Ekranizacje - Duma i uprzedzenie (1995)
Ulka - Sob 29 Mar, 2008 00:14
| fanturia napisał/a: | | Żeby tylko spojrzenia.... |
żeby tylko litościwe....
Beti** - Sob 29 Mar, 2008 09:23
| lady_kasiek napisał/a: | | na pewno nawet a alkowie unosił się duch lady C, co ona myśłi, i jak jej zdanie powinno wszystko wyglądać |
Interesujące podejście do "sprawy"
Apropo umuzykalnienia rodziny Benetów: pomyślcie, co by to było gdyby pięć córek uczyło się grać i śpiewać jednocześnie wspólczuje panu Benetowi
Anonymous - Sob 29 Mar, 2008 10:52
ale w innych domach dawano sobie radę z edukacją muzyczną...
A Pan Bennet, mimo, że to fajna postać nie miał wychowawczego podejćia do dzieci
nicol81 - Sob 29 Mar, 2008 11:05
| Ulka napisał/a: | | fanturia napisał/a: | | Żeby tylko spojrzenia.... |
żeby tylko litościwe.... |
W dodatku nigdzie nie jest powiedziane, że bracia by ją wzięli na ten garnuszek.... Ich żony mogły wcale nie chcieć jej tolerować w swoich domach...
Jak się tak popatrzy, to lady Katarzyna nie wydaje się taką złą alternatywą...Zresztą to tylko do śmierci pana Benneta, później przecież za nimi do Loungbourn nie pojedzie
fanturia - Sob 29 Mar, 2008 11:13
| nicol81 napisał/a: | | Ulka napisał/a: | | fanturia napisał/a: | | Żeby tylko spojrzenia.... |
żeby tylko litościwe.... |
W dodatku nigdzie nie jest powiedziane, że bracia by ją wzięli na ten garnuszek.... Ich żony mogły wcale nie chcieć jej tolerować w swoich domach...
Jak się tak popatrzy, to lady Katarzyna nie wydaje się taką złą alternatywą... |
Raczej by wzięli. Kwestia "co ludzie powiedzą". Inna sprawa, to traktowanie przez bratowe - los Fanny Price mógłby być do pozazdroszczenia.
Anonymous - Sob 29 Mar, 2008 11:14
| nicol81 napisał/a: | | dodatku nigdzie nie jest powiedziane, że bracia by ją wzięli na ten garnuszek |
chyba by jej nie wypędzili, to byłoby bardzo źle postrzegane. Nawet fanny Dashwood nie wygoniła by matki z córkami, chyba to one wolały mieszkać z daleka od niej
nicol81 - Sob 29 Mar, 2008 11:56
| Trzykrotka napisał/a: | | Moim zdaniem (nicol, od razu mówię, ze to MOJA interpretacja i nie chce mi się jej rozbierać na czynniki pierwsze, bo mi to psuje odbiór ulubionej książki i filmu) zasadniczą sprawą jest tu może mało eksponowany fakt, że Mary jest osobą nie tylko bez urody, ale i bez wyraźnych talentów. Ponieważ jak każda z jej otoczenia chce wyjść za mąż (JA mówi wyraźnie, ze patrzy przychylnym okiem na pastora Collinsa), więc musi sobie jakieś "talenta" wypracować. |
Ja się z tym zgadzam całkowicie.
I czy dziewczyna, która ma świadomość, że musi wypracować zdolności z braku urody, tak rąbałaby w klawisze? Wsześniej była mowa, że gra, jak uczennica szkoły muzycznej, która nie ma szans na przejście do następnej klasy | Trzykrotka napisał/a: | | Jak w krótkim dziele filmowym, w którym Mary jest postacią dalekoplanową, pokazać sytuację: ona ma technikę, ale żadnego polotu i ludzie nie lubią jej słuchać |
Ja bym nie nazwała tego krótkim dziełem filmowym, to 300 min., więcej niż jakakolwiek DiU. Zdolny scenarzysta znalazłby jakiś środek wyrazu, chociażby komentarz narratora dot. gry Mary wsadziłby w dialog, np. między Lizzy i Charlottą, czy Lizzy i ojcem.
