To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?

Alison - Sob 10 Mar, 2007 22:06

Gosia napisał/a:
"Zastosowanie" oczywiscie zauwazylam z ukontentowaniem :D

Mnie jeszcze cos ubawilo wielce:
"Waldemarowi serce podeszło do gardła od ognia, który zalał mu całe ciało" :mrgreen:


O ogniu musi być musowo :wink:
Narazie "przepalanie" odstawiłam do kąta, bo muszę sobie coś na Głębowicze zostawić. Coś przepalona dziś tą weną jestem ze szczętem, dziś mam dzień dziecka, bo kolejny dzień myje się w wodzie mineralnej, pod oknem dziura wielkości czołgu Rudy 102, a mimo to wody od czwartu jak ni ma, tak ni ma. :cry: Mimo to idę spać i co ma byc niech będzie.
To robię ostatnia wklejkę, bo to już ostatni płód dzisiejszego dnia. Na resztę trzeba będzie cierpliwie poczekać. T dobranoc babeczki, moje wierne czytelniczki :hello:

Anonymous - Sob 10 Mar, 2007 22:08

ja wiedziałam, że Matuchna gdzieś zastosuje Stefci zastosowanie, ale żeby tak pieknie !!!! :thud:
Alison - Sob 10 Mar, 2007 22:10

Mijały tygodnie, z dnia na dzień było coraz cieplej. Zapóźniona wiosna powoli zbierała do koszyka swoje skromne zwiastuny. Dawno przekwitły już delikatne przebiśniegi i śnieżyce, jej zimowa forpoczta, tak jak i smukłe tulipany czy wdzięczące się misternymi koronami irysy. Czeremcha oddawszy światu swój zapach prześliczny, obsypała śniegiem białych płatków okoliczne trawniki i zazieleniła się gronami owoców. Teraz zastąpił ją pyszny jaśmin, roztaczając wieczorami woń tak odurzającą, że tylko bez lilak by się jej nie powstydził. Konwalie zrzuciły pożółkłe sukienki, zamiast nich dalie, pyszniące się sukniami balowymi, finezyjnie barwionymi wszystkimi kolorami tęczy jakie w swej palecie miała Matka Natura, zdobiły gazon przed gankiem domu państwa Rudeckich w Ruczajewie. Sztywno wyprostowane malwy sennie kołysały się na straży spokoju tego domostwa. Coraz cieplejsze dni zachęcały do pracy, zawzięcie uwijające się, pośród wypełnionego słodkim nektarem kwiecia, pszczoły. Stefcia całkiem odzyskała siły, krzątała się już sama w salonie, a nawet w kuchni, chcąc dopilnować, a czasem i sama przygotować jakieś smakołyki, szczególnie przez Waldemara ulubione. Rodzice z rozrzewnieniem przyglądali się ich kwitnącemu uczuciu i przywiązaniu obojga narzeczonych, ciesząc się, że klątwa rodu Michorowskich ich ominęła, że to im właśnie przypadło w udziale się jej przeciwstawić, złamać niczym palisadę, która broniła przystępu prawdziwej miłości i unieszczęśliwiła kiedyś obie rodziny. Każde ciesząc się tym co miało, nie rozpoczynało tematu wyjazdu do Głębowicz i przygotowań do