Ekranizacje - Duma i uprzedzenie Pride and Prejudice (2005)
JoannaS - Nie 04 Kwi, 2010 16:58
| Harry_the_Cat napisał/a: | Mnie śpiąca Pani Bennet tez nie razi |
A mnie jakoś razi. Nie chodzi o spanie, tylko o podkreślenie tą sceną ogólnego brudu i bałaganiarstwa.
Tamara - Nie 04 Kwi, 2010 20:46
| trifle napisał/a: | nie siedzę ładnie wyprostowana cały czas |
My już nie musimy , one musiały
trifle - Nie 04 Kwi, 2010 20:58
Powinny bardziej. I na pewno nie cały czas. Pięć córek, bez guwernantki, nie bywały w sezonie w mieście - to już są odstępstwa od ówczesnej normy. Nigdy nie leżały sobie gdzieś w trawie? Na dworze? Latem? Zupełnie nie jak grzeczne panienki? Ja w to nie wierzę
Alicja - Nie 04 Kwi, 2010 21:11
w trawie pewnie leżały, nawet Margaret ( N&S) leży w trawie w słoneczny dzień . W Emmie mamy piknik, tyle, że też na kocach i "w pełnym rynsztunku"
trifle - Nie 04 Kwi, 2010 21:23
No właśnie o Margaret myślałam. W Emmie owszem, piknik, ale z towarzystwem. A mi chodzi o spotkania w gronie najbliższym - rodzina z jednego domu, rodzice i dzieci. W sumie nie wiem, czemu aż tak to próbuję udowadniać:D To o tę scenę z panią Bennet z talerzykiem chodzi - mnie się wydaje bardzo prawdopodobna i to chyba tyle
Tamara - Nie 04 Kwi, 2010 23:13
| trifle napisał/a: | W sumie nie wiem, czemu aż tak to próbuję udowadniać:D To o tę scenę z panią Bennet z talerzykiem chodzi - mnie się wydaje bardzo prawdopodobna i to chyba tyle |
Ale nie w godzinach , kiedy każdy mógł przyjść z wizytą , a tu mamy z tym do czynienia Wiadomo było , że wizyty składa się w określonych godzinach i wtedy można było do każdego przyjść bez zapowiedzenia , zatem akurat w tym czasie wszyscy musieli być gotowi na przyjęcie potencjalnego gościa , zatem wykluczone było spanie z garami na brzuchu
Kiedy Jane była u wujostwa w Londynie i złożyła wizytę Karolinie Bingley , oczekując później na jej rewizytę przez trzy tygodnie nie wychodziła przedpołudniami - czyli w czasie na niezapowiedziane wizyty- z domu . I na pewno w tym czasie nie była rozmemłana i nie spała
aś - Pon 05 Kwi, 2010 15:56
Czepiamy się pani Bennet drzemiącej z talerzykiem na brzuchu, a scena (jak już Alicja wcześniej zauważyła) spacerującej Lizzy w nieodpowiednim stroju o nieodpowiedniej porze dnia(nocy?), to dopiero było nieprawdopodobne
Tamara - Pon 05 Kwi, 2010 18:56
Tam w ogóle większość była nieprawdopodobna
Alicja - Pon 05 Kwi, 2010 20:57
w tym mój faworyt prosiak domowy
Nellie - Pon 05 Kwi, 2010 21:49
I bujanie się Lizzy na bosaka na huśtawce zawieszonej pośród - delikatnie mówiąc - błocka podwórkowego. I dlaczego ona miała taką ciemną, brzydką, ciężką sukienkę podczas balu w Meryton??? Wyglądała, jakby w ogóle się na niego nie przygotowała.
aś - Pon 05 Kwi, 2010 22:14
| Nellie napisał/a: | | I dlaczego ona miała taką ciemną, brzydką, ciężką sukienkę podczas balu w Meryton |
to jest sukienka a'la ścierka jak stwierdził ktoś z moich znajomych była jeszcze jedna a'la kotara teatralna- taka brązowa, chyba jak poznawała siostrę Darcego (chociaż ta brązowa akurat mi się podobała )
Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 00:02
ona byla chyba w paseczki...
aś - Wto 06 Kwi, 2010 00:49
| AineNiRigani napisał/a: | | ona byla chyba w paseczki... |
chodzi mi o tą scenę, gdzie zostają sobie przedstawione- tam miała brązową sukienkę, a w paseczki była ubrana wtedy, gdy zwiedzała posiadłość (sprawdziłam, bo już sama nie byłam pewna )
Trzykrotka - Wto 06 Kwi, 2010 09:33
Te niepiękne stroje i niedbała fryzura oraz absurdalna z punktu widzenia logiki scena otwierajaca, kiedy to Lizzy idzie przez pastwisko czytając równocześnie (nie sposób nie myśleć o krowich plackach po drodze...) mają służyć (czytałam wypowiedź reżysera ) pokazaniu, że ta właśnie panna Bennet woli czytanie niż światowe życie i jest, jak na ich warunki, intelektualistką...
Wiecie już, moje kochane, jak wyglądają czyteliczki
marjarz - Nie 25 Kwi, 2010 23:07
| aś napisał/a: | | Nellie napisał/a: | | I dlaczego ona miała taką ciemną, brzydką, ciężką sukienkę podczas balu w Meryton |
to jest sukienka a'la ścierka jak stwierdził ktoś z moich znajomych była jeszcze jedna a'la kotara teatralna- taka brązowa, chyba jak poznawała siostrę Darcego (chociaż ta brązowa akurat mi się podobała ) |
Witam
jestem nowa, dołączam się w tym momencie, bo bardzo podoba mi się powyższe określenie sukni a'la kotara teatralna. Bardzo trafne. Podobne paskudztwo nosiła Anne Elliot w Perswazjach.
Ekranizacja DiU z 2005 r. razi, przynajmniej co do strojów i zachowania wielu bohaterów. Nie wiem dlaczego Elżbieta-anorektyczka ma na sobie ładną sukienkę tylko raz, podczas zwiedzania domu (ta w prążki). Wiele osób na tym forum zwróciło na to susznie uwagę. Posiadłość Benettów tylko z zewnątrz wyglada ładnie. Ciekawe są uwagi reżysera odnoszące się do zmian, jakich musiał dokonać zanim rozpoczęli kręcenie. Polecam dodatki do filmu na płycie DVD. Ja odnoszę wrażenie, że w środku dom jest niedokończony. Niechluje schody itd. Te łażące gęsi, świnie, błoto i ta wstrętna łódka na podwórzu. Jakby w domu mieszkali mali chłopcy, a nie pięć dorosłych dziewczyn.
Pani Benett merdająca nogami na balu, aktorsko rola zagrana świetnie, ale ogólnie nie odpowiada mojemu wyobrażeniu czasów JA.
Oglądałam wiele ekranizacji powieści JA, DiU mam kilka, moim zdaniem nic nie przebije wersji z Colinem.
Tamara - Pon 26 Kwi, 2010 19:04
Brawo !
szept - Sob 18 Wrz, 2010 11:48
Mariarz powiedziała wiele z prawdy, stroje Elizabeth są dość przeciętne... Choć ma na tyle piękne oczy, by odwrócić moją uwagę od jej sukien! W momencie, kiedy stała zadumana na skale, a wiatr podwiewał jej płaszcz... Wspaniały widok.
I kiedy oglądam to: http://www.youtube.com/watch?v=tT7SXryhNQs , zaczyna boleć mnie w środku. Można by rzec - motylki w brzuchu, całkiem nieznośne i figlarne motylki.
Czasy te ukazane w tych filmach wydają się być tak eleganckie, pełne wdzięku... Wysublimowane maniery, zaloty... Wszystko, czego dziś mi brak. Jednak szybko spadam w dół na myśl nierozwiniętej medycynie czy tamtejszej higienie (sprawa toalet)...
Wersja z 1995 roku jest ponad tą. I nie ma w tym nic dziwnego, sam czas trwania jest znacznie dłuższy, przez co bardziej upodobnia się do książki...
Trzykrotka - Sob 18 Wrz, 2010 23:07
| szept napisał/a: | | Wysublimowane maniery, zaloty... |
Ale chyba nie w tej wersji? Tu akurat maniery pozostawiały wiele do życzenia, a zaloty też były raczej toporne...
| szept napisał/a: | | Wersja z 1995 roku jest ponad tą. I nie ma w tym nic dziwnego, sam czas trwania jest znacznie dłuższy, przez co bardziej upodobnia się do książki... |
Mnie się wydaje, ze to nie kwestia długości (znowu ), tylko szacunku w podejściu do materiału wyjściowego.
stawrogi - Nie 19 Wrz, 2010 08:58
Kiedy pierwszy raz obejrzałam omawianą tutaj najnowszą ekranizację DiU byłam zdegustowana. Po pierwsze- Pan Darcy- no zupełnie odbiegał od Colina Firtha, taki jakiś był mdły i nieśmiały... Po drugie Benetowie pokazani są tutaj jako jacyś skrajnie biedni ludzie- to prosie i ten bałagan w domu, po trzecie- te brudne szare suknie, te niedbałe fryzury pań...No i nie przepadam za aktorką grającą Lizzy niestety, ale z kolei przynajmniej tutaj Jane była bardzo ładna bo aktorka z wersji z 1995 roku to dla mnie kompletna pomyłka
Ale po kilku latach obejrzałam film ponownie i chyba byłam w romantycznym nastroju bo jakoś mi to wszystko co wymieniłam powyzej przestało przeszkadzać....A zwłaszcza pan Darcy
szept - Nie 19 Wrz, 2010 10:56
Każdy pojęcie piękna inaczej rozumuje. O gustach się nie rozmawia, acz temu chyba te forum służy. A więc - racją jest, że ta wersja nie jest może tak wdzięczną ekranizacją, jak powstały w 1995 roku miniserial (to moja subiektywna ocena), jednak i ten film ma swój urok, który zachwycić potrafi:)
JoannaS - Nie 19 Wrz, 2010 10:59
| Trzykrotka napisał/a: | | szept napisał/a: | | Wysublimowane maniery, zaloty... |
Ale chyba nie w tej wersji? Tu akurat maniery pozostawiały wiele do życzenia, a zaloty też były raczej toporne...
|
Właśnie. To był raczej kompletny brak manier. Poza tym rozczochrane bohaterki zachowujące się jak współczesne nastolatki, pokazanie Bennetów jako flejtuchowatych brudasów, Darcy łażący w rozchełstanej koszuli ( i tak można długo wymieniać) mogą skutecznie zrazić do tego „dzieła".
Anonymous - Nie 19 Wrz, 2010 10:59
| szept napisał/a: | | jednak i ten film ma swój urok, który zachwycić potrafi:) |
Ten urok i ja dostrzegam i wciaz bronię tego filmu. Mam do niego ogromny sentyment i mimo wad, lubie go oglądać.
Trzykrotka - Nie 19 Wrz, 2010 11:26
| lady_kasiek napisał/a: |
Ten urok i ja dostrzegam i wciaz bronię tego filmu. Mam do niego ogromny sentyment i mimo wad, lubie go oglądać. |
A wiesz, ze ja też? jest naprawdę pięknie zrobiony od strony wizualno-akustycznej, ze tak powiem (prócz kostiumów). Ale to nie zmienia faktu, że film jest raczej brykiem z DiU i wariacją na temat, przeróbką powieści na Harlequina.
Eeva - Nie 19 Wrz, 2010 21:48
no nie wiem, ja jakos uroku nie moge się dopatrzeć. Brak manier oraz inne niedociągnięcia / przegięcia(dziewczyny już wymieniły - niedbały Darcy, niedbałe flejtuchowate dziewczyny, swinia przebiegająca przez dom) skutecznie zniechęciły mnie do tego filmu. Pamiętam, ze byłam na nim w kinie i wyszłam zdegustowana.
Trzykrotka - Nie 19 Wrz, 2010 21:55
Ma urok, ma . Pamiętam, ze byłam w kinie w środku głębokiej zimy i zachwyciła mnie już czołówka: ptaki śpiewające, tak jak to bywa wiosną o świcie. Piękne obrazy (Lizzy na skale - przegięcie, ale ładne, odmiana pór roku w rytm obrotów huśtawki, Lizzy tęskniąca za Darcym, skulona pod drzewem, on odchodzący z jej domu oglądając sie za siebie, ten gest rozprostowanej ręki po dotknięciu jej ręki, ładne obrazy, jak gęsi zrywające się do lotu znad stawu z wodą... Nie odmawiam mu uroku. Kupiłam sobie zresztą gazetowe wydanie.
|
|
|