Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II
Maryann - Pon 12 Lut, 2007 19:42
A co, chciałabyś milorda od razu zdyskwalifikować ? Za co ?!
Maryann - Wto 13 Lut, 2007 09:04
Rozdział III "RANY PRZYJACIELA"
część 3
Kiedy Witcher zamknął drzwi za Broughamem, Darcy wrócił po schodach do biblioteki, wytrącony z równowagi pożegnalną uwagą Dy.
- Darcy – nagłe wyłonienie się Bingleya z cienia u szczytu schodów kazało mu wrócić do rzeczywistości – Robi się późno. Chyba też już pójdę – Darcy odwrócił się obaj zeszli ze schodów – Co za wieczór !
- Zgadzam się. Taki, którego nigdy nie chciałbym powtórzyć ! – rzucił w odpowiedzi – W przyszłości, żeby posłuchać L’Catalani, spróbuję szczęścia w Drury Lane.
- Prawda, przecież nie wysłuchaliśmy Divy ! Ale doprawdy, Darcy, nigdy w życiu nie widziałem takiego bogactwa i elegancji ! Wszystko było najmodniejsze i z wyjątkowym smakiem. Chociaż było tam sporo takich, których nie zawahałbym się nazwać „o wysokim podbiciu”, wielu było całkiem miłych. A Brummell, Darcy ! Pomyśleć, że usunąłeś go w cień !
- Tak, cóż, im mniej się o tym będzie mówić, tym lepiej.
- Jak powiedział lord Brougham, to jest mało prawdopodobne ! To wielka figura, prawda ? Taki protekcjonalny.
Zeszli na dół i Bingley wziął swoje rzeczy z rąk lokaja.
- Strasznie szkoda tego jego konia. To daje do myślenia, prawda ?
Darcy popatrzył uważnie na teraz poważną twarz Bingleya.
- Bycie pewnym swego, zanim weźmie się przeszkodę ?
- Tak… prawie – Bingley westchnął głęboko – Zaczynam teraz dostrzegać sensowność twoej rady. Chciałem szybko brać przeszkodę nie będąc pewien swego i lekceważąc ostrzeżenia przyjaciela – wyznał – Muszę myśleć o pannie Bennet racjonalnie, jak mi radziłeś.
Darcy stłumił radość z tych słów Bingleya.
- To wszystko, czego pragnę, Charles – odparł cicho – Jestem pewien, że stosowne zastanowienie nad sprawą przyniesie satysfakcjonującą odpowiedź.
Chociaż uśmiech, którym odpowiedział mu Bingley, był słaby, a tęsknota znowu zasnuła mu oczy, Darcy pozwolił sobie na nadzieję, że jego kampania zmierza do zwycięskiego zakończenia. Jeśli panna Bingley do jego rady doda odpowiednio bezstronne świadectwo potwierdzające obojętność panny Bennet, sprawa zostanie załatwiona, był tego pewien. Trzeba natychmiast wysłać wiadomość.
- Więc dobranoc, Darcy. Może zjemy w niedzielę obiad u Greinera ?
- Raczej w poniedziałek, po moim spotkaniu z Lawrence'em.
- Lawrence !
- Tak. Chcę, żeby namalował portret Georgiany, kiedy po świętach przyjedzie ze mną do miasta. Następnego dnia rano, mam nadzieję wyruszyć do Pemberley.
- Więc koniecznie w poniedziałek ! Dobranoc raz jeszcze, Darcy… Panie Witcher.
Darcy zaczekał, aż Bingley wsiadł do wezwanej dla niego dorożki i woźnica zaciął konia, po czym odwrócił się od drzwi.
- Czy to wszystko, pani Darcy ? – zapytał Witcher wyrywając go z zadumy.
- Tak. Witcher. Zwolnij służbę, niech idą odpocząć. Myślę, że śniadanie o dziesiątej.
- Bardzo dobrze, sir. Czy mam zadzwonić po Fletchera ?
- Tak ! I Witcher – powstrzymał kamerdynera, który sięgał po sznur od dzwonka – Będę miał z samego rana wiadomość gotową do wysłania. Bez odpowiedzi.
- Tak, sir.
Witcher pociągnął za sznur, a Darcy raz jeszcze wszedł na schody, żeby wypełnić ostatnie dwa obowiązki. Pierwszym było napisanie wiadomości do panny Bingley. Drugim – konfrontacja z jego podziwianym teraz pokojowcem.
Kaziuta - Wto 13 Lut, 2007 09:15
Jakoś zniosłam to że Darcy knuł za plecami Bingleya, ale konszachty z panną Bingley są niewybaczalne. Zdrajca !
QaHa - Wto 13 Lut, 2007 09:18
ale z tego Darcy'ego inmtrygant a fe. WSTYD!!
QaHa - Wto 13 Lut, 2007 09:19
heheh ona ten jego liścik gotowa potraktować jako korespondencje miłosną, a czy to w ogóle wypada aby wolny młody człowiek pisywał liściki do wolnej młodej damy??
Maryann - Wto 13 Lut, 2007 09:33
No właśnie... Nie bardzo to wypadało... Nie było przyjęte, żeby nie zaręczona para pisywała do siebie listy.
Jak Marianna korespondowała z Willoughbym, to Eleonora uznała, że musiał się jej oświadczyć. Jane Fairfax skrupulatnie ukrywała swoją korespondencję z Frankiem Churchillem.
Darcy napisał jednak do Elżbiety. Jednak sprawa była "wagi najwyższej", nikt postronny o tym nie wiedział, więc pozory zostały zachowane...
