Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
asiek - Nie 19 Sie, 2007 10:07
| Maryann napisał/a: | Wyraz najwyższego obrzydzenia przemknął przez twarz Darcy’ego.
- W Hertfordshire chowają je niczym króliki, przynajmniej po pięć na rodzinę ! Mają matki-kocice, które nie robią nic, tylko leżą i czekają na odpowiedniego dżentelmena, żeby się na niego rzucić i przykuć go do jednej ze swoich córek, biegających po okolicy gdzie im się podoba, niczym łobuziaki, uganiające się za żołnierzami !
- W Hertfordshire ? – odparł Brougham zdumiony – Nie miałem pojęcia, że to takie interesujące miejsce ! |
Śśświetne...
Widać, że nasz Darsik płyyyyyynie.... Oj, kac będzie potężny.
Maryann'ku dzięki za porcję humoru.
Maryann - Nie 19 Sie, 2007 11:21
| asiek napisał/a: | Oj, kac będzie potężny. |
Kac będzie potężny i podwójny: bo i ten normalny (po przedawkowaniu środków rozweselająco-znieczulających), ale przede wszystkim moralny.
Jak sobie na trzeźwo przypomni, co robił i co mówił...
Narya - Nie 19 Sie, 2007 14:49
Ale Dy go sprytnie podszedł Ciekawe ile jeszczez zdoła z niego wyciągnąć.
Gunia - Nie 19 Sie, 2007 18:50
KOCHAM DY'A!!!
Ulka - Pon 20 Sie, 2007 01:15
| Narya napisał/a: | Ale Dy go sprytnie podszedł Ciekawe ile jeszczez zdoła z niego wyciągnąć. |
Obawiam się, że wszystko..
Maryann - Pon 20 Sie, 2007 05:53
Rozdział IV część 35
- A więc to jest imię tej kłamliwej dziewki! Elizabeth ! – Brougham odetchnął z ulgą – Mogę więc teraz ślubować w dobrej wierze – wstał i podniósł swój kieliszek, a jego towarzysz sięgnął po własny – Za wyrzeczenie się Elizabeth, Niewdzięcznej, Kłamliwej Dziewki…
Darcy opuścił rękę. Miał zamęt w głowie. Wyrzec się Elizabeth ? Ona nigdy nie będzie należała do niego, wiedział to wystarczająco dobrze. Ale ślubować przeciwko niej ? Przekląć nawet jej pamięć ? To w ogóle nie było możliwe !
- … Niegodnej Istoty najniższego rzędu…
Darcy surowo wpatrywał się w przyjaciela. Najniższego rzędu ! Elizabeth ? Co on przez to rozumiał ?
- Nie, nie niskiego – wymamrotał, gdy przemknęła mu przez głowę wizja Elizabeth ze spokojem i uprzejmością opierającej się władczym żądaniom jego ciotki.
- Ograbiającej uczciwych mężczyzn z nadziei…
- Nie, nie niskiego – sprzeciwił się nieco głośniej, na tle śmiechów, które oracja Broughama wywołała po drugiej stronie sali. Jego przemowa zwróciła do tej pory uwagę innych klientów pubu, którzy przygotowani już przez różne rodzaje bójek, przyglądali się wyjątkowo zajmującemu widowisku, jakie zapewniali im panowie ze szlachty.
- I nie zapomnijmy, że Flirciary, która prowadząc upajający pościg po ogrodowych, czy raczej po parkowych ścieżkach…
- Nie ! – ryknął Darcy próbując wstać. Sala zakołysała się i zawyła z radości, odmawiając nabrania ostrości.
- Hańba dla… Przepraszam ? – zapytał Brougham wyniośle – Chyba byłem w trakcie…
- Jak pan śmie, sir ! – w końcu udało mu się podnieść i wstał, wojowniczy, pałający żądzą zakończenia oszczerczej przemowy Dy – Jak śmiesz rzucać imieniem Elizabeth w pubie i to w tak haniebny sposób !
- Darcy – zaczął Dy pojednawczym tonem, ale przyjaciel go nie usłyszał.
- Mówi pan o damie, sir ! – przerwały mu drwiny z drugiej strony sali – O damie – podkreślił żarliwie ponad ich okrzykami – O niezrównanej wartości.
- Darcy – Brougham stanął pomiędzy przyjacielem a rechocącymi bywalcami pubu i położył mu rękę na ramieniu – Byłbym zaszczycony pijąc za taką damę… pod warunkiem, że usiądziesz, przyjacielu.
