Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?
Alison - Sob 10 Mar, 2007 14:37
Och to naści naści, piesku kiełbasy Dziewczynki wniosek czeka, pies go drapał, radość sama sobie z Waszą pomocą sprawiam bezbrzeżną. Może to te tybetańskie kulki tak mię rozochacają
Doktor wyrwawszy się z tyranicznego uścisku Waldemara, opadł zmęczony na fotel, a Waldi wypadł na korytarz i biegając po domu, nie patrząc kogo ściska i całuje, oznajmiał tę cudowną nowinę, wszem i wobec, całemu światu chcąc wykrzyczeć swoje szczęście. Dom państwa Rudeckich zamienił się w oazę ludzi szczęśliwych, ze szczęścia płaczących i śmiejących się równocześnie, ściskających się i całujących bez zważania na to, co komu przystoi. Waldi wybiegł na podjazd, śmiał się i głośno krzyczał, rozpierała go taka radość, że serce chciało mu z piersi wyskoczyć, by móc towarzyszyć mu w tych radosnych pląsach. Zdziwiły się ptaki na gałęziach drzew otaczających dworek. Cóż to stać się mogło, że człowiek ów, do dziś tak smętnie snujący się po alejkach, teraz tak skacze i radośnie pokrzykuje. Postanowiły przyłączyć się, i ćwierkać zaczęły, i plimkać, i terlikać, trele takie wyśpiewywać jakich jeszcze cała ta okolica, nigdy w ich wykonaniu nie słyszała. Na to wszystko, słońce zdziwione wychynęło zza pagórka, odgarnęło z czoła różowy obłoczek i wytrysnęło feerią złocistych blasków, promyków i migotów, jakby cały świat złotem postanowiło dla kaprysu obsypać.
Powoluśku zaczynam wprowadzać dialogi, choć mam jeszcze przed tym pietra. Muszę sobie do poduszki poczytać, natchnąć się goręcej, to i z dialogami jakoś pójdzie, ale o wyrozumiałość i dużo radości proszę, bo wiosna idzie, więc się cieszyć trzeba. Acha, ktoś pamięta jaka to była pora roku kiedy Stefcia chorowała, bo jakoś mi się tak chce opisów nadchodzącej wiosny poużywać, ale nie wiem czy się chronologicznie zastosowuję :razz:
Gosia - Sob 10 Mar, 2007 14:45
| Cytat: | | Cóż to stać się mogło, że człowiek ów, do dziś tak smętnie snujący się po alejkach, teraz tak skacze i radośnie pokrzykuje. Postanowiły przyłączyć się, i ćwierkać zaczęły, i plimkać, i terlikać, trele takie wyśpiewywać jakich jeszcze cała ta okolica, nigdy w ich wykonaniu nie słyszała. |
Ostatni raz widzieli sie w pierwszych dniach maja.
"W całej przyrodzie kipiącej zyciem ten jeden kwiat więdniał, zanikał nielitośnie, obojętny na pobudzające prądy i szał natury" :cry:
Ślub mial być 8 czerwca w Warszawie, a ona wlasnie wtedy zachorowala .
Alison - Sob 10 Mar, 2007 14:50
O Bóg zapłać, teraz to już maj, czerwiec, bogactwo przyrodnicze, będę mogła poszaleć :razz: . Narazie kończę, mam jeszcze 3 kawałki, ale te już z domu prześlę. Nad resztą muszę się trochę zastanowić i nie omieszkam Was jeszcze trochę pomęczyć. Zatem pozostańcie w pokoju, drżyjcie w febrycznym oczekiwaniu na ciąg dalszy, który już się w mej schorowanej wyobraźni lęgnie Niestety...
Gosia - Sob 10 Mar, 2007 14:52
Stety, stety!
W oczekiwaniu na jakże obiecujący ciąg dalszy...
Chcialam sie pochwalic ze w swojej biblioteczce mam ponizsze wydanie innej ksiązki Mniszkówny "Gehenna" :cry:
Jakos mi sie wydaje ze okladka nawiązuje do przedwojennego filmu...

http://kom.win.pl/sklep/p...roducts_id=2703
A oto pozostale ksiazki:
http://kom.win.pl/sklep/a...ek&x=5&y=7[img]
Trzykrotka - Sob 10 Mar, 2007 15:08
O Matko Przedłużona, miałaś wenę do Trędzi, jakby sama muza poezji owionęła Cię swymi blaski... padam do nóżek i upraszam i ciąg dalszy, a rzewny, buńczuczny, detaliczny, z dialogami, różowościami, mgłami, welonami, splendorami magnackimi, na pohybel Barskim!
Caroline - Sob 10 Mar, 2007 16:02
Tak, tak, cudowny początek nawiązujący do legendarnej uzdeczki
"Ordynat odebrawszy depeszę o chorobie Stefci popędził co koń, gniady, ze śnieżnobiałą strzałką przecinającą mu dumne czoło niczym błyskawica, ciemne, ołowiane, burzowe niebo, wyskoczy :razz:"
A potem było już tylko lepiej
Bosssko! Moje gusta limfatyczne pieją z zachywtu :razz:
Anonymous - Sob 10 Mar, 2007 16:41
Gosienko - mam identyczne wydanie.
Alison - Sob 10 Mar, 2007 17:23
Mam jakąś blokadę na te pełzające zmysły, nie wiem czemu ale obiecuję popracować na sobą. Rzucam następny ochłapik Narazie wyjeżdzać będziem z Ruczajewa, ale o tym narazie sza, nie wiem jeszcze dokładnie co ma czekać na Stefcię w Głębowiczach, jakieś zamówienia? Z rozkoszą spełnię
Od tego dnia nastały w Ruczajewie chwile radosne i przepełnione troską o szybko odzyskującą humor rekonwalescentkę. O tym, co wywołało całe nieszczęście nikt nie rozmawiał, nikt nie przywoływał w rozmowach tematu, bojąc się, że jak licho wywołane z cuchnących zgnilizną bagien, może popsuć siarkowym odorem tę sielankową atmosferę, oraz biedy i nieszczęść wszystkim od nowa napytać. Cieszyli się więc wszyscy słońcem, piękną pogodą, wzmacniającym się zdrowiem Stefci. Waldemar dbał o nią jak o nowonarodzone niemowlę, chcąc jej nieba przychylić, gotów ją , gdyby to tylko było możliwe, ptasim mlekiem poić, byle ją odzyskać taką, jaką była dawniej. Sprowadzano więc do niej największe frykasy ze stolicy, z Głębowicz codziennie przysyłano świeże kwiaty, aż pani Rudecka w trosce o skromność córki, zaczęła się niepokoić, czy te wszystkie hołdy Waldemara aby nie zepsują charakteru Stefci. Pan Rudecki na to obruszał się niezadowolony, przypominając żonie, że odzyskali córkę tylko dzięki niemal niemożliwym do spełnienia staraniom Waldemara. Przyszłego zięcia pokochał jak syna, za to niebotyczne uczucie, jakim darzył jego córkę. Dla brata Stefci, Jurka, Waldi stał się ideałem, niedoścignionym wzorem, bogiem niemal, którego we wszystkim starał się naśladować, wpatrzony weń, jak w święty obraz. Dla Waldemara zaś, obecność i wsparcie rodziny Rudeckich była niezbędna by powściągnąć zapalczywy zamiar porwania jej do Głębowicz i tam zaślubienia, niechby i w łożu jeszcze od słabości leżącą, byle tylko już mieć tę pewność, że jest jego, że do niego należy, że nawet gdyby nagle teraz odejść miała, to odeszłaby ordynatową i nikt nie śmiałby jej podłym słowem zbrukać. Zawiózłby ją w karecie puchem wysłanej, ale wiedział, że to niedorzeczność, i że rodzice Stefci nigdy by się nie zgodzili narażać jej już teraz na trudy takiej podróży. Pozostało mu czekać, z wszystkich sił tłumiąc niecierpliwość serca i pragnienie by porwać ją w ramiona, i obsypać gorącymi pocałunkami, choć Bóg jeden raczył wiedzieć ile tę naturę zapalczywą kosztowało, to codzienne zakuwanie w kajdany opamiętania, swoich rozżarzonych do czerwoności zmysłów.
Marija - Sob 10 Mar, 2007 17:35
| Alison napisał/a: | | Zawiózłby ją w karecie puchem wysłanej, ale wiedział, że to niedorzeczność | No pewnie, że niedorzeczność, później wypluwaliby pióra . Matko, ale masz wenę!!!
Anonymous - Sob 10 Mar, 2007 17:38
aż ja biedna w chorobie sięgnęłam po "Trędowatą" I tom poszedł w mgnieniu oka. Rozbawił mnie opis Głebowicz kiedy bawi tam towarzystwo po wystawie. Opis galerii z obrazami sławy wszechświatowej.
Alison - Sob 10 Mar, 2007 17:53
| Marija napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Zawiózłby ją w karecie puchem wysłanej, ale wiedział, że to niedorzeczność | No pewnie, że niedorzeczność, później wypluwaliby pióra . Matko, ale masz wenę!!! |
Ty przyziemna istoto, niedorzeczność nie z powodu puchu, jeno że wieźć ją w takim osłabieniu chorobą za wcześnie. Co to, kurtka na wacie, przypisy mam do metafor robić, czy jak?! :mad: Chyba tu nie wszyscy dorośli do głębi głębowickich głębin
Gosia - Sob 10 Mar, 2007 18:13
Hehe, ja tez o puchu od razu nie pomyslalam
Zakonczenie mi sie bardzo podobalo
Widac, Ali, ze wene masz, ja nie chce slowem jakims nierozsadnym, zapalczywym i przedwczesnym zepsuc tej misternie tkanej sieci Twoich mysli
Aragonte - Sob 10 Mar, 2007 18:45
Przeczytałam z radością
Alisonku
A dojdziemy do tematyki rozpełzających się wszędzie zmysłów?
I wracam do swego świata, mam nadzieję, że styl Mniszkówny mi się tam nie udzieli
Kaziuta - Sob 10 Mar, 2007 18:45
Nie chwaląc się jam Ci to uczyniła. A nie mówiłam, że Alisona napisze ciąg dalszy ?
Jak zaczęłam czytac pierwszy kawałek myślałam, że Alison cytuje Mniszkówne.
Cudne, po prostu cudne.
Nie obyło sie bez gniecenia rączek.
Mam nadzieje, że rozprawisz się Ali z Barskim.
Marija - Sob 10 Mar, 2007 19:12
Tak, koniecznie kuku Barskim jakieś zafundować :razz: . Niech wpadną z powozem do stawu z pijawkami, Melania wyłysieje plackowato albo w ostateczności Barski splajtuje. I koniecznie niech się odnajdzie niewątpliwy pradziad Barskich w Liber Chamorum .
Alison - Sob 10 Mar, 2007 20:39
A co Ty Gosiu wklejasz moje cytaty tak jakoś bez łada i składa. Czyś w pomięszaniu losem Stefci?
Alison - Sob 10 Mar, 2007 20:44
Mijały dni, Stefcia pijąc świeżo nadojone mleko, które całymi kankami, na wyścigi przynoszono ze wsi „dla jaśnie panienki, żeby wyzdrowiała”, jedząc pyszne, pożywne buliony, gotowane przez kochającą ją, od chwili jej narodzin, kucharkę Marcelinę, wolno, ale skutecznie dochodziła do pełni sił witalnych. Zdarzało się nawet, że wstawała z łóżka, a Waldemar, opatuloną w wełniane koce zanosił na ławkę pod czeremchą, by mogła się cieszyć świeżym powietrzem i śpiewem ptaków. One jakby wiedząc, że zyskują tak wdzięczną słuchaczkę, urządzały koncerty, o jakich im samym się nie śniło, że tak pięknie grać mogą. Wysilały swoje maleńkie gardziołka, gdzie Stwórca ukradkiem pochował cenne niczym diamenty struny głosowe, zdolne wydawać dźwięki, od których dusza radośnie drgała i rwała się na łąki, pola, do lasu, gdzie życie kipiało całą obfitością bogatej natury. Otoczona miłością i troską, Stefcia kwitła i Waldemarowi zakochanemu po same uszy, zdawała się być jeszcze piękniejszą niż przed chorobą, która wyssawszy z niej wiele sił, jednak delikatnie jeszcze wysubtelniła jej rysy, dając w efekcie obraz tak nadnaturalnie piękny, że Waldemar oczu nie mógł od niej oderwać. Gdziekolwiek się ruszyła, wodził na nią wzrokiem przepełnionym zachwytem, miłością i radością, jak tylko matka patrzeć może za swoim stawiającym pierwsze kroki dziecięciem, zawsze gotowa rzucić się z pomocą i przekonana o największej tego dziecka urodzie. Stefci dobrze było z tym wszystkim jak w niebie, czasem tylko ciemna chmurka zacieniała jej czoło, marszczyła więc je nieznacznie, smutniejąc przy tym wyraźnie, jednak nie chcąc mącić dobrego humoru wszystkich, którzy jej tyle troski okazywali, przepędzała ją gestem dłoni, jakby się od natrętnej muchy opędzała.
Aragonte, z tymi zmysłami, to się najpnierw muszę natankować trochę od nowa, bo widzę, że mię wena opuszcza, styl mi gdziesi ulatuje. To Wam wkleję co mam, a mam jeszcze dwa kawałki oprócz tego co wyżej, do wyjazdu do Głębowicz, a dalej, to dopiero jak wenę znowu za sandałki złapię... :sad:
Anonymous - Sob 10 Mar, 2007 20:49
Matulenko jesteś geniuszem
Alison - Sob 10 Mar, 2007 20:51
| Kaziuta napisał/a: | Mam nadzieje, że rozprawisz się Ali z Barskim. |
Dla Barskich mam taki marny los naszykowany, że proszę siadać! I proszę koleżeństwa będzie tak, że miłość zwycięży, dobro nagrodzonym zostanie, zło zginie marnie, potępione przez wszystkich ludzi dobrej woli, fajerwerki, fanfaronady i proszę ja Was, corsa kwiatowe, nie ma zmiłuj, szampan w fontannach i łabądzie w stawach posypanych płatkami róż. Tak będzie! I uczcie dzieci pisać szczęśliwe zakończenia, to Wam to będzie w niebiesiech jako zasługa dla ludzkości policzone, bo Sprawiedliwość Dziejowa być musi!!!! Jak w prawdziwym westernie.
Ament.
BeeMeR - Sob 10 Mar, 2007 21:10
oj, piękne to, natrędowatowałam się aż miło, ledwie dycham z ogromu treści, misternych porównań i czoła chylę za pierwsze zdanie, którem po dwakroć przeczytać musiała, coby niczego nie uronić, a i treści nie pomieszać i jeszcze o takie majstersztyki wplecione gdzieniegdzie poproszę
Alison - Sob 10 Mar, 2007 21:36
Wracając do historyi naszej...
Powiadomieni o cudownym Stefci ozdrowieniu, pan Maciej, księżna Podhorecka, hrabina Elzonowska, Lucia, hrabiostwo Trestkowie (ślub odbył się szybko i cicho w Mediolanie, Rita sama na jego sfinalizowanie, z dala od wszystkich nalegała, ku wielkiej uciesze hrabiego), Brochwicz, który na każde zawołanie Waldemara niebo i ziemię poruszał, gotów się nawet w imieniu Waldiego pojedynkować z Barskim, ale przez ordynata od tej myśli odwiedziony słowami: „on niegodzien byśmy mu pola dawali”, słowem wszyscy zjeżdżali do domu Rudeckich oglądać ten cud własnymi oczyma, Stefcię uściskać i zachwycić się jej, jakby nową, jeszcze większej szlachetności i delikatności urodą. Stefcia była tym całym szumem wokół swojej osoby wielce skonfundowana i zawstydzona, po cichutku więc prosiła Waldiego:
- Ty mię ochroń przecież od tych pochodów bałwochwalczych, bo ja się w ogóle w tym znaleźć nie mogę. Nie mam zastosowania do przyjmowania audiencji niczym królowa, więc może coś by mój ukochany na to zaradził – tu przylgnęła do niego jak kotka, uśmiechając się zalotnie. Waldemarowi serce podeszło do gardła od ognia, który zalał mu całe ciało, ale uwielbiając się droczyć, ze swoim ukochanym łobuzem, odrzekł:
- Niech mi tu moje kocię na te hołdy nie grymasi, bo nie wiadomo komu pierwej się znudzą i kto jeszcze za nimi tęsknić będzie.
Stefcia zarumieniła się i schowała twarzyczkę między klapami waldemarowej marynarki, uszytej z doskonałej jakości, angielskiego tweedu, sprowadzonego onegdaj z Liverpoolu, który to tweed szorstkością swoją zrównoważył aksamitnie zmiękły nagle głos narzeczonego:
- No już, już. To wszystko się niedługo skończy, niedługo dziecko będzie zdrowe, silne, zabiorę je do domu, przed światem schowam i nikomu już oglądać nie pozwolę, tylko będę kochał i kochał ...tu schylił się i delikatnie ucałował, różowe, z lekka nadąsane usteczka. Pod wpływem pocałunku, Stefcia rozpłynęła się jak lód od marcowego słońca, choć wcześniej zadrżała jak osikowy listek, czego Waldemar oczywiście nie omieszkał odnotować, uśmiechając się w duszy szatańsko, do tego wszystkiego, co mu przyszłość wraz z tą ukochaną kobietą przynieść miała.
Marija - Sob 10 Mar, 2007 21:48
| Alison napisał/a: | | Nie mam zastosowania do przyjmowania audiencji niczym królowa | No smakowite, Mniszkówna się z eleganckim hukiem w grobie z zazdrości przewróciła .
Alison - Sob 10 Mar, 2007 21:54
Z tym "zastosowaniem" to był skok na bungee, bo po prawdzie to nie rozgryzłam jeszcze w jakim kontekście sie tego używa, ale skoro jednak nie używam bezpośrednich cytatów, to sobie chyba mogłam na taką swobodę pozwolić. W każdym razie pozwoliłam sobie i bęc!
Gosia - Sob 10 Mar, 2007 22:01
"Zastosowanie" oczywiscie zauwazylam z ukontentowaniem
Mnie jeszcze cos ubawilo wielce:
"Waldemarowi serce podeszło do gardła od ognia, który zalał mu całe ciało"
No i to karkolomne i kunsztowne zdanie:
Stefcia zarumieniła się i schowała twarzyczkę między klapami waldemarowej marynarki, uszytej z doskonałej jakości, angielskiego tweedu, sprowadzonego onegdaj z Liverpoolu, który to tweed szorstkością swoją zrównoważył aksamitnie zmiękły nagle głos narzeczonego
Marija - Sob 10 Mar, 2007 22:05
Ja bym proponowała letnią marynarkę bawełnianą z doskonałej jakości bawełny, którą dziad Waldemara sprowadził z nowoczesnych fabryk w angielskim Milton :razz: ....
|
|
|