To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Perswazje Persuasion (2007)

Alison - Wto 24 Kwi, 2007 10:38

Cytata:
"Nie myliła się. Zazdrość o pana Elliota była dla niego ciężarem, męką, przyczyną zwątpienia. Zaczęła go trawić od pierwszej godziny ich spotkania w Bath i wróciła po krótkim czasie niepewności, by zepsuć cały koncert. Ona to właśnie miała wpływ na wszystko, co mówił i czynił, czy też czego zaniedbał powiedzieć i uczynić w ciągu ostatnich 24 godzin. Powoli zazdrość ustępowała nadziei, jaką od czasu do czasu wzniecały jej spojrzenia, słowa lub czyny. Zniknęła wreszcie, gdy usłyszał, co mówiła w rozmowie z kapitanem Harville'em, gdy doszedł go ton jej głosu.
[...]
Uparcie twierdził, że nie kochał żadnej innej prócz niej. Nigdy nie spotkał jej równej [...] był jej wierny nieświadomie, ba, nawet wbrew woli; że pragnął o niej zapomnieć i sądził, że mu się to udało. Wyobrażał sobie, że jest obojętny, kiedy tylko był zły, i zamykał oczy na jej zalety, one bowiem były przyczyną jego cierpienia. [...]Dopiero w Uppercross nauczył się oceniać ją sprawiedliwie, a dopiero w Lyme zaczął rozumieć sam siebie.
W Lyme otrzymał kilka poważnych lekcji. Zachowanie przypadkowo przechodzącego pana Elliota kazało mu się ocknąć [...]
Wiadomość o zaręczynach Luizy z Benwickiem uwolniła go raptownie od wszelkich zobowiązań.
- Wówczas skończyło się najgorsze, mogłem bowiem przynajmniej próbować walczyć o swoje szczęście, mogłem się starać, mogłem coś robić. [...] W ciągu pierwszych 5 minut powiedziałem sobie: "Będę w Bath w środę" i byłem. Czy to źle o mnie świadczy, żem sądził, iż warto przyjeżdżać? I przyjeżdżać z odrobiną nadziei? Nie wyszłaś za mąż. Przecież było możliwe, żeś zachowała dawne uczucie, podobnie jak ja."

I taka to była historia...a mogło jej nie być, jakby tak:

"[...] Powiedz mi gdybym napisał do ciebie, kiedy wróciłem w ósmym roku do Anglii, mając kilka tysięcy funtów i dowództwo "Lakonii". Czy odpowiedziałabyś na mój list? Czy krótko mówiąc, zgodziłabyś się odnowić nasze zaręczyny?
- Czybym się zgodziła? - zawołała Anna w odpowiedzi, lecz ton jej nie zostawiał wątpliwości.
- Wielki Boże! Zgodziłabyś się? Nie sądź tylko, żem o tym nie myślał czy nie marzył, tylko to bowiem mogło ukoronować wszystkie moje sukcesy. Alem był dumny, zbyt dumny, by prosić ponownie. [...] Muszę umieć pogodzić się z tym, że jestem bardziej szczęśliwy, niż na to zasługuję."

:serduszkate:

QaHa - Wto 24 Kwi, 2007 10:41

Alison napisał/a:

- Czybym się zgodziła? - zawołała Anna w odpowiedzi, lecz ton jej nie zostawiał wątpliwości.
- Wielki Boże! Zgodziłabyś się? Nie sądź tylko, żem o tym nie myślał czy nie marzył, tylko to bowiem mogło ukoronować wszystkie moje sukcesy. Alem był dumny, zbyt dumny, by prosić ponownie. [...] Muszę umieć pogodzić się z tym, że jestem bardziej szczęśliwy, niż na to zasługuję."

ach

Pemberley - Wto 24 Kwi, 2007 10:48

Swietne cytaty, Alison, wlasnie o to chodzilo, tam jeszcze byl fragment o tym, jak Fryderyk probuje sie zakochac w Luisie, kierujac sie urazona duma...i jak w koncu sobie uswiadamia, dlaczego nie moze :serce2:
Alison - Wto 24 Kwi, 2007 10:49

Harry, Henryś to taki iskra chłopak, do tańca i do różańca, tu zażartuje, tu szpileczkę wetknie, przytuli, ale i wykpi jak będzie chciał, fajnie z nim jest, ale Fryderyk to po prostu FACET! Stałość jego uczuć jest w tym filmie świetnie wyeksponowana w jego fizyczności, on jest zawsze taki wyprostowany, spokojny, zrównoważony. No facet, który jak ci poda ramię, to żeby tornado nad wami przeleciało, to on ani drgnie. Jest zły, odrzucony, ma zranioną dumę, inny by się mścił, a on mimo to pomaga jej w każdej chwili, kiedy ona tego potrzebuje. Poza tym on ją po prostu uwielbia mimo wszystko, nie widzi w niej żadnych wad, sam dochodzi do wniosku, że to nie ona miała słaby charakter, tylko on jej nie rozumiał.
"Wtedy nauczył się rozróżniać stałość zasad od uporu samowoli, śmiałość płynącą z nierozwagi od stanowczości osoby opanowanej. Tamte doświadczenia kazały mu obdarzyć najwyższym poważaniem kobietę, którą utracił, i tam zaczął ubolewać nad dumą, szaleństwem i obłędną urazą, które nie pozwoliły mu starać się o nią ponownie, kiedy los skrzyżował ich drogi." - to jest dokładnie pokazane w tej "mokrej" scenie na falochronie.
Harry, no który facet jest zdolny do takiej refleksji i samokrytyki?
Zresztą ja zawsze kochałam Fryderyka, a Perswazje to była najbliższa memu sercu książka, a Rupert jako Fryderyk jest idealny!

Anetam - Wto 24 Kwi, 2007 13:10

A tak w ogóle to są emotki z Richardem,Shah Rukhą,Colinem,a gdzie Rupercik i Henry :sad:
Kaziuta - Wto 24 Kwi, 2007 20:56

Dzięki kochanej Mateczce obejrzałam Perswazje. Wcześniej przeczytałam wasze wrażenia i podzielam je. Kapitan boski. Motyle jak te z puszczy amazońskiej. Ann straszna. Ta fryzura, cera, miny, stroje. Wiecznie zalękniona i przestraszona. Stroje miała okropniaste. Czy to brak gustu czy przesadana oszczędnośc. Jej siostry reprezentowały lepszy styl. Scena pocałunku która tak krytykujecie też mi nie przypadła do gustu. Oboje wykazali mało inicjatywy, a kamera była skierowna tylko na Ann. Bieganina po mieście za ukochanym mogłaby byc gdyby dodała Ann uroku. Rozwiało jej włos na ten przykład.
Powaliła mnie natomiast scena końcowa, a właściwie Kapitan w owej scenie i jego biała koszula :thud:

Alison - Wto 24 Kwi, 2007 21:19

Kaziuta napisał/a:
Dzięki kochanej Mateczce obejrzałam Perswazje. Wcześniej przeczytałam wasze wrażenia i podzielam je. Kapitan boski. Motyle jak te z puszczy amazońskiej. Ann straszna. Ta fryzura, cera, miny, stroje. Wiecznie zalękniona i przestraszona. Stroje miała okropniaste. Czy to brak gustu czy przesadana oszczędnośc. Jej siostry reprezentowały lepszy styl. Scena pocałunku która tak krytykujecie też mi nie przypadła do gustu. Oboje wykazali mało inicjatywy, a kamera była skierowna tylko na Ann. Bieganina po mieście za ukochanym mogłaby byc gdyby dodała Ann uroku. Rozwiało jej włos na ten przykład.
Powaliła mnie natomiast scena końcowa, a właściwie Kapitan w owej scenie i jego biała koszula :thud:


Najpierw taniec rodem z puszczy amazońskiej

:slina: :banan: :banan: :paddotylu: :banan: :banan: :slina:

Teraz wyznanie:
:serce: :serce: :serce: :serce: :serce:

A teraz to już mi brak słów ze szczęścia :paddotylu:

Alison - Wto 24 Kwi, 2007 21:21

Kaziutku, Ann przy jakimś piątym oglądaniu, zaczyna zyskiwać nawet na urodzie. Może z miłości do Fryderyka, zaczynam patrzeć na nią jego oczami, nie wiem, ale fakt, że do sukien ze szmat i obić starych foteli, to się nie mogę przekonać mimo tylu wgladów w materiał filmowy.
Harry_the_Cat - Wto 24 Kwi, 2007 21:27

Przy piątym??? :shock: :shock: :shock: :paddotylu:

... jak ja to zniosę.... ?

Marija - Wto 24 Kwi, 2007 21:37

Harry_the_Cat napisał/a:
Przy piątym??? :shock: :shock: :shock: :paddotylu:

... jak ja to zniosę.... ?
Hehe, i kto to powiedział? :wink:
Jak Heniuś?

Alison - Wto 24 Kwi, 2007 22:01

Harry_the_Cat napisał/a:
Przy piątym??? :shock: :shock: :shock: :paddotylu:

... jak ja to zniosę.... ?


Przecież chyba nie musi Ci zależeć na zachwytach Anną. Wystarczy, że sie Fryckiem zachwycisz, a tu 1-2 razy wystarczą, no.. Tobie prognozuje 3-4 :wink: :razz:

Pemberley - Wto 24 Kwi, 2007 22:03

Alison napisał/a:
Cytata:
Uparcie twierdził, że nie kochał żadnej innej prócz niej. Nigdy nie spotkał jej równej [...] był jej wierny nieświadomie, ba, nawet wbrew woli; że pragnął o niej zapomnieć i sądził, że mu się to udało. Wyobrażał sobie, że jest obojętny, kiedy tylko był zły, i zamykał oczy na jej zalety, one bowiem były przyczyną jego cierpienia. [...]Dopiero w Uppercross nauczył się oceniać ją sprawiedliwie, a dopiero w Lyme zaczął rozumieć sam siebie.
W Lyme otrzymał kilka poważnych lekcji.


Mówil o poprzednich swoich staraniach, by sie zakochac w Luizie Musgrove (staraniach zranionej dumy); twierdzil, ze zawsze rozumial ich daremnosc; ze nigdy nie zalezalo mu na Luizie, nigdy mu nie moglo zalezec, choc do owego dnia, do chwili, która nastapila pózniej - wolnej chwili zastanowienia - nie pojmowal doskonalosci umyslu, z którym nie mozna by nawet porównywac umyslu Luisy, nie dostrzegal wladzy, jaka ten umysl mial nad nim. Wtedy nauczyl siê rozrózniac stalosc zasad od uporu samowoli, smialosc plynaca z nierozwagi od stanowczosci osoby opanowanej. Tamte doswiadczenia kazaly mu obdarzyc najwyzszym powazaniem kobietê, która utracil, i tam zaczal ubolewac nad duma, szaleñstwem i obledna uraza, które nie pozwolily mu starac siê o nia ponownie, gdy los skrzyzowal ich drogi.
Od tej chwili pokuta jego byla dotkliwa. Natychmiast, gdy ochlonal ze strachu i wyrzutów sumienia, które drêczyly go przez pierwszych kilka dni po wypadku Luizy, natychmiast, kiedy zaczal sam czuc, ze zyje, stwierdzil równiez, ze chociaz zyje, nie jest jednak czlowiekiem wolnym.

Harry_the_Cat - Wto 24 Kwi, 2007 22:07

Marija napisał/a:
Harry_the_Cat napisał/a:
Przy piątym??? :shock: :shock: :shock: :paddotylu:

... jak ja to zniosę.... ?
Hehe, i kto to powiedział? :wink:
Jak Heniuś?


A Henryś własnie w tej chwili live ;)

Alison - Wto 24 Kwi, 2007 22:15

A ja jeszcze na dobranoc, chciałam tylko, po głębszym zastanowieniu (więc nie jest to jakiś emocjonalny hopsztos), publicznie wybaczyć Kaziutce jej skamieniałość na wdzięki Tobika. Trudno, przeżyję. Za to co napisała o Fryderyku-Rupercie odpuszczam jej z głębi duszy. Amen. :roll:
:przytul:

Marija - Wto 24 Kwi, 2007 23:34

Ja się mogę już częściowo dorzucić do uwielbień dla Ruperta, mimo że blondyn, ale jaki :thud: ! A w porównaniu z Ciaranem to jest Apollo :roll: !! Jeszcze nie widziałam, jak się wpatruje miłośnie w Annę tłustowłosą, ale to jutro :razz: .
Alison - Wto 24 Kwi, 2007 23:38

Wiem, że jestem nudna i się powtarzam, ale jeszcze przed snem walnęłam sobie po oczach drugą częścią Perswazyj i muszę powiedzieć, że za scenę w sklepie, czy kawiarni, co to tam jest, dam się pokroić na plasterki i pożreć z zielonym ogórkiem i papryczką chili.
A za tych co się ze mną zgadzają, dam się pożreć nawet bez papryczki :oops:

Kaziuta - Wto 24 Kwi, 2007 23:52

Alison napisał/a:
A ja jeszcze na dobranoc, chciałam tylko, po głębszym zastanowieniu (więc nie jest to jakiś emocjonalny hopsztos), publicznie wybaczyć Kaziutce jej skamieniałość na wdzięki Tobika. Trudno, przeżyję. Za to co napisała o Fryderyku-Rupercie odpuszczam jej z głębi duszy. Amen. :roll:
:przytul:


I Bóg Ci zapłać Mateczko. Może sie jeszcze nawrócę kto wie. Kobieta zmienną jest. Na dzien dzisiejszy - Rupercik ajlowiu.

trifle - Wto 24 Kwi, 2007 23:59

A wiecie, ja to bym może też zatonęła w oczach kapitana, ale rozbicie sceny z listem mi psuje przyjemność całą :sad: Toż to miał być taki jeden, silny grzmot, wcześniej nic nie wiadomo pewnego co do jego uczuć, a tu tak porozdrabniali, że żadnego napięcia i stresu nie wyczuwam.. I nie pasuje mi, że kapitan tak się zachwycał Anną przed przyjacielem. On miał być dumny, więc nawet przed bliską osobą nie powinien (IMO) się tak wywnętrzać. Popsowali to wszystko :wsciekla:
Gosia - Śro 25 Kwi, 2007 00:12

Obejrzalam wlasnie "Perswazje". Zamierzalam jedynie pierwsza czesc, ale po prostu nie wytrzymalam. :grin:
Bardzo mi sie ten film podoba. Na poczatku nie bylam przekonana do Anne (powinni wyciąc pierwsze ujecie ze zblizeniem na jej twarz, bo jest koszmarne), ale pozniej jest juz tylko lepiej. Wiem, ze Anne nie byla ładna i z czasem jakby pięknieje w oczach i tu wlasnie tak bylo. Wygladala coraz lepiej i coraz lepiej wczuwa sie w postac.
Kapitan Wentworth.... nie przepadam za blondynami i widywalam go wczesniej w filmach (m.in. Moth) i nie bylam zachwycona. Tu jestem! Wyglada atrakcyjnie, troche posągowo, a jest elektryzujący.
Sam film moze jest troche realistyczno-naturalistyczny, jakos niezbyt ładnie filmowany (jestesmy chyba przyzwyczajeni do estetyki BBC), ale jednak wydaje mi sie udany. Scena rozmowy Wentwortha z Harvillem mnie nie razi, to ze dowiedzialam się wczesniej o uczuciach kapitana wobec Anne bylo lekko rozczarowujące, ale jedynie przez chwilę, bo napięcie i tak było. Czy Anne wyjdzie za Elliota? Czy Wentworth osmieli sie jej oswiadczyc? Napiecie i tak istnieje. Po prostu inaczej to rozwiazali, ale i tak cel (trzymać w napieciu i sprawiac, by sie pragnęlo szczesliwego zakonczenia) zostal osiagnięty.
Ostatnie minuty filmu są dramatyczne. Oczywiscie drazni mnie jej tak ostentacyjne wyjscie za kapitanem w czasie koncertu, ten dlugi bieg przez miasto (i jeszcze wpadla na Charlesa i Wentwortha!) czy to ze tak bezceremonialnie wyszla z Wentworthem do innego pomieszczenia, czy tez rozmowy w biegu z panią Smith - to były najslabsze ogniwa, zupelnie niepotrzebne, mozna bylo w inny sposob to zrobic.
Ale te spotkania Anne z Wentworthem! W sklepie, w domu czy na ulicy byly naprawde elektryzujące. Te spojrzenia, slowa, milczenie! I to wyciąganie dziubka przez nią bylo takie slodkie... Wcale mnie to nie draznilo, bo taka powściągliwa dotąd i niesmiala, tu idzie na calosc ;) A widac, jak jemu sie to podoba :lol:
W zakonczeniu kiedy pokazal jej dom bylam nawet wzruszona... :cry:
Muzyka... wiem, wiem, ze to Martin Phipps. Znowu to ona tworzy nastroj i napiecie.
Czuję, ze niedlugo ponownie sobie calosc obejrze, a tymczasem "Opactwo" widzialam dopiero raz.

India - Śro 25 Kwi, 2007 00:25

Alison napisał/a:
Kaziutku, Ann przy jakimś piątym oglądaniu, zaczyna zyskiwać nawet na urodzie. Może z miłości do Fryderyka, zaczynam patrzeć na nią jego oczami, nie wiem, ale fakt, że do sukien ze szmat i obić starych foteli, to się nie mogę przekonać mimo tylu wgladów w materiał filmowy.

Ciezko mi to przyznac, ale musze sie podpisac pod tym... Nie wiem co mi sie stalo ;) ale Ann zaczyna mi sie "podobac" to chyba nie jest odpowiednie slowo, ale nie jestem juz tak bardzo jak na poczatku do niej zniechecona, zaczynam zauwazac lsniaca cere, ogolnie jakos wyladniala... chociaz te jej suknie i plaszczyk... no fatalne, nawet Mary miala lepsze stroje... :mad: :roll:
Gosiu, mysle ze "Elektryzujace" to odpowiednie slowo gdy widzimy naszych bohaterow razem...
Dodam jeszcze ze postac Anny jest mi bardzo bliska, chyba najblizsza... Jestesmy w podobnym wieku (ja troszke starsza :oops: ale blizej mi do niej anizeli do np. Kasi z NA), i dlatego z latwoscia moge sobie siebie sama ;) wyobrazic u boku Fryderyka... :oops:

Obejrzalam film z napisami i jestem ukontentowana ;) dziekuje A :kwiatek:
W domku juz wszyscy spia wiec zaraz zapodam sobie kolejna rundke z Fryderykiem... Uwielbiam jego glos, spojrzenie, takie czule i meskie i... :serduszkate: a ten usmiech...
Musze sie usmiechnac do osoby, ktora popelnia ;) avatary... Za usmiechnietego Fryderyka oddam dusze ;)

QaHa - Śro 25 Kwi, 2007 07:30

Marija napisał/a:
Jeszcze nie widziałam, jak się wpatruje miłośnie w Annę tłustowłosą, ale to jutro .