Przyjrzawszy mu się najpierw podejrzliwie, powoli usiadł na swoim miejscu. Brougham zrobił to samo. Przez pewien czas siedzieli w ciszy, a Darcy poprzez własne zamroczenie próbował wyczytać coś z twarzy przyjaciela. Stwierdził po pierwsze, że Dy był takim odmieńcem, że jego stan upojenia stanowił mało znaczący czynnik w tych wysiłkach. Z całą przenikliwością, jaką był w stanie zmobilizować, wpatrywał się w twarz swego starego rywala i przyjaciela. Zobaczył w niej szczerą troskę i serdeczne współczucie, których nie można było uznać za zwykłe udawanie. Nie, udawaniem był ten dziwaczny toast, to udawanie służącego, może nawet ta cała niepoważna postać, którą Dy pokazywał światu przez ostatnich siedem lat ! Ale teraz, tutaj, był jego najwierniejszym przyjacielem na świecie wracającym z bardzo długiej podróży, a moment jego powrotu był idealny.
Brougham przerwał ciszę westchnieniem, po czym z kpiarskim uśmiechem oparł łokcie na stole i spojrzał mu prosto w oczy.
- Myślę, że powinieneś mi o niej opowiedzieć, stary – stwierdził pełnym współczucia, ale stanowczym głosem – Ona rzeczywiście musi być osobą o niezrównanej wartości, jeśli tak zdobyła twoje serce.
Z przyzwyczajenia żachnął się na cichą prośbę Dy, żeby się odsłonił. Ale dawna rezerwa, tarcza znajdująca się między nim a światem, została rozdarta przez młodą kobietę z Hertfordshire. Dlaczego miał ją trzymać przed swoim najdawniejszym przyjacielem ? Nie wyjawi mu wszystkiego. To było zbyt dużo, a szczegóły były teraz nieistotne. Ale może mu powiedzieć tyle, żeby zrozumiał.
- Ma na imię Elizabeth – zaczął, patrząc nad ramieniem Dy, żeby lepiej podtrzymać strzępy czegoś na kształt godności – A ja jestem ostatnim człowiekiem na świecie, którego ona byłaby skłonna poślubić.
Trzykrotka - Pon 20 Sie, 2007 10:08
Niezależnie od tego, czy realistyczna czy nie - piękna scena! Widzę ich w tym Lisie i Kaczorze, oczyma duszy . Zabalsamowany Darcy, olaboga....
Maryann - Pon 20 Sie, 2007 10:21
| Trzykrotka napisał/a: | | Zabalsamowany Darcy, olaboga.... |
To brandy służy do balsamowania ?
asiek - Pon 20 Sie, 2007 10:51
| Maryann napisał/a: | | ...wpatrywał się w twarz swego starego rywala i przyjaciela. Zobaczył w niej szczerą troskę i serdeczne współczucie, których nie można było uznać za zwykłe udawanie... teraz, tutaj, był jego najwierniejszym przyjacielem na świecie ... |
Przyjaźń Nie wiem dlaczego, ale zawsze wzruszam się przy takich fragmentach.
| Maryann napisał/a: | | - Ma na imię Elizabeth – zaczął... – A ja jestem ostatnim człowiekiem na świecie, którego ona byłaby skłonna poślubić. |
Chyba znowu zaczynam go lubić...
Zgadzam się z Trzykrotką...piękna scena.
Maryann,
Maryann - Pon 20 Sie, 2007 11:00
| asiek napisał/a: | | Zgadzam się z Trzykrotką...piękna scena. |
A nie mówiłam ?
Trzykrotka - Pon 20 Sie, 2007 16:51
Maryann, Ty zapytaj Aine (jakoś nam watek trunkowy podupadł, szkoda), na pewno potwierdzi - brandy jest świetnym środkiem balsamującym, zwłaszcza dla dżentelmenów. Prosty lud woli jakiś "kwiat jabłoni" .
Czekam niecierpliwie na dalszy ciąg
Maryann - Pon 20 Sie, 2007 16:55
| Trzykrotka napisał/a: | | brandy jest świetnym środkiem balsamującym, zwłaszcza dla dżentelmenów |
Hmmm... Pewnie masz rację. Sądząc po przypadku Darcy'ego ma też prawdopodobnie silne właściwości przywracające zdrowy rozsądek i właściwy pogląd na świat...
Gunia - Pon 20 Sie, 2007 23:36
Ale wstyd robią w gospodzie, a ponoć dżentelmeni!
