To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

Gunia - Wto 13 Lut, 2007 15:14

Maryann napisał/a:
Aaaa, to ja najwyraźniej niedorozumiałam o co chodziło z tym brakiem fascynacji kartką dla Darcy'ego. :oops:

Cóż, ja jestem bardzo niekomunikatywna istota i zwykle moja rozmowa ze znajmomymi wygląda tak, że strzelam dłuuugi monolog, który jest cierpliwie wysłuchany, po czym słyszę "Jeszcze raz: głośno, wyraźnie i jaśniej". :D

Maryann - Wto 13 Lut, 2007 15:30

Guniu, mało komunikatywna to ja jestem. Przynajmniej dzisiaj. :wink:

A czy lady Pamela zbyt się zakochała w Dy... Nie umiem powiedzieć.

Gunia - Wto 13 Lut, 2007 15:34

Hehe, no to jesteśmy obie. Zawsze jakieś pocieszenie, bo dziś wszytsko powtarzałam po trzy razy. ;)
A co do Lady P., to jaką wymówkę trzeba mieć. ;)

Trzykrotka - Wto 13 Lut, 2007 23:45

Noooo! Wreszcie Was dopędziłam! Czytam z wywieszonym językiem bardziej komentarze niż lady Pamelę, bo czy nie przynudza ona trochę? Jakoś zatęskniłam za lady Katarzyną i parkiem Rosings.
bezpaznokcianka - Śro 14 Lut, 2007 01:03

moim zdaniem też przynudza momentami. Wydłuża sztucznie akcję i dodaje nowe postaci zupełnie do akcji niepotrzebne. Dlatego cenię tak JA, że ona same konkretne rzeczy. A to co nic do fabuły nie wniosiło po prostu nie istniało. Co prawda Bennetowie bywali w 24 domach, ale w książce prócz Lucasów i pani Philips to chyba nikt inny ich nie odwiedza! bo inni nie byli przy rozwoju akcji potrzebni. :D
QaHa - Śro 14 Lut, 2007 07:30

troche wprowadza zamieszania z tymi postaciami bo jakby lekko odwraca uwage od istoty, dla ktorej bądź co bądź siegnełyśmy po tę ksiązke
QaHa - Śro 14 Lut, 2007 07:31

Aler przeciez musiala dodac cos od siebie
Maryann - Śro 14 Lut, 2007 08:49

Miłe Damy. Dziś postać "made by lady Pamela", która może dla przebiegu akcji niezbędna nie jest, ale... :wink:

Fletcher na dywaniku...

Rozdział III część 4

Kiedy Darcy wreszcie dotarł do swoich apartamentów, znalazł swoją nocną bieliznę schludnie rozłożoną na łóżku, dzbany z zimną i gorącą wodą stojące obok umywalki, na której w równym szeregu rozłożono przybory toaletowe. Zniknęła cała garderoba wyłożona wcześniej do jego przeglądu. W pokoju panowała znajoma atmosfera spokoju i porządku. Nie ułagodzony skrupulatnością i pracowitością Fletchera, Darcy zamknął drzwi zdecydowanym ruchem i szybko wszedł do wnętrza pokoju z rękoma założonymi za plecami, przywołując na twarz poważny wyraz. Drzwi od garderoby otworzyły się niemal natychmiast.
- Panie Da…
- Fletcher, musimy pomówić !
Słysząc ton Darcy’ego Fletcher w pierwszej chwili otworzył oczy szeroko, ale szybko je opuścił.
- Tak, sir.
- Dokładnie pamiętam, jak ostrzegałem cię, że nie mam zamiaru konkurować z Brummellem, ani niepotrzebnie zwracać niczyjej uwagi – jego oburzenie rozpaliło się na nowo, gdy ciągnął z rosnącym przejęciem – Sądziłem, że moje polecenia są precyzyjne ?
- Tak, panie Darcy.
- Panie Fletcher, zawiódł mnie pan. W obu kwestiach.
Fletcher podniósł głowę. Przez jego twarz szybko przemykały uczucia od winy do niepewności i ostrożności.
- Naprawdę, sir !?
- To koszmarna prawda, Fletcher ! Zrobiłeś ze mnie „wzór ukształcenia, zwierciadło poloru” i NIE podziękuję ci za to ! Szczególnie mi zależało, żeby dziś wieczór w Melbourne House nie zwracać na siebie uwagi, ale przez ten przeklęty krawat nie miałem na to szans. Jestem teraz w wyjątkowo nieprzyjemnej sytuacji – zaczął chodzić po pokoju – „Miarka za miarkę”, mówiłeś. Nie zdawałem sobie sprawy, że chodzi ci o Brummella ! Czy wiedziałeś, że on zna twoje nazwisko ?
- Słyszałem plotki… – twarz Fletchera pobladła, z poczucia winy, czy ze zdumienia, Darcy nie umiał powiedzieć.
- Plotki ! Zastanawiam się, czy nie jesteście w bezpośrednim kontakcie ! Oni robili zakłady, Fletcher, zakłady ! O to, czyj krawat wygra ! – Darcy zatrzymał się o krok przed lokajem, który znowu wbił wzrok w podłogę – Nie zgadzam się, Fletcher, absolutnie się nie zgadzam ! Jeśli chcesz być lokajem eleganta, to masz moją zgodę i poszukaj takiego, co czerpie przyjemność z obnoszenia się przed towarzystwem. Ale jeśli masz pracować dla mnie, to będziesz musiał się zadowolić moimi skromniejszymi wymaganiami – odwrócił się, usiadł na krześle i rzucił – A teraz rozwiąż tę przeklętą rzecz.
- Tak, panie Darcy – Fletcher podszedł do niego ostrożnie i wprawnymi palcami zaczął rozsupływać skomplikowany węzeł – Panie Darcy ? – zapytał rozluźniwszy trochę ucisk.
- Tak, Fletcher.
- Jeśli wolno, sir… Właściwie jak bardzo pana zawiodłem dziś wieczór ?
Darcy przyjrzał mu się uważnie. Niepokój i duma prowadziły nieskrywaną walkę na tej tak zwykle nieprzeniknionej twarzy. Fletcher, zawsze tak doskonale panujący nad sobą, był w zupełnej rozterce, a ze względu na ich długoletnie relacje Darcy musiał zastanowić się, dlaczego. Myśl, że udało mu się zastraszyć Fletchera, odrzucił natychmiast. Nie, to nie chodziło o to. Trzeba więc było przyjrzeć się jego dumie. Darcy odchrząknął.
- "Sfinks" zakończył karierę.
Ręce Fletchera zadrżały.
- Tak poważnie, sir ! – on też chrząknął – Proszę przyjąć moje pokorne przeprosiny i błagam, żeby pan oszczędził sobie „trwożliwego i drobiazgowego przewidywania”.
Zawadzający krawat leżał teraz w przywiędłej stercie na toaletce.
Darcy parsknął i spojrzał nieufnie na pokojowca.
Dobrze odgadł. Fletcher uległ syreniemu śpiewowi swojej sztuki, a przywołując do porządku arystokratycznego arbitra mody osiągnął bez wątpienia szczyt swojej profesji. Ogarnęło go uczucie zrozumienia i solidarności dla dumy Fletchera ze swojej sztuki. Szybko jednak ostudziło je przypomnienie, że sukces pokojowca został odniesiony kosztem jego niechętnej i niczego nie podejrzewającej osoby.
Fletcher wydaje się stosownie skarcony, a niedogodność poszukiwania nowego pokojowca… Potrząsnął głową. Ten człowiek był przy nim od czasu, gdy skończył uniwersytet i nie umiał sobie wyobrazić instruowania kogoś nowego na temat swoich preferencji, które Fletcher rozumiał tak dobrze. Stanowczość wydawała się tym, co było potrzebne. I może jeszcze gałązka oliwna.
- Przypuszczam, że „na co nie ma środka, nad tym się nie ma i co zastanawiać. Co się raz stało, już się nie odstanie”. Ale Fletcher, nie stosuj wobec mnie już więcej takich podstępów. „Więcej treści w mniej sztucznych frazesach”. Rozumiesz ?
- Tak, sir – ulga w głosie i na twarzy Fletchera była niemal namacalna.
- Nie wyobrażaj sobie, że jestem całkowicie udobruchany – ciągnął wstając, żeby Fletcher pomógł mu zdjąć surdut – Dopóki twój "Roquet" nie zostanie przez kogoś przebity, będę zmuszony znosić każdego durnia, który będzie chciał wiedzieć, jak to zostało zrobione. Dzięki Bogu niedługo wyjeżdżam do Pemberley.
- „Cechą litości nie mo…” – zaczął Fletcher cytując Szekspira.
- Tak… cóż, błagam cię, nie pozwól żeby twój triumf i towarzysząca mu zła sława zakłóciły twoje obowiązki dotyczące sprawnego prowadzenia tego gospodarstwa.
- Nie, sir – odparł pokojowiec.
Szafirowa kamizelka została zdjęta z ramion Darcy’ego. Kiedy odwrócił się, żeby spojrzeć, jak Fletcher starannie składa jego ubranie szykując się do opuszczenia pokoju, stało się jasne, że nie starczyło mu dziś spokoju. Cały miesiąc był dla nich obu stanowczo zbyt niepokojący.
- Fletcher – zawołał, gdy pokojowiec skierował się w stronę drzwi – Lord Brougham prosił mnie o przekazanie ci swoich gratulacji.
- Doprawdy, sir ! Lord Brougham jest bardzo uprzejmy.
- Chciał, żebyś wiedział, że wyraz twarzy Brummella, gdy oceniał klęskę doznaną z twoich rąk, będzie go cieszyć przez nadchodzące dni. I Fletcher – zakończył – Również moje powściągliwe gratulacje.
- Dziękuję, panie Darcy ! – Fletcher skłonił się nisko.
Życzyli sobie nawzajem dobrej nocy i Darcy zaczął się szykować do snu, pragnąc gorąco, aby jego zadanie zniechęcenia Bingleya było bliskie końca i nic nie stanęło na drodze do szybkiego wyjazdu do Pemberley. Oni obaj mogą tam odzyskać równowagę, a wtedy wszystko znowu będzie tak, jak wcześniej.

Alison - Śro 14 Lut, 2007 08:58

Biedny Fletcherek :cry: :wink: Ale trochę mu się należało :twisted:
QaHa - Śro 14 Lut, 2007 09:00

no to mamy konfrontacje - jakos gromy nie biją
Marija - Śro 14 Lut, 2007 09:05

No tak. Stracił równowagę przez krawat. A to w ogóle był krawat czy takie cuś podobne? :roll: Dobrze, że teraz się nam panowie nie motają po same uszy w jedwabne zawijki, acz szafirowe kamizelki się trafiają :thud: .
Maryann - Śro 14 Lut, 2007 09:22

Marija napisał/a:
A to w ogóle był krawat czy takie cuś podobne?

To raczej cuś podobne, bo lniane i białe, bardziej skomplikowane w wiązaniu, no i chyba znacznie mniej wygodne (po mojemu trochę jak kołnierz ortopedyczny :mrgreen: ). Mr Brummell we własnej osobie:

Marija - Śro 14 Lut, 2007 09:33

Faktycznie, potężna konstrukcja :lol: . Niezbędny był pokojowiec, żeby to coś uwiązać na pańskiej szyi.
Ania1956 - Śro 14 Lut, 2007 10:37

To nadążanie za modą jednak bardzo komplikowało życie towarzystwa. :lol:
Maryann - Śro 14 Lut, 2007 10:40

Oj, bardzo. Przypomnij sobie tylko, jak pani Bennet wypytywała panią Gardiner, czy w tym sezonie nosi się długie rękawy, czy nie... :lol:
QaHa - Śro 14 Lut, 2007 10:42

Maryann napisał/a:
Oj, bardzo. Przypomnij sobie tylko, jak pani Bennet wypytywała panią Gardiner, czy w tym sezonie nosi się długie rękawy, czy nie...


hehehe al edobrze ze dzis juz az tak nie trzeba sie przejmowac - nigdy bym nie byla na czasie

Marija - Śro 14 Lut, 2007 10:43

Ania1956 napisał/a:
To nadążanie za modą jednak bardzo komplikowało życie towarzystwa. :lol:
no, teraz tzw. towarzystwo też byle czego nie założy :? ??: . Choćby w głowie miała siano i plewy, to bez hita na plecach i nogach ani rusz. Wczoraj był taki dodatek do gazety codziennej na "Dz", i pokazano plebsowi płaszczyki po 3 700 zł. To się nosi!!! A ja nie noszę :rumieniec: .
Maryann - Śro 14 Lut, 2007 10:57

Marija napisał/a:
Wczoraj był taki dodatek do gazety codziennej na "Dz", i pokazano plebsowi płaszczyki po 3 700 zł. To się nosi!!! A ja nie noszę :rumieniec: .

Ja też nie. I nie widzę powodu, żeby nosić. Jakoś - poza metką - istotnych różnic między takim płaszczykiem z gazetowego katalogu, a odzieniem, jakie mam zwyczaj kupować w "normalnych" sklepach za "normalne" pieniądze, nie widzę.
Kiedyś na koszt ubrania wpływało to, że wiele elementów wykonywano ręcznie (hafty, guziki itd), importowane z daleka materiały były drogie, no i te ozdoby - klejnoty, koronki itd... Niejedna dama nosiła na sobie suknię wartą więcej niż roczny dochód wielu śmiertelników.
Ale dziś ? Wystarczy "właściwa" metka i od razu cena skacze o 300 %. :roll:

QaHa - Śro 14 Lut, 2007 11:01

Maryann napisał/a:
Ale dziś ?

dzis cena nie idzie w parze z jakoscia, w kazdym razie w przypadku wiekszości ubrań, dobro to stalo si etak powszechne, ze nie a sensu specjalnei sie nad ubraniami trząść sami poroducenci bardzo czesto wykonuje je tak jakby byly jednosezonowego uzytku

Anonymous - Śro 14 Lut, 2007 11:08

a ubrania od krawca są jedyinie ociupinke droższe niz w "normalnych sklepach" ...
Maryann - Śro 14 Lut, 2007 11:14

No, chyba że ten krawiec to jakiś Yves Saint Laurent, czy inny Chanel... :mrgreen:
Marija - Śro 14 Lut, 2007 11:28

AineNiRigani napisał/a:
a ubrania od krawca są jedyinie ociupinke droższe niz w "normalnych sklepach" ...
Wolę przymierzać cichcem za kotarką, niż dać się obmierzać na żywca :oops: . Tak w ogóle to nie cierpię siebie w przymierzalni, zawsze się zapocę, włos zwichrzony, a jak jeszcze spodnie za ciasne :thud: , to nic tylko wyjść i się :party: .
Anonymous - Śro 14 Lut, 2007 11:33

Marianno mam na myśli krawców, a nie projektantów strojów dla małp w cyrku. :wink:
Anonymous - Śro 14 Lut, 2007 11:36

był taki czas (do którego tęsknie:D), że miałam swój model i rozmiar ulubionych sztruksów (bo za dzinsem nie przepadam :D ). Wchodziłam, prosiłam, płaciłam, wychodziłam. Całość trwała 5 minut (jeśli sprzedawca się guzdrał). Teraz do przymierzalni nie wejdę, docieram i łatam to co mam, bo nie chce sie załamywać...
Maryann - Śro 14 Lut, 2007 11:44

AineNiRigani napisał/a:
Marianno mam na myśli krawców, a nie projektantów strojów dla małp w cyrku. :wink:

:shock:
Ciekawe, co by na to powiedziały niektóre gwiazdy światowego show businessu... :mrgreen:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group