| Trzykrotka napisał/a: | | Elżbieta (prawdopodobnie) ma większy wrodzony talent do muzyki. |
Nie wiem, skąd się bierze przekonanie o talencie Lizzy. Mnie właśnie w DiU zachwyca to, ze książkowa Lizzy nie jest ani pięknością, ani zdolną pianistką, ani utalentowaną amazonką. Dlatego przeciętna gra Lizzie według Joe Wrighta bardziej mi się podobała niż recital w Pemberley, gdzie Lizzie oczarowuje gości grą i śpiewem
Aragonte - Sob 29 Mar, 2008 12:05
| nicol81 napisał/a: | | Ja bym nie nazwała tego krótkim dziełem filmowym, to 300 min., więcej niż jakakolwiek DiU. Zdolny scenarzysta znalazłby jakiś środek wyrazu, chociażby komentarz narratora dot. gry Mary wsadziłby w dialog, np. między Lizzy i Charlottą, czy Lizzy i ojcem. |
Czy zacytowane zdanie oznacza, że nie uważasz Daviesa za "zdolnego scenarzystę"?
Uważam, że przesadzasz, Nicol
| nicol81 napisał/a: | Nie wiem, skąd się bierze przekonanie o talencie Lizzy. Mnie właśnie w DiU zachwyca to, ze książkowa Lizzy nie jest ani pięknością, ani zdolną pianistką, ani utalentowaną amazonką. Dlatego przeciętna gra Lizzie według Joe Wrighta bardziej mi się podobała niż recital w Pemberley, gdzie Lizzie oczarowuje gości grą i śpiewem |
No nie wiem, czy "przeciętna gra" jest równoznaczna z nietrafianiem w klawisze, o czym wspominała Trzykrotka
Dyskusja dyskusją, miło jest powymieniać sobie wrażenia z filmu czy książki, ale powiem szczerze: śmieszy mnie traktowanie DiU (książki) jak czegoś w rodzaju Biblii. Kurrrrka wodna, film rządzi się innymi prawami i nie jest odwzorowaniem książki, tylko rodzajem interpretacji, a jego twórca może zinterpretować książkę, jak mu się żywnie podoba. Jego prawo. Naturalnie efekt finalny może nie przypaść do gustu czytelniczkom, ale to już ryzyko zawodowe. DiU 1995 jako całość zupełnie mnie zadowala, a jeśli ma usterki, to cóż - niech tu podniesie rękę ktoś, kto nie ma wad
Tamara - Sob 29 Mar, 2008 14:00
Nicol , ja nie napisałam , że ona gra jak uczennica szkoły muzycznej , tylko że w szkole nie przeszłaby do następnej klasy (gdyby ze swoimi umiejętnościami jakimś cudem tam się znalazła i ktoś zechciałby ją ocenić), jej najprawdopodobniej do szkoły muzycznej w ogóle by nie przyjęto .
I nikt nie twierdzi , że Lizzy miała talent , tylko że jej gra aczkolwiek gorsza technicznie czyli np. grała wolniej i łatwiejsze utwory , była milsza dla ucha niż gra Mary . Zauważ ,że Mary biegle i z pamięci gra tylko tańce czyli rzeczy bardzo proste a gra je biegle również dlatego , że gra je często , zmuszana przez siostry . Gdy chce popisać się czymś trudniejszym , gapi się w nuty jak sroka w gnat i ledwo gra . Umie odtworzyć zapis nutowy i NIC WIĘCEJ . Jak pisałam wcześniej , umiejętność ta jest podstawą gry , ale o jakości gry decyduje sposób interpretacji , a to przerastało umiejętności Mary , podobnie , jak nauczenie się czegoś trudniejszego na pamięć (też wymaganie podstawowe wobec muzyków).
nicol81 - Sob 29 Mar, 2008 23:03
| Tamara napisał/a: | Nicol , ja nie napisałam , że ona gra jak uczennica szkoły muzycznej , tylko że w szkole nie przeszłaby do następnej klasy (gdyby ze swoimi umiejętnościami jakimś cudem tam się znalazła i ktoś zechciałby ją ocenić), jej najprawdopodobniej do szkoły muzycznej w ogóle by nie przyjęto .