Maryann - Wto 21 Sie, 2007 05:57
Niniejszym w imieniu Alison zapraszam na rozdział V.
Rozdział V "Choć krzywoprzysięgniesz", część 1
A kiedy drwinę zobaczę w twym oku
I do mych zasług swym szyderstwem sięgniesz,
Przeciwko sobie stanę przy twym boku;
Powiem, żeś prawy, choć krzywoprzysięgniesz.
[...]Twój jestem; serce miłuje cię szczerze;
Dla twego dobra zło na siebie bierze.
(tłumaczenie Macieja Słomczyńskiego)
- Darcy! - poruszony szept Brougham'a przeszył zmysły Darcy'ego jak trzask strzelby w bliskiej odległości, podczas gdy usiłowali dożeglować do frontowych schodów Erewile House. Darcy skrzywił się z bólu, który tłukł mu się po głowie. Znowu spróbował postawić stopę na kolejnym stopniu i mimo to zachować równowagę. Po prawdzie to Dy był odpowiedzialny za całą wyprawę od karczmy "Pod Lisem i Kaczorem", skąd wyruszyli pół godziny temu. Chłodne nocne powietrze poza karczmą nie dało rady ożywić jego, pomieszanych przez brandy, władz umysłowych. Tak więc niewdzięcznym zadaniem Dy'a stało się dostarczenie go do domu, wprost w zręczne dłonie Fletcher'a. Gdyby nie był już zarumieniony przez drinka, zrobiłby to teraz z powodu największego możliwego zażenowania, jakie tylko był w stanie odczuwać. Bez wątpienia, z nadejściem poranka, odczuje każdą kroplę swego upokorzenia, to pewne.
Stanąwszy na ostatnim stopniu, Brougham postawił go przed drzwiami, podtrzymując ramieniem i spróbował nacisnąć klamkę.
- Zamknięte! - syknął - Tak jak powinno być, tyle, że dla nas to diablo kłopotliwe! Masz klucz?
Darcy sięgnął pod płaszcz do kieszonki kamizelki i po kilku pełnych napięcia sekundach wyciągnął klucz, ku wyraźnej uldze swojego przewodnika.
- Dzięki Bogu! Teraz, jeśli uda się nam nie wywołać pościgu, znajdziemy się w środku... - schylił się do dziurki i delikatnie przekręcił klucz w zamku, ale drzwi nadal pozostały zamknięte - Drugi zamek? - Dy spojrzał na niego.
Darcy jęknął - Tak, zapomniałem. Kazałem go zainstalować przed wyjazdem do Kent.
- I zapomniałeś także zapytać o klucz! - powiedział rozdrażniony Brougham, wzdychając na potwierdzające chrząknięcie Darcy'ego, wyprostował się i zaczął przeszukiwać kieszenie własnego płaszcza. Delikatne "a-ha" zakomunikowało Darcy'emu, że znalazł to czego szukał, po czym Dy znowu pochylił się ku dziurce od klucza. Już po chwili, drugi zamek został otwarty a drzwi Erewile House odchyliły się na kilka cali.
Darcy gapił się na to w zamroczonym zaskoczeniu - Jak sobie z tym poradziłeś?
- Praktyka - odpowiedział Dy. Świt ledwie zaczął wkraczać na ulice Londynu, ale było już wystarczająco jasno, by Darcy, mógł zobaczyć gorzki uśmiech przyjaciela - Później ci o tym opowiem - szepnął - kiedy będziesz trzeźwy i głowa ci nie będzie pękała. Ale teraz musimy dostać się do środka i z Bożą pomocą, dostarczyć cię do sypialni bez budzenia twoich domowników.
- Georgiana - wymamrotał Darcy, kiwając głową na zgodę, i zaraz tego pożałował. Ruch głową spowodował, że ból przetaczał się w jego czaszce z jednej strony na drugą.
- Tak, panna Darcy - powtórzył Brougham imię osoby, której obaj chcieli, w związku ze stanem w jakim znajdował się Darcy, uniknąć, więc podał mu ramię - No, idziemy!
Pełen wdzięczności opierając się na zaoferowanym wsparciu, Darcy podniósł jedną nogę i gwałtownie opuścił ją na próg kiedy Dy szeroko otworzył drzwi. Wraz z kolejnym pociągnięciem, obaj znaleźli się w środku i stanęli na moment jak zabłąkani sztubacy, wsłuchując się w ciszę pustego holu.
