North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Gosia - Pią 23 Cze, 2006 20:32
Cala rozmowa jest super! Dzieki Carol !
Ten fragment rozmiekczyl i mnie:
"To te pięć godzin czekania zrobiło wrażenie na panu Thorntonie. On sam nie miał pięciu wolnych godzin. Jednak jedną, dwie ciężkiej, dociekliwej pracy umysłowej i fizycznej poświęcił zbierając informacje potwierdzające prawdziwość historii Higginsa, dotyczące jego charakteru i jego życia. Starał się do tego nie dopuścić, ale był przekonany, że wszystko, co Higgins powiedział było prawdą. To przekonanie przeniknęło, jakby za sprawą zaklęcia, i dotknęło utajonego, łagodnego miejsca w jego sercu; cierpliwość tego człowieka, prosta wspaniałomyślność motywów (dowiedział się o kłótni między Boucherem a Higginsem) sprawiła, że zapomniał o wyważonej sprawiedliwości, przeważyło miłosierdzie. Przyszedł powiedzieć Higginsowi, że da mu pracę i był bardziej poirytowany znajdując tam Margaret, niż słysząc jej ostatnie słowa, zrozumiał bowiem, że to ona była kobietą, która namówiła Higginsa do przyjścia do niego, a nie dopuszczał do siebie myśli, że to ona mogła być motywem jego działań, robił tylko to co słuszne! "
W sumie to godni sobie przeciwnicy, ktorzy stana sie wkrotce przyjaciolmi.
GosiaJ - Pią 23 Cze, 2006 20:38
| Gosia napisał/a: | Dziewczynki, tylko sie nie rozczarujcie, bo oni nie pogadaja niestety, jak sie zdazylam zorientowac...
No w kazdym razie nie tak od razu
dodam fotki, bo ich zabraklo wczesniej:
|
Gosiu, dzięki za piękne fotki - Jaśko Thornton jako "pan fabrykant" spoglądający zza biurka jest wspaniały!
GosiaJ - Pią 23 Cze, 2006 20:43
| Caroline napisał/a: |
- To była kobieta, o której u mnie mówiłeś? – powiedział ze wzburzeniem do Higginsa – mogłeś mi powiedzieć o kogo chodziło.
- Może wtedy mówiłby pan o niej nieco grzeczniej, najwyraźniej zapomniał pan o własnej matce, gdy nazywał kobiety przyczyną wszelkich plag.
- Oczywiście powiedziałeś o tym pannie Hale?
- Oczywiście, że tak. Przynajmniej tak mi się zdaje. Powiedziałem, że ma się nie wtrącać w pana sprawy.
- Czyje to dzieci, twoje? – pan Thornton miał doskonałe pojęcie, czyje były to dzieci, chciał jednak zmienić kierunek rozmowy po tym niezbyt obiecującym początku.
- Nie są moje i są moje.
- To dzieci, o których rano mówiłeś?
- Wtedy, gdy powiedział pan – odparł Higgins nie starając się ukryć złości – że moja historia może być prawdziwa albo i nie, ale jest mało prawdopodobna. Nie zapomniałem, proszę pana.
(...)
|
Pewnie też zwróciłyście uwagę na różnice w tym momencie między powieścią i filmem. Kiedy Thornton mówi o kobiecie, która przysłała Higginsa, w serialu nie mówi tego ze wzburzeniem, ale raczej ze smutkiem. A i Higgins nie okazuje w serialu złości. Na koniec uśmiecha się ze zrozumieniem, zdajac sobie sprawę z uczuć Thorntona wobec Margaret.
W każdym razie zarówno ten fragment powieściowy, jak i wersja serialowa bardzo mi się podobają.
Fabrykant, który ma odwagę pójść do ubogiego robotnika i prosić go o wybaczenie, któremu chce się dowiadywać o jego losach! Co za klasa! Kocham Johna Thorntona! :grin:
Matylda - Pią 23 Cze, 2006 20:55
Już kiedys chyba o tym pisałam , że uwielbiam Johna gdy pokazuje sie przez moment w drzwiach Higginsa- to spojrzenie Thortona - to podniesienie wzroku
Zreszta Armitage jest mistrzem w tych spojrzeniach - CZARUŚ
Nie wytrzymałam i obejrzałam sobie tę scenę jeszcze raz
Gosia - Pią 23 Cze, 2006 21:00
Oj Czarus, czarus, ogladalam dopiero co jego wejscia w Cold Feet (jeszcze o tym napisze).