I nikt nie twierdzi , że Lizzy miała talent , tylko że jej gra aczkolwiek gorsza technicznie czyli np. grała wolniej i łatwiejsze utwory , była milsza dla ucha niż gra Mary . Zauważ ,że Mary biegle i z pamięci gra tylko tańce czyli rzeczy bardzo proste a gra je biegle również dlatego , że gra je często , zmuszana przez siostry . Gdy chce popisać się czymś trudniejszym , gapi się w nuty jak sroka w gnat i ledwo gra . Umie odtworzyć zapis nutowy i NIC WIĘCEJ . Jak pisałam wcześniej , umiejętność ta jest podstawą gry , ale o jakości gry decyduje sposób interpretacji , a to przerastało umiejętności Mary , podobnie , jak nauczenie się czegoś trudniejszego na pamięć (też wymaganie podstawowe wobec muzyków). |
Przepraszam za niewłaściwe przedstawienie twoich słów, ale to tym bardziej zgadza się z tym, co mówię. Jeśli dziewczyna ćwiczy grę, bo to jej jedyny atut na rynku małżeńskim a później pokazuje się w filmie, że ledwo gra i tak, że jej by nie przyjęli do szkoły muzycznej, to chyba coś jest nie tak...To, że gapi się w nuty jak sroka w gnat i ledwo gra to filmowa Mary, z ksiązki tego nie pamiętam...
nicol81 - Sob 29 Mar, 2008 23:06
| Aragonte napisał/a: | | Czy zacytowane zdanie oznacza, że nie uważasz Daviesa za "zdolnego scenarzystę"? |
Myślę, że za czasów DiU był zaledwie dostateczny, ale się facet wyrabia i już w RiR 2008 widać rękę artysty... Jak tak dalej się będzie rozwijał, to za 12 lat się nie da przyczepić.
Trzykrotka - Sob 29 Mar, 2008 23:30
Ten temat co prawda mnie znużył już ze dwie strony temu, ale się mimo woli nad nim zastanowiłam. I tak sobie myślę: czy naprawdę poprawiało pozycję dziewczyny na rynku małżeńskim to, że grała jak wirtuoz? Nie miała posagu była nieładna, ale zasiadała do fortepianu, płynęły pierwsze takty i od razu kandydaci ustawiali sie w kolejce? Nawet załóżmy, że jakiś przyszły mąż chciałby mieć w domu taki żywy odtwarzacz CD - poleciałby na nią dlatego, że gra lepiej niż pięć innych panien, w tym jej siostra Elizabeth?
Wydaje mi się, ze Mary nie miała za grosz talentu do muzyki, a zajęła się nią, a nie malowaniem na porcelanie czy tam czymś w tym stylu dlatego, że muzyka była sztuką publiczną i na spotkaniach towarzyskich zastępowała niezgrabnym pannom taniec. Ładne i zgrabne pokazywały się w tańcu, inne mogły zaistnieć pokazując sie przy fortepianie. Chyba nie miało znaczenia, czy umieją to robić czy nie. Mary sama, bez nauczyciela, bez specjanych zdolności, grała akurat tak, jak potrafiła.
Lizzy 2005 z tym, co pokazała w salonie w Rosings, nie mogłaby w ogóle powiedzieć, ze umie grać. JA wyraźnie pisze, ze jej gra sprawiała słuchaczom przyjemność, choć była nieświetna: ręka w górę ci, którym ta "gra" sprawiła coś więcej ponad ciarki na grzbiecie.
Aragonte - Nie 30 Mar, 2008 00:27
| nicol81 napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | Czy zacytowane zdanie oznacza, że nie uważasz Daviesa za "zdolnego scenarzystę"? |
Myślę, że za czasów DiU był zaledwie dostateczny, ale się facet wyrabia i już w RiR 2008 widać rękę artysty... Jak tak dalej się będzie rozwijał, to za 12 lat się nie da przyczepić. |
Jak dobrze, że nie obowiązuje ujednolicanie poglądów Ja uważam, że za czasów "DiU" był dobry, a w "RiR" jeszcze się wyrobił, choć w każdym z przypadków można dopatrzeć się jakichś usterek Ale dla mnie np. usterką jest to, że w tej "DiU" troszkę brakuje dynamiki w porównaniu z "RiR" i serial jest bardziej statyczny. Mało mnie obchodzą szczegóły, które stają się znaczące dopiero przy bardzo starannym wczytaniu się w tekst - i to oryginału, który nie dla każdego jest dostępny (dla mnie nie jest).
No cóż, żebym choć miała poczucie, że scenariusz mojego pióra byłby lepszy niż ten Daviesa, to może pozwoliłabym sobie na większe czepialstwo, ale ponieważ nie mam o sobie aż tak wysokiego mniemania, to wolę docenić to, co jest niezłe czy wręcz dobre, i tyle.
Jakoś preferuję tego rodzaju postawę - i w życiu, i przed telewizorem
Tamara - Nie 30 Mar, 2008 16:59
Przecież w książce własny ojciec odgonił Mary od fortepianu , żeby dłużej się nie kompromitowała , popisując się brakiem umiejętności , to chyba o czymś świadczy
nicol81 - Nie 30 Mar, 2008 21:21
| Trzykrotka napisał/a: | | Ten temat co prawda mnie znużył już ze dwie strony temu, ale się mimo woli nad nim zastanowiłam. I tak sobie myślę: czy naprawdę poprawiało pozycję dziewczyny na rynku małżeńskim to, że grała jak wirtuoz? Nie miała posagu była nieładna, ale zasiadała do fortepianu, płynęły pierwsze takty i od razu kandydaci ustawiali sie w kolejce? Nawet załóżmy, że jakiś przyszły mąż chciałby mieć w domu taki żywy odtwarzacz CD - poleciałby na nią dlatego, że gra lepiej niż pięć innych panien, w tym jej siostra Elizabeth? |
Nie chodzi o to, by mieć w domu żywy odtwarzacz CD- bo i tak kobiety rzucały to często po wyjściu za mąż- jak Natasza Rostowa i Lady Middleton. Tu chodzi o zaprezentowanie się korzystne, zwłaszcza jak się nie ma innych atutów. Czy to mniej racjonalne, niż małżeństwo dla urody?
| Trzykrotka napisał/a: | | Wydaje mi się, ze Mary nie miała za grosz talentu do muzyki, a zajęła się nią, a nie malowaniem na porcelanie czy tam czymś w tym stylu dlatego, że muzyka była sztuką publiczną i na spotkaniach towarzyskich zastępowała niezgrabnym pannom taniec. Ładne i zgrabne pokazywały się w tańcu, inne mogły zaistnieć pokazując sie przy fortepianie. Chyba nie miało znaczenia, czy umieją to robić czy nie. Mary sama, bez nauczyciela, bez specjanych zdolności, grała akurat tak, jak potrafiła. |
Mary mogła mieć wcześniej nauczyciela...Elżbieta mówiła lady Catherine, że miały nauczycieli.
A może też muzykę wybrała, że po nauczeniu się jednego utworu można go wykonywać wielokrotnie- a jedną filiżanke, obrazek czy serwetkę pokaże się, zachwycą się i po ptakach...
Gunia - Nie 30 Mar, 2008 21:30
| nicol81 napisał/a: | | Nie chodzi o to, by mieć w domu żywy odtwarzacz CD- bo i tak kobiety rzucały to często po wyjściu za mąż- jak Natasza Rostowa i Lady Middleton. Tu chodzi o zaprezentowanie się korzystne, zwłaszcza jak się nie ma innych atutów. Czy to mniej racjonalne, niż małżeństwo dla urody? |
Tak.
Pociąg do ładnych ludzi jest uwarunkowany genetycznie, ponieważ widząc taką osobę odbieramy instynktowny przekaz pt. "To ktoś o dobrych genach, kto mógłby zapewnić potomkom pożądane cechy". A wymuszony talent muzyczny co ma nam przekazywać świadomie czy nie?
nicol81 - Nie 30 Mar, 2008 22:35
Pociąg do ładnych ludzi jest uwarunkowany społecznie i kulturowo. Tak jak i umiejętności muzycznych.
A umiejętności muzyczne są chyba łatwiejsze do wyprcowania niż malarskie czy manualne jak się nie ma do niczego talentu...
Beti** - Pon 31 Mar, 2008 15:20
| Mag13 napisał/a: | Tak sobie czytam.....
Przez 13 lat pod moim mieszkaniem pewne dziecko, a potem drugie, przerabiało kurs podstawowej szkoły muzycznej...
Kto tego nie doświadczył, nie wie, czym może być pianino w ręku 9-latka!
Może więc lepiej, że dziś nie każdy musi umieć grać? |
W bloku obok mnie chłopak uczy się grać na trąbce.
Zimą to jeszcze idzie wytrzymać, ale latem horror.