ślubu. Rodzice, bo ciężko im się było rozstawać z ukochaną córką, ona sama, bo serce jej krwawiło na myśl wyjazdu z tego ukochanego na ziemi zakątka, Waldemarowi, bo widząc ich tak szczęśliwymi, nie miał sumienia mącić tej, niczym niezakłóconej, idylli. Jednak, jako że interesy wzywały go do domu, a długo okiełznywana niecierpliwość do poślubienia Stefci już, zaraz, coraz bardziej dawała znać o sobie, w końcu zdecydował się podjąć temat.
Po obiedzie, kiedy wyszli na ganek, gdzie miano podać herbatę i owoce, zagadnął:
- Stefciu, powiedz kochanie, jak się teraz czujesz, czyś już zdolna wyruszyć stąd do naszego domu?
Wszyscy siedzący przy stole drgnęli na to co powiedział o "ich domu", przecież Stefcia wciąż była Rudecka, jej dom był w Ruczajewie, ale po pierwszym wrażeniu Stefcia rozrzewniła się na takie określenie Głębowicz i uświadomiła sobie jak tęskni za tą całą obfitością naturalnego piękna, jakim otoczona była rezydencja. Jak pięknie musi być teraz w głębowickim parku, na okolicznych łąkach i w lasach... "Tak, tam jest mój dom, przy nim, przy moim panu i władcy mego serca. Tylko... jak ja sobie poradzę w tym jego, nienawistnym dla mnie, świecie?" - pomyślała melancholijnie. Waldemar, jakby odgadując jej myśli rzekł:
- Nie wyobrażam sobie, żeby twoi Rodzice nie mieli pojechać z nami, by opiekować się tobą, kiedy ja będę musiał zająć się interesami i przygotowaniami do ślubu i wesela. Będą cię chronić kochana, choć i tak nikomu nie pozwolę cię tam niepokoić, po tym wszystkim przez co przeszłaś...
Na te słowa, siwa broda pana Rudeckiego dziwnie zadrżała, nie wyrzekł ni słowa, wyciągnął tylko rękę, gestem ślepca w kierunku Waldiego i uścisnął mu ramię, ukradkiem ocierając, spływającą po policzku, łzę. Pani Rudecka nagle przypomniała sobie o czymś nie cierpiącym zwłoki, o czym zapomniała powiedzieć w kuchni. Stefcia rozpromieniła się, patrząc na Waldemara wzrokiem tak przepełnionym miłością i wdzięcznością, że on sam omal nie dołączył do przyszłego teścia, wycierającego teraz, już bez zażenowania, twarz chusteczką.
- Zatem postanowione - uśmiechnął się Waldemar - od jutra zaczynamy przygotowania, poślę wszystkie rozporządzenia do Głębowicz, a ty kochana, pomyśl co koniecznie chcesz zabrać teraz, a co możesz mieć potem. Przyślemy po wszystko z Głębowicz. Za dwa, najdalej trzy dni będziemy już w domu.
Pociągnął łyk aromatycznej herbaty, z której parzenia pani Rudecka słynęła we wszystkich okolicznych domach, osunął się nieco w fotelu i oparłszy kark o wezgłowie, przymknął oczy, chłonąc całym sobą ciepło i spokój, wszechobecne w tym domu.

