Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?
Gosia - Pią 09 Mar, 2007 19:12
Caroline, widze ze jednak uleglas ogolnej presji
Ja tam uwazam, ze lektura "Tredowatej" to wielka przygoda.
Zwlaszcza stylistyczna i intelektualna i to samo zdrowie bo dodatkowo masuje przeponę
Marija - Pią 09 Mar, 2007 21:20
Ja już czekam na Alisonkowe zakończenie :razz: .
Trzykrotka - Sob 10 Mar, 2007 00:05
A ja właśnie dziś o atomach rozważania czytałam i też nie rozgryzłam. Ja nie z tej sfery...
Zmienił się świat. Ludzie wznoszą się bajecznie ponad czasy antydyluwialne, muszą bacznie spoglądać dokoła siebie! I każda rzecz budzi ich wątpliwości, nie wystarcza im istota rzeczy, chcą atomów i rozczarowują się.
.... czyli, że....o ssssso chodzi?
(już nie mówię, ze mi się przypominają rozrywki akwaidalne Hiacynty Bukiet! )
Anonymous - Sob 10 Mar, 2007 01:21
Dowiedziałam się dziś, że 'Trędowata' to lektura obowiązkowa na Kulturze Literackiej. No proszę, aż żałuje że tej specjalności nie wybrałam
Alison - Sob 10 Mar, 2007 09:04
| Trzykrotka napisał/a: | Zmienił się świat. Ludzie wznoszą się bajecznie ponad czasy antydyluwialne, muszą bacznie spoglądać dokoła siebie! I każda rzecz budzi ich wątpliwości, nie wystarcza im istota rzeczy, chcą atomów i rozczarowują się.
.... czyli, że....o ssssso chodzi?
(już nie mówię, ze mi się przypominają rozrywki akwaidalne Hiacynty Bukiet! ) |
Hmmm mię się to kojarzy z osadami dyluwialnymi znaczy polodowcowymi i dyluwialnym spływem znaczy spłukiwaniem wierzchnich warstw gleby po stromych zboczach w górach. Więc rozbierzmy po kolei... dyluwialne to zalewowe, dilluvium - to potop. Może chodzi o takie czasy już po potopie, znaczy nowoczesne (nie do końca rozumiem przedrostek "anty", może użyte jako "post"), że ludzie stają się nowocześni, chcą naukowego wyjaśnienia tego co ich otacza, wszelkich zjawisk i rozczarowują się, bo nie wszystko da się rozebrać na atomy i wytłumaczyć. Istnieją ograniczenia związane z poziomem wiedzy, dostępną aparaturą badawczą i trzeba pozostać przy dotychczasowej wiedzy, stąd frustracja społeczna.
ale se pojechałam po Trędzi! Proszę o następny zestaw pytań
Trzykrotka - Sob 10 Mar, 2007 10:32
Ali, jestem pod wrażeniem. Rozebrałaś myśl pana Macieja bajecznie, nikt nie pomyśli już, że Trędzię traktujemy pobieżnie, jak panna Rita zabiegi hrabiego Trestki
Alison - Sob 10 Mar, 2007 10:39
No to ja, korzystając, że mam dziś bardzo samodzielnych studentów palnęłam wstępik do zakończenia alternatywnego. Jak kupujecie tę stylistykę będę się produkować dalej
Ordynat odebrawszy depeszę o chorobie Stefci popędził co koń, gniady, ze śnieżnobiałą strzałką przecinającą mu dumne czoło niczym błyskawica, ciemne, ołowiane, burzowe niebo, wyskoczy :razz: . Pędził na stację na złamanie karku niemal, wzburzony jak gniewny ocean, z głową przepełnioną nerwowymi myślami o przyczynach tej niespodziewanej choroby i niepewnością przepalającą mu krew do cna, co będzie, co stanie się z jego ukochaną gdy choroba okaże się silniejsza od jej kruchej, jak pierwszy, listopadowy lód, istoty. Waldemar nie pamiętał jak minęła mu droga, cały czas był jak w letargu obezwładniającym mu członki i myśli. Oprzytomniał dopiero na progu jej domu, gdy zobaczył oblicze pana Rudeckiego, zawsze tak pogodnie łagodne, dziś chmurne, a nawet rozpacznie złamane jak stuletni dąb, który rozpadł się pod uderzeniem bezlitosnego pioruna. Widząc spłoszoną służbę przemykającą się lękliwie po domu, słysząc zawodzący płacz matki Stefci, serce ordynata wezbrało taką rozpaczą, że gdyby dodać ją do najgłębszego oceanu, ten wystąpiłby z brzegów i zalał kontynenty, chcąc zmyć ten brud, to zło, które sprowadziło nieszczęście na jego umiłowaną Stefcię, Waldi bowiem przeczuwał co się wydarzyć, pod jego nieobecność, mogło....