Prawdziwy flirty-girly
Te spojrzenia, usmiechy, czolko ... juz wtedy to umial robic
Pewnie o to chodzilo Matyldo:
ewelinka - Pią 23 Cze, 2006 21:04
Oj tak jego spojrzenia są powalające
Mag - Pią 23 Cze, 2006 21:53
Wystarczy, że w powieści tylko rozmowa o pracy, to na forum jedna matka z jedną córką dorabiają tło bzyczące
GosiaJ też momentów skąpi to chociaz komentarze bardziej pikantne
Carolciu - cudne.
Higgins ma klasę, ale Jaśku lepszy, bo poszedł się przyznać do błędu osobie "niżej" stojącej- to dopiero klasa! (albo nawet dwie )
Narya - Pią 23 Cze, 2006 22:54
Dziewczynki te fragmenty są piękne! I nie mogę się doczekać dalszego ciągu Ja nadrabiam teraz zaległości na forum. Po sesji wreszcie mogę posiedzieć sobie i delektować się wszystkimi tutejszymi cudnościami
Caroline - Sob 24 Cze, 2006 08:30
Rozdział XXXIX „Making Friends” Nowe przyjaźnie s. 383 cz.3
Zanim pan Thornton doszedł do drzwi domu pani Boucher, wyszła z nich Margaret. Nie zauważyła go, szedł za nią kilka jardów podziwiając lekkość i swobodę jej kroku, jej wysoką, wdzięczną figurę. Nagle tę prostą przyjemność zatruła mu zazdrość. Chciał ją dogonić i przemówić do niej, zobaczyć, jak go przyjmie, musiała już wiedzieć, że on jest świadom jej związku z innym mężczyzną. Chciał też, choć tego życzenia raczej się wstydził, by wiedziała, że spełnił jej nadzieje, z którymi posyłała do niego Higginsa i, że żałował swojej porannej decyzji. Podszedł do niej. Zaczął:
- Pozwoli mi pani powiedzieć, panno Hale, że przedwcześnie wyraziła pani swój zawód. Przyjąłem Higginsa.
- Cieszę się z tego – powiedziała chłodno.
- Powiedział mi, że powtórzył pani, co mówiłem rano o… - pan Thornton zawahał się. Margaret podjęła:
- O nie wtrącaniu się kobiet. Miał pan pełne prawo, by wyrazić swoją opinię, bardzo zresztą właściwą, nie wątpię, ale… - kontynuowała bardziej zapalczywie – Higgins nie powiedział panu całej prawdy...
Słowo „prawda” przypomniało jej o własnym kłamstwie, natychmiast przerwała czując się ogromnie niezręcznie. Pan Thornton był na początku zaintrygowany przyczyną tej nagłej ciszy, gdy przypomniał sobie o kłamstwie, jakie powiedziała i wszystkim, co się wydarzyło.
- Cała prawda – powiedział – niewielu ludzi mówi całą prawdę, straciłem już na to nadzieję. Panno Hale, nie ma pani dla mnie żadnych wyjaśnień. Przecież wie pani, co muszę sobie myśleć.
Margaret była cicho, zastanawiała się, czy jakiekolwiek wyjaśnienia mogą być w zgodzie z lojalnością wobec Fredericka.
- Nie – powiedział – W takim razie nie będę dalej pytał. Może nakłaniam panią do czegoś niewłaściwego. W tej chwili, może mi pani wierzyć, pani sekret jest u mnie bezpieczny. Jednak wiele pani ryzykuje, pozwolę sobie powiedzieć, będąc tak niedyskretną. Mówię to jako przyjaciel pani ojca, wszelkie inne myśli i nadzieje z mojej strony są skończone. Straciłem zupełnie zainteresowanie.
- Jestem tego świadoma – powiedziała Margaret wymuszając na sobie obojętny, beztroski ton - Jestem świadoma, jak muszę wyglądać w pana oczach, ale sekret należy do innej osoby i nie mogę nic panu wyjaśnić nie wyrządzając jej krzywdy.
- Nie mam najmniejszego zamiaru wtrącać się w sekrety innego dżentelmena – powiedział z narastającym gniewem – moje zainteresowanie panią jest czysto przyjacielskie. Może mi pani nie wierzyć, panno Hale, ale tak jest, choć wydaje mi się, że przestraszyłem panią kiedyś moją natarczywością. To wszystko skończone, wierzy mi pani, panno Hale?
