Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
asiek - Śro 22 Sie, 2007 11:36
| Pemberley napisał/a: | | Dziewczyny, jedna prosba, nie kazdy jeszcze widzial film i jak zdradzacie jakies szczegoly- zwlaszcza z koncowki- to moze piszcie Spojler, |
Słuszna uwaga, już się poprawiam.
Nimloh, dzięki za info o strojach. Nie śledziłam na bieżąco wiadomości o filmie, stąd moja niewiedza.
| Pemberley napisał/a: | | Ja sie do kina wybieram, |
Ja też chętnie pójdę, / o ile zdołam wyrwać trochę czasu dla siebie/. Wiadomo, zupełnie inaczej odbiera się film na dużym ekranie,a poza tym nie wszystkie dialogi zrozumiałam, więc chętnie obejrzę "Becoming..." "po naszemu".
asiek - Śro 22 Sie, 2007 14:30
Spoiler !
| Pemberley napisał/a: | | wole , jak jest zachowany charakter epoki, nawet jesli jest pokazany z humorem dzisiejszym i to np. dyganie w kazdym momencie, nawet przy klotni, bardzo przypadlo mi do gustu.. |
Charakter epoki,...tego mi właśnie brakuje w filmie. W moim odczuciu relacje pomiędzy bohaterami są na wskroś współczesne. Sposób w jaki Jane rozmawia z mężczyznami, czy też z rodzicami jest bardzo swobodny i w niczym / poza ukłonami of kors / nie przypomina ówczesnych kanonów dobrego wychowania młodej damy.
Sprawa uczieczki...W tamtym okresie ucieczka z mężczyzną i ewentulany ślub bez zgody rodziców /opiekunów/ okrywała hańbą zarówno kobietę, jak i jej rodzinę. Nawet, gdy doszło do ślubu, to nowożeńcy nie byli chętnie przyjmowani i cała historia ciągnęła się za nimi latami. Jak poważne konsekwencje się z tym wiązały wiemy chociażby z DiU. W "Becoming..." ta kwestia została potraktowana lakonicznie. Jane bez większych oporów wyraziła zgodę /tu jeszcze ją rozumiem - była zakochana/, ale kiedy wróciła do domu, to zarówna ona sama , jak i jej rodzina przeszli nad tym do porządku dziennego. Oczywiście według dzisiejszych norm zachowanie rodziny wobