Seriale - Robin of Sherwood
Agn - Nie 19 Wrz, 2010 22:17
Ej, jest polska wersja? Opowiadaj!!!
praedzio - Nie 19 Wrz, 2010 22:28
Poznaję po okładce, że Zielony maj Robina czytałam, ale za cholerę nie pamiętam, o czym to było. Czas sobie przypomnieć.
praedzio - Nie 19 Wrz, 2010 22:42
Na planie RoS: http://athlea.wrzuta.pl/f...d_-_poza_filmem
Aragonte - Nie 19 Wrz, 2010 23:46
Czytałam książkę Pyle'a - sympatyczna przygodówka, ale magii RoS w sobie nie miała. Mariannę żonę Robin Hooda też, ale mgliście pamiętam, dawno to było... Robin i Marianna pojawiają się też jako postacie epizodyczne w arturiańskich powieściach (w każdym razie w pierwszym tomie) pana White'a
Jakby ktoś nie zauważył, to przeniosłam posty z wątku filmowego, zakładam, że Ci, którzy interesują się legenda Robina, i tak zaglądaliby tutaj, a mamy tu w końcu porównywanie różnych wersji
Anonymous - Pon 20 Wrz, 2010 00:26
zauwazyl, zauwazyl
Eeva - Pon 20 Wrz, 2010 21:02
| Admete napisał/a: | | Była też dośc dziwna wariacja Pacyńskiego na temat legendy. |
A to mi się akurat dobrze czytało bo ja lubie Pacyńskiego
Admete - Pon 20 Wrz, 2010 21:04
| Eeva napisał/a: | | Admete napisał/a: | | Była też dośc dziwna wariacja Pacyńskiego na temat legendy. |
A to mi się akurat dobrze czytało bo ja lubie Pacyńskiego |
A mnie odrzucało Ciekawe, że on sie całkowicie oparł na RoS, tylko go wypaczył i zdarł magię. Bez RoS książki Pacyńskiego, by nie zaistniały.
Eeva - Pon 20 Wrz, 2010 21:15
Ostatnio czytałam Smokobójcę Pacyńskiego i bardzo mi się podobało - trochę offtop, wiem wiem Ma jakiś taki styl pisania, który mi bardzo pasuje.
wiedzę ze RoS wzbudza wiele emocji
Admete - Pon 20 Wrz, 2010 21:19
Miałam 13 lat, gdy pierwszy raz zobaczyłam ten serial i mnie uwarunkował Po nim już nic nie było takie samo. Wyobraź sobie lata 80, niedługo po stanie wojennym. I takie coś - czysta magia. Na podwórku nie było żywego ducha w trakcie emisji. Mieliśmy wtedy czarno-biały telewizor. Jeżdziłam do babci, żeby obejrzeć serial w kolorze. Dzięki RoS poznałam celtycki folk, poznałam Clannad. Od Ros wszystko sie zaczeło. Był jeszcze przed Tolkienem, bo nie można było nigdzie WP ani Hobbita pożyczyć. O kupnie nie było mowy, bo nie było wznowień. Tak więc Tolkiena znałam tylko z opowieści az do lat 90 i tego kieszkonkowego wydania.
I te plakaty Praeda w Świecie Młodych Albo w czymś innym, nie pamiętam już
Eeva - Pon 20 Wrz, 2010 21:22
Ja rozumiem sentyment do RoS, bo starsza siostra mojego chłopaka ma to samo
Admete - Pon 20 Wrz, 2010 21:25
Dlatego dla części z nas RoS jest jedynym słusznym Robinem. Przy czym ja naprawdę lubię inne wersje - z Costnerem wspominam bardzo miło ( czasy licealne ). Mam sentyment do wersji z Erollem Flynem ze starego kina ( ach te tekturowe miecze ), świetnie sie zawsze bawiłam na Facetach w rajtuzach. Nie lubię tylko wersji ogólnie słabych, kiedy są warunki na zrobienie czegoś dobrego. Ta ostatnia wersja to koszmarek. Nic ich nie usprawiedliwia.
Eeva - Pon 20 Wrz, 2010 21:29
Ja nawet nie oglądałam ostatniej. Umarłam na wersji z Costnerem. Ale lubię facetów w rajturach i wersję z Flynnem.
Tak czy inaczej jak juz mówiłam jak dla mnie książka Pyle'a w tym temacie jest biblią i wszystko inne to bluźnierstwo
rozumiem zachwyty nad innymi wariacjami / wersjami, ale ich nie popieram
Admete - Pon 20 Wrz, 2010 21:31
To zawsze jest kwestia upodobań i wyboru, bo wersja Pyle'a jest też tylko wariacją Dla mnie jest zbyt młodzieżowa.
Eeva - Pon 20 Wrz, 2010 21:38
Nie wiem czy jest młodzieżowa, ale bardzo ją lubię. Myślę, że pewien wpływ na to moje upodobanie ma zwyczajny sentyment - mam ta ksiązkę od mniej więcej miliona lat, była moja "pierwszą"
Admete - Pon 20 Wrz, 2010 21:41
| Eeva napisał/a: | Nie wiem czy jest młodzieżowa, ale bardzo ją lubię. Myślę, że pewien wpływ na to moje upodobanie ma zwyczajny sentyment - mam ta ksiązkę od mniej więcej miliona lat, była moja "pierwszą" |
To zrozumiałe więc, że masz do niej sentyment. Co ciekawe dla mnie legenda RH jest głównie filmowa, nie książkowa. Pierwszą wersją powieściową była ta Kraszewskiego. Nawet mam ją gdzieś między książkami...I możliwe, że jeszcze Robin Hood jako postać epizodyczne w Ivanhoe Scotta był jednym z pierwszych powieściowych Robinów...Potem chyba Zielony maj Robina, a Pyle to gdzieś na końcu i chyba zarzuciłam czytanie.
Eeva - Pon 20 Wrz, 2010 21:45
Szczerze mówiąc to Kraszewskiego nie czytałam. w tygodniu ide do biblioteki więc poszukam:-)
Anonymous - Wto 21 Wrz, 2010 01:01
| Admete napisał/a: | Miałam 13 lat, gdy pierwszy raz zobaczyłam ten serial i mnie uwarunkował Po nim już nic nie było takie samo. Wyobraź sobie lata 80, niedługo po stanie wojennym. I takie coś - czysta magia. Na podwórku nie było żywego ducha w trakcie emisji. Mieliśmy wtedy czarno-biały telewizor. Jeżdziłam do babci, żeby obejrzeć serial w kolorze. Dzięki RoS poznałam celtycki folk, poznałam Clannad. Od Ros wszystko sie zaczeło. Był jeszcze przed Tolkienem, bo nie można było nigdzie WP ani Hobbita pożyczyć. O kupnie nie było mowy, bo nie było wznowień. Tak więc Tolkiena znałam tylko z opowieści az do lat 90 i tego kieszkonkowego wydania |
A u mnie Robin jako postac, pojawil sie dlugo zanim widzialam serial. Biblia mojego dziecinstwa byl Slownik mitow i kultury Kopalinskiego. Czytalam go namietnie juz jako przedszkolak, nie rozumiejac niemal wszystkiego, ale jakos tak strasznie mnie ta ksiazka fascynowala i pytalam zawsze rodzicow o wyjasnienia poszczegolnych hasel. Tolkien juz wowczas goscil na naszych polkach i jego imie bylo mi znane od dawna, ale jakos mnie nie krecil. Natomiast wciagnal mnie totalnie swiat bajek, mitow i legend - zreszta to wlasnie te opowiesci serwowal mi tata w ramach bajki na dobranoc (zamiast Czerwonych Kapturkow i Kocpiuszkow )
W chwili, gdy pojawil sie RoS ja juz nalezalam do jego swiata, juz widzialam kim byli Celtowie, pamietam ze juz wtedy rozumialam o co chodzilo w konflikcie Sasi-Normanowie i jakos nie moglam ogarnac dlaczego saski Robin wyznaje religie celtycka, czyli ludu, ktory jego narod wiele lat wczesniej podbil i zdominowal.