- Tak – powiedziała Margaret cicho i ze smutkiem.
- W takim razie nie widzę powodu byśmy szli dalej razem. Myślałem, że może miałaby mi pani coś do powiedzenia, ale najwyraźniej jesteśmy dla siebie niczym. Jeśli jest pani przekonana, że wszelka głupia namiętność z mojej strony jest już skończona, życzę pani miłego popołudnia – odszedł pospiesznie.
„Cóż on miała na myśli?” myślała Margaret „Co mógł mieć na myśli mówiąc w ten sposób, jakbym ja ciągle myślała, że on nadal o mnie dba, kiedy wiem, że tak nie jest, nie mógłby. Jego matka powie mu o mnie te wszystkie okrutne rzeczy. Ale ja nie będę dbać o niego. Z pewnością jestem na tyle panią siebie, by opanować to dzikie, obce, żałosne uczucie, które kusiło mnie nawet do zdradzenia mojego drogiego Fredericka, by odzyskać jego dobrą opinię, dobrą opinię człowieka, który zadaje sobie tyle trudu, by powiedzieć mi, że jestem dla niego niczym. Spokojnie serduszko! Bądź radosne i dzielne, będziemy mieć siebie nawzajem, gdy zostaniemy same i odrzucone."
Ojciec Margaret był niemal spłoszony jej wesołością tego popołudnia, mówiła nieprzerwanie i zmuszała swoje poczucie humoru do wzbijania się na niezwykłe wyżyny, a jeśli w tym, co mówiła pojawił się cień goryczy, jeśli jej uwagi o zwyczajach starego Harley Street były nieco sarkastyczne, nie powstrzymywał jej, jak zrobiłby to innym razem, cieszył się widząc, że otrząsnęła się ze zmartwień. Wieczorem wezwano ją na dół, by pomówiła z Mary Higgins, a gdy wróciła panu Hale wydawało się, że dostrzegł ślady łez na jej policzkach, ale to było niemożliwe w końcu przyniosła dobrą wiadomość, Higgins dostał pracę w fabryce pana Thorntona. Wreszcie humor ją opuścił, ciężko jej było odezwać się w ogóle, a tym bardziej z takim zapałem jak wcześniej. Od kilku dni jej nastrój nieustannie się zmieniał, ojciec zaczynał się o nią niepokoić, ale kwadrans lub dwa wcześniej przybyły wiadomości zapowiadające zmianę i trochę rozrywki. Pan Hale dostał list od pana Bella, w którym ten dżentelmen zapowiadał się z wizytą. Pan Hale spodziewał się, że obiecane towarzystwo starego przyjaciela z Oxfordu spowoduje radosny zwrot w nastroju Margaret, tak jak spowodowało już u niego. Margaret starała się zainteresować tym, co sprawiało radość ojcu, ale była zbyt przygnębiona, by mógł obejść ją jakiś pan Hale, nawet jeśli od dwudziestu lat był jej ojcem chrzestnym. Bardziej podnosił ją na duchu list od Edith, pełen współczucia z powodu śmierci matki, szczegółów na swój temat, męża i dziecka i wspominający na koniec, że z powodu nieodpowiedniego klimatu dziecko i pani Shaw prawdopodobnie wrócą do Anglii, a kapitan Lennox być może sprzeda patent i znów będą wszyscy mieszkać w domu na Harley Street, który jednak będzie wydawał się niepełny bez Margaret. Margaret tęskniła za tym domem i łagodnym spokojem starego, uporządkowanego, monotonnego życia. Gdy jeszcze je prowadziła męczyło ją niekiedy, ale od tego czasu otrzymała wiele ciosów, czuła się zmęczona nieustannym zmaganiem ze sobą, sądziła więc, że nawet stagnacja byłaby odpoczynkiem i wytchnieniem. Zaczęła wyczekiwać długiej wizyty u Lennoxów po ich powrocie do Anglii, jako momentu może nie nadziei, ale odprężenia, w którym mogłaby odzyskać moc i władzę nad sobą. W tej chwili wydawało jej się jakby wszystko sprowadzało się do pana Thorntona, jakby nie była w stanie o nim zapomnieć mimo największych wysiłków. Jeśli poszła do Higginsów, słyszała tam o nim, jej ojciec zaczął znowu z nim czytać i nieustannie przytaczał jego słowa. Nawet wizyta pana Bella dawała pretekst, by wymienić imię jego dzierżawcy, pisał, że będzie zmuszony poświęcić wiele czasu na spotkania z panem Thorntonem, ponieważ w przygotowaniu była nowa dzierżawa i musieli ustalić jej warunki.
