Literatura - Proza i poezja - Wiersze ukochane ...
Trzykrotka - Wto 11 Sty, 2011 16:38
To jest bardzo mądre. Bo tak naprawdę jest - istniejesz, póki cokolwiek jeszcze cię zadziwia, zachwyca, interesuje.
Admete - Wto 11 Sty, 2011 16:46
To dlatego czasem jestem zirytowana sama sobą, gdy nie moge znaleźć ksiązki czy filmu, które by mnie porwały...
trifle - Wto 11 Sty, 2011 17:00
| Admete napisał/a: | | To dlatego czasem jestem zirytowana sama sobą, gdy nie moge znaleźć ksiązki czy filmu, które by mnie porwały... |
To ja też tak mam. Beznadziejne uczucie... zwłaszcza jak inni się zachwycają - a u mnie zero emocji. Kostnica duchowa
Kiedy się dziwić przestanę
Gdy w mym sercu wygaśnie czerwień
Swe ostatnie, niemądre pytanie
Nie zadane, w połowie przerwę
Będę znała na wszystko odpowiedź
Ubożuchna rozsądkiem maleńkim
Czasem tylko popłaczę sobie
Łzami tkliwej i głupiej piosenki
By za chwilę wszystko zapomnieć
Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie
Kiedy się dziwić przestanę
Zgubię śpiewy podziemnych strumieni
Umrze we mnie co nienazwane
Co mi oczy jak róże płomieni
Dni jednakim rytmem pobiegną
Znieczulone, rozsądne, żałosne
Tylko życia straszliwe piękno
Mnie ominie nieśmiałą wiosną
Za daleko jej będzie do mnie
Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie
Kiedy się dziwić przestanę
Lżej mi będzie i łatwiej bez tego
Ścichną szczęścia i bóle wyśmiane
Bo nie spytam już nigdy - dlaczego?
Błogi spokój wyrówna mi tętno
Gdy się życia nauczę na pamięć
Wiosny czułej bolesne piękno
Pożyczoną poezją zakłamię
I nic we mnie i nic koło mnie
Kiedy się dziwić przestanę
Kiedy się dziwić przestanę
Będzie po mnie.
BeeMeR - Pią 14 Sty, 2011 17:50
| Cytat: | Kolęda K.K. Baczyński
Aniołowie, aniołowie biali | Och, nie wiedziałam, że to jego, a tak lubię tą kolędę.
Odnośnie smutnych, a pięknych kolęd, czy też prawie kolęd, to jedna z moich ulubionych:
Wigilia na Syberii
(wg obrazu J. Malczewskiego)
http://www.kaczmarski.art...rii_orginal.jpg
http://szaga.wrzuta.pl/au...nski_gintrowski
Zasyczał w zimnej ciszy samowar
Ukrop nalewam w szklanki
Przy wigilijnym stole bez słowa
Świętują polscy zesłańcy
Na ścianach mroźny osad wilgoci
Obrus podszyty słomą
Płomieniem ciemnym świeca się kopci
Słowem - wszystko jak w domu
"Słyszę z nieba muzykę i anielskie pieśni
Sławią Boga że nam się do stajenki mieści
Nie chce rozum pojąć tego chyba okiem dojrzy czego
Czy się mu to nie śni"...
Nie będzie tylko gwiazdy na niebie
Grzybów w świątecznym barszczu
Jest nóż z żelaza przy czarnym chlebie
Cukier dzielony na kartce
Talerz podstawiam by nie uronić
Tego czym życie się słodzi
Inny w talerzu pustym twarz schronił
Bóg się nam jutro urodzi.
"Król wiecznej chwały już się nam narodził
Z kajdan niewoli lud swój wyswobodził
Brzmij wesoło świecie cały oddaj ukłon Panu chwały
Bo to się spełniło co nas nabawiło serca radością"...
Nie, nie jesteśmy biedni i smutni
Chustka przy twarzy to katar
Nie będzie klusek z makiem i kutii
Będzie chleb i herbata
Siedzę i sam się w sobie nie mieszczę
Patrząc na swoje życie
Jesteśmy razem - czegóż chcieć jeszcze
Jutro przyjdzie Zbawiciel
"Lulajże Jezuniu moja perełko
Lulaj ulubione me pieścidełko
Lulajże Jezuniu lulajże lulaj
A ty go Matulu w płaczu utulaj"...
