Ekranizacje - Perswazje Persuasion (1995)
annmichelle - Nie 29 Sie, 2021 16:40
Mnie muzyka już tak nie dołuje, jak podczas pierwszych oglądań x lat temu, ale nadal myślę, że w kilku momentach mogła być bardziej pogodna.
Ale rozumiem zamysł artystyczny , więc niech będzie.
Natomiast włoskie pieśni w Bath - uuu, zawsze mam gęsią skórkę jak je słyszę.
I jeszcze, takie tam , z dedykacją dla tych forumowiczek, które pisały o brzydocie aktorów z tej ekranizacji.
Co za spojrzenie!
Trzykrotka - Pon 30 Sie, 2021 08:16
Jak weźmie się sumę uród wszystkich aktorów grających w tej ekranizacji i podzieli przez współczynnik "hipnotajzing" to i tak Ciaran wypada jak super model Co mu się bardzo chwali - jest bardzo męski, ma prostą, dumną postawę i wymowne oczy. I przede wszystkim, jak większość obsady w tej ekranizacji - umie grać.
Tamara - Pon 30 Sie, 2021 08:52
To prawda - postawę ma doskonałą, można uwierzyć bez trudu , że żołnierz ( w przeciwieństwie do posiadającego chomiczy zgryz Harville'a , no ale powiedzmy że on kulejący to inna sprawa, i kluskowatego obleśnego Benwicka ) i spojrzenie też niczego i zgadzam się , że pomijając urodę - aktorsko tam wszyscy są wspaniali.
annmichelle - Pon 30 Sie, 2021 09:27
Ja chyba jakaś inna jestem , bo naprawdę nie dostrzegam tego "braku urody" u aktorów.
Fakt, aktorki nie były umalowane wg dzisiejszych standardów serialowo-filmowych, ale dla mnie to jest właśnie na plus
Wiem, pisałam już o tym kiedyś, więc dorzucę cytat samej siebie :
| Cytat: | Brzydcy? A może po prostu zwyczajni? Jak ludzie, których mijamy na ulicy? Albo nawet mamy ich w domu lub naprzeciwko w lustrze?
Dla mnie nikt w tym filmie nie jest brzydki, może z wyjątkiem pani Smith i jej służącej lub Elizabeth, ale określiłabym je jako nieatrakcyjne, a nie brzydkie.
Natomiast reszta po ludzku zwyczajna: ktoś ma za długi nos, inny lekką nadwagę, piegi, nierówne zęby lub wąskie/szerokie usta.
Domyślam się, że dziś nikt nie zaryzykowałby obsady, która jest tak zwyczajna z wyglądu. Znak czasu, niestety. |
Tamara - Pon 30 Sie, 2021 10:01
To zależy od indywidualnych standardów estetycznych u mnie stopniowanie wyglądu przebiega tak : brzydki - zwyczajny/przeciętny/ - interesujący/zwracający uwagę - ładny/urodziwy - piękny , no i aktorzy z Perswazji z wyjątkiem nieszczęsnego Benwicka , który dla mnie jest zwyczajnie brzydki , mieszczą się w kategorii zwyczajny/przeciętny . Owszem, Ciaran się łapie do kategorii interesujący, nie przeczę
annmichelle - Pon 30 Sie, 2021 13:34
| Tamara napisał/a: | | mieszczą się w kategorii zwyczajny/przeciętny . |
Czyli tak jak większość z nas w prawdziwym życiu.
Dlatego ta ekranizacja jest życiowa i trochę jak w przypadku Jane Eyre pokazuje, że również "zwykli" ludzie przeżywają miłość i targają nimi namiętności. So true!
Oprócz tego, często obiektywnie przystojni mężczyźni, piękne kobiety dobrze prezentują się tylko na zdjęciach, a w życiu brak im osobistego uroku , błyskotliwości, spojrzenia j/w , INTELIGENCJI .
I co mi po pięknym mężczyźnie jak ma pusty wzrok cielęcia, nie potrafi się wysłowić lub plecie od rzeczy?
Nie to, że podobają mi się brzydale , bo nie , ale pomiędzy jest cały wachlarz ludzkich typów, które nie odstręczają wyglądem, a mają to "coś".
Trzykrotka - Wto 31 Sie, 2021 10:56
No i właśnie w tej przeciętności problem. Niektórzy bohaterowie Perswazji mają być urodziwi i ponadprzeciętni. Anna powinna na koniec jaśnieć odzyskaną urodą (tu się nie czepiam, Amanda Root w ostatnich scenach naprawdę wygląda promiennie i pięknie, lepiej niż w początkowych). Baronet jest tak przystojny, że zakochał się sam w sobie, Elżbieta jest piękna i wielokrotnie się o tym mówi. A już najprzystojniejszy - nie interesujący, nie najwyższy, tylko najprzystojniejszy, ma być kapitan Wenworth.
Ja już jestem nawrócona. Przykładam inną skalę urody do filmu, ktory uważam za wspaniały. Ale wiem, że niestety, jak zbytnia dojrzałość aktorów bywa przeszkodą w przyjęciu RiR Anga Lee, tak tutaj fizjonomie odrzucają nieprzygotowanych
Tamara - Wto 31 Sie, 2021 12:13
Wg mnie mogliby Elzbietę ładniejszą dać, bo jest zgryźliwa i niemiła na twarzy , a wiecznie zmarszczone brwi urody jej nie dodają. Nie mówiąc o tym, że wygląda staro i nawet ma opadające chomiki w niektórych ujęciach, czego jako żywo trzydziestolatki nie mają .
Co do zakochania się w sobie - tu akurat potrzebny jest odpowiedni charakter, niekoniecznie uroda ale fakt, że baronet jest określany jako bardzo urodziwy .
Tamara - Czw 21 Wrz, 2023 17:22
Pora powtórki się zbliża, a tu pogoda zupełnie nieadekwatna, słońce i ciepło
I marcepanów w sklepach nie ma
annmichelle - Czw 21 Wrz, 2023 17:30
U mnie 17 stopni, deszcz, pochmurno i marcepany są.
Ale narazie nie przewiduję powtórki.
Tamara - Czw 21 Wrz, 2023 19:31
U mnie dzis ponad 25 i bezchmurne słoneczne niebo , nie da rady .
Tamara - Wto 24 Paź, 2023 17:44
Powtórki na razie nie robiłam , marcepanów nadal brak , za to doszłam do wniosku, że żółty sorbet z początkowych scen to jednak będzie nei rokitnik, ale raczej ananas lub melon, nie sądzę, żeby kuchnia sir Waltera mogła się skalać tak pospolitą rośliną jak rokitnik, to dobre dla jakiejś pani Smith czy innej ubogiej wdowy, ale nie dla sir Waltera Elliota !
annmichelle - Wto 24 Paź, 2023 18:24
To jest zdecydowanie kolor rokitnika.
Dla mnie nie do pomylenia z żadnym innym w przypadku deserów opartych na naturalnych składnikach.
Z ananasa (bez dodania sztucznego barwnika) nigdy nie uzyskaliby wtedy takiego koloru. A zresztą gdzie tam ananas czy melon?
A rokitnik był (i jest) używany w kuchni na wybrzeżach, a Wlk. Brytania to cała jest takim wybrzeżem, jakby nie patrzeć.
Nie roztrzygniemy tego, więc ewentualna dyskusja byłaby jałowa.
Trzeba by zapytać twórców filmu "jaki owoc mieli na myśli". A jest to niemożliwe, więc pozostają nam domysły .
Annmichelle team Sanddorn (vel rokitnik).
P.S. Zresztą w tym deserze nie był ważny owoc, ale że państwo jedzą SORBET. Lody i wszelkie takie fikuśne desery to był wtedy przywilej arystokracji.
Tamara - Wto 24 Paź, 2023 18:59
Każdy przyzwoity dwór miał szklarnie, w których hodowano egzotyczne czytaj kontynentalne czy południowe roślinki nie będę sie upierać, ale dopuszczam anansa czy melona , a barwienie potraw było normą. Oczywiście wiem, że szło o sorbet, a z czego on , o to mniejsza nota bene ciekawa jestem jakim cudem oni mieli lód, skoro zimy tam były takie pluchowato-deszczowe.
Tak czy siak zakupiłam właśnie na allegro marcepany, bo marcepan Lindta w Universamie kosztuje 15 zł za sztukę, taki malutki 50-gramowy
W sumie taki sorbet mógł być nawet z żółtej marchwi, skoro robiono konfitury z marchwi to czemu nie sorbet
Tamara - Pią 03 Lis, 2023 16:06
No, na ten weekend zapowiada się pogoda Perswazyjna
annmichelle - Sob 04 Lis, 2023 11:49
Będziesz oglądać?
| Tamara napisał/a: | | nota bene ciekawa jestem jakim cudem oni mieli lód, skoro zimy tam były takie pluchowato-deszczowe. |
I tu się mylisz. Klimat Anglii w tamtym okresie (i wcześniejszym) był zdecydowanie chłodniejszy niż dzisiaj. Bywało, że w Londynie zamarzała Tamiza (!) i to na tyle, że urządzano na niej targi bożonarodzeniowe, czyli lód musiał być solidnie gruby.
