To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III

Gunia - Pon 02 Kwi, 2007 19:27

A ja nadal nie umiem się zmusić od tygodnia... :? ??:
Maryann - Wto 03 Kwi, 2007 06:13

Rozdział IX część 6

- Moja droga Georgiano – prosiła gardłowym głosem panna Bingley – Błagam, żebyś pozwoliła mi sobą pokierować – gładziła palcami oglądaną przez nie stronę „La Belle Assemble” – Zapewniam cię, że będziesz zupełnie inaczej myśleć, kiedy zaczniesz bywać i zauważysz, że wszystkie młode damy noszą tak swoje suknie. Taka jest moda ! Wszystko inne dałoby powód do najbardziej nieprzyjemnych komentarzy.
Darcy zmrużył oczy i znad kart, które właśnie rozdał mu Hurst, spojrzał na pannę Bingley. Caroline Bingley miałaby kierować jego siostrą w kwestii strojów na Sezon ! Nieprawdopodobne ! Położył kartę i oparł się wygodnie. Georgiana uśmiechnęła się słabo do gospodyni, ale jej napięcie, które tylko on umiał rozpoznać, powstrzymało ostrzegawcze słowa, które zaczęły już formować się w jego głowie. Spojrzenie Darcy’ego zwróciło się z powrotem ku trzymanym w ręku kartom, gdy czekał aż pozostali ułożą swoje i przyjmą jego wyzwanie. On sam od dawna porzucił praktykę układania kart według kolorów. Dawało to zbyt wiele informacji spostrzegawczemu przeciwnikowi i jego zdaniem świadczyło o umysłowym lenistwie.
- Proszę – Bingley z irytacją rzucił odpowiedź na kartę Darcy’ego – I niech będzie twoja przyjemność !
Ostrzegawcze „Ćśśśśś” ze strony Hursta nie powstrzymało niezadowolenia Bingleya z jego kart. Raczej skłoniło go do rzucania morderczych spojrzeń na głowę szwagra, co kazało się Darcy’emu zastanowić, co tak rozdrażniło jego przyjaciela. Hurst wyjął jedną z trzymanych w ręku kart i używając jej jak łopatki popchnął cały stos w stronę Darcy’ego.
- Interesujące otwarcie, Darcy – chrząknął.
Długie palce Darcy’ego nakryły wygrane karty. Zaczął następną rozgrywkę.
- Darcy prowadzi badania nad byciem „interesującym” przy karcianym stoliku – gderał Bingley dumając nad swoimi kartami – Muszę powiedzieć, że stawia to wszystkich pozostałych w niekorzystnym świetle – westchnął, wyciągnął kartę i niedbale rzucił ją na kartę Darcy’ego.
Darcy uniósł brwi ze zdziwienia.
- Kiepski nastrój, Bingley ?
Triumfalne „Aha !” Hursta, który cisnął swoją kartę na stół, nie pozwoliło mu usłyszeć odpowiedzi Bingleya. Jednak układ ramion przyjaciela odwiódł go od drążenia tej kwestii. Skończyli partie w ciszy. Pobliska rozmowa dam służyła za wymówkę jej braku przy stole.
- Kiedy wyjeżdżasz ? – nagłe pytanie Bingleya przerwało rozmowę i sprawiło, że panna Bingley powoli wstała.
- W następny poniedziałek – odparł Darcy zbierając karty.
- Panie Darcy – zaczęła panna Bingley – To dosyć nagłe, nieprawdaż ? Nie słyszałam, że ma pan zamiar porzucić nasze towarzystwo – spojrzała szybko na brata – Ja… My liczyliśmy na pana przynajmniej do końca miesiąca.
Niezdolny odpowiedzieć na jej rzeczywistą troskę, Darcy był niemal wdzięczny za drażliwość Bingleya.
- Sądzę, Caroline, że możemy sobie przez tydzień poradzić bez Darcy’ego, zwłaszcza jeśli ma zamiar zawsze wygrywać w karty – odwrócił się do przyjaciela – Ale to rzeczywiście dosyć nagłe, ten pomysł z wyjazdem. W każdym razie aż do dzisiaj mi o tym nie wspominałeś.
Panna Bingley poparła słowa brata dodając:
- Co będzie z panną Darcy, jeśli pan ją zostawi ?
- Moja ciotka, lady Matlock, przyjechała do miasta i weźmie Georgianę pod swoją opiekę na ten tydzień lub więcej, kiedy mnie nie będzie – odłożył karty na stół i wziąwszy szklaneczkę z porto do prawej ręki pociągnął łyk, pozwalając, żeby jego słodki smak w pełni uwolnił wszystkie swoje przyjemne sekrety, zanim zaczął mówić dalej – Mój kuzyn będzie do niej zaglądał, a to samo przyrzekł mi mój przyjaciel, lord Brougham. Nigdy nie zostawiłbym Georgiany nie zadbawszy najpierw o nią.
Panna Bingley zbladła na tę naganę i gwałtownie wróciła do swojego żurnala.
- Dobrze więc – wydusił z siebie Bingley i podniósł karty – Będziemy kontynuować ?
Darcy skinął głową i sięgnął po karty, które Bingley mu rozdał. Jego decyzja o przyjęciu zaproszenia lorda Saye na przyjęcie w Broughton Castle rzeczywiście pojawiła się dosyć nagle i nie leżała w jego charakterze. Wiedział jednak, że niezależnie od swojej dziwaczności, jego obecność tam będzie sprawą zasadniczą.

Mag - Wto 03 Kwi, 2007 08:07

Maryann napisał/a:
Wiedział jednak, że niezależnie od swojej dziwaczności, jego obecność tam będzie sprawą zasadniczą.

:roll: Nie do konca rozumiem, ale moze się wyjasni :mrgreen:

Dzisiaj nie takie złe ,ale i tak pumpernikiel :wink:

Dzięki Maryannku :hello:

Maryann - Wto 03 Kwi, 2007 08:52

Mag napisał/a:
Maryann napisał/a:
Wiedział jednak, że niezależnie od swojej dziwaczności, jego obecność tam będzie sprawą zasadniczą.

:roll: Nie do konca rozumiem, ale moze się wyjasni :mrgreen:

Szybciej, niż myślisz... :mrgreen:

Anonymous - Wto 03 Kwi, 2007 12:12

a dla mnie Darcy to wielki cham, przy pozorach dobrego wychowania.
Niczym nie różni się od Karoliny. Zupełnie niczym.

Maryann - Wto 03 Kwi, 2007 12:22

AineNiRigani napisał/a:
a dla mnie Darcy to wielki cham, przy pozorach dobrego wychowania.

No cóż, to do panny Bingley to rzeczywiście nie było grzeczne. :? ??:
Możnaby powtórzyć za Lizzy: "Gdybyś się pan zachował jak prawdziwy dżentelmen..."

AineNiRigani napisał/a:
Niczym nie różni się od Karoliny. Zupełnie niczym.

Coś by się chyba jednak znalazło. On przynajmniej zdaje sobie sprawę, że jego postępowanie wobec Bingleya nie do końca jest OK i na gwałt szuka wiarygodnego usprawiedliwienia. Panna Bingley natomiast wcale nie ukrywa, że jedynym motywem jej postępowania jes POZYCJA i KASA...

Anonymous - Wto 03 Kwi, 2007 12:28

Hmm chodziło mi bardziej o to, że tak jak Karolina uważa się za lepszego w towarzystwie, ciągle wszystkich ocenia, a nie widzi własnych niedociągnięć w dziedzinie kultury i wychowania. Pod tym względem uważa się za niemal idealnego. A jednak bywa często niegrzeczny i chamski. Wszyscy wiemy, że Lizzy górowała nad Karoliną jeśli chodzi o kulturę, ale zgodnie z tym fanfikiem wychodzi, że również i nad Darcym. Bo Darcy w niczym nie ustępuje Karolinie.
Maryann - Wto 03 Kwi, 2007 12:37

No, bo - jak to sam później przyznał - uczono go zasad, ale pozwalano postępować wg nich z dumą i zarozumiałością...

W ogóle wg lady Pameli to Darcy czuł się lepszy, a w każdy razie inny nie tylko od takich ludzi, jak Bennetowie. On trzymał się na dystans właściwie od wszystkich - nawet od ludzi ze swojej sfery. Hertfordshire mu nie pasowało, bo to nieobyty i niewykształcony plebs. "Lepsze" towarzystwo znowu zakłamane, puste i niemoralne.
Najlepiej było mu samemu ze sobą.

Ulka - Wto 03 Kwi, 2007 13:41

Dione napisał/a:
Jak zawsze do głębokich :mrgreen: Tak sobie myślę, że Darcy też by mnie poparł i chętnie Dy'a w roli swego szwagra widział.

No ja nie wiem, Dy jest "czarusiem", a darcy jest zbyt ostrożny, zwłaszcza po Wickhamie. Moim zdaniem Broughama lubi i ceni ale siostry mu nie odda (przynajmniej w tym momencie by nie oddał)

Maryann - Wto 03 Kwi, 2007 13:53

Ulka napisał/a:
Dy jest "czarusiem", a darcy jest zbyt ostrożny, zwłaszcza po Wickhamie. Moim zdaniem Broughama lubi i ceni ale siostry mu nie odda (przynajmniej w tym momencie by nie oddał)

Oj, to chyba nie tak - wcześniejszy fragment fanfika:
[Darcy] Wiedział bardzo dobrze, że za dyletancką fasadą Dy'a kryje się bystry umysł, który mimo jego zapewnień, był doskonale zdolny tak do zaprojektowania mostu, jak do ułożenia sonetu. Ramię w ramię żywiołowo współzawodniczyli ze sobą na uniwersytecie, a Darcy pamiętał, nawet jeśli jego przyjaciel nie przypominał ich sobie, mnóstwo nagród jakie Dy wygrał na Cambridge. "Cały czas - przypomniał sobie niespokojnie - obrażał naszych nauczycieli".
Podczas tamtych siedmiu lat, Dy posługiwał się wystudiowaną elegancją i frywolnymi manierami, w taki sposób, że towarzystwo zapominało o nich, uznając go za nikogo innego jak za uroczego czarusia. Darcy często dziwił się tej szaradzie, ale Dy delikatnie uchylał się od wszystkich prób zaspokojenia jego ciekawości. Jak i dlaczego jego przyjaciel postanowił wieść życie w takim stylu pozostało między nimi nietykalnym przedmiotem rozmowy

Anonymous - Wto 03 Kwi, 2007 15:15

Ha !!!! Dy był agentem na usługach JKM !!!!!
Wszystko jasne !! :twisted:

Maryann - Wto 03 Kwi, 2007 16:09

Panna Darcy jako dziewczyna Bonda... :mrgreen: Ciekawe, kto będzie M...
Anonymous - Wto 03 Kwi, 2007 16:31

He he - Lady C ?
Maryann - Wto 03 Kwi, 2007 16:35

A Anna to pewnie Moneypenny... :wink:
Anonymous - Wto 03 Kwi, 2007 16:39

Karolina - ośmiorniczka i pochodne :D
Maryann - Wto 03 Kwi, 2007 16:43

W porządku - ale gdzie jest ten ZŁY ? :wink:
Mag - Wto 03 Kwi, 2007 17:20

Przypominam, ze to ja pierwsza zobaczyłam w Dy szpiega :mrgreen:
Anonymous - Wto 03 Kwi, 2007 17:32

mag - bo by obie mamy to samo skrzywienie. Pewnie ta sama lektura sie kłania :D
Vasco jeszcze tylko tutaj brakuje :D

Alison - Wto 03 Kwi, 2007 20:45

Jezu! Co Wy tu wyprawiacie? Niedługo wyprowadzicie nitkę podobieństwa Darcy'ego do Harry'ego Pottera - sierota, młody, zdolny, wszyscy go podziwiają :razz:
Maryann - Wto 03 Kwi, 2007 20:52

A zaczęło się od Ulki i domniemywań, że Dy smali cholewki do Georgiany... :lol:
Maryann - Śro 04 Kwi, 2007 06:22

