To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Duma i uprzedzenie Pride and Prejudice (2005)

Calipso - Wto 23 Mar, 2010 17:01

Alicja napisał/a:
nicol, nie trzymaj nas w napięciu

Prosimy :kwiatek:

nicol81 - Wto 23 Mar, 2010 21:37

Chodziło mi o obiad u Bennetów...
- Pią 26 Mar, 2010 18:47

Ta wersja Dumy i uprzedzenia była pierwszą jaką zobaczyłam (kompletnie nie mając wcześniej styczności z twórczością JA czy jej ekranizacjami) i jednym z pierwszych moich odczuć po oglądnięciu był absolutny zachwyt.
Jednak później miałam okazję zobaczyć też inne wersje (1995 i 1980) i moje nastawienie do tego filmu zmieniło się.
Jednak porównując te trzy ekranizacje muszę przyznać, że wersja z 2005 roku wygrywa (wg mnie oczywiście;-)) jeśli chodzi o:
- muzykę- do dzisiaj mam ją na playliście:-)
- zdjęcia- pamiętam, że jak pierwszy raz zobaczyłam film to od razu chciałam spakować plecak i wyjechać do UK (zwłaszcza po scenie ,gdy Lizzy stała na skale)
- Jane- była dokładnie taka jaka powinna być, skromna, nieśmiała, niezaprzeczalnie piękna- typ urody, który spodobałby się większości osób (o ile nie wszystkim)
- Lady Katarzyna- była świetna!! Pod jej wzrokiem nawet ja miałam ochotę "skulić się w sobie" i schować w mało widocznym zakamarku domu
- zwiastun- wiem, że w przypadku seriali, nawet tych mini, trudno doszukać się czegoś takiego jak zwiastun, jednakże ten z 2005 roku jest zrobiony bardzo fajnie- oddaje ducha i nastrój filmu, aż się buzia sama uśmiecha jak się go ogląda:-)
- postać Georgiany- tutaj nie umiem poprzeć swojego stanowiska- po prostu tak sobie ją wyobrażałam- praktycznie jeszcze dziecko, ale już młodą kobietę
- Bingley- nieśmiały, zauroczony, sympatyczny, dający łatwo się sterować przez swoich towarzyszy- zwyczajnie cały Bingley (i mimo, że scena gdy ćwiczy swoje oświadczyny z panem Darcy'm jest trochę przesadzona, i tak jest jedną z moich ulubionych:-))
- Collins- mimo, że odbiega od książkowego pierwowzoru, rola zagrana genialnie- scena jak wita się z lady Katarzyną i daje znać swojej żonie i Lizzy by podeszły- majstersztyk!!:-D

Jeśli chodzi o resztę, to chyba wyższość muszę przyznać wersji z 95 roku:-), którą mimo pierwszego negatywnego odbioru (,którego dzisiaj już nie rozumiem) całkowicie kocham i wielbię... :serduszkate: :thud:

Tamara - Nie 28 Mar, 2010 17:22

Jeszcze co do nierogacizny biegającej po obejściu : w książce podczas wizyty Lizzie u Collinsów w pewnym momencie wybucha nagle w całym domu straszliwy rejwach , okazuje się , że to panna de Bourgh raczyła się zatrzymać u furtki . Elżbieta komentuje to tak : "Myślałam , że co najmniej świnie wlazły do ogrodu" - znaczy jednak nawet na skromnej plebanii nierogacizna była trzymana z dala od domu , co dopiero w znacznie okazalszej siedzibie i na wyższej stopie , jaką było Longbourn . Zatem jednak nie było w obejściach takiego pardon pieprznika jak w filmie :roll:
Tess - Nie 28 Mar, 2010 22:43

Ekranizację z 2005r. zobaczyłam raz i wystarczy :( nie podobały mi się sceny z balu/ miałam wrażenie, że oglądam potańcówkę w stylu country, suknie sióstr Bennet były bardziej niż "skromne". Negatywne wrażenie zrobiło na mnie też: pokazanie wnętrza domu Bennetów, postać ojca Lizzy oraz Darcy, który mnie po prostu irytował. Film miał kilka scen, które mi się podobały/np. rozterki Bingleya przed oświadczynami/ ale ogólnie jestem na nie :zalamka: Jestem fanką ekranizacji z 95, dlatego moja ocena może być i chyba jest nieobiektywna :roll:
- Pon 29 Mar, 2010 22:57

Tamara napisał/a:
znaczy jednak nawet na skromnej plebanii nierogacizna była trzymana z dala od domu , co dopiero w znacznie okazalszej siedzibie i na wyższej stopie , jaką było Longbourn . Zatem jednak nie było w obejściach takiego pardon pieprznika jak w filmie :roll:

Nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, ale w samym domu Bennet'owie mieli pieprznik- cały dom sprawiał wrażenie brudnego i baaardzo zaniedbanego. Ubogość ubogością, ale na litość boską mieli przecież służbę, która powinna się tym zajmować (w sensie sprzątać)!! :mysle: :confused3:

Jednak dom z zewnątrz jako budynek był bardzo ładny, już nie mówiąc o otoczeniu :-)

Tess napisał/a:
Film miał kilka scen, które mi się podobały/np. rozterki Bingleya przed oświadczynami


Też lubię tę scenę :-) :kwiatki_wyciaga:

JoannaS - Wto 30 Mar, 2010 14:28

Ja twórcom filmu nie mogę darować: zrobienia z Bingleya pólgłowka, z pana Benneta rozczochranego brudasa (tak wyglądał). Z panien Bennet i pani - rozczochranych bab.
Zwierzaki w obejściu to już nie było przegięcie - to zbrodnia na powieści. Bennetowie nie byli tak zamożni jak Darcy, ale to była porządna rodzina. Nie do pomyślenia by zachowywali się w ten sposób.

Oglądałam kilka ekranizacji Dumy, ale ta zrobiła ma mnie najgorsze wrażenie z wszystkich. Zobaczyłam ją raz i więcej razów już nie będzie.

Tamara - Wto 30 Mar, 2010 20:25

Aś , nie jesteś osamotniona , ten b...l w salonie i pani Bennett chrapiąca na kanapie z brudnym talerzem na brzuchu :shock: :confused3: :paddotylu:
trifle - Wto 30 Mar, 2010 21:21

A ja akurat scenę z drzemiącą panią Bennet lubię ;)
kazika - Śro 31 Mar, 2010 14:14

w końcu tu dotarłam:)
moje wrażenia:
- wklęśnięta klatka piersiowa głównej bohaterki raziła mnie przeokrutnie, do tego suknie spełniające rolę wieszaka... w innych filmach kostiumowych jakoś mi się podobała ale tutaj raziło mnie w niej wszystko, nawet ta maniera wysuniętej szczęki... aha, czy zauważył ktoś w ujęciach od tyłu, że spod jej upiętych włosów wiecznie wyłaziły krótkie włosy???
- pan Darcy cudo:) ale za bardzo się maślanił w stosunku do paskudnej Elizabeth...
- i też mnie raziło, że ptactwo i prosiaki biegały po obejściu jakby byli ubodzy, a z drugiej strony nie musiały nic nie robić, tylko zbijać bąki cały dzień jakby były bogaczkami... jakiś brak konsekwencji..
- kilka pięknych scen, oczywiście najpiękniejsze oświadczyny jakie widziałam i to w deszczu:)
- w porównaniu do serialu z Colinkiem to jednak siostra Elizabeth tym razem była piękna jak w książce:) a nie jak poprzednio ładna inaczej...

trifle - Śro 31 Mar, 2010 14:32

kazika napisał/a:
- wklęśnięta klatka piersiowa głównej bohaterki raziła mnie przeokrutnie, do tego suknie spełniające rolę wieszaka...


To raczej ta wklęśnięta klatka piersiowa spełniała rolę wieszaka, a nie jej suknie ;)

kazika - Śro 31 Mar, 2010 18:03

dokładnie o to mi chodziło:)
Alicja - Śro 31 Mar, 2010 20:53

kazika napisał/a:
w końcu tu dotarłam:)

:hello:

kazika napisał/a:
a z drugiej strony nie musiały nic nie robić, tylko zbijać bąki cały dzień jakby były bogaczkami... jakiś brak konsekwencji..

mogły zakasać rękawy i zacząć sprzatać obejście :mrgreen:

Tamara - Śro 31 Mar, 2010 21:37

kazika napisał/a:
aha, czy zauważył ktoś w ujęciach od tyłu, że spod jej upiętych włosów wiecznie wyłaziły krótkie włosy???

Owszem :mrgreen: potargana wiecznie , jakby dopiero z wyra wylazła :roll:

Trzykrotka - Czw 01 Kwi, 2010 08:40

trifle napisał/a:
A ja akurat scenę z drzemiącą panią Bennet lubię ;)

Mnie się też podoba ta scena. W tym domu jest nieustanny bałagan, ale jeśli do sprzątania jest jedna wątła dziewczynina, a do robienia rozgardiaszu - pięć panien i ich mamusia, to nie ma się czemu dziwić. To akurat był czas poobiedniej sjesty, dziś pewnie włączyły sobie jakąś Pierwszą miłość czy inną Majkę, a wtedy leniuchowały miło i bez skrępowania w swojskim bajzelku. Proza życia. Gość w dom, wstążki za kanapę :lol:
Pamiętacie scenę z RiR z Emmą i Kate, kiedy Hugh przyjeżdża się oświadczyć? Elinor wyrywa trawę pod oknem, matka pomaga jej rozwiązać paski od domowego fartucha, wszystkie panie udają, że czytały w salonie, a Hugh i tak siada na tamborku schowanym pod poduszką. Uwielbiam ten fragment! :cheerleader2:

trifle - Czw 01 Kwi, 2010 15:19

No właśnie. Proza życia. Nie wierzę, żeby - nawet w tamtych czasach - domownicy zachowywali się jak damy i dżentelmeni w salonie, w towarzystwie. Między swoimi, same kobiety - no bez przesady ;) Ja naprawdę muszę tamtą RiR powtórzyć w końcu :D Nie pamiętam sceny, ale i w nowej RiR był taki moment chyba.
Alicja - Czw 01 Kwi, 2010 20:57

Trzykrotka napisał/a:
Pamiętacie scenę z RiR z Emmą i Kate, kiedy Hugh przyjeżdża się oświadczyć? Elinor wyrywa trawę pod oknem, matka pomaga jej rozwiązać paski od domowego fartucha, wszystkie panie udają, że czytały w salonie, a Hugh i tak siada na tamborku schowanym pod poduszką.

tak, ale ja z kolei nie wierzę, ze damy i dżentelmeni w zaciszu domowym zamieniali sie w zwykłych brudasów i flejtuchów. Tego nie ma w RiR. Czytają, wyszywają i nie wygladają przy tym jak strachy na wróble albo jakby ich piorun trzasnął :roll:
tak z ręką na sercu, pomijając inne, gdyby jakąś pannę widziano wtedy o poranku w koszuli nocnej błąkajaca sie po łąkach to by ją odwieźli do Bedlam

JoannaS - Czw 01 Kwi, 2010 21:02

Też w to nie wierzę. Osoby z towarzystwa pewnych rzeczy po prostu nie robiły.
Bennetowie zatrudniali służbę (nie jedną osobę, ale więcej), miał kto u nich sprzątać, a w filmie zrobiono z nich niechlujów.

Trzykrotka - Czw 01 Kwi, 2010 21:02

A, to na pewno! Ale wydaje mi się, ze w domowym gronie, wyłącznie między swymi, mogli sobie trochę poluzować gorsety i rozwiązać halsztuki :wink:
trifle - Czw 01 Kwi, 2010 22:24

Tak, tak, ja się zgadzam, że nie było od razu tak, że chodzili w brudnych ubraniach czy że mieli, za przeproszeniem, chlew w domu. Tylko że zachowywali się troszkę swobodniej, leżeli sobie na kanapce z talerzykiem i drzemali ;) Gdzieś leżały jakieś wstążki, książki w nieładzie, kapelusze, czepki.. ;)
Tamara - Pią 02 Kwi, 2010 18:22

Trzykrotka napisał/a:
trifle napisał/a:
A ja akurat scenę z drzemiącą panią Bennet lubię ;)

Mnie się też podoba ta scena. W tym domu jest nieustanny bałagan, ale jeśli do sprzątania jest jedna wątła dziewczynina, a do robienia rozgardiaszu - pięć panien i ich mamusia, to nie ma się czemu dziwić. To akurat był czas poobiedniej sjesty, dziś pewnie włączyły sobie jakąś Pierwszą miłość czy inną Majkę, a wtedy leniuchowały miło i bez skrępowania w swojskim bajzelku. Proza życia. Gość w dom, wstążki za kanapę :lol:
Pamiętacie scenę z RiR z Emmą i Kate, kiedy Hugh przyjeżdża się oświadczyć? Elinor wyrywa trawę pod oknem, matka pomaga jej rozwiązać paski od domowego fartucha, wszystkie panie udają, że czytały w salonie, a Hugh i tak siada na tamborku schowanym pod poduszką. Uwielbiam ten fragment! :cheerleader2:

Jaka jedna wątła dziewczynina :shock: ? Gospodyni , kucharka , pokojówki , pewnie jakiś lokaj , przecież pani Bennett wyraźnie mówi o liczbie mnogiej służby w kontekście ponczu z okazji zamążpójścia Lidii :roll: Nie ma co porównywać pań Dashwood z Bennetttami , bo one siedziały z łaski krewnego w wiejskim domku i miały jakieś śladowe pieniądze , a Longbourn to jednak był ładny majątek , dający wystarczający dochód na utrzymanie rodziny , choć nie oszczędzano na przyszłość :roll:
Co do gorsetów - samej poluzować nie da rady , jak się wbiło w gorset rano , się go do wieczora nie zdejmowało :-P

- Pią 02 Kwi, 2010 22:51

Tamara napisał/a:
Jaka jedna wątła dziewczynina :shock: ? Gospodyni , kucharka , pokojówki , pewnie jakiś lokaj , przecież pani Bennett wyraźnie mówi o liczbie mnogiej służby w kontekście ponczu z okazji zamążpójścia Lidii

chyba zresztą była taka scena jak jedli obiad z okazji przyjazdu Collinsa i ta służba stała w tle na baczność. I jestem pewna, że było jej więcej niż jedna sztuka :wink:
Ale to tylko potwierdza teorię, że "bajzel", który robiło pięć panien oraz ich rodziciele powinien być do opanowania przez osoby, które tam pracowały :? :mysle: I, że w filmie zrobiono z tej rodziny (nie chcę tu przesadzić) trochę brudasów.

A co do sceny leżącej pani Bennet z talerzykiem na brzuchu, to może właśnie był to świadomy zabieg reżysera (scenarzysty?), by przerysować zarówno tę scenę, jaki i tę, gdy do pokoju wchodzą Darcy i Bingley. Wydaje mi się, że chciał on pokazać, że mimo tego jakie wtedy panowały obyczaje, faktycznie, w zaciszu domowym, rodziny pozwalały sobie na tzw. "wrzucenie na luz" (może nie aż tak jak rodzinka Bennetów sobie tutaj pozwalała, ale chociaż trochę).

Trzykrotka - Sob 03 Kwi, 2010 09:29

Pisząc jednej dziewczyninie, miałam na myśli li i jedynie obraz z filmu z 2005! Tam wyraźnie cale damskie grono miało do posług to chude, watłe dziewczę, które przed balem roznosiło rękawiczki.
Harry_the_Cat - Sob 03 Kwi, 2010 19:41

Mnie śpiąca Pani Bennet tez nie razi. Zgadzam się, ze nie możemy oczekiwać, że oni zawsze i o każdej porze mieli czysto i wszystko na swoim miejscu. Moze po prostu Wy wszystkie zawsze dbacie o porzadek, wiec dla Was to norma ;) Ja stety-niestety jestem raczej typem balaganiary i do mnie do domu bez zapowiedzi sie nie przychodzi, bo poza umowionymi godzinami to balagan straszny :-P
trifle - Sob 03 Kwi, 2010 23:53

To może nawet nie jest kwestia bałaganu jakiegoś strasznego, ale takiego zwyczajnego, domowego rozgardiaszu. I swobody jak nie ma gości.

Ja tam na pewno nie mam zawsze porządku i nie siedzę ładnie wyprostowana cały czas ;)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group