Wiecie co, zastanawiam się nad tymi zdolnościami i nauką. To często nie idzie w parze.
A w czasach JA kobieta powinna umieć grać, śpiewać...z resztą to były wtedy jedyne rozrywki, ona grała i śpiewała, a pozostali słuchali.
Koszmar, szczególnie w przypadku beztaleńcia.
Co innego na szczęście mamy teraz....hihihihihi
Ulka - Pon 31 Mar, 2008 16:23
Wszystkie umiejętności damy oraz jej stan umysłowy świetnie opisują panna Bingley i pan Darcy
Tamara - Pon 31 Mar, 2008 17:34
| nicol81 napisał/a: |
A umiejętności muzyczne są chyba łatwiejsze do wyprcowania niż malarskie czy manualne jak się nie ma do niczego talentu... |
I tu się mylisz . Umiejętności muzyczne wcale nie są łatwiejsze do wypracowania niż malarskie czy manualne , czego dowodem jest ,że w każdej podstawówce są zajęcia z plastyki i robót , a do uczenia muzyki przystępuje sie w specjalnych szkołach już od dziecka , a nie na studiach jak np. ASP .Malować może każdy (no - prawie) , szyć można też nauczyć każdego , ale jeżeli nie masz wrodzonej muzykalności połączonej z poczuciem rytmu , dobrą koordynacją ruchową i koordynacją oko - ręka tudzież umiejętnością wykonywania każdą ręką innych czynności - nic z tego nie będzie . Tego nie da się wypracować , z tym trzeba się urodzić .
Owszem , można robić to co Mary czyli bębnić w klawisze ku utrapieniu bliźnich , ale po pierwsze - wszyscy uciekną z krzykiem , a po drugie - takie "wypracowanie" sobie umiejętności jest możliwe tylko na fortepianie , żaden inny instrument do tego się nie nadaje , jak się nie ma talentu .
Aragonte - Pon 31 Mar, 2008 17:57
| nicol81 napisał/a: | | Pociąg do ładnych ludzi jest uwarunkowany społecznie i kulturowo. Tak jak i umiejętności muzycznych. |
Eee... mogłabyś jakoś rozwinąć ten pierwszy wniosek?
Dopytuję się, bo "pociąg" jako taki to dla mnie głownie "chemia" i jak to już pisała któraś z dziewczyn; to, że ktoś ma np. regularne rysy, ładne i zdrowe zęby i błyszczące długie włosy można odebrać jako oznakę tego, że dana osoba jest zdrowa i ma niezłe geny, ale taki komunikat (w sensie oceny genów) jest wysyłany i odebrany nieświadomie. Czy chodzi Ci o to, że zdarzało się np. utożsamienie Piękna i Dobra i to ono nam rzutuje na wybór partnera?
Tak czy siak zgrzyta mi to upodobanie do ludzkiej urody zestawione z upodobaniem do muzyki. Jak dla mnie to zupełnie inne kategorie, bo jedna jest, powiedziałabym, biologiczna, a druga właśnie należy do kultury.
Ale mogę się mylić
| nicol81 napisał/a: | A umiejętności muzyczne są chyba łatwiejsze do wyprcowania niż malarskie czy manualne jak się nie ma do niczego talentu... |
Oj, myślę, że jest dokładnie odwrotnie muzyka wymaga czegoś więcej niż tylko techniki, wymaga talentu. Właśnie ona go wymaga, bo odbiorca poświęca jej znacznie więcej czasu. Ile by patrzył na krzywy haft czy kiczowaty obrazek? Dwie sekundy? Słuchać, jak ktoś bębni w klawisze, należało jednak znacznie dłużej...
Zaznaczam: piszę to jako osoba, która na żadnym instrumencie nie umie zagrać, bo ani nie ma talentu, ani nie chce jej się ćwiczyć, jak Elżbiecie
Anonymous - Pon 31 Mar, 2008 19:31
ja miałam muzykę w podstawówce a nie uczą gry bo to technicznie byłoby trudne, liczba instrumentów, w miarę indywidualne podejście. a skomplikowanych robótek też nie uczą w szkole bo to też trzeba pokazywać z bliska, pomagać podpowiadać.