Trzykrotka - Sob 10 Mar, 2007 10:45
Alison
Jestem pod bajecznym wrażeniem już pierwszego, niezwykle barokowo złożonego zdania. Co za paradoks! Jakaż newroza!
Jestem za i bardzo chcę wiedzieć, co dalej, co dalej??
QaHa - Sob 10 Mar, 2007 10:57
zapowiada się interesuąco a ta kwiecistość wprost powala
Alison - Sob 10 Mar, 2007 11:03
| Trzykrotka napisał/a: | Alison
Jestem pod bajecznym wrażeniem już pierwszego, niezwykle barokowo złożonego zdania. Co za paradoks! Jakaż newroza!
Jestem za i bardzo chcę wiedzieć, co dalej, co dalej?? |
Pierwsze zdanko-niezrozumianko, bo to oczywiście koń nie burza ma wyskoczyć, ale je specyjalnie zostawiłam, jako zapowiedź, że dalej już tylko będzie się to rozwijać ku niewiadomemu bezkresowi przymiotnikowo-metaforycznemu. Zamierzam korzystać również z oryginalnych cytatów, ale to dopiero w domu, jak wrócę z pracy, bo na pamięć przecież Trędzi "jeszcze" nie znam, ale jak kcecie to Wam takie weselisko wyprawię, że HEJ!
QaHa - Sob 10 Mar, 2007 11:07
Kcemy kcemy bardzo kcemy
Alison - Sob 10 Mar, 2007 11:27
No macie jak kcecie.
Jego podejrzenia już wkrótce okazały się być boleśnie prawdziwymi. Pan Rudecki pozwolił Waldemarowi obejrzeć zawartość ślicznego, intarsjowanego orzechem i wiśnią biureczka, które służyło Stefanii od najpierwszych lat późnego dziecięctwa za powiernika jej największych dziewczęcych sekretów. Dziś okazało się być Sezamem, kryjącym w swych pachnących lawendą, czeluściach tajemnicę Stefcinej choroby. Już pierwsze listy, które Waldi w trawiącej go gorączce przeglądał, ujawniły bezwzględnego, podstępnego, niegodnego miana arystokraty, sprawcę. Barski. Dziś to nazwisko konkurowało z mianem Belzebub, z tak diabelską wiązało się intrygą. Kiedy Waldi przeczytał kilka pierwszych, podstępnych, pełnych niewyszukanych epitetów listów, ogarnęło go takie gorąco, jakby sam Wezuwiusz zagotował swoje odwieczne lawy i ziemskie wydzieliny, grożąc erupcją o niespotykanej sile. Krew mu w żyłach zawrzała wulkanicznie. Chciał sięgać po rewolwer, siadać na koń i pędzić, pędzić bez tchu, by pomścić ból i cierpienie swojej najdroższej wybranki.
Alison - Sob 10 Mar, 2007 11:29
Co tu dużo kryć. Z tego zdania po prostu jestem dumna :oops:
Krew mu w żyłach zawrzała wulkanicznie.
