North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Caroline - Czw 22 Cze, 2006 21:08
Teraz już wiem, co muszę robić częściej, żeby dostać takie wyznania
Trzykrotka - Czw 22 Cze, 2006 21:14
Oj, robi się gorąco, adekwatnie do temperatury za oknem!
Biedna Margaret chyba widzi się już zhańbioną na wieki przez podejrzane kontakty z tajemniczym kochankiem, pokutuje za wszytskie męki jakich Jaś przez nią zazanł.
Az mi jej żal. Jak długo można być najsilniejszą w stadzie? - znaczy - w rodzinie?
Alison - bez Ciebie jak bez matki, witaj z powrotem :grin:
dzięki Wam obu za dwa ciacha z malinami. Pycha!
ewelinka - Czw 22 Cze, 2006 22:56
No nie mogę doczekać się jutra biedny John jestem strasznie ciekawa jak zareaguje.No cóż muszę uzbroić się w cierpliwość. Ciężko będzie oj ciężko...
basiek - Pią 23 Cze, 2006 07:15
Carol , zakończyć w takim momecie?
Wszystkie skręcamy się z ciekawosci i niecierpliwości. :cry:
Biedna margolcia,oj biedna.
Aga85 - Pią 23 Cze, 2006 10:50
Carol, kiedy ciacho?! Ja tu już nie moge się doczekac. Alisonek źle Cię chowa... przerywac nam w takim momencie... jak tak można?! :cry:
KIKA - Pią 23 Cze, 2006 11:38
Przecudny fragment.... zakończony zaskakująco.... chyba zaczynam przeceniać swoją cierpliwość w tym temacie....
dziewczynki bardzo Wam dziękuję za te piękne fragmenty.....
Margaret jest strasznie przygnębiona tymi wszystkimi wydarzeniami, które ją dotknęły .... podziwiam ją, za to, że mimo wszystko potrafi się pozbierać... jest bardzo silna... a zarazem taka delikatna.... dwie sprzeczności...
czekam na ciąg dalszy...
Alison - Pią 23 Cze, 2006 13:51
| Aga85 napisał/a: | Carol, kiedy ciacho?! Ja tu już nie moge się doczekac. Alisonek źle Cię chowa... przerywac nam w takim momencie... jak tak można?! :cry: |
Tak trzeba!!! Czytelnika należy rozgrzewać do czerwoności!!!
Carol tak trzymać! Ja Mum Ci to mówię
Aga85 - Pią 23 Cze, 2006 14:05
| Alison napisał/a: | Tak trzeba!!! Czytelnika należy rozgrzewać do czerwoności!!!
Carol tak trzymać! Ja Mum Ci to mówię |
Alisonku drogi, ja to wiem... ale to naprawdę strasznie ciężko wytrzymac, zwłaszcza jeśli tak jak ja nie grzeszy się cierpliwością...
Ali, a poza tym założę się, że śpiewałabyś inaczej, gdybyś była na naszym miejscu i nie wiedziała co będzie dalej, ech... ale ty już wiesz... a my bidule na samą myśl o reakcji Jaśka palpitacji serca dostajemy .
Gosia - Pią 23 Cze, 2006 14:15
Dziewczynki, tylko sie nie rozczarujcie, bo oni nie pogadaja niestety, jak sie zdazylam zorientowac...
No w kazdym razie nie tak od razu
dodam fotki, bo ich zabraklo wczesniej:
Gosia - Pią 23 Cze, 2006 15:03
A to a propos dzisiejszego odcinka:
Thornton w dzielnicy biedy:
w domu Higginsa:
Moja ukochana fotka:
Aga85 - Pią 23 Cze, 2006 15:13
Dzięki Gosieńko za fotki . Mnie szczególnie podoba się ta trzecia w dzielnicy biedy i ta ostatnia (co i Tobie ).
Alison - Pią 23 Cze, 2006 17:04
| Gosia napisał/a: | Dziewczynki, tylko sie nie rozczarujcie, bo oni nie pogadaja niestety, jak sie zdazylam zorientowac...
No w kazdym razie nie tak od razu
dodam fotki, bo ich zabraklo wczesniej:
Obrazek[/URL] |
Gosiałku, jak ja uwielbiam ten jego gest jak tak sobie dłoń podstawia pod usta po wyjściu Higginsa i dowiedzeniu się, że Kola przyszedł z powodu prośby Margaret. Dziękuski
Alison - Pią 23 Cze, 2006 17:06
| Aga85 napisał/a: | Ali, a poza tym założę się, że śpiewałabyś inaczej, gdybyś była na naszym miejscu i nie wiedziała co będzie dalej, ech... ale ty już wiesz... a my bidule na samą myśl o reakcji Jaśka palpitacji serca dostajemy . |
No wiem, kochana, wiem, ale powiedz czyż to nie przyjemne palpitacyjki?
Zresztą Jasiek nic miłego Margolce nie powie, właściwie to przykrość jej zrobi i tak samą sobie zostawi na drodze, więc nie depresjonujcie się tak.
Ups! Obniżyłam chyba napięcie sorki :oops:
Aga85 - Pią 23 Cze, 2006 17:51
| Alison napisał/a: | No wiem, kochana, wiem, ale powiedz czyż to nie przyjemne palpitacyjki?
|
Oj przyjemne, Alisonku, nawet bardzo przyjemne .
| Alison napisał/a: | Zresztą Jasiek nic miłego Margolce nie powie, właściwie to przykrość jej zrobi i tak samą sobie zostawi na drodze, więc nie depresjonujcie się tak.
Ups! Obniżyłam chyba napięcie sorki :oops: |
Ali, my się nie depresjonowałyśmy... wręcz przeciwnie, czekałyśmy w pełnym napięcia pożądaniu na ciąg dalszy... tylko jak nam już powiedziałaś, że Jasiek zrobi przykrośc Margolci... to tak jakoś smutno... :sad:. No ale skoro wcześniej sie nie depresjonowałyśmy, to i teraz nie będziemy .
Carol, czekamy na obiecane ciacho
Caroline - Pią 23 Cze, 2006 18:26
Rozdział XXXIX „Making Friends” Nowe przyjaźnie s. 383 cz.2
Ulegając nagłemu impulsowi Margaret przeszła obok niego nie mówiąc ani słowa, jedynie kłaniając się lekko, by ukryć nagłą bladość, która zalała jej twarz. Ukłonił się jednakowo nisko w odpowiedzi i zamknął za nią drzwi. Spiesząc do pani Boucher usłyszała szczęk zamykanych drzwi i to zdało się przepełnić miarę jej upokorzenia. On także był poirytowany znajdując ją tutaj. W jego sercu była łagodność, „miękkie miejsce” jak nazwał je Nicholas Higgins, ale dumnie je ukrywał, trzymał nienaruszone i bezpieczne. Drażniła go wszelka okoliczność, która usiłowała zdobyć do tego miejsca dostęp. Jednak obawiając się ujawnienia swej łagodności, tak samo pragnął, by ludzie dostrzegali jego sprawiedliwość. A czuł, że był niesprawiedliwy dając tak wzgardliwe przyjęcie komuś, kto czekał z pokorną cierpliwością przez pięć godzin, by z nim porozmawiać. To, że ten człowiek przemawiał do niego zuchwale, gdy znalazł ku temu okazję, nic dla pana Thorntona nie znaczyło. Nawet go za to polubił, był świadom własnego rozdrażnienia, które zapewne sprawiło, że obaj obeszli się ze sobą równie bezwzględnie. To te pięć godzin czekania zrobiło wrażenie na panu Thorntonie. On sam nie miał pięciu wolnych godzin. Jednak jedną, dwie ciężkiej, dociekliwej pracy umysłowej i fizycznej poświęcił zbierając informacje potwierdzające prawdziwość historii Higginsa, dotyczące jego charakteru i jego życia. Starał się do tego nie dopuścić, ale był przekonany, że wszystko, co Higgins powiedział było prawdą. To przekonanie przeniknęło, jakby za sprawą zaklęcia, i dotknęło utajonego, łagodnego miejsca w jego sercu; cierpliwość tego człowieka, prosta wspaniałomyślność motywów (dowiedział się o kłótni między Boucherem a Higginsem) sprawiła, że zapomniał o wyważonej sprawiedliwości, przeważyło miłosierdzie. Przyszedł powiedzieć Higginsowi, że da mu pracę i był bardziej poirytowany znajdując tam Margaret, niż słysząc jej ostatnie słowa, zrozumiał bowiem, że to ona była kobietą, która namówiła Higginsa do przyjścia do niego, a nie dopuszczał do siebie myśli, że to ona mogła być motywem jego działań, robił tylko to co słuszne!