Mag - Sob 24 Cze, 2006 08:43
Caroline - Ty nasza piekareczko - od rana takie ciach, że hoho!
Ten fragment bardzo przypomina mi Dumę i rozważania Elki, czy kochać Darcego , czy złościć się na niego.
Nareszci też wiemy jaki był układ między Bellem, a Jaśkiem- był dzierżawcą fabryki - dlatego on mógł zbankrutować, a fabryka nie :smile:
Gosia - Sob 24 Cze, 2006 09:08
The best of ten fragment:
"-...moje zainteresowanie panią jest czysto przyjacielskie. Może mi pani nie wierzyć, panno Hale, ale tak jest, choć wydaje mi się, że przestraszyłem panią kiedyś moją natarczywością. To wszystko skończone, wierzy mi pani, panno Hale?
- Tak – powiedziała Margaret cicho i ze smutkiem.
- W takim razie nie widzę powodu byśmy szli dalej razem. Myślałem, że może miałaby mi pani coś do powiedzenia, ale najwyraźniej jesteśmy dla siebie niczym. Jeśli jest pani przekonana, że wszelka głupia namiętność z mojej strony jest już skończona, życzę pani miłego popołudnia – odszedł pospiesznie. "
Moje serduszko cicho peka w tym momencie ...
"Z pewnością jestem na tyle panią siebie, by opanować to dzikie, obce, żałosne uczucie, które kusiło mnie nawet do zdradzenia mojego drogiego Fredericka, by odzyskać jego dobrą opinię, dobrą opinię człowieka, który zadaje sobie tyle trudu, by powiedzieć mi, że jestem dla niego niczym. Spokojnie serduszko! Bądź radosne i dzielne, będziemy mieć siebie nawzajem, gdy zostaniemy same i odrzucone."
To "Dzikie obce zalosne uczucie"
"W tej chwili wydawało jej się jakby wszystko sprowadzało się do pana Thorntona, jakby nie była w stanie o nim zapomnieć mimo największych wysiłków. "
Oj biedna Margaretka, nijak sie nie da zapomniec o Thorntonie.
Piekny i ogromniasty fragment, dzieki Carol.
W filmie jest troche inaczej, sa dwie sceny: rozmowa o pracy dla Higginsa i oddzielna scena Foolish passion.
Scena foolish passion:
(Wyglada jak nauczyciel i uczennica )
Gitka - Sob 24 Cze, 2006 09:27
Jaki piękny długi fragment tak z rana.
Caroline, nie spodziewałam się.
Biedna Margaret, świadomość że Thorton o niej źle myśli musiała okrutna.
I w dodatku tyle razy ją zapewniał, że z jego strona to już przeszłość, na pewno ją to ruszyło.
Matylda - Sob 24 Cze, 2006 10:24
Cudny fragment Carolino - wielkie dzięki
Strasznie lubie ten fragment w filmie- co prawda w innej scenerii
Jest to dla mnie najbardziej wzruszajacy moment ( no i jeszcze długi nochal Johna gdy wychodzi odrzucony z domu Hallów)
Jak miłość potrafi błądzić. Te słowne zapewnienia o obojetności gdy serce chce wyskoczyć z piersi , gdy świat wiruje w głowie......