Alison - Sob 10 Mar, 2007 11:45
Kobiety, trzymajcie mnie, bo mnie ponosi, och jak mnie ponosi... A jeszcze półtorej godziny tu tkwić, przy tym kompiku będę
Kiedy jednak spojrzał na to drobne, umęczone trawiącą je gorączką ciało, twarzyczkę przecudną, zaróżowioną niezdrowo, spieczone usta, krople potu roszące jej śliczne czoło, zawsze ozdobione jakimś niesfornym kosmykiem, ogarnęło go takie rozczulenie bezbrzeżne, taka potrzeba przytulenia jej i odpędzenia bólu, i tych wszystkich trosk, które złamały ją jak delikatne źdźbło łamie się po przejściu bydła, które rwie przed siebie dla zaspokojenia własnych prymitywnych potrzeb, nie bacząc co depcze. Waldi ukląkł przy łożu narzeczonej, ta zaś, jakby zdjęta nagłym przeczuciem jego obecności, wolno otworzyła powieki obrzeżone długimi, pięknie wygiętymi jak łuki krużganków głębowickich, rzęsami. Spojrzała na niego przytomnie, wargi ułożyły się w leciuchny, jak pierwszy powiew wiosny, uśmiech.
- Waldi – szepnęła – tyś jest ze mną, tyś przyjechał.... Teraz już dobrze, teraz już nic złego… i ponownie odeszła jej świadomość tam, gdzie on nie miał wstępu, mimo całej swej gorącej, jak upalny lipiec, miłości.
P.S. Soreczki, niechcacy wycielam ale udalo sie przywrocic Przez pomylke nacisnelam edytuj zamiast cytuj skruszona Gosia.
Gosia - Sob 10 Mar, 2007 12:12
| Cytat: | | ukląkł przy łożu narzeczonej, ta zaś, jakby zdjęta nagłym przeczuciem jego obecności, wolno otworzyła powieki obrzeżone długimi, pięknie wygiętymi jak łuki krużganków głębowickich, rzęsami. |
| Cytat: | | - Waldi – szepnęła – tyś jest ze mną, tyś przyjechał.... |
Swietne! No po prostu oddajesz styl Mniszkówny!
Ja chce wiecej. domagam sie wrecz! Weno, prowadź tą duszę czystą na manowce wyobraźni!
Aragonte - Sob 10 Mar, 2007 12:20
| Alison napisał/a: | Co tu dużo kryć. Z tego zdania po prostu jestem dumna :oops:
Krew mu w żyłach zawrzała wulkanicznie.
|
Zdanie mniammm
Aragonte - Sob 10 Mar, 2007 12:23
| Gosia napisał/a: | P.S. Soreczki, niechcacy wycielam ale udalo sie przywrocic Przez pomylke nacisnelam edytuj zamiast cytuj skruszona Gosia. |
No no, uważaj Takich wzruszeń bezbrzeżnych chciałaś nas pozbawić
Ali
Gosia - Sob 10 Mar, 2007 12:45
Siebie przede wszystkim bym pozbawila
To moj ulubiony temacik
Pisz, Ali, pisz!
Alison - Sob 10 Mar, 2007 12:46
No kobietki, są już następne trzy kawałki, ale będę Wam dozować, bo teraz już muszę dzieckami studentami się zająć i do poważniejszej pracy wrócić, jednak odświeża mię to niepomiernie, więc od pracy nad c.d. nie odstąpię czy się Wam to podobać będzie czy nie, gdyż pokłady grafomaństwa w sobie odkrywam głebokie jak Rów Maryjański
Rozpoczęła się walka o życie Stefci. Walka tak rozpaczliwa i zdawać by się mogło tak bezsensowna, jak próba wyrwania słońcu jego życiodajnego światła. A jednak Waldemar zdeterminowany na własnych barkach góry przenieść, gdy tylko tego wymagać będzie sytuacja, robił wszystko co w jego mocy, bo przywrócić ukochaną do zdrowia. Natychmiast wydał rozporządzenia, by posłano do Wiednia po największą sławę wśród doktorów zajmujących się leczeniem układu nerwowego i wszelkich przypadłości psychicznej natury. Doktor ów, początkowo oburzony perspektywą nagłej podróży do jakiegoś dalekiego zakątka tego dziwacznego kraju, którego wieki nawet na mapach nie było, usłyszawszy historię natychmiast spakował najpotrzebniejsze instrumenta i ruszył nieść pomoc potrzebującej dziewczynie. Na miejscu bezsilnie pokiwał głową, ale widząc głęboką jak ocean, rozpacz ordynata, oraz otrzymawszy zapewnienie o każdej żądanej zapłatcie, za uzdrowienie Stefci, podjął się tego, przekraczającego, jakby się zdawać mogło, ludzkie siły, zadania. Skontaktował się ze swoimi kolegami lekarzami z różnych ośrodków, rozsianych po całej Europie i nie tylko, poznanych na ostatnim kongresie paryskim i rozpoczął samotną, wspieraną tylko modlitwami bliskich Stefci, walkę o ten maleńki płomyczek życia, który tlił się jeszcze w jej umęczonym ciele.