Marja
"Anne tlustowłosa" bardzo to poetyckie określenie :rotfl: duzo uroku postaci przydaje :rotfl: Gładki fryz to tylko z dbałości o estetykę aby jej wietrzysko kudełków nie rozniosło - wiesz jak nad morzem wieje :mrgreen:

Marija - Śro 25 Kwi, 2007 07:40

Oj, są sceny, w których jest wyjątkowo przylizana i się świeci na tłusto :? ??: . Ja wiem, że one myły włosy raz na miesiąc, ale mogli uszanować odczucia widza, bo mi się trochę zrobiło :obrzydzenie: . A sama Anna rzeczywiście w niektórych scenach wygląda bardzo ładnie i naturalnie.
QaHa - Śro 25 Kwi, 2007 07:43

ok mnie to ulizanie też jakos nie leży - takie to nie romantyczne i mi się taki chamski kawał zaraz przypomina o poluzowaniu warkoczyka...
Alison - Śro 25 Kwi, 2007 07:58

Gosia napisał/a:
Ale te spotkania Anne z Wentworthem! W sklepie, w domu czy na ulicy byly naprawde elektryzujące. Te spojrzenia, slowa, milczenie! [...] bo taka powściągliwa dotąd i niesmiala, tu idzie na calosc A widac, jak jemu sie to podoba
W zakonczeniu kiedy pokazal jej dom bylam nawet wzruszona...
Muzyka... wiem, wiem, ze to Martin Phipps. Znowu to ona tworzy nastroj i napiecie.
Czuję, ze niedlugo ponownie sobie calosc obejrze, a tymczasem "Opactwo" widzialam dopiero raz..


Gosiu dokładnie tak! On jest taki "angielski" nie pokazuje uczuć mimo, że się w nim gotuje. W scenie kiedy idą pogadać na osobności, widać, jak on się stara nie wybuchnąć, ale język mu się plącze dosłownie, a potem ta ulga, kiedy dowiaduje się, że jest "utterly misinformed". Mnie też zdziwiło, że ona idzie z nim sama do innego pomieszczenia, ale spójrz na jego wzrok, kiedy ona mówi: Kapitanie, proszę. Taki błysk podziwu, że jest taka stanowcza.
Muzyka jest świetna, ten fortepian pojawiający się w kluczowych scenach jest niesamowity. Stwarza wspaniały nastrój. A w końcowej scenie głos mu się tak cudnie łamie - jesteś...całkiem pewna? I mojej ulubionej - dla ciebie jednej myślę i planuję. Nie widzisz tego? [...] Powiedz, że nie jestem spóźniony.
Mamoooo, ja już w ogóle tych przełajów ulicznych nie widzę jak go słucham. :lol:

India napisał/a:
Uwielbiam jego glos, spojrzenie, takie czule i meskie i... a ten usmiech.....


Czułe i męskie - to jedyne słuszne określenie jego spojrzenia. W ostatniej scenie widać to szczególnie, on patrzy na nią trochę jak tata na dziecko, które wariacko ucieszyło się z dostania wymarzonej zabawki. Uśmiecha się szeroko na chwilę, a potem już tylko patrzy z czułością.

Dziewczynki po prostu kocham Was, za to co napisałyście :serce2: :serce2: :serce2: . Powiedzcie czy Was też tak jak Annę (i moją skromną osobę) poraża miękkość jego głosu, kiedy wchodząc do Musgrove'ów mówi - przepraszam drzwi były otwarte? :oops:
:rotfl: Matko na mózg mi padło! Ostatnio tak mnie wzięło przy Tobiku, a przedostatnio przy Colinie. Reszta to zauroczenia. :cool:

QaHa - Śro 25 Kwi, 2007 08:03

Alison napisał/a:
Matko na mózg mi padło! Ostatnio tak mnie wzięło przy Tobiku, a przedostatnio przy Colinie. Reszta to zauroczenia.

rany julek mnie to nigdy tak nie wzielo jak już, to same zauroczenia - coż Alisonku podziwiam - jam zimnokrwiste zwierze , którego tak nie bierze :neutral:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group