No ale gdyby nie te zawirowania nie byłoby tej powieści i filmu
Poczekamy cierpliwie na moment gdy rzucą się sobie w objęcia
Aga85 - Sob 24 Cze, 2006 12:41
Dzięki, Carol, to było piękne
Oj biedna ta nasza Margaretka, biedna. Najpierw straciła matkę, potem sprawa z Frederickiem i jej konsekwencje, które widac już od kilku "odcinków". Teraz bidula cierpi z powodu Jaśka, a widac, że nieuchronnie zbliżamy się do śmierci pana Hale'a. Jestem ciekawa jak będzie wyglądalo pożegnanie Jasia i Margolci, no bo w książce sceny "Look back at me" nie ma. No ale na to musimy jeszcze trochę poczekac. W każdym razie z Alisonkiem i Carol nie zginiemy . Dzięki, dziewczyny
Caroline - Sob 24 Cze, 2006 13:04
Fajny jest ten kawałek, w skrócie rozmowa M. i T. wyglądałaby tak: "nie kocham cię, chciałbym jeszcze dodać, że cię nie kocham, a teraz do zobaczenia i nie wiem, czy już wspominałem, że cię nie kocham!!!" Hehe
W poniedziałek niespodzianka, nowa cukierniczka dołącza do drużyny
Matylda - Sob 24 Cze, 2006 13:31
| Caroline napisał/a: | :D Fajny jest ten kawałek, w skrócie rozmowa M. i T. wyglądałaby tak: "nie kocham cię, chciałbym jeszcze dodać, że cię nie kocham, a teraz do zobaczenia i nie wiem, czy już wspominałem, że cię nie kocham!!!" Hehe
|
świetnie to ujęłaś Carol
ewelinka - Sob 24 Cze, 2006 16:38
Oj rzeczywiście świetnie ujęte.
Bardzo chciał udowodnić Margaret ( i chyba sobie ) swoje sprzeczne uczucia.W tym momencie sprawiłabym mu niezłe lanie.
asiek - Sob 24 Cze, 2006 22:30
Wzruszający fragment....dzięki Caroline :grin:
Alison - Sob 24 Cze, 2006 23:39
No i co Dziewczynki, czy nasza kochana Carolcia uspokoiła nieco Wasze palpitacyjki sercowe?
Matysia, a Ty to zaintrygujesz człowieka, a potem tak fru i radź se sama ze swoja ciekawością...Ty to jesteś... No dobra, dobra, ciekawość pierwszy stopień do piekła, no to sie juz nie pytam, a musze bzykanie mi się wzięło od wielkich ilości bzykania jakiego się nasłuchałam po lasach i było to TYLKO i WYŁĄCZNIE bzykanie akustyczne, wbrew temu co Gosia tu próbuje insynuować. Mnie Gosiałku na wyjeździe synek towarzyszył, więc wiesz... nie imaginuj sobie za wiele....
GosiaJ - Nie 25 Cze, 2006 00:35
Dzięki, Caroline. Wczoraj podczytywałam już niecierpliwie kolejny fragment i byłam ogromnie ciekawa, jak go przełożysz
A jeszcze tyle palpitacyj nasze tłumaczki nam zaserwują dzięki Elizabeth, że już się nie mogę doczekać! :grin:
Jaśko, który mówi, że nie kocha, że jego "foolish passion" sobie poszła, a za parę stron znów będzie umierał z miłości - och, niechby już się dowiedział, że to brat, niechby już wiedział, że Margaretka go kocha, bo nie mogę czytać i patrzeć, jak się męczy :cry:
Matylda - Nie 25 Cze, 2006 08:48
| Alison napisał/a: |
Matysia, a Ty to zaintrygujesz człowieka, a potem tak fru i radź se sama ze swoja ciekawością...Ty to jesteś... No dobra, dobra, ciekawość pierwszy stopień do piekła, no to sie -) |
:oops: :oops:
Czy chcesz . żeby nasza młodzież pękła ze śmiechu???
Rzeczywiście wróciłam troche rozmarzona ,
To wszystko przez Was człowiek zapomina , że jest juz stateczną , starą kobietą
miłosz - Pon 26 Cze, 2006 10:34
Piękne te fragmenty poprostu miód na rozpalone głowy i serca (upałem oczywiście ).
I dodam ,że czytam te fragmenty i po raz tysieczny sobie myslę jak "fajnie" zrobiony jest film
Alraune - Pon 26 Cze, 2006 14:06
Dziewczyny, oto moje pierwsze ciasteczko dla Was. Smacznego :grin: .
Rozdział XL "Out of Tune" ("Rozstrojenie") cz. 1
Margaret nie spodziewała się, że wizyta pana Bella sprawi jej przyjemność - czekała na nią tylko ze względu na ojca, lecz kiedy jej ojciec chrzestny już się zjawił, Margaret w naturalny sposób przyjęła najbardziej przyjazną postawę. Pan Bell powiedział, iż nie było jej zasługi w tym, że stała się tak bliska jego sercu, miała po prostu jakąś dziedziczną moc, aby zwyczajnie pojawić się i zaskarbić sobie jego szacunek; Margaret, w odpowiedzi na te słowa, wyraziła uznanie dla tego, jak świeży i młody wydawał się być nawet w swej czapce i todze wykładowcy.
"Świeży i młody - mam na myśli, w swym cieple i uprzejmości. Bo jeśli chodzi o pańskie poglądy muszę przyznać, że są najbardziej zdecydowane i dojrzałe ze wszystkich, z jakimi się kiedykolwiek spotkałam."
"Posłuchaj tylko swojej córki, Hale. Życie w Milton całkiem ją zepsuło. Jest demokratką, republikanką, członkinią Towarzystwa Pokoju, socjalistką--"
"Tato, wszystko przez to, że popieram rozwój handlu. Pan Bell wolałby zatrzymać się na etapie wymiany skór dzikich zwierząt za żołędzie."
"Nie, nie. Wolałbym kopać w ziemi i hodować ziemniaki. Goliłbym skóry dzikich zwierząt i robił wełnę, a z niej tkaniny. Nie przesadzaj, moja panno. Po prostu męczy mnie tutejsza krzątanina. Wszyscy popędzają wszystkich w pogoni za pieniądzem."
"Nie każdy może wygodnie siedzieć w uniwerstyteckich salach, pozwalając swym bogactwom rozrastać się bez wkładania w to wysiłku. Nie wątpię, że wielu ludzi tutaj czułoby wdzięczność, gdyby ich mienie powiększało się tak, jak twoje, bez ich udziału", powiedział pan Hale.
"Nie wierzę, że tego właśnie by chcieli. Oni lubią tę krzątaninę i wysiłek. Jeśli chodzi o siedzenie bez ruchu i uczenie się z przeszłości, a kształtowanie przyszłości ciężką, oddaną pracą wykonywaną w proroczym nastroju -- Cóż! Ba! Nie wierzę, że znalazłby się w Milton jeden człowiek, który potrafi usiedzieć w miejscu; to wielka sztuka".
"Ludzie z Milton, zdaje się, uważają, że Oxfordczycy nie potrafią się poruszać. Byłoby dobrze, gdyby jedni i drudzy utrzymywali ze sobą bliższy kontakt."
"To mogłoby być dobre dla Miltończyków. Wiele rzeczy mogłoby być dla nich korzyścią, co jednak byłoby nieprzyjemne dla innych."
"Czyż sam nie jest pan Miltończykiem?" spytała Margaret. "Wydaje mi się, że powinien pan być dumny ze swego miasta."
"Wyznaję, że nie wiem, z czego tu być dumnym. Jeśli tylko przyjedziesz do Oxfordu, Margaret, pokażę ci miejsce godne chwały."
"Cóż!" rzekł pan Hale, "pan Thornton przyjdzie do nas dziś wieczorem na herbatę, a jest on tak dumny z Milton, jak pan z Oxfordu. Musicie obaj postarać się i przekonać nawzajem do bardziej liberalnego myślenia w tym temacie."
"Dziękuję, ale nie chcę myśleć bardziej liberalnie" rzekł pan Bell.
"Pan Thornton przychodzi na herbatę, tato?" spytała cichym głosem Margaret.
"Na herbatę lub tuż po herbacie. Nie był pewien. Zapowiedział, abyśmy na niego nie czekali."
Pan Thornton postanowił nie pytać matki o to, jak dalece wprowadziła swe zamierzenia w życie rozmawiając z Margaret o jej niewłaściwym zachowaniu. Był pewien, że, jeśli tylko taka rozmowa miała miejsce, relacja jego matki z przebiegu spotkania mogłaby u niego wywołać jedynie irytację i rozgoryczenie, nawet jeśli byłby cały czas świadom tego, jak dalece jego matka tę relację ubarwia. Wzbraniał się przed usłyszeniem samego imienia Margaret; i choć ją obwiniał -- choć był o nią zazdrosny-- choć wyrzekał się jej -- kochał ją do bólu, wbrew samemu sobie. Marzył o niej; śnił, że przychodziła do niego w tańcu, rozkładając ramiona, z taką lekkością i radością, która, choć pociągająca, napawała go nienawiścią. Ale to złudzenie jej postaci -- odarte ze wszystkich cech prawdziwej Margaret, tak kompletnie, jak gdyby jakiś zły duch przybrał jej formę cielesną -- tak głęboko wyryło się w jego wyobraźni, że kiedy się obudził, z trudem był w stanie odróżnić Unę od Duessy*; i brak sympatii dla tej ostatniej zdawał się okrywać i oszpecać pierwszą z nich. Thornton był jednak zbyt dumny, aby poprzez unikanie Margaret okazać swą słabość. Nie szukał, ale i nie uciekał od sposobności do znalezienia się w jej towarzystwie. Aby przekonać się o sile własnej samokontroli, ociągał się ze wszystkim, co miał do zrobienia tego popołudnia; każdą czynność wykonywał z nienaturalną powolnością i namaszczeniem; przez to dotarł do domu pana Hale'a dopiero po ósmej. Później były pewne sprawy do omówienia z panem Bellem w gabinecie; ten ostatni zasiedział się przy kominku, mówiąc coś ze znużeniem, długo po tym, jak wszystkie wspólne interesy zostały wyjaśnione i mogli przecież przejść już do pokoju piętro wyżej. Ale pan Thornton słowem nie wspomniał o zmianie pomieszczenia; irytował się i irytował, myśląc o panu Bellu jako o najbardziej nużącym towarzyszu; pan Bell odwzajemnił w sekrecie ten komplement, dochodząc do wniosku, że pan Thornton jest najbardziej szorstkim i nieprzyjemnym człowiekiem, jakiego w życiu spotkał, okropnie pozbawionym manier i inteligencji. Wreszcie, pewne poruszenie w pokoju na górze zasugerowało, że panowie powinni się tam przenieść. Zastali tam Margaret siedzącą nad otwartym listem, zawzięcie omawiającą jego zawartość z ojcem. Na widok dżentelmenów list został natychmiast odłożony na bok; ale gorliwe zmysły pana Thorntona wyłapały kilka słów pana Hale'a skierowanych do pana Bella.
"To list od Henry'ego Lennoxa. Napawa Margaret nadzieją".
Pan Bell pokiwał głową. Twarz Margaret przybrała kolor płatka róży, kiedy pan Thornton spojrzał na nią. Miał nieodpartą ochotę wstać i natychmiast wyjść z pokoju, i nigdy więcej nie przekroczyć progu tego domu.
*Una i Duessa to bohaterki angielskiego poematu epickiego z XVI w. "Faerie Queene". Przebiegła wiedźma Duessa była przeciwieństwem skromnej i prawej dziewicy Uny.
GosiaJ - Pon 26 Cze, 2006 14:15
| Alraune napisał/a: | (...)
Wzbraniał się przed usłyszeniem samego imienia Margaret; i choć ją obwiniał -- choć był o nią zazdrosny-- choć wyrzekał się jej -- kochał ją do bólu, wbrew samemu sobie. Marzył o niej; (...) |
Jedne z moich absolutnie ukochanych zdań z powieści - dziękuję :grin:
Aga85 - Pon 26 Cze, 2006 14:19
Mój ulubiony fragment z dzisiejszego ciacha :grin: :
| Alraune napisał/a: | | Wzbraniał się przed usłyszeniem samego imienia Margaret; i choć ją obwiniał -- choć był o nią zazdrosny-- choć wyrzekał się jej -- kochał ją do bólu, wbrew samemu sobie. Marzył o niej; śnił, że przychodziła do niego w tańcu, rozkładając ramiona, z taką lekkością i radością, która, choć pociągająca, napawała go nienawiścią. Ale to złudzenie jej postaci -- odarte ze wszystkich cech prawdziwej Margaret, tak kompletnie, jak gdyby jakiś zły duch przybrał jej formę cielesną -- tak głęboko wyryło się w jego wyobraźni, że kiedy się obudził, z trudem był w stanie odróżnić Unę od Duessy*; i brak sympatii dla tej ostatniej zdawał się okrywać i oszpecać pierwszą z nich. Thornton był jednak zbyt dumny, aby poprzez unikanie Margaret okazać swą słabość. Nie szukał, ale i nie uciekał od sposobności do znalezienia się w jej towarzystwie. Aby przekonać się o sile własnej samokontroli, ociągał się ze wszystkim, co miał do zrobienia tego popołudnia; każdą czynność wykonywał z nienaturalną powolnością i namaszczeniem; przez to dotarł do domu pana Hale'a dopiero po ósmej.[/i] |
Dziękuję, Alraune. Piękne tłumaczenie . Gratuluję Ci udanego debiutu i padam do stópek
|
|
|