Tamara - Pon 31 Mar, 2008 19:57
Gry nie uczą bo tego można nauczyć tylko w określonych warunkach , stworzonych w szkole muzycznej , tzn . najpierw egzamin wstępny , czy w ogóle delikwent się nadaje , potem ileś godzin tygodniowo przedmiotów ogólnie umuzykalniających teoretycznych i praktycznych i do tego dwa razy w tygodniu indywidualne lekcje instrumentu , jednego lub dwóch ( gdy instrumentem głównym nie jest fortepian tylko coś innego - wtedy masz jako drugi instrument dodatkowy , ale obowiązkowy - właśnie fortepian ) . I też odrabia się lekcje z przedmiotów muzycznych
A robić na drutach i szydełkować - oczywiście podstaw - nauczyłam się właśnie na robotach w szkole . Inna rzecz , że było to dawno...I pamiętam tez ,że zaczęła nas pani od robót uczyć teneryfek , ale był koniec roku i nic z tego nie wyszło .
Mag , widać za rzadko próbujesz te guziki przyszywać - pamiętaj ,że trening czyni mistrza ! Ja też tak miałam , dalej przyszywania guzików nie lubię , ale jak mus to mus - jak trza , to się przyszywa
fanturia - Pon 31 Mar, 2008 22:25
| Tamara napisał/a: | | nicol81 napisał/a: |
A umiejętności muzyczne są chyba łatwiejsze do wyprcowania niż malarskie czy manualne jak się nie ma do niczego talentu... |
I tu się mylisz . Umiejętności muzyczne wcale nie są łatwiejsze do wypracowania niż malarskie czy manualne , czego dowodem jest ,że w każdej podstawówce są zajęcia z plastyki i robót , a do uczenia muzyki przystępuje sie w specjalnych szkołach już od dziecka , a nie na studiach jak np. ASP .Malować może każdy (no - prawie) , szyć można też nauczyć każdego , ale jeżeli nie masz wrodzonej muzykalności połączonej z poczuciem rytmu , dobrą koordynacją ruchową i koordynacją oko - ręka tudzież umiejętnością wykonywania każdą ręką innych czynności - nic z tego nie będzie . Tego nie da się wypracować , z tym trzeba się urodzić .
Owszem , można robić to co Mary czyli bębnić w klawisze ku utrapieniu bliźnich , ale po pierwsze - wszyscy uciekną z krzykiem , a po drugie - takie "wypracowanie" sobie umiejętności jest możliwe tylko na fortepianie , żaden inny instrument do tego się nie nadaje , jak się nie ma talentu . |
Dziwne... Ja i w podstawówce (bardzo dawno) i w liceum (dość dawno) miałam obowiązkowe zaliczanie na ocenę granie jakiegoś tam utworu na flecie. Szkoły muzyczne ani nawet mocniej z muzyką to nie były. "Malowanie" wyuczone prze osobę pozbawioną talentu spokojnie można porównać do mechanicznego bębnienia w klawisze.
nicol81 - Pon 31 Mar, 2008 22:27
| Aragonte napisał/a: | opytuję się, bo "pociąg" jako taki to dla mnie głownie "chemia" i jak to już pisała któraś z dziewczyn; to, że ktoś ma np. regularne rysy, ładne i zdrowe zęby i błyszczące długie włosy można odebrać jako oznakę tego, że dana osoba jest zdrowa i ma niezłe geny, ale taki komunikat (w sensie oceny genów) jest wysyłany i odebrany nieświadomie. Czy chodzi Ci o to, że zdarzało się np. utożsamienie Piękna i Dobra i to ono nam rzutuje na wybór partnera?
Tak czy siak zgrzyta mi to upodobanie do ludzkiej urody zestawione z upodobaniem do muzyki. Jak dla mnie to zupełnie inne kategorie, bo jedna jest, powiedziałabym, biologiczna, a druga właśnie należy do kultury. |
Dla mnie obie kategorie należą do kultury. Oznaki zdrowia, jak mówisz, ładne i zdrowe zęby i błyszczące włosy rzeczywiście są powszechnie oceniane pozytywnie i można je traktować w kategoriach biologicznych. Ale juz to, czy podobają nam się długie włosy, czy krótkie, i to u mężczyzn i kobiet, nie jest wyznaczone przez biologię. Tak samo, niektórzy nie lubią idelnie regularnych rysów, uważając je za banalne. Same oznaki zdrowia, nie świadczą, że widzimy kogoś jako atrakcyjnego.
|
|
|