- To była kobieta, o której u mnie mówiłeś? – powiedział ze wzburzeniem do Higginsa – mogłeś mi powiedzieć o kogo chodziło.
- Może wtedy mówiłby pan o niej nieco grzeczniej, najwyraźniej zapomniał pan o własnej matce, gdy nazywał kobiety przyczyną wszelkich plag.
- Oczywiście powiedziałeś o tym pannie Hale?
- Oczywiście, że tak. Przynajmniej tak mi się zdaje. Powiedziałem, że ma się nie wtrącać w pana sprawy.
- Czyje to dzieci, twoje? – pan Thornton miał doskonałe pojęcie, czyje były to dzieci, chciał jednak zmienić kierunek rozmowy po tym niezbyt obiecującym początku.
- Nie są moje i są moje.
- To dzieci, o których rano mówiłeś?
- Wtedy, gdy powiedział pan – odparł Higgins nie starając się ukryć złości – że moja historia może być prawdziwa albo i nie, ale jest mało prawdopodobna. Nie zapomniałem, proszę pana.
Pan Thornton był przez chwilę cicho, potem powiedział:
- Ani ja. Pamiętam, co powiedziałem. Rozmawiałem z tobą o tych dzieciach, jakby mnie to nie interesowało. Nie wierzyłem ci. Ja sam nie mógłbym zaopiekować się dziećmi innego człowieka, gdyby zachował się wobec mnie, z tego, co słyszałem, tak, jak Boucher zachował się wobec ciebie. Wiem, że mówiłeś prawdę i proszę cię o wybaczenie.
Higgins nie odwrócił się ani nie odpowiedział od razu. Gdy jednak przemówił to w znacznie łagodniejszym tonie, choć słowa były burkliwe.
- Nie ma powodu by wtrącać się w to, co stało się między mną a Boucherem. On nie żyje, a mi jest przykro. I koniec.
- Niech i tak będzie. Weźmiesz u mnie pracę? O to przyszedłem spytać.
Zawziętość Higginsa zelżała, zebrał siły i stanął wyprostowany. Nie odezwie się. Pan Thornton nie spyta ponownie. Oczy Higginsa pobiegły ku dzieciom.
- Powiedział pan, że jestem bezczelny, nazwał mnie kłamcą, i intrygantem, i być może zgodnie z prawdą, że zaglądam do kieliszka. A ja nazwałem pana tyranem, starym buldogiem i twardym, okrutnym panem. Tak to wygląda. Jednak przez wzgląd na te dzieci myśli pan, że możemy się dogadać?
- Cóż – powiedział pan Thornton śmiejąc się – nie było moją propozycją, byśmy się dogadywali. Jest coś pocieszającego w tym, co mówisz, żaden z nas nie może już myśleć gorzej o drugim.