Alison - Sob 10 Mar, 2007 22:14

Marija napisał/a:
Ja bym proponowała letnią marynarkę bawełnianą z doskonałej jakości bawełny, którą dziad Waldemara sprowadził z nowoczesnych fabryk w angielskim Milton :razz: ....


A wiesz, że o tym myślałam, jak to połączyć, ale ta bawełna mi nijak nie podchodziła. Ordynat w bawełnie? Margaret się śmiała z niego, że on produkuje bawełnę, której nikt nie nosi, więc odrzuciłam z żalem tę ewentualność splecenia wątków, ulubionych naszych powieści. Może jeszcze się gdzieś przydarzy :wink:

Gosia - Sob 10 Mar, 2007 22:16

Cytat:
Zapóźniona wiosna powoli zbierała do koszyka swoje skromne zwiastuny. Dawno przekwitły już delikatne przebiśniegi i śnieżyce, jej zimowa forpoczta, tak jak i smukłe tulipany czy wdzięczące się misternymi koronami irysy. Czeremcha oddawszy światu swój zapach prześliczny, obsypała śniegiem białych płatków okoliczne trawniki i zazieleniła się gronami owoców. Teraz zastąpił ją pyszny jaśmin...

Splakalam sie! Wena przyrodnicza porwala Ciebie widzę, Ali, niczym naszą Helenę, gdy zaczyna opisywac bory i lasy, jak to pisalam juz kiedys, jej pióro takoz :
"przeistacza się natychmiast w niesfornego wierzchowca i ten już targa, kiełzna, niesie, jak opętany.."

Pieknie! :kwiatek:

Alison - Sob 10 Mar, 2007 22:21

Gosia napisał/a:
Cytat:
Zapóźniona wiosna powoli zbierała do koszyka swoje skromne zwiastuny. Dawno przekwitły już delikatne przebiśniegi i śnieżyce, jej zimowa forpoczta, tak jak i smukłe tulipany czy wdzięczące się misternymi koronami irysy. Czeremcha oddawszy światu swój zapach prześliczny, obsypała śniegiem białych płatków okoliczne trawniki i zazieleniła się gronami owoców. Teraz zastąpił ją pyszny jaśmin...

Splakalam sie! Wena przyrodnicza porwala Ciebie widzę, Ali, niczym naszą Helenę, gdy opusuje bory i lasy, jak to pisalam juz kiedys, jej pióro takoz :
"przeistacza się natychmiast w niesfornego wierzchowca i ten już targa, kiełzna, niesie, jak opętany.."

Pieknie!


No puchło to puchło, przez parę odcinków, podczas których nie mialam pojęcia w jakiej porze roku sie znajdywam :lol: , to jak mię w końcu uświadomiłaś to luuu, puściły śluzy spragnionego przyrodniczych opisów zbiornika wyrównawczego. Nie, naprawdę idę spać, bo zaraz klapnę w klawiaturkę, ale tak sią miło z Wami "uosprawio" :wink:

Gosia - Sob 10 Mar, 2007 22:23

Mam nadzieje, ze jutro też śluzy puszczą :mrgreen: :hello:
Trzykrotka - Sob 10 Mar, 2007 23:08

I że nie okiełznają ich kajdany opamiętania.
Alison, idziesz jak burza majowa nad Głębowiczami, chylę czoła i chichoczę jakby mię kto w stopy arystokratyczne łaskotał.
BTW: czytam dziś opis dramatyczny, jak to Waldy pędząc na Apollu w tygrysich skokach, dogania wierzchówkę swą Erato, ponoszącą Stefcię w siną dal. Ledwo ocieram pot z czoła, szczęśliwa, że uratowane oto jedno życie panieńskie, uspokajam się opisem żniwnych pól odynackich, kiedy nagle wpada mi w oko łzawe takie oto zdanko o żniwiarzach: mieli typowy wygląd tubylców :rotfl:
Pani Mniszkówna jest niezrównaną.

GosiaJ - Sob 10 Mar, 2007 23:38

Ja dopiero co czytać poczęłam, zachęcona Waszymi opowieściami w tym wątku i rozmowami na spotkaniu z Trzykrotką i Galadriel. Jużem przetrwała uzdeczkę i "w mętach niejakie zastosowanie" :mrgreen:
A ta Stefcia to kiejby jaka obłąkana po tych ogrodach o poranku gania, kwiecie całując, dajcież spokój, kto to widział!

Trzykrotka - Nie 11 Mar, 2007 00:10

Alez Gosiu, ona na zapalenie mózgu zapada dopiero po przetańczeniu z ordynatem iluś bali, odbyciu wielu wizyt, salonowych rozmów, jazdach konnych, wystawach rolniczych, wizytach w zamakch, ochronkach, oranżeriach, utarczkach z hrabiami Trestka i Barskim.... W ogrodzie o poranku młodość jej bujna i gorąca krew kazała jej biegać, wypędzać w ten sposób szron pesymizmu, który delikatną mgiełką osiadł na jej idealnych marzeniach. Jakżeż inaczej taki szron strząsnąc z siebie? Tylko ordynatem o świcie napotkanem :banan:
Anonymous - Nie 11 Mar, 2007 00:24

w uzdeczce i siodełku pięknie się na nim prezentującym :D
Kaziuta - Nie 11 Mar, 2007 01:46

