Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III
Maryann - Śro 16 Maj, 2007 20:56
U JA to była zdecydowanie mniej dyskusyjna podagra...
Ulka - Śro 16 Maj, 2007 22:50
| Caroline napisał/a: |
Nie znajdując odpowiedzi, Fitzwilliam popadł w wymuszone milczenie, póki, nie będąc dłużej zdolnym znosić bezruch, sięgnął po kolejnego tosta i obłożył go ogromną ilością dżemu. |
Tosta? Na wielkanocne śniadanie? żadnych jajek w sosie miętowym!
| Caroline napisał/a: |
Nie mogąc znieść dłużej uwięzienia przy stole i przy rozmowie ciotki, gwałtownie wstał z krzesła. |
A CO ciocia na to??? :o
Caroline - Czw 17 Maj, 2007 08:43
Rozdział II cz. 5
Wprawił tym swoich krewnych w osłupienie. Przeprosił ciotkę i kuzynkę, powstrzymał spojrzeniem Fitzwilliama przed towarzyszeniem mu i opuścił pokój śniadaniowy na rzecz otwartej przestrzeni ogrodów Rosings. Gdy tylko znalazł się za drzwiami, zatrzymał się, napełnił płuca ostrym, porannym powietrzem, a potem skupił się na ogrodzie i własnych pomieszanych emocjach. Chrzęst białego żwiru na ścieżce pod stopami był jedynym dźwiękiem towarzyszącym spacerowi wzdłuż geometrycznych kwietników i żywopłotów, które Lady Catherine uważała za stosowne w ogrodzie. Ani śladu dzikości, choćby cień naturalności nie był tu tolerowany, jedynie porządek ostrych kątów i precyzyjny układ trawników najbardziej skrupulatnego, matematycznego rodzaju. O regularnym, logicznym ogrodzie rozmyślał Darcy zwiększając dystans między sobą a rezydencją Rosings. Czy geometryczność ogrodu może przesączyć się do jego krwi, uporządkować jego nieskładne myśli i emocje i ułożyć je na nowo w ścieżki, jakimi biegły zanim w ogóle usłyszał o Netherfield. Zwolnił kroku, ścieżka kończyła się rozdzielając na prawo i lewo prowadząc wzdłuż obrzeży ogrodu. Z westchnieniem odwrócił się, by stanąć twarzą w twarz z rezydencją i prawdą.
Gorąco pragnął ją zobaczyć, nie było potrzeby zaprzeczać. Prawdą było jednak, że bał się ją zobaczyć. Wspomnienie tej chwili na plebanii, kiedy jej obecność i jego wyobrażenia sprawiły, że zwątpił we własny rozum, było dla niego nieustanną udręką. Ta chwila wdzierała się w każdą jego myśl i towarzyszyła wszelkim działaniom. Czasem wspomnienie rozkoszy było tak silne, że oddałby wiele, żeby dać mu się jeszcze raz pochwycić, a po chwili, gdy realia sytuacji powracały, przysięgał, że oddałby wszystko, żeby tak się nie stało. Darcy zacisnął pięści. Te szaleńcze huśtawki myśli i pragnień były nie do przyjęcia! Jego postanowienia stopniały pod żarem jej spojrzenia. Lekarstwo, jakim miał być obowiązek i interesy całkowicie zawiodło. Czy nie ma sposobu na zgaszenie tej fascynacji?
Jedyną odpowiedzią na jego błaganie był nagły, przenikliwy krzyk jednego z pawi, którym wolno było poruszać się po parku. Zaraz po nim nastąpiło ciche „Darcy” dobiegające z domu. Spoglądając w tym kierunku Darcy dostrzegł Fitzwilliama po drugiej stronie ogrodu kroczącego zdecydowanie do niego – szedł, by go nękać. Gdy Richard się zbliżał, Darcy’emu mgliście przypomniało się coś, co powiedział rano. Co to było? Coś o tym, że Collins mu się przejadł? Darcy uchwycił się tej myśli. Czy to możliwe, że rozwiązaniem dla jego obsesji na punkcie Elizabeth nie było unikanie jej, ale coś zgoła przeciwnego? Richard był już prawie przy nim, gdy mózg Darcy’ego pracował pospiesznie rozważając pomysł ze wszystkich stron, a także przyjemność, jakiej bez wątpienia dostarczy wprowadzenie go w życie.
- Fitz, pora wyjeżdżać! Co, u diabła, tu robisz – domagał się odpowiedzi poirytowany Fitzwilliam. – Dlaczego zostawiłeś mnie samego z tą starą smoczycą, Fitz! – zwrócił się ponownie do niego, kiedy nie uzyskał odpowiedzi. – I do czego, u diabła, się tak uśmiechasz?
Alison - Czw 17 Maj, 2007 08:48
Do czego się uśmiechasz? Czyżbyśmy podjęli jakąś życiową decyzję?
Maryann - Czw 17 Maj, 2007 08:52
| Caroline napisał/a: | | Co to było? Coś o tym, że Collins mu się przejadł? Darcy uchwycił się tej myśli. Czy to możliwe, że rozwiązaniem dla jego obsesji na punkcie Elizabeth nie było unikanie jej, ale coś zgoła przeciwnego? |
Nie, on ma nadzieję, że Lizzy mu się znudzi...
Maryann - Czw 17 Maj, 2007 09:48
| Caroline napisał/a: | | Dlaczego zostawiłeś mnie samego z tą starą smoczycą, Fitz! |
Tak mówić o cioci ? A fe, nieładnie !
Marija - Czw 17 Maj, 2007 09:50
Przywiązanie Darcy'ego do Rosings wyraźnie wzrasta!!! (powiedziała w książce smoczyca )
Maryann - Czw 17 Maj, 2007 10:04
Elizabeth jest w Hunsford => Hunsford jest blisko Rosings => Darcy chce się znudzić Elizabeth, żeby się "odkochać" => Darcy przywiązał się do Rosings => ...
Co wyniknie z tego przywiązania ?
Ania1956 - Czw 17 Maj, 2007 10:17
| Maryann napisał/a: | Elizabeth jest w Hunsford => Hunsford jest blisko Rosings => Darcy chce się znudzić Elizabeth, żeby się "odkochać" => Darcy przywiązał się do Rosings => ...
Co wyniknie z tego przywiązania ? |
OŚWIADCZYNY
Maryann - Czw 17 Maj, 2007 10:21
"Ja tak patrzący nienawiść w sobie potęguję"... Tak mi się "Sami swoi" przypomnieli... :grin:
Alison - Czw 17 Maj, 2007 11:10
| Maryann napisał/a: | | "Ja tak patrzący nienawiść w sobie potęguję"... Tak mi się "Sami swoi" przypomnieli... :grin: |
Dobre!! To właśnie ten sam mechanizm ma tu zadziałać, but it doesn't work
Maryann - Czw 17 Maj, 2007 11:23
Jak to "doesn't work" ? Zadziała - z takim samym skutkiem, jak w tamtym przypadku...
Ulka - Czw 17 Maj, 2007 11:53
No dobrze. Ale ja nie widzę, żeby Darcy myślał że Lizzy oczekuje jego oświadczyn? :smile:
Maryann - Czw 17 Maj, 2007 11:57
Jak na razie to dopiero raz ją widział i raczej mało "konstruktywne" było to spotkanie. Ale teraz mamy Wielkanoc i towarzystwo z plebanii przybędzie z czołobitną wizytą do Milady.
No i konwersacja przy klawikordzie będzie... Wraz z konsekwencjami...
trifle - Czw 17 Maj, 2007 12:27
| Maryann napisał/a: | | Caroline napisał/a: | | Co to było? Coś o tym, że Collins mu się przejadł? Darcy uchwycił się tej myśli. Czy to możliwe, że rozwiązaniem dla jego obsesji na punkcie Elizabeth nie było unikanie jej, ale coś zgoła przeciwnego? |
Nie, on ma nadzieję, że Lizzy mu się znudzi... |
To jest dopiero logika Toć on sam siebie oszukuje i mam wrażenie, że jest tego świadomy. A taka teoria to jakby co dobra wymówka.
Alison - Czw 17 Maj, 2007 12:34
http://wiadomosci.onet.pl/1537181,11,item.html
Dziewczynki przeczytajcie...
Nie wiem co pocznie teraz nasze ABT i w ogóle. Jak dla mnie to granda. Proszę zatem o dyskrecję, szczególnie w sprawie tzw. oprawy filmów... bo inaczej wylądujem z dziewczynkami we wspólnej celi :neutral:
Post do usunięcia!
Marija - Czw 17 Maj, 2007 12:41
D...a . Jak żona przetłumaczy, a mąż obejrzy, to ona idzie siedzieć, tak?
trifle - Czw 17 Maj, 2007 13:10
Nie no.. teraz to już o wszystko trzeba się bać, że nielegalne. Nie można komuś zdania przetłumaczyć czy co? Ze wszystkiego niedługo trzeba będzie się rozliczać :cry:
Matylda - Czw 17 Maj, 2007 15:22
Chrzęst białego żwiru na ścieżce pod stopami był jedynym dźwiękiem towarzyszącym spacerowi
Zaraz przypomniała mi się scena gdy Darcy taki wzburzony sunie do domu cioci po odrzuconych oswiadczynach
Śliczny fragment Carolino
Matylda - Czw 17 Maj, 2007 15:24
Czasem wspomnienie rozkoszy było tak silne, że oddałby wiele, żeby dać mu się jeszcze raz pochwycić,
O jakiejże rozkoszy myslał Darcy ??:
Maryann - Czw 17 Maj, 2007 15:45
Nooo o tej, jak siedział na plebanii, wgapiał się w Lizzy i tłumaczył sam sobie, że piwne oczy nie są w modzie... I jeszcze jak medytował nad jej sukienką...
Matylda - Czw 17 Maj, 2007 16:21
Booo ja to mam zaraz kudłate mysli
Takie fanfikołkowe a tu sukienka i oczy i to z daleka ??:
Maryann - Czw 17 Maj, 2007 16:24
No, nie wiadomo, w którą stronę powędrowałyby jego myśli, gdyby się nie opamiętał... Sukienka, a potem...
Trzykrotka - Czw 17 Maj, 2007 19:30
On po prostu, odkąd ponownie spotkał Lizzy, uprawia samieństwo myślowe . Doktor Kurkiewicz się kłania.
Maryann - Pią 18 Maj, 2007 06:03
Rozdział II cz. 6
To był rzeczywiście piękny wielkanocny poranek. Powietrze było tak łagodne, a wiaterek tak lekki, że lady Catherine prychnęła z dezaprobatą na obawy pani Jenkinson i przystała na prośbę Darcy’ego, aby opuścić budę powozu. Można więc było należycie podziwiać uroki krajobrazów Kentu ukazane w pełnej krasie, co prawda pod bezpośrednim kierownictwem lady Catherine i bezpośrednio przez nią komentowane, ale Darcy nigdy jej nie słuchał podczas pobytu w Hunsford, a podejrzewał, że jego kuzyn czynił podobnie. To nie miało żadnego znaczenia, bo nie zatrzymujący się na niczym wzrok i okazjonalne kiwnięcie głową były wszystkim, czego lady Catherine oczekiwała, czy pragnęła od nich obu. Jakakolwiek bardziej żarliwa odpowiedź dałaby powód do podejrzeń o „artystyczne” skłonności, które milady potępiała u mężczyzn z pozycją niemal tak samo, jak „entuzjazm”.
Odległość między Rosings i Hunsford nie była duża, ale sądząc z zachowania proboszcza spacerującego nerwowo przed wejściem do kościoła, nie ulegało wątpliwości, że są spóźnieni. Wyjście Darcy’ego do ogrodu raczej nie opóźniło ich wyjazdu, było więc oczywiste, że lady Catherine zaplanowała to, chcąc mieć efektowne wejście. Przedstawiciele miejscowego ziemiaństwa stali razem z państwem Collins przed drzwiami kościoła, chcąc jako pierwsi powitać milady i jej dystyngowanych siostrzeńców. Elizabeth jednak między nimi nie było. Darcy zdenerwował się, gdy powóz zakołysał się i stanął i gdy stało się oczywiste, że nie było jej widać przy wejściu do świątyni. Rozgoryczony, spojrzał na Fitzwilliama, który zmarszczył brwi z irytacji, po pierwsze na ciotkę, a potem na tłum zgromadzony na stopniach kościoła.
- Za późno ! – zrzędził pod nosem, gdy jeden ze szkarłatno odzianych służących ciotki podbiegł, żeby otworzyć drzwiczki powozu – I jeszcze ten cholerny chłoszczący dwuszereg !
Kiedy drzwiczki zostały otwarte, wyskoczył z powozu zapominając o obowiązkach wobec ciotki i kuzynki. Zdążył zrobić dwa kroki, zanim Darcy złapał go za ramię.
- Richard ! – wysyczał do niego.
Fitzwilliam zatrzymał się z pytaniem na ustach, na które Darcy odpowiedział bez słowa, ruchem głowy.
- Och, dobry Boże ! – wyszeptał bojaźliwie i przykleiwszy na twarz uśmiech, cofnął się i podał ramię ciotce.
- Napiszę do twojej matki, Richardzie – wpatrując się surowo w jego pobladłą twarz zapowiedziała lady Catherine przyjmując jego pomoc i wysiadając z powozu – I poinformuję ją o twoim niecodziennym zachowaniu. Ponadto poradzę, żeby przeczytała to twojemu ojcu. Syn mojego brata nie będzie żadnym „entuzjastą”, zapewniam cię !
- Pani – uniósł się Fitzwilliam – Błagam, proszę uwierzyć, że nie zostałem meto…
- Myślę, że nie ! – przerwała mu ciotka – Mój panie, zostałeś ochrzczony w kościele anglikańskim, a ja byłam ważnym świadkiem tego faktu i to wszystko ! A teraz dość już takich nonsensów ! – ujęła jego ramię i skinęła głową w stronę drzwi kościoła. Kipiąc z oburzenia, Fitzwilliam posłusznie poprowadził ją naprzód.
|
|
|