Rozdział IX część 7

Na wydane przez Darcy’ego polecenie potwierdzenia zaproszenia do Broughton Castle brwi Hinchcliffe’a uniosły się, a usta zacisnęły w sposób wyrażający dezaprobatę.
- Cóż, co pan usłyszał o lordzie Saye ? – zażądał wyjaśnienia Darcy.
- Sprawy finansowe w kompletnym chaosie, sir. Nie zdziwiłbym się, gdyby jego lordowska mość był zmuszony wprowadzić wiosną poważne oszczędności. Jest winien pieniądze dostawcom, bankierom i lichwiarzom. Długi honorowe…
- Innymi słowy typowy przedstawiciel swojej sfery – przerwał mu Darcy – Nie przyjmuję jego zaproszenia w celu zostania bankierem lorda Saye, Hinchcliffe. Ani jego partnerem w żadnym przedsięwzięciu – dodał szybko, zanim sekretarz zdążył zgłosić wątpliwości – Dobrze mnie wyszkoliłeś w tym względzie. Mam po prostu chęć się zabawić.
- Doskonale, sir – odparł Hinchcliffe, chociaż na podstawie ich długich kontaktów Darcy mógłby sądzić, że sekretarz nie to ma na myśli.
Reakcja jego pokojowca była całkowicie odmienna od sztywnej dezaprobaty Hinchcliffe’a. Słysząc nowinę Fletcher otworzył szeroko oczy, a oczekiwana perspektywa wprawiła go w taką nerwowość, że stał się uciążliwy dla całego personelu Erewile House. Tam, w Broughton Castle, pomiędzy innymi mistrzami w swoim fachu, Fletcher będzie w swoim żywiole, a on niechętnie ustąpił i zgodził się dać mu wolną rękę.
- Do pewnych granic, Fletcher – ostrzegł go – Nie zrobię z siebie modnego durnia dla usatysfakcjonowania twojej reputacji – I żadnych niespodzianek !
- Oczywiście, sir ! – Fletcher skłonił się z zapałem – Nic niezwykłego, nic pretensjonalnego, czy w złym guście. Tylko najwyższy stopień elegancji – przedstawił zarys planu Fletcher i po przerwie dodał – Panie Darcy ? – Darcy skinął głową na znak, że pozwala mu mówić – „Roquet”, sir. Czy raczyłby pan…
- Twój przeklęty węzeł ? – chrząknął i odwrócił wzrok. Przypomniało mu się całe zakłopotanie związane z ostatnim triumfem Fletchera. Rozważając je ostrożnie i stawiając na drugiej szali szkodę, jaką odmowa może wyrządzić dumie jego pokojowca i jego pozycji wśród równych sobie, odwrócił się i krótko skinął głową – Ale niech to będzie koniec twojej pomysłowości !
- Tak, sir. Dziękuję ! – trajkotał Fletcher ledwo hamując swoje podniecenie. Opuścił pokój zacierając ręce.
Poinformowanie Georgiany o jego wyjeździe było całkiem inną kwestią. Szybko ukryła zaskoczenie i zawód, które wywołało jego niezręczne oświadczenie przy kolacji. Wiedział, że sprawił jej przykrość i modlił się, żeby nie zadawała mu pytań na temat jego nagłej dezercji, bo nie mógł dać jej żadnej sensownej odpowiedzi, ani oczekiwać, że zrozumie na wpół sformułowane powody, którymi usprawiedliwiał się sam przed własnym sumieniem. Ponieważ, po prawdzie, decyzja o udziale w przyjęciu u lorda Saye miała więcej wspólnego z impulsem niż z rozsądkiem.
Darcy znał Saye’a od czasów Eton. Chociaż starszy chłopak nigdy nie był jego towarzyszem, to w stosunku do młodszych chłopców w szkole, zachowywał się w porządku. Później, w Cambridge, mieszkali w tym samym akademiku i zaproszenie na przyjęcie zostało wystosowane pod pretekstem spotkania dawnych kolegów z akademika. Ale to nie odwołanie się Saye’a do dawnych dni skłoniło Darcy’ego do wyrażenia tak nietypowej dla niego zgody. Dziwna rzecz, sprawił to rozpaczliwy liścik Caroline Bingley. W trakcie ciemnych nocnych godzin w kilka dni po tym, jak wspólnie z Broughamem komponowali dla niej odpowiedź, słowa jej listu wracały, żeby zajmować jego umysł i prześladować jego duszę.
„Panna Bennet jest w mieście”. Chociaż teraz wiedział, że z treści listu nie wynikało, żeby Elizabeth Bennet towarzyszyła siostrze, wtedy jego znękane serce podskoczyło i przeniknął go dreszcz dziwnej, pełnej uniesienia przyjemności. Siła tego nagłego przypuszczenia wprawiła go w zakłopotanie i zaszokowała. Ale potem, w cichej refleksji, na którą pozwalała noc, wiedział, że to cudownie ożywione uczucie upojenia, które czuł wspominając jej obecność w Londynie, było wynikiem pozornego spełnienia się fantazji, które go zajmowały, nie – nurtowały, od czasu wspólnych dni w Netherfield.

Alison - Śro 04 Kwi, 2007 08:48

No proszę! Wcale nie jest taki sztywny i nudny. Ma ochotę się zabawić! To ci dopiero luzak. A tak po prawdzie to tchórz, bo sie boi spotkać panny Bennet, boi się, że mógłby paść na kolana i wyrecytować tak waćpannę miłuję, że ledwie dycham, na koniu i pieszo, w przeciągu, na drągu, a jak wynajdą maszynę parową, to nawet w pociągu! ;-)
Maryann - Śro 04 Kwi, 2007 08:54

Alison napisał/a:
Ma ochotę się zabawić! To ci dopiero luzak.

Oj, użyje on tej zabawy... :wink:

Mag - Śro 04 Kwi, 2007 18:39

Maryann napisał/a:
„Roquet”, sir

W tym sztywnym węzełku pod szyją to raczej się nie pogibie :banan: :wink:

Tchórz i bober :twisted:

Dzięki Maryannku.

Kaziuta - Śro 04 Kwi, 2007 18:46

Ja to juz nawet nie czytam, co by go zupełnie nie znienawidzieć. :evil:
Poczekam ro Rosings. Tłumaczkom dzięki wielkie.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group