Ze mnie taki botanik jak .... (tu każdy dopowiada sam, co by mnie nie wycięto), więc nie wiem czy to ze względu na pore roku czy na nadmiar roslinności już zastosowanej w opisie ale nie było Mateczko nic o powoju. :wink:
Odpoczywaj sobie co by cię wenka naszła, a jak sie nam rozbujasz to może i jakiś fanficzek poczynisz, bo wiesz, my sie tak łatwo zapokoić nie damy. :oops:

Anonymous - Nie 11 Mar, 2007 02:30

Trzykrotka napisał/a:
Pani Mniszkówna jest niezrównaną.


Trzykrota lepiej się nie narażaj :D
Gdyby była niezrównaną nie rozpływałybyśmy sie nad twórczością Matuli.

Alison - Nie 11 Mar, 2007 11:04

Jest, jest niezrównaną, to pewne! :kwiatek: Już wiem, że o ile w opisach roślinnych gonić ją mogę popróbować, bo współodczuwam podobnie, o tyle w tych zmysłach pełzających mogłabym się zapędzić na jakoweś manowce, więc i zaczynać nawet nie będę, ot palnę jakiemś dreszczykiem, zionę ogniem, krwi trochę przepalę i nie oczekiwujcie za wiele. Tak, że pościelowego fanfika nie czekajta, mnie w twórczości mej o sprawiedliwość dziejową jeno chodzi, żeby dobro, żeby szczęście, a zło w czeluście piekielne i bagno... te sprawy li tylko, nic ponad mię nie zajmywa. :roll:
Kaziutka a na co Ci powój? Jak uzasadnisz wniosek o powój, mogę powojami spowić całe Głębowicze, ale muszę mieć jakiś powód, niechby i paradoksalny, czy chociaż zastosowalne uzasadnienie.
Słuchajcie, zeszło mi trochę tego powietrza krystalicznego na te wczorajsze bukiety słowne, muszę dziś wrócić do pisania wniosku, boję się jednakowoż, że jak pojadę opisem badactwa po mniszkowemu, to w ministerstwie stosownem, a może nawet zastosowanem, padną zanim dojdą do kosztorysu, i znowu grosza nie obaczę :cry2: .
Abstrahując od wszystkiego dziś na polach, gdzie wybiegiwuję psiura, skowronki koncertowały w sekstetach, czajki uganiały się wznosząc i opadając w miłosnym tańcu szalonym, zapowiadającym niedalekie lęgi, dzięcioł zielony w przelocie nad polami zachichotał ironicznie, pustułka siedziała ze stoickim spokojem na wierzbie myszek upatrując, będąc ponad te zwariowane wiosenne trzpioty-świergoty.
To ja się już nie wyleczę z tej mniszkomanii?? :shock:

Anaru - Nie 11 Mar, 2007 11:26

Alison napisał/a:
dzięcioł zielony w przelocie nad polami zachichotał ironicznie,

:shock: jak to absolutnie cudownie zabrzmialo.... :thud:

Podobnie smakowite bylo dla mnie:
Alison napisał/a:
Pod wpływem pocałunku, Stefcia rozpłynęła się jak lód od marcowego słońca, choć wcześniej zadrżała jak osikowy listek, czego Waldemar oczywiście nie omieszkał odnotować, uśmiechając się w duszy szatańsko, do tego wszystkiego, co mu przyszłość wraz z tą ukochaną kobietą przynieść miała.

A szczególnie te szatanskie usmiechy na mysl o przyszlosci, w duszy oczywiscie, pewnie coby Stefci przedwczesnie nie straszyc wypelzajacymi tu i ówdzie zmyslami :mrgreen:

Alison - moge tylko powtórzyc pad wielokrotny, jako zem wciaz pod wrazeniem Twojego mniszkowego talentu :mrgreen:
:thud: :thud: :thud:

Gosia - Nie 11 Mar, 2007 11:28

GosiaJ napisał/a:
A ta Stefcia to kiejby jaka obłąkana po tych ogrodach o poranku gania, kwiecie całując, dajcież spokój, kto to widział!