- Pusto! Łaska boska! - Brougham rozejrzał się, po czym poprowadził Darcy'ego w kierunku schodów - Chodź, stary! - zachęcił go, ale Darcy mógł tylko się krzywić kiedy każdy kolejny stopień wywoływał coraz to nową eksplozję bólu w jego mózgu. Kiedy w końcu doszli do szczytu schodów, był mokry od potu z powodu wysiłku i został zmuszony do silniejszego wsparcia się na ramieniu przyjaciela, by utrzymać się w pozycji pionowej. Na szczęście, Dy wystarczająco znał rozkład pokoi w Erewile House, by wziąć na siebie konieczność pokierowania go do jego pokoju. Wciąż, ledwie powstrzymywał się od wystękania desperackiego dziękczynienia, kiedy w końcu stanęli pod drzwiami.
- Prawie jesteśmy na miejscu, przyjacielu! - jego wysokość sięgnął do klamki i powoli ją przekręcił, stuknięcie zamka było ledwie słyszalne.
- Tam się pali świeca, Fitz! - ostrzegł, ale Darcy już się wyrwał i zamknął oczy przed blaskiem płomienia.
- Fletcher - szepnął, nie odważając się jeszcze otworzyć oczu szerzej niż wąziutkie szparki. - On prawdopodobnie zasnął w garderobie. Podaj mi krzesło, muszę usiąść! - jęknął, ale Brougham nie ruszył się w stronę pokoju - Dy?
- To może stanowić pewną trudność - odpowiedział Dy sucho - Dzień dobry, panno Darcy.
asiek - Wto 21 Sie, 2007 10:21
Pięknie Noooo, to autorytet starszego brata diabli wzięli.
Maryann, ale z Ciebie ranny ptaszek.
Maryann - Wto 21 Sie, 2007 10:24
| asiek napisał/a: | | autorytet starszego brata diabli wzięli |
A ojciec w grobie się przewraca - powierzył dorosłemu, odpowiedzialnemu synowi opiekę nad młodszą siostrą, a tu... Na miejscu Pameli to pomyślałabym o jakimś seansie z duchami...
Trzykrotka - Wto 21 Sie, 2007 10:25
Mam wątpliwość co do tego bólu głowy. Czy on nie pojawia się the day after? Chyba, że rozbolałą go z powodów innych niż nadużycie.
Aj, ale wstyd!
Dione - Wto 21 Sie, 2007 10:53
Wpadłam dziś na krótką chwilkę i załapalam się na moją ulubioną scenę: Darcy pijany, Dy detektyw
Maryann - Wto 21 Sie, 2007 10:58
| Dione napisał/a: | Dy detektyw |
Brougham, wzdychając na potwierdzające chrząknięcie Darcy'ego, wyprostował się i zaczął przeszukiwać kieszenie własnego płaszcza. Delikatne "a-ha" zakomunikowało Darcy'emu, że znalazł to czego szukał, po czym Dy znowu pochylił się ku dziurce od klucza. Już po chwili, drugi zamek został otwarty a drzwi Erewile House odchyliły się na kilka cali.
Dy włamywacz ?
Marija - Wto 21 Sie, 2007 11:07
Ja wysiadam - już nie wiem, o co idzie . Taki dzień czy taka...Pamela?
Maryann - Wto 21 Sie, 2007 11:11
A czego nie wiesz ? Czym się upił, czy dlaczego ?
asiek - Wto 21 Sie, 2007 11:17
| Maryann napisał/a: | | Dy włamywacz ? |
Z poniższego fragmentu wychodzi, że tak...
| Maryann napisał/a: | Darcy gapił się na to w zamroczonym zaskoczeniu - Jak sobie z tym poradziłeś?
- Praktyka - odpowiedział Dy. |
A może ... to nie był łamak, tylko klucz ... od Georgiany.
Maryann - Wto 21 Sie, 2007 11:22
| asiek napisał/a: | A może ... to nie był łamak, tylko klucz ... od Georgiany. |
Ale gdyby miał go od Georgiany , to chyba wiedziałby o istnieniu drugiego zamka ?
asiek - Wto 21 Sie, 2007 11:30
| Maryann napisał/a: | | Ale gdyby miał go od Georgiany , to chyba wiedziałby o istnieniu drugiego zamka ? |
Dla zmylenia przeciwnika,...znaczy Darcy'ego ...kamuflował się.
Maryann - Wto 21 Sie, 2007 11:50
Myślisz ? Hmmm... Że niby te pożyczane książki to tylko kamuflarz ?
|
|
|