A jak był lód to i mogli Anglicy robić to co Europejczycy w kwestii składowania go w a la ziemiankach do chłodzenia np. mięsa.
Z tego co kojarzę to w ok. 1814-15 roku była tam najzimniejsza zima od kilkudziesięciu lat.
Tak, ludzie w Europie (i Wlk. Brytanii, która nigdy nie utożsamiała się, że geograficznie do Europy należy ) między XVII a XIX wiekiem (okres uważany za szczególnie chłodny) nie mieli lekko jeśli chodzi o klimat i ówczesne możliwości ogrzania się.
Edit: poprawiłam literówki.
Admete - Nie 05 Lis, 2023 19:14
Rok 1816 był szczególnie zimny w Europie z powodu wybuchu wulkanu Tambora w Indonezji:
| Cytat: | Rok 1816 był określany jako "rok bez lata". Anomalie klimatyczne doprowadziły do obniżenia temperatury o ok. 3-4 stopnie Celsjusza i znacząco wpłynęły na życie mieszkańców półkuli północnej.
Najbardziej ekstremalna pogoda panowała wiosną i latem 1816 roku. Anomalie wystąpiły w niemal całej Europie (zwłaszcza na północy) i w południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych. W stanach Nowy Jork i Maine spadł śnieg, a w Connecticut odnotowano siarczyste mrozy. Intensywne opady śniegu zarejestrowano także w Kanadzie, głównie w Montrealu i Quebec City. |
https://www.national-geog...kanu-w-historii
annmichelle - Nie 05 Lis, 2023 22:33
Tak, to znany fakt.
Malarstwo Turnera opiera się na tej anomalii.
Ale miałam na myśli lata 1814-15, a nie 1816.
Ten "rok bez lata" (1816) dlatego był ciężki, bo we wcześniejszym roku była najmroźniejsza zima, która miała wpływ na rolnictwo, a rok 1816 z długimi przymrozkami dobił rolnictwo podwójnie.
No i jeszcze końcówka wojen napoleońskich.
Wyjątkowe ciężkie lata dla Europy: wojny wojnami, a tu jeszcze natura dobiła i to podwójnie (najpierw rekordowe zimy, a później brak ciepłego lata).
Tamara - Pon 06 Lis, 2023 18:02
| annmichelle napisał/a: | I tu się mylisz. Klimat Anglii w tamtym okresie (i wcześniejszym) był zdecydowanie chłodniejszy niż dzisiaj. Bywało, że w Londynie zamarzała Tamiza (!) i to na tyle, że urządzano na niej targi bożonarodzeniowe, czyli lód musiał być solidnie gruby.
A jak był lód to i mogli Anglicy robić to co Europejczycy w kwestii składowania go w a la ziemiankach do chłodzenia np. mięsa.
Z tego co kojarzę to w ok. 1814-15 roku była tam najzimniejsza zima od kilkudziesięciu lat. |
Tak, masz świętą rację , przecież to mała epoka lodowcowa widzicie do czego liczne covidy prowadzą , zupełna skleroza
| annmichelle napisał/a: | | Będziesz oglądać? |
Zamierzałam. I na zamiarach się skończyło, bo zamiary sobie, a rzeczywistość sobie
Tamara - Nie 05 Maj, 2024 21:17
Wreszcie zrobiłam powtórkę, rychło w czas, ale lepiej późno niż wcale no i coraz bardziej jestem w tej ekranizacji zakochana. doceniłam to, na co przedtem kręciłam nosem czyli powszechny brak urody makijaż naprawdę no make up - one wszystkie wyglądają jakby grama makijażu na sobie nie miały, mężczyźni zresztą też, realizm w tej wersji jest zachwycający
Z serii Spostrzeżenia Czepiaka - podczas spacerów na molo wydaje mi się, że na morzu przez chwilę widać całkowicie współczesną wojskową opancerzoną łódź typu korweta czy inne coś, z szarobłękitnej stali może to kuter patrolowy marynarki. Widać to tylko chwilę i niezbyt wyraźnie, ale widać Natomiast niestety na domku Harville'a mam wrażenie że są umocowane przewody elektryczne, podobnie jak na budynku dworca kolei warszawsko-wiedeńskiej, z której wysiada Wokulski
No i stały fragment gry czyli skok Luizy - znowu się całość nie składa, ponieważ w chwili skoku widać, że ona rzuca się na płask na dół, wobec czego powinna wylądować u podstawy mola, ale kiedy już leży, jest oddalona od mola o kilka metrów, więc nieźle się musiała wybić a przy takim wybiciu , gdyby nawet Wentworth próbował ją złapać, prawdopodobnie jej impet by i jego przewrócił, i nie Luiza miałaby rozbitą głowę, a on, i to znacznie gorzej, bo rąbnąłby potylicą i cała historia skończyłaby się przedwcześnie
Tak czy siak ten film to perła. jak teraz oceniam muzyka jest absolutnie idealnie dobrana, a przez swoją melancholię, brak gwałtownych zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń poza Luizą
przez pokazanie zwyczajnej codzienności, działa jak wspaniały środek uspokajający i relaksujący.