Gosia - Sob 10 Mar, 2007 12:48
Wzruszylam sie okrutnie :cry:
Anonymous - Sob 10 Mar, 2007 13:26
ja drżę febrycznie ...
Marija - Sob 10 Mar, 2007 13:37
Złamałam się ze śmiechu jak źdźbło po przejściu bydła o prymitywnych potrzebach . Rewelacja!!!
Anaru - Sob 10 Mar, 2007 14:00
| Gosia napisał/a: | | Wzruszylam sie okrutnie :cry: |
Ja tez....
Alison, z wrazenia do stóp Ci padam,
...ciagu dalszego z niecierpliwoscia wielka wypatrujac, nadzieją na koniec jaki szczesliwy milosci golabków onych nieszczesnych miotana...
Alison - Sob 10 Mar, 2007 14:01
Oj nie wiecie Wy, nie wiecie jakiście szpunt z beczki pełnej niespełnionej potrzeby szczęśliwego zakończenia wybiły. Trudno darmo, drżyjcie dalej, znęcać się nad Wami będę tyranicznie
Liczne zabiegi, modlitwy wszystkich, którym Stefcia była droga, a było takich osób multum, jak zapracowanych mrówek w wielkim leśnym mrowisku, Opatrzność, która zawsze nad tą ponad wszelką miarę dobroci wielkiej osóbką czuwała, dopomogły przemóc chorobę i pewnego ranka, kiedy wszyscy nerwowo rzucając się w pościeli, usiłowali doczekać bladego świtu, by biec i dopytać się o zdrowie Stefci, doktor Eisenbach oznajmił czuwającemu bez chwili odpoczynku przy łożu chorej, Waldemarowi, upragnione przezeń słowa: Kryzys minął.
Waldemar przetarł oczy, spojrzał nie dowierzając, na spokojne oblicze Stefci, z którego znikły niezdrowe rumieńce, a zastąpił je ledwie cień różowy, jakby różanopalca bogini świtu musnęła jej policzki blaskiem wstającego poranka. Oddech do tej pory nierówny, dyszący dziś stał się miarowy, spokojny, ciepły, nie gorący jak trawiąca jej duszę gorączka. Waldi zamrugał oczyma, dopiero teraz uświadamiając sobie treść i wartość tego co usłyszał, rzucił się przed siebie tracąc zwykłe sobie opanowanie, łzy puściły się z jego ócz, jakby ktoś podniósł niewidzialną śluzę, wstrzymującą dotychczas ich przepełnione zbiorniki przed wylaniem. Chwycił oburącz dłoń zmęczonego tytaniczną pracą doktora i gniotąc ją nieprzytomnie, nie zdając sobie kompletnie sprawy jaki ból mu sprawia, dziękował mieszając w radosnym rozdygotaniu słowa polskie i niemieckie, który to język opanował w stopniu doskonałym, studiując dawniejszymi czasy w Halli.
Gosia - Sob 10 Mar, 2007 14:24
| Alison napisał/a: | Waldemar przetarł oczy, spojrzał nie dowierzając, na spokojne oblicze Stefci, z którego znikły niezdrowe rumieńce, a zastąpił je ledwie cień różowy, jakby różanopalca bogini świtu musnęła jej policzki blaskiem wstającego poranka.
| Dokladnie tak! Cala Mniszkowna!
| Cytat: | | Chwycił oburącz dłoń zmęczonego tytaniczną pracą doktora i gniotąc ją nieprzytomnie, nie zdając sobie kompletnie sprawy jaki ból mu sprawia, dziękował mieszając w radosnym rozdygotaniu słowa polskie i niemieckie, który to język opanował w stopniu doskonałym, studiując dawniejszymi czasy w Halli. |
Do nóg padam z ukontentowania wielkiego.
Bezmierna tesknota mnie ogarnia za ciągiem dalszym! I jak o zmilowanie o niego prosze!
|
|
|