QaHa - Wto 13 Lut, 2007 09:52
| Maryann napisał/a: | | Darcy napisał jednak do Elżbiety. Jednak sprawa była "wagi najwyższej", nikt postronny o tym nie wiedział, więc pozory zostały zachowane... |
własnie sam jej list wręczył , a tu musi służbe wykorzystywac do tak niecnych celow nie dosc ze nieuchodzi to jeszcze sluży intryganckim zakusom
Maryann - Wto 13 Lut, 2007 09:55
Toteż cała ta sytuacja mocno go uwiera, ale czego się nie robi dla przyjaciela... ??:
QaHa - Wto 13 Lut, 2007 10:00
| Maryann napisał/a: | | Toteż cała ta sytuacja mocno go uwiera, ale czego się nie robi dla przyjaciela... |
hehe teraz to sie raczej zaden chop tak koledze nie przysluguje.
uwiera jasne wsciubianie kinola w nie swoje sprawy to go powinno najbardziej uwierac
Alison - Wto 13 Lut, 2007 11:17
Darcy jest ślepowron i już się pogupił w tych swoich knowaniach, ale reakcja Bingley'a mnie mocno rozczarowała.... :sad:
QaHa - Wto 13 Lut, 2007 11:18
z Bigleya to jakies ciepłe kluchy wyążą, zrobuły sie z niego łazanki ??:
Maryann - Wto 13 Lut, 2007 11:26
Zero własnej woli i inicjatywy... Nie cierpię takich facetów.
QaHa - Wto 13 Lut, 2007 11:28
| Maryann napisał/a: | | Zero własnej woli i inicjatywy... Nie cierpię takich facetów. |
namotali mu w glowie i teraz siedzi i czeka az go Jane poderwie jak atleta sztange
Maryann - Wto 13 Lut, 2007 11:30
On chyba nawet na to nie czeka, bo mu kumpel właśnie wytłumaczył, że go chciała z zimną krwią poderwać i materialnie oraz towarzysko wykorzystać.
QaHa - Wto 13 Lut, 2007 11:31
| Maryann napisał/a: | | On chyba nawet na to nie czeka, bo mu kumpel właśnie wytłumaczył, że go chciała z zimną krwią poderwać i materialnie oraz towarzysko wykorzystać. |
no to siedzi w kącie i obgryza paznokcie z załości ze dal sie tak wypuścic "przebiegłej i niecnej" Jane
Maryann - Wto 13 Lut, 2007 11:36
Głaszcze się po główce i podnosi na duchu powtarzając co chwila, jakich to ma dobrych przyjaciół...
QaHa - Wto 13 Lut, 2007 11:39
| Maryann napisał/a: | | Głaszcze się po główce i podnosi na duchu powtarzając co chwila, jakich to ma dobrych przyjaciół... |
biorąc pod uwage co musi wyglaskac to pewnikiem wylysieje
Alison - Wto 13 Lut, 2007 12:02
Dajcie mu już spokój, ja lubię Bingley'a. Dał sie omotać tej tarantuli w modnym krawacie, ale przecie wytrwa w uczuciu, młody jest, któż z nas nie popełniał błędów w młodości i słuchał tych, co ich nie powinien był słuchać.
Ale, że sie dupowato zachował w tem oto odcinku, to pewnik!
Maryann - Wto 13 Lut, 2007 12:07
Wiedziałam, że Mamcia go prędzej czy później weźmie w obronę...
Alison - Wto 13 Lut, 2007 12:22
Bo serce mientkie mam, a dziś jeszcze rozum i rozsądek został mi pod łóżkiem się kurzyć, bo na Śląsku nie ma w ogole cisnienia atmosferycznego i ja żyję tylko wirtualnie, więc mogę sobie pozwolić na taka swobodna wymiane uczuciowych preferencji
Ooo i wszystkie ogonki mi uciekli z polskich literek. Idę ich poszukać.... :neutral:
Maryann - Wto 13 Lut, 2007 13:08
| Alison napisał/a: | | Dał sie omotać tej tarantuli w modnym krawacie |
Jeszcze nie tak dawno był mimozą, teraz tarantulą...
QaHa - Wto 13 Lut, 2007 13:44
| Maryann napisał/a: | | Jeszcze nie tak dawno był mimozą, teraz tarantulą... |
heheh zmiania się "dojrzewa"
Ali nic sie nie martw ostatnie ogonki ci nei uciekły:
| Alison napisał/a: | | Idę ich poszukać.... |
Gunia - Wto 13 Lut, 2007 14:58
| Cytat: | A co, chciałabyś milorda od razu zdyskwalifikować ? Za co ?! |
Jak to dyskwalifikować?
Musiałam się niejasno wyrazić. Milord jest do tego stopnia interesujący, że przy nim nawet Darcy nie jest godzien uwagi, ani tym bardziej fatygi z kartkami.
Maryann - Wto 13 Lut, 2007 15:10
Aaaa, to ja najwyraźniej niedorozumiałam o co chodziło z tym brakiem fascynacji kartką dla Darcy'ego. :oops:
Ale zgadzam się, że lord Brougham jest baaardzo interesujący.
Gunia - Wto 13 Lut, 2007 15:12
Ja tam jestem zdania, że Lady Pamela zbyt się zakochała w Dy, żeby strzępić pióro na "jakiegoś tam Bingleya" więc poszła po linii najmniejszego oporu, a "naprawdę" było inaczej.
|
|
|