Zastanawia mnie tylko jedno - kiedy państwo Musgrove dostali wiadomość o wypadku Luizy i ruszyli w nocy do Lyme, nie spotkali Karola, który przybył rano, żeby oznajmić, że odzyskała przytomność. Sieć dróg chyba nie była specjalnie rozwinięta, więc i oni i on musieli jechać tym samym traktem, jakim cudem się po drodze nie zobaczyli ?
annmichelle - Nie 05 Maj, 2024 22:33
| Tamara napisał/a: | | Tak czy siak ten film to perła. |
Nic dodać nic ująć.
| Tamara napisał/a: | | Zastanawia mnie tylko jedno - kiedy państwo Musgrove dostali wiadomość o wypadku Luizy i ruszyli w nocy do Lyme, nie spotkali Karola, który przybył rano, żeby oznajmić, że odzyskała przytomność. Sieć dróg chyba nie była specjalnie rozwinięta, więc i oni i on musieli jechać tym samym traktem, jakim cudem się po drodze nie zobaczyli ? |
Nie kojarzę tego momentu, ale mogli się rozminąć, nawet jeśli założymy, że jechali tą samą trasą. Wystarczyło, że jedno z nich zatrzymało się na odpoczynek/posiłek/nocleg w jakimś zajeździe, a drugie pojechało dalej.
Tamara - Pon 06 Maj, 2024 09:56
To jest moment, gdy Anna z Wentworthem i Henriettą nocą zawożą wiadomość do Musgrove/ów, robi sie rejwach, pakują się i wyjeżdżają wszyscy, a Anna zostaje w opustoszałym domu a rano wpada przemoknięty Karol, który przyjechał konno i woła matkę, że Luiza sie ocknęła i będzie żyć. To nie była długa trasa, po drodze popasu nie było , na dodatek i on i oni bardzo się spieszyli, więc tym bardziej nigdzie nie stawali. Nie pamiętam dokładnie czy gdzieś było podane ile jest od Musgrove'ów do Lyme, ale zdaje mi się, że jakoś kilkanaście mil - siedemnaście ?, z całą pewnością poniżej 30 km, więc trasa bez popasu i zmiany koni. Skoro pan Frank Churchill potrafił jednego dnia obrócić 16 mil do Londynu do fryzjera i z powrotem, nie była to wielka odległość.
annmichelle - Pon 06 Maj, 2024 20:46
Nie lubię spekulować, skoro nie wiemy jaka była odległość.
Frank Churchill jechał "w siodle", więc to zupełnie inny rodzaj podróży niż powóz z paniami. 20-30 mil to w tamtych czasach dla dam była już wyprawa, więc nie zdziwię się gdy zatrzymały się "na siku" lub posiłek. To w końcu delikatne damy, a nie jakiś jadący wierzchem młodzian.
Jak najbardziej mogę uwierzyć, że rozminęli się z Charlesem, w końcu to nie jest odległość 2 mil.
Tamara - Pon 06 Maj, 2024 22:14
Najpierw widać jak Luiza rzuca się na płask w dół, a poyem jak leży kilka metrów od mola - a to za nisko, żeby ją znioslo
Sprawdziłam , z Uppercross do Lyme było 17 mil czyli jakieś 23 km, sądzę że to mogło być ze dwie godziny drogi, przy szybkich koniach pewnie mniej. Zaś pani Musgrove śpieszącej się do dziecka raczej o delikatność nie należy posądzać
annmichelle - Pon 06 Maj, 2024 22:31
Tamara, ale nie wiem z czym masz problem.
No minęli się i już.
Zdarza się, czasem ludzie miną się na przestrzeni 200 metrów w dzień i się nie widzą, a co dopiero na przestrzeni iluś tam kilomentrów, tym bardziej biorąc pod uwagę, że była noc (drogi nic nie oświetlało) i każde pędziło w inną stronę, nie patrząc kogo (ewentualnie) mijają, bo jak sama napisałaś - matka pędziła do rannej córki.
Myślę, że jednak nie wyminęli się w drodze, tylko np. już w samym Lyme lub w innej miejscowości lub jak przypuszczałam - jedno zrobiło sobie postój.
Nie pamiętam, jak to już było w powieści, ale nie widzę w tym żadnego niedopatrzenia twórców.
Upadku Luizy już nie komentuję z zasady.
|
|
|