- To prawda – powiedział Higgins z namysłem – Odkąd pana zobaczyłem, pomyślałem, jaka to łaska, że mnie pan nie zatrudnia, bo nigdy nie widziałem człowieka, którego bardziej bym nie znosił. Ale to chyba był pochopny osąd, a praca, to praca, więc, panie, przyjdę, a co więcej, dziękuję. To dla mnie dobry układ. – powiedział bardziej otwarcie nagle zwracając się twarzą do pana Thorntona po raz pierwszy w trakcie ich rozmowy.
- I dla mnie to jest dobry układ – powiedział pan Thornton wymieniając mocny uścisk dłoni z Higginsem – Pilnuj się i przychodź punktualnie – mówił dalej powracając do sposobu bycia pana – W mojej fabryce nie ma miejsca dla obiboków. Jeśli trzeba, potrącamy z pensji i pilnujemy tego. Za pierwszym razem, gdy przyłapię cię na jakimś matactwie – wylatujesz. Teraz wiesz, na czym stoisz.
- Dzisiaj rano mówił pan o moim rozumie. Sądzę, że mogę go zabrać ze sobą, czy wolałby pan, żebym zostawiał go w domu?
- Zostawiaj swój rozum w domu, jeśli zamierzasz go użyć do mącenia w moich sprawach, zabieraj go, jeśli będziesz się trzymał swoich.
- Będę potrzebował sporo rozumu, żeby wiedzieć, gdzie kończą się pana sprawy, a zaczynają moje.
- Twoje jeszcze się nie zaczęły, a moje są dla mnie zupełnie jasne. Do zobaczenia.
Caroline - Pią 23 Cze, 2006 18:30
Prawie mam wyrzuty sumienia, bo dziś mało Margerytki, Ela lubi przeplatać wątki
Alison - Pią 23 Cze, 2006 18:37
Uch choróbka, chiba za dużo powiedziałem, a ten twardy jak głaz Karolczak będzie Was trzymał do jutra ze sprawą Margotki, ale trudno słowo się rzekło. Carolciu, a myslisz, że oni juz przeszli na Ty? Bo mnie się nie wydaje, wtedy jeszcze Higgins dalej mówił do Jaśka per pan, a Jasiek mu walił przez ty, a to "panie Higgins" przy poprzedniej rozmowie jak dla mnie było ironiczne, jak myślicie?
Caroline - Pią 23 Cze, 2006 18:46
| Alison napisał/a: | | Carolciu, a myslisz, że oni juz przeszli na Ty? Bo mnie się nie wydaje, wtedy jeszcze Higgins dalej mówił do Jaśka per pan, a Jasiek mu walił przez ty, a to "panie Higgins" przy poprzedniej rozmowie jak dla mnie było ironiczne, jak myślicie? |
Miałam z tym dylemat, Thornton raczej na pewno mówił do niego na Ty, bo tak panowie chyba mówili, a Higginsa tak zrobiłam, bo był zadziorny i lekceważący wobec Thorntona. Poza tym do Margaret mówił we wcześniejszych rozmowach "girl" albo "lass" czyli "dziewczyno" i tłumaczyłam ich rozmowy na "ty", a status społeczny mają mniej więcej jednakowy, Margaret i Thornton, z punktu widzenia Higginsa.
Ja nie Prószyński, ze mną można dyskutować , jeśli jesteście za "panem" w ustach Higginsa, zmienię. Sama znajduję równie dużo argumentów za jednym, jak za drugim. Poza tym, co innego, jak się coś czyta kilkanaście razy, można stracić wyczucie, "ty' w ustach Higginsa rzeczywiście może razić. Jeśli tak jest, powiedzcie jasno.
Matulu mnie każesz być jak Roman Bratny a sama podpowiadasz co dalej , żal Ci się zrobiło córeczek, co?
Alison - Pią 23 Cze, 2006 18:52
| Caroline napisał/a: |
Matulu mnie każesz być jak Roman Bratny a sama podpowiadasz co dalej , żal Ci się zrobiło córeczek, co? |
Noooo
Bo tak zapłakały, wiesz, że ja miętki nie tylko w nogach jestem, ale i w sercu przede wszystkiem Fypacz.
A co do "ty", zgadzam się, że Higgins był zadziorny, ale jakoś mnie to Ty szokuje, myslę, że Margaret traktował bardziej jak koleżanke swojej córki, stąd pozwalał sobie na tę "Lass"-kę, ta zadziorność w stosunku do Thorntona przejawiała się raczej w tonie i tym CO mówił - byłby pan grzeczniejszy, gdyby pan wiedział o kim mówiłem? niż w takim błyskawicznym przechodzeniu na Ty, to jednak była spora spora przepaść społeczna...
Aga85 - Pią 23 Cze, 2006 18:55
Banan dla Ciebie, Carol. Dzięki za pyszne ciacho, szkoda tylko, że było takie krótkie... Niedobry Alisonek zdradził nam już co będzie dalej i jak my teraz wytrzymamy do jutra?! :cry: To straszne wiedziec, że coś sie stanie, a nie znac ani przyczyny ani okoliczności. :cry:
No ale postaram się uspokoic, bo tym razem faktycznie się zdepresjonuję i dopiero będzie :sad:.
Caroline - Pią 23 Cze, 2006 19:02
Przeczytałam jeszcze raz poprzednią rozmowę, Ali, widzę, że konsekwentnie tłumaczysz "pan", okej.
Jeszcze jedno mi przyszło na myśl, Higgins jest dumnym człowiekiem, chociaż w tej rozmowie zachowuje się nieufnie i arogancko (stoi cały czas bokiem do Thorntona albo jest wręcz odwrócony do niego plecami, dopiero pod koniec staje z nim twarzą w twarz), okazywanie komuś szcunku przez zwracanie się do niego per "pan" jest wyrazem poczucia własnej godności, trzyma się klasę po prostu niezależnie od przeciwnika.
Dobra, przerabiam na "pan" niech będzie spójnie i górą Higgins.
Matylda - Pią 23 Cze, 2006 19:13
Dziewczyny ten Thorton jest cudownym mężczyzną
Przyznam sie Wam , że podczas mojego wyjazdu kiedy byłam odcieta od wszystkich dobrodziejstw cywilizacji ( patrz internet i forum) to troche mniej myslałam o naszym ulubionym bohaterze ( kiedys Wam opowiem kto zaprzatał moje mysli) ale...........
Jak mogłam zapomnieć o Johnie!!!
Jak mogłam mysleć o kimś innym !!!
Wasze fragmenty sprawiły , że oprzytomniałam i znowu myślę racjonalnie
Kocham jednak Johna Thortona
Kurczę kobieta zmienną jest i pomysleć , że wystarczyły dwa tygodnie.........
Gitka - Pią 23 Cze, 2006 19:23
Ja wiedziałam, że Caroline to Nam zginąć nie da i zaraz coś ładnego wklei :grin:
Jak cudnie opisałaś ich rozmowę, przekomarzają się świetnie.
I tak rodzi się między nimi męska przyjaźń.
Anonymous - Pią 23 Cze, 2006 19:28
Mniam !!! Uwielbiam te kawałki z Higginsem. W ogóle ksiązka zaczyna mi się bardziej podobać niż film D:
Gosia - Pią 23 Cze, 2006 20:18
| Alison napisał/a: | Gosiałku, jak ja uwielbiam ten jego gest jak tak sobie dłoń podstawia pod usta po wyjściu Higginsa i dowiedzeniu się, że Kola przyszedł z powodu prośby Margaret. Dziękuski |
Dlatego tez ten obrazek dalam, zeby rozmiekczyl Wasze serca wobec Thorntonika, ktory tak brzydko sie obszedl z Higginsem
No i te inne fotki tez po to
|
|
|