Ale nie zaklocilo mi to odbioru serialu i wlasnie dlatego historia, fabula i ogolnie tresc filmu zafascynowala mnie bardziej niz sama muzyka.
A potem byl Kraszewski - ktory stanowi dla mnie chyba jedyna sensowna pozycje ksiazkowa tej historii (chociaz mial wiecej ducha slowianskiego niz celtyckiego), Faceci w rajtuzach, Eroll - fajne opowiesci, ale z gory stworzone jako pewien zart medialny.
Tutaj mam dokladnie takie samo zdanie jak Admete - wersja, ktora z zalozenia ma olbrzymi potencjal, rozczarowuje swoja niechlujna forma...
Admete - Wto 21 Wrz, 2010 07:20
Wiesz nazwisko Tolkiena to ja znałam - tylko spróbowałabys wtedy pozyczyć/kupić jego ksiązki. Graniczyło z cudem. Z biblioteki ukradli, wznowień nie było.
| Cytat: | | potem byl Kraszewski - ktory stanowi dla mnie chyba jedyna sensowna pozycje ksiazkowa tej historii (chociaz mial wiecej ducha slowianskiego niz celtyckiego |
Miałam to samo napisac
Film z Erollem nie jest z założenia żartem - po prostu taka była przedwojenna konwencja filmów przygodowych.
I masz rację - RoS fascynował dzieki elementom celtyckim.
praedzio - Wto 21 Wrz, 2010 07:52
Ja przed RoS-em nie znałam innych ekranizacji przygód dzielnego Robina, więc on dla mnie był niejako pierwszy. I takim pozostanie na wieki.
BeeMeR - Wto 21 Wrz, 2010 09:13
Tak nawiasem odnośnie Tolkiena, to ja zawsze miałam słabość do tego wydania kieszonkowego z 1990r
Takie czytałam za młodu i takie dziwnym trafem dostałam w prezencie już jako dorosła baba
A co do Robina, choć większość wersji (także zwierzątkową Disneya ) widziałam przed Ros, to dla mnie zawsze jakoś Michael Praed stanowił jego wizerunek od wieków mieliśmy kasetę Clannad z jego obliczem na okładce
Maddy - Czw 18 Lis, 2010 21:56 Temat postu: Robin Hood - Michael Praed od soboty znowu w TV! Tym razem na Pulsie o 16.30 - ale się cieszę
Jeśli ten wątek trzeba gdzieś przenieść, to bardzo proszę. Nie byłam pewna, gdzie takiego newsa umieścić!
Agn - Czw 18 Lis, 2010 22:03
Ciekawe, czy ja odbieram Puls... tak czy siak - dzięki za tę informację!!! Wracają stare piękne czasy, gdy człek gnał przed telewizor, by obejrzeć "Robina z Sherwood". Aż się łezka w oku kręci...
Nieważne, że w sumie nie trzeba czekać na telepudło, ale jest w tym jakiś urok...
Tak, starzeję się i uprawiam zaawansowane kombatanctwo.
Admete - Czw 18 Lis, 2010 22:04
Można to przenieść do wątku tv albo do wątku Robina z Sherwood.
praedzio - Czw 18 Lis, 2010 22:07
Buuu... Poza moim zasięgiem. Bo w soboty mam uczelnię, albo jestem w domu, a tam Pulsa niet. Pozostaje DVD.
Anonymous - Czw 18 Lis, 2010 22:15
oh yeah !!!
|
|
|