Romantyzmu w Tobie za grosz! ;) To trzeba czuć! Trzeba tak jak Stefcia dać się ponieść wyobraźni Mniszkówny, ktora skazuje swych bohaterów na poranne wycieczki na łono natury i zachwycanie się wonnym kwieciem i wstawającym brzaskiem.
Trzeba poczuć te dreszcze, ktore Stefcie opanowują na widok ordynata na łące.
O tak! U Hoffmana podobal mi sie ten dąb odwieczny, rozlozysty, ktorym sie Stefcia zachwycila w czasie porannego spaceru (Ali, mam nadzieje ze to dąb był :rumieniec: )
Matula widzę, że już całkiem w nieocenioną prozę naszej Heleny wpadla ze szczętem, co mnie cieszy, bo jeszcze nam tu rozne smaczki literackie przyrządzi :lol:

Alison - Nie 11 Mar, 2007 11:48

Gosia napisał/a:
O tak! U Hoffmana podobal mi sie ten dąb odwieczny, rozlozysty, ktorym sie Stefcia zachwycila w czasie porannego spaceru (Ali, mam nadzieje ze to dąb był :rumieniec: )
Matula widzę, że już całkiem w nieocenioną prozę naszej Heleny wpadla ze szczętem, co mnie cieszy, bo jeszcze nam tu rozne smaczki literackie przyrządzi :lol:


Mógłby to być i dąb, choć nie wiem czy bukiem nie był, mogę zaraz sprawdzić i potwierdzić, bądź zaprzeczyć :wink:
GosiaJek jak żywy z katakumb hinduskich powstał i zaraz bieganie po łąkach poranne, krytykować zaczął. No jaaakże tak... Czy dusza Twa dziewczęca nie czuje tej rozpierającej radości z otaczającego piękna? Nie zachwyciłaś się nigdy łąką o poranku, kiedy trzmiele z wilgotnymi od rosy skrzydełkami śpią jeszcze, poranny, ciepły wietrzyk zwiastujacy dopiero upalny dzień, porusza źdźbłami, kwiatki strząsają rosę i do słońca wystawiają liczka? Nie liczyłaś kuków kukułkowych dobiegających na łąkę z lasu, nie cieszyłaś się po prostu życiem w takiej chwili?! Bo jeśli tak, to jak można takie poranne bieganie po łąkach nazwać obłąkanym? Dopiero teraz widzę ile tu dla mnie pracy u podstaw. Przyjdzie mi się w Siłaczkę, kurtka na puchu, przemienić! :wink:
Dobra, idę zerknąć, na dęba, a potem, wniosek, wniosek, wniosek....

Gosia - Nie 11 Mar, 2007 12:18

A propos naszego rozprawiania o kandydacie na ordynata, zacytuje cos co znalazlam w necie i wspolgra z naszymi komentarzami:

Kreacja Brodniewicza wzbudziła nieco mniejszy entuzjazm, ale skromniejszy talent aktor umiejętnie zatuszował idealną prezencją. "Franciszek Brodniewicz (...) jest właśnie taki, jakim w marzeniach pensjonarek powinien być narzeczony Stefci Rudeckiej: bardzo przystojny, bardzo "męski", o rasowych, nieco drapieżnych rysach twarzy, stopniowo miłością i smutkiem łagodzonych..." - zachwycał się jeden z recenzentów, znający widać na wylot gusta dorastających panien. Rozległa znajomość sztuki filmowej nie pozwoliła mu zresztą przejść obojętnie nawet nad najmniejszymi detalami: "...Mam tylko zastrzeżenia co do pocałunku, którym ordynat "wgryza się" w usta ukochanej. To nie jest pocałunek filmowy. :rotfl:

Alison - Nie 11 Mar, 2007 12:58

Nieeee, Brodniewicz jako ordynat to był kanał i ten głos taki jakby przealkoholizowany :obrzydzenie:

Co do dębu to rzeczywiście dąb, a nawet (o ile mnie moje galaretowate VCD nie myli) dąb czerwony :grin:

Anonymous - Nie 11 Mar, 2007 13:30

A mi się wydaje że pyszna angielska bawełna nadałaby artystycznego wyglądu ordynatowi
Mag - Nie 11 Mar, 2007 14:54

Matulku- padam na twarz przed Twą rozszalałą wyobraźnią , która takie cudeńka, ku naszej nieustającej rozkoszy stworzyła :thud: :thud: :thud:

Cudnie. Ponieważ potroszku raczę się Trędzią, żeby wszystkie smaczki wyłapać , bo esencjonalna dziewczyna ze mnie i drżę febrycznie przy kazdym kwiatku, to Twa działalność mniszkopodobna powaliła mnie na kolana. Oczami wyobraźni widzę te scenki tak cudnie spisane w misternym kunszcie słowotwórstwa.

Ale nieczułe bydło żrące trawę zwaliło mnię z krzesła :mrgreen:

Alison - Nie 11 Mar, 2007 15:14

Mag napisał/a:

Ale nieczułe bydło żrące trawę zwaliło mnię z krzesła :mrgreen:


To mię to cieszy ogromnie, a serce me w radosnych pląsach podskakiwa i pośród burzanów brodzi, wśród tych pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych...o! przepraszam :oops: .
A poza tym, to tak właśnie być miało, ten powalający kontrast pomiędzy tym prymitywnym bydłem (w domyśle to Barscy, Barsc!!!!! Czy ktoś wyczaił tę metaforę głeboko skrytą, pod bydlęcą skórką niewartą wyprawki? :wink: ), którzy prąc do prymitywnego celu łatwego pozyskania Głębowicz i całej ordynacji, depczą po drodze bez opamiętania źdźbła delikatnie kołyszące się na wietrze historii. Że źdźbłem delikates Stefcia to chyba nie muszę nikomu tłumaczyć :razz:

A teraz pora na mój pad gimnastyczny przed Waszym wdzięcznym odbiorem tej skromnej słowotwórczej produkcji łup! :thud:

Za zdrowie Paaań za zdrowie, szampana pijmy aż do dna... :party:

P.S. Słuchajcie jest wniosek! Tzn. pierwsza wersja surowa jak śledź, ale zawsze jest teraz co obrabiać. Mogę zatem powrócić na łono głębowickie, dziś będę zabawiać się hrabiostwem Trestkami :cool:

Marija - Nie 11 Mar, 2007 16:06

Alison napisał/a:
skowronki koncertowały w sekstetach, czajki uganiały się wznosząc i opadając w miłosnym tańcu szalonym, zapowiadającym niedalekie lęgi, dzięcioł zielony w przelocie nad polami zachichotał ironicznie, pustułka siedziała ze stoickim spokojem na wierzbie myszek upatrując, będąc ponad te zwariowane wiosenne trzpioty-świergoty.
To ja się już nie wyleczę z tej mniszkomanii?? :shock:


:grin: Gorzej, jak zaczniesz artykuliska naukowe w tem guście pisać :rotfl: . Chciałabym minę dziekana zobaczyć. Ale cytowań u nas to ho ho, ile by było :wink: .

Anonymous - Nie 11 Mar, 2007 16:15

A może właśnie wtedy dostanie te dotacje? :D
Alison - Nie 11 Mar, 2007 18:49

Nie śmiejta się z rzeczy ważno-poważnych. Ja tu jestem incoguto, więc tworzę sobie jak mię wena za nos powiedzie, z naukową twórczością starając się nie kolidować. Jestem już w Głębowiczach, przyjechali Trestkowie. Obmyślam jak przejść do głównego dania czyli ślubu. Wieczorkiem jak skończę fragmentę z Trestkami to poślę waćpannom do poczytania :wink:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group