Byleby świecy starczyło na noc
Długo się czeka na niego
By jak co roku sobie nad ranem
Życzyć tego samego
Znów się urodzi, umrze w cierpieniu
Znowu dopali się świeca
Po ciemku wolność w Jego imieniu
Jeden drugiemu obieca...
[Jacek Kaczmarski, 1980 ]
Joy - Sob 15 Sty, 2011 17:16
Bolesław Leśmian - ,,W malinowym chruśniaku"
W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.
I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.
http://www.youtube.com/watch?v=ug-i2_ZOffk
To wersja śpiewana w wykonaniu Marka Grechuty i Krystyny Jandy. Cudo po prostu.
Yvain - Sob 15 Sty, 2011 17:26
Zgadza się
VeraDeDiamant - Pon 17 Sty, 2011 21:55
Oto jedne z moich ulubionych wierszy o miłości;D:
Browning Barrett Elizabeth
Jak cię kocham? Poczekaj- wszystko ci wyłożę
Jak cię kocham? Poczekaj - wszystko ci wyłożę.
Kocham do dna, po brzegi, do samego szczytu
przestrzeni, w której dusza szuka krańców bytu
i łaski idealnej, ginąc w tym przestworze.
Kocham cię tak przyziemnie, jak tylko zejść może
głód; przy świeczce i w słońcu, gdy sięga zenitu;
tak śmiało i tak czysto, jak ktoś, kto, zaszczytu
nie pragnąc, broni zasad wspartych na honorze.
Kocham cię całym żarem, który niosłam w piersi
przez mrok smutków; dziecinną wiarą wbrew niedoli;
miłością, jaką we mnie niegdyś tylko święci
budzili - kocham wszystkim, co cieszy i boli,
tchem, łzą, uśmiechem, życiem! - A gdy Bóg pozwoli,
będę cię nawet mocniej kochała po śmierci.
Natomiast sporo prawdy o mężycznach i kobietach jest w tym utworze tej samej autorki (też uwielbiam!;D)
Browning Barrett Elizabeth
Żądania mężczyzny
I
Kochaj mnie wszystkim, czym jesteś,
Uczuciem, myślą, wzrokiem, ciałem.
Kochaj w najdrobniejszym geście
I w istnieniu całem.
II
Kochaj mnie młodością swoją
W szczerym przyzwoleniu,
Przysięgami, co się boją
Słów w czułym milczeniu.
III
Kochaj mnie lazurem oczu,
Co przyrzeka wszystko;
Skoro barwę z nieba toczą,
Prawda niebios blisko.
IV
Powiekami, które skrycie
Kryją oczy śniegu ciszą,
Kochaj serca głośnym biciem,
Niech sąsiedzi słyszą.
V
Kochaj dłonią wyciągniętą
Swobodnie z daleka.
Kochaj stopą, która czując
Krok za sobą, zwleka.
VI
Kochaj mnie głosem, co w obronie
Nagle słabnie trochę,
I rumieńcem, który płonie,
Kiedy szepczę: "Kocham".
VII
Kochaj mnie sercem myślącym,
Złam je westchnieniami.
Od żywych i konających
Odwróć się myślami.
VIII
Kochaj w pozach uroczystych,
Kiedy świat cię wieńczy,
I pośród aniołów czystych,
Gdy modląc się klęczysz.
IX
Kochaj czysto, jak to w głuszy
Leśnej czynią zakochani,
I wesoło, mocno, z duszy,
Jak urocza pani.
X
Przez nadzieję, chociaż płocha,
Co oddali nas lub zbliży,
Za dom i za grób mnie kochaj,
I za to, co wyżej.
XI
A gdy szczerą miłość wzrok
I kobiece serce wyzna,
Będę kochał cię — przez rok,
Jak umie mężczyzna.
Przełożyła Ludmiła Marjańska
Natomiast wariację na temat słynnego monologu "Hamleta" Shakespeare'a też bardzo lubię;D
Czartoryski Alexander
"To be or not to be"
„Być albo nie być …” Takie śmieszne zdanie
przez lat czterysta ludziom myśl zaprząta.
Tak postawione, fałszywe pytanie
śmiech we mnie budzi. Z właściwego kąta
gdy patrzę na nie, dostrzegam fałszywkę.
Półprawda taka jest od kłamstwa trwalsza,
stanowiąc sobą błyszczącą przykrywkę
myśli, co poszła w drogę jakąś dalszą.
„Być albo nie być …” To dyktuje pycha
temu, co sobie uzurpuje prawa
tworzenia bytów. To logika licha,
ludzka, ułomna … I śmieszną się stawa.
Decyzja: nie być. Twoja, suwerenna,
w twej mocy bowiem znaleźć się w niebycie.
Decyzja bycia? Prawda jest niezmienna:
nie decydujesz, czy dać sobie życie.
O czym w tym zdaniu mi powiedzieć chciałeś?
Bez twej decyzji niebyt też się stanie.
Już to na sobie, Wiliamie, poznałeś.
„Być albo nie być …” Takie śmieszne zdanie.
A moim ukochanym fragmentem o miłości z "Hamleta" - jednocześnie jakby mottem moich historii i szablonów jest cytat z aktu II:
"Doubt thou the stars are fire
Doubt that the sun doth move
Doubt truth to be a liar
But never doubt I love."
asiek - Sob 05 Mar, 2011 11:21
Lubię wiersze Anny Świrszczyńskiej i często do niej wracam...
Kobieta mówi o swoim życiu
Wiatr mnie pędzi po drogach,
wiatr, bóstwo odmiany
o dmuchających policzkach.
Kocham ten wiatr,
cieszę się
odmianom.
Chodzę po świecie
we dwoje albo sama
i miłe mi są jednakowo
tęsknota i śmierć tęsknoty,
która nazywa się spełnienie.
Czegoś jest we mnie za dużo.
Przelewam się przez brzegi
jak drożdże. Drożdże mają
swój własny rodzaj szczęścia.
Idę, ciągle idę,
czasami przyłącza się do mnie mężczyzna.
Idziemy razem,
on mówi, że to do śmierci,
potem gubi się o zmroku
jak rzecz nieważna.
Idę sama,
potem znów na zakręcie
zjawia się nowy towarzysz.
Idę, ciągle idę,
wiatr mnie pędzi po drogach.
Na moich drogach
zawsze wieje wiatr.
trifle - Czw 24 Mar, 2011 14:41
Walt Withman, moje ostatnie odkrycie.
Do kogoś, kto wkrótce umrze
Spośród wszystkich wybieram ciebie, mam wiadomość dla ciebie;
Umrzesz - niech inni mówią co im się podoba,
ja nie chcę być krętaczem,
Jestem dokładny i bezlitosny, lecz kocham ciebie - nie ma dla ciebie ucieczki.
Delikatnie kładę swą prawą dłoń na twojej, ledwie ją czujesz,
Nie przekonuję, pochylam nisko głowę, na wpół ją skrywam,
Siedzę spokojnie obok, pozostaję ci wierny,
Jestem więcej niż pielęgniarzem, więcej niż ojcem czy sąsiadem,
Uwalniam cię od wszystkiego prócz twego ciała duchowego,
ono jest wieczne, ty sam na pewno ocalejesz,
Ciało, które opuścisz, będzie jedynie odpadkiem.
Słońce przedziera się w nieoczekiwanych kierunkach,
Mysli niezłomne i pewność wypełniają cię, uśmiechasz się,
Zapominasz, że jesteś chory, ja też zapominam,
Nie dostrzegasz lekarstw, nie zważasz na płaczących przyjaciół, ja jestem z tobą,
Nie dopuszczam do ciebie nikogo, nie ma powodu, aby ci współczuć,
Ja nie współczuję, ja winszuję tobie.
*
[ten mnie wzrusza niezwykle]
Ostatnia inwokacja
Na koniec, lekko,
Spośród murów potężnej twierdzy,
Z uścisku szczelnych zamków, spod straży dobrze zamkniętych drzwi,
Niechaj ulecę.
Niech wyślizgnę się bezszelestnie;
Kluczem łagodności otwórz zamki - szeptem -
Otwórz drzwi, o, duszo.
Delikatnie - nie bądź niecierpliwa
(Silny jest twój uścisk, o, śmiertelne ciało,
Silny jest twój uścisk, o, miłości).
*
Do Ciebie
Kimkolwiek jesteś, lękam się, że wędrujesz ścieżkami marzeń,
Boję się, że domniemane rzeczywistości pod twoimi stopami
i dłońmi rozpłyną się,
Nawet teraz twoje rysy, radości, mowa, dom, fach, zwyczaje,
kłopoty, szaleństwa, strój, zbrodnie pierzchają przed tobą
w rozsypce,
Twoje prawdziwe ciało i dusza zjawiają się przede mną,
Wyłaniają się z interesów, z handlu, sklepów, pracy, farm,
ubrań, domu, kupna, sprzedaży, jedzenia, picia, cierpień
i umierania.
Kimkolwiek jesteś, nakładam na ciebie rękę, abyś
był moim poematem,
Szepczę z wargami tuż przy twoim uchu,
Kochałem wiele mężczyzn i kobiet, lecz nikogo
bardziej niż ciebie.
Tak, byłem opieszały i głupi,
Już dawno powinienem był pójść prosto do ciebie,
Nie powinienem był paplać o niczym prócz ciebie,
powinienem był opiewać tylko twoją osobę.
Rzucę wszystko i przyjdę i ułożę hymny o tobie,
Nikt ciebie nie zrozumiał, ale ja ciebie rozumiem,
Nikt nie oddał ci sprawiedliwości, sam sobie nie
oddałeś sprawiedliwości,
Nikt nie odnalazł w tobie doskonałości, ja jeden ją
w tobie znajduję.
Nie ma takiego, który by nie chciał cię uzależnić, ja jeden
nigdy się na to nie zgodzę,
Ja jeden nie narzucam ci pana, właściciela, zwierzchnika, Boga,
a jedynie to, co chce być twoją istotą.
Malarze malowali rojące się grupy, a w środku nich jedną
postać,
Nad głową tej postaci unosił się nimb złotawego światła,
Ja zaś maluję miriady głów, lecz każdą bez wyjątku zdobię
nimbem złotawego światła,
Pod moją ręką, z mózgu każdego mężczyzny i każdej kobiety
płynie ono odwiecznym promienistym potokiem.
O, móglbym śpiewać o tobie wspaniałe hymny
pochwalne!
Nawet nie wiesz, kim jesteś, prześniłeś całe życie,
Wszystko, co dotąd czyniłeś, zamienia się już
w szyderstwo.
(Twoja zapobiegliwość, wiedza, modlitwy - czym są dziś,
jeśli nie są szyderstwem?)
Szyderstwa nie są tobą,
Pod nimi i wewnątrz nich widzę, jak się czaisz,
Tropię cie tam, gdzie nikt inny ciebie nie tropił,
Milczenie, biurko, lekceważące słówko, noc,
codzienna rutyna, jeśli nawet ukryją cię przed
innymi albo przed tobą samym, nie ukryją cię
przede mną,
Twarz wygolona, wzrok rozbiegany, niezdrowa
cera, jeśli nawet odrzucą innych, mnie nie
odrzucą,
Wyzywający strój, szpetna postawa, pijaństwo,
chciwość, przedwczesna śmierć, dla mnie to
wszystko nieważne.
Nie ma takiego talentu w mężczyźnie czy kobiecie,
ktory nie byłby także zakarbowany w tobie,
Nie ma odwagi, wytrwałości w innych, których nie
byłoby także w tobie
Nie ma takiej rozkoszy, która nie mogłaby być
także twoim udziałem.
Co do mnie, nie dam nikomu niczego, czego nie dałbym także
tobie,
Nie zaśpiewam pieśni chwały nikomu, nawet Bogu, zanim nie
zaśpiewam pieśni chwały tobie.
Kimkolwiek jesteś, domagaj się swego za wszelką
cenę!
Pejzaże Zachodu i Wschodu są mdłe w porównaniu
z tobą,
Te rozległe łąki, te rzeki bez końca - jesteś równie
rozległy i nieskończony jak one,
Ty jesteś tym lub tą, która panuje nad nimi,
Władca czy też władczyni samodzielnie władasz
Naturą, żywiołami, bólem, namiętnością, rozkładem.
Pęta spadają z nóg, odkrywasz niewyczerpane
zasoby,
Stary czy młody, mężczyzna czy kobieta, szorstki,
pospolity, odtrącony przez innych, cokolwiek
jest w tobie - ujawni się samo,
Narodziny, życie, śmierć i pochówek dostarczają
środków, nie brak niczego,
Przez gniew, straty, ambicję, ciemnotę, znudzenie
przebije się to, co jest tobą.
Admete - Pią 01 Kwi, 2011 22:51
Ernest Bryll - Aniele mych pradziadów chłopskich
Aniele mych pradziadów chłopskich daj tę siłę
Z jaką się w bezimiennej powstaje godzinie
Gdy pół nocy pół świtu. Gdy świat ucichł w zimie
I ojczyzna jest - jakby Boga już nie było
Modlitwo moja. Teraz nie umieraj
I dla nas niebo wysoko otwieraj
Bośmy już zapomnieli cośmy tam widzieli
Rzuć nam na ziemię promień - abyśmy się wspięli
Choć trochę wyżej i patrząc z półnieba
Ujrzeli swoje życie tak jak pewno trzeba
Aniele mych pradziadów. Wspomóż naszą słabość
Zapal gwiazdy jak świecę. To czas gdy się rodzą
Najczystsze nasze myśli, a zmory przychodzą
By je jak owce dusić i zabijać radość
Modlitwo moja. Nie odchodź, nie gaśnij
Powiedz że zaraz wszystko się wyjaśni
Byśmy nie zapomnieli, że przyjaciół mamy
Oni wołają do nas, my do nich wołamy
I przez głuchotę, tępotę ciemności
Kiełkują pierwsze promienie radości
Ania Aga - Śro 27 Kwi, 2011 22:40
Jan Twardowski
Wiersz z banałem w środku
nie bój się chodzenia po morzu
nieudanego życia
wszystkiego najlepszego
dokładnej sumy niedokładnych danych
miłości nie dla ciebie
czekania na nikogo
przytul w ten czas nieludzki
swe ucho do poduszki
bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas
Deanariell - Czw 28 Kwi, 2011 18:07
Twardowski mądrym poetą był.
Ania Aga - Czw 28 Kwi, 2011 20:43
Lubię go. Choć pożyczyłam kiedyś zbiór poezji Twardowskiego w bibliotece i były w nim naniesione zmiany przez innego czytelnika - ołówkiem niektóre wersy były poskracane (przerobił w ten sposób ów czytelnik kilka wierszy). Najpierw się oburzyłam, ale potem stwierdziłam, że wyszło to poezji na dobre. Trafił się jakiś inteligentny czytelnik lub czytelniczka
Deanariell - Czw 28 Kwi, 2011 22:20
| Ania Aga napisał/a: | | ołówkiem niektóre wersy były poskracane (przerobił w ten sposób ów czytelnik kilka wierszy). |
Założę się, że księdzu Janowi spodobałaby się ta historia z przerabianiem jego wierszy przez czytelnika.
Ania Aga - Czw 28 Kwi, 2011 23:14
Też tak uważam
Trzykrotka - Nie 22 Maj, 2011 00:53
Dwa razy apostrofa do życia - ale jak różnie
Andrzej Bursa
przecież znasz wszystkie moje chwyty
życie moje
wiesz kiedy będe drapał krzyczał i rzucał się
znasz upór moich zmagań
i drętwe pozbawione smaku i czucia wyczerpanie
wtedy zatruwasz mój sen majakami
aby uniemożliwić mi jakikolwiek azyl
znam twoje słodycze
które przyjmuję ze skwapliwą wdzięcznością
i po których szarpią mnie torsje
przywykłem do twoich okrucieństw
nauczyłem się śmiać z własnego trupa
(znasz dobrze ten mój ostatni chwyt)
znudziliśmy się sobie życie moje
mój wrogu
cóż kiedy wkręciłeś iskry bólu w moje szczęki
aby utrudnić mi ziewanie.
Halina Poświatowska
* * *
zawsze kiedy chcę żyć krzyczę
gdy życie odchodzi ode mnie
przywieram do niego
mówię - życie
nie odchodź jeszcze
jego ciepła ręka w mojej ręce
moje usta przy jego uchu
szepczę
życie
- jak gdyby życie było kochankiem
który chce odejść -
wieszam mu się na szyi
krzyczę
umrę jeśli odejdziesz
Admete - Nie 22 Maj, 2011 08:43
Rzeczywiście - dwa różne podejścia - ukochanie i lekka pogarda.
Ania Aga - Nie 22 Maj, 2011 10:22
Oba wiersze są przejmujące, oba są o zmaganiu z życiem, nie odbieram żadnego z nich jako pogardliwego wobec życia. Poświatowska chwyta się życia, gdy czuje, że jej ucieka. Bursa jest zmęczony jego znojem, ma dość . Są momenty, gdy mogłabym za nim powtórzyć - "znudziliśmy się sobie życie moje"
Admete - Nie 22 Maj, 2011 10:51
I ja to odbieram jako pogardę. Co mi zrobisz życie? Ja już dłużej tak nie chcę.
Ania Aga - Nie 22 Maj, 2011 11:30
I to jest dobre w poezji, że każdy może odbierać ją po swojemu
Trzykrotka - Nie 22 Maj, 2011 11:57
Życie moje - mój wrogu - to brzmi bardzo poważnie. I mnie się wydaje, że jeśli to znużenie, to już takie skrajne, kiedy dochodzi się do ściany.
Oba wiersze mnie ogromnie w swoim czasie poruszyły.
Ania Aga - Nie 22 Maj, 2011 14:32
Tego wiersza Bursy nie znałam wcześniej. Czytając go dziś po raz pierwszy zrobił na mnie ogromne wrażenie, większe niż wiersz Poświatowskiej. Jest strasznie smutny, nie ma w nim nadziei.
Trzykrotka - Czw 26 Maj, 2011 01:23
A teraz o życiu - Wisława Szymborska. Jak to ona - kpiąco, refleksyjnie, z dystansem, pięknie
ALLEGRO MA NON TROPPO
Jesteś piękne - mówię życiu -
bujniej już nie można było,
bardziej żabio i słowiczo,
bardziej mrówczo i nasiennie.
Staram się mu przypodobać,
przypochlebić, patrzeć w oczy.
Zawsze pierwsza mu się kłaniam
z pokornym wyrazem twarzy.
Zabiegam mu drogę z lewej,
zabiegam mu drogę z prawej,
i unoszę się w zachwycie,
i upadam od podziwu.
Jaki polny jest ten konik,
jaka leśna ta jagoda -
nigdy bym nie uwierzyła,
gdybym się nie urodziła!
Nie znajduję - mówię życiu -
z czym mogłabym cię porównać.
Nikt nie zrobił drugiej szyszki
ani lepszej ani gorszej.
Chwalę hojność, pomysłowość,
zamaszystość i dokładność,
i co jeszcze - i co dalej -
czarodziejstwo, czarnoksięstwo.
Byle tylko nie urazić,
nie rozgniewać, nie rozpętać.
Od dobrych stu tysiącleci
nadskakuję uśmiechnięta.
Szarpię życie za brzeg listka:
przystanęło? dosłyszało?
Czy na chwilę, choć raz jeden,
dokąd idzie - zapomniało?
Admete - Czw 26 Maj, 2011 07:20
O tak - cała Szymborska Ona widzi życie jako coś coś, co trzeba odkrywać.
Ania Aga - Czw 26 Maj, 2011 22:01
| Trzykrotka napisał/a: | Czy na chwilę, choć raz jeden,
dokąd idzie - zapomniało? |
Nie można mu się, ani przypochlebić, ani przypodobać, żeby zapomniało dokąd zmierza
|
|
|