27 Maj, 2006 17:04
My też się bawiliśmy w Robin Hooda i jego drużynę Reginho - twórcy serialu wykorzystali dwie legendy - pierwsza mówi, ze Robin był Celtem lub Sasem i walczył z Normanami, druga twierdzi, ze był synem szlacheckiego normańskiego rodu. Połączono te dwie wersje.
Agn - Sob 27 Maj, 2006 20:01
No właśnie o tym mówiłam, pisząc o łączeniu legend.
Admete - Sob 27 Maj, 2006 22:11
Bardzo im to zgrabnie wyszło. Przy okazji - Reginho sprawdziłam ilu odcinków mi brakuje i wyszło, że z ostatniej trzeciej serii mam trzy odcinki. Moze kiedyś nagrałabyć dla mnie całość serii trzeciej lub odcinki od czwartego do końca. Mam obie części Syna Herna i Potęgę Albionu.
Reghina - Sob 27 Maj, 2006 22:31
Tak tak, doskonale znam te dwie wersje legendy :smile: Mam kilka książek o Robin Hoodzie, opracowanie naukowe (jak szaleć to szaleć) i pamiętam że jak miałam pierwszą styczność z Internetem, to wpisałam "Robin Hood"
Jasne Admete, z miłą chęcią przegram Ci pozostałe odcinki. Zapraszam na maila, czy prywatną wiadomość, jak wolisz :smile:
Admete - Sob 27 Maj, 2006 22:53
Napisałam, ale naprawdę się nie spieszy
Agn - Nie 28 Maj, 2006 10:53
| Reghina napisał/a: | Tak tak, doskonale znam te dwie wersje legendy :smile: Mam kilka książek o Robin Hoodzie, opracowanie naukowe (jak szaleć to szaleć) i pamiętam że jak miałam pierwszą styczność z Internetem, to wpisałam "Robin Hood"
Jasne Admete, z miłą chęcią przegram Ci pozostałe odcinki. Zapraszam na maila, czy prywatną wiadomość, jak wolisz :smile: |
Reghino, a możesz napisać mi coś więcej o tym opracowaniu naukowym? Bardzom go ciekawa, bo z legendą o Robinie stykałam się tylko w wersji zbeletryzowanej, natomiast jeśli chodzi o całą "prawdę historyczną", tylko mi się obiło o uszy, że naukowcy KIEEEEDYŚTAM odkryli, ze żadnej Marion nie było, a największą miłością życia Robina był Mały John (i posypały się teorie o homoseksualiźmie Robina).
Poprosiłabym przynajmniej o tytuł i autora. Oraz grubość.
kami - Nie 28 Maj, 2006 11:34
| Agn napisał/a: | (...) tylko mi się obiło o uszy, że naukowcy KIEEEEDYŚTAM odkryli, ze żadnej Marion nie było, a największą miłością życia Robina był Mały John (i posypały się teorie o homoseksualiźmie Robina).
Poprosiłabym przynajmniej o tytuł i autora. Oraz grubość. |
Kurcze szok , ale faktycznie wszystko jest możliwe...
Reghina - Nie 28 Maj, 2006 13:00
Agn, juz wszystko pisze :smile: Więc autorem tego jest nijaki Peter James, a grubość to około 30 stron. Autor rozwodzi się tam tylko i wyłącznie nad postacią Robina, nie ma słowa o żadnych ekranizacjach, itp. Generalnie chodzi o to, że prawdopodobnie Marion, brat Tuck czy Will Szkarłatny nigdy nie istnieli, są to tylko postacie dodane do legendy później. Natomiast Mały John pojawia się już w pierwszej wzmiance o Robin Hoodzie, w roku 1283. W sumie sens całego opracowania jest taki, że badano biografie mężczyzn którzy mogli być Robin Hoodem, i stwierdzono że ten legendarny, posiada życiorys będący połączeniem historii kilku osób :smile: Kto wie, może jednak kiedyś istniał "pierwszy" Robin Hood, i to od niego wszystko się zaczęło
Agn - Nie 28 Maj, 2006 13:12
Wobec tego Robin bardziej obrósł w postacie niż król Artur
Reghina - Nie 28 Maj, 2006 13:30
Hehe, no na to wygląda Ale tak to juz bywa z tymi średniowiecznymi bohaterami :smile: Jakbyś kiedyś była zainteresowana, to mogę poskanować pare stron z tego...
przecinek - Czw 01 Cze, 2006 21:29
| Cytat: | Ale gusta są różne, znam osobę, która oglądając serial zawieszała oko na osobniku o nazwisku Guy Gisbourne (chyba tak się go pisało?) |
Ja go uwielbiam, a odcinek, w którym zakochuje się w Żydówce, jest jednym z moich ulubionych. I bardzo bardzo polecam serial wydany na dvd - rewelacyjne dodatki, komentarze, materiał o Robercie Abby - Gisbournie i tańczący szeryf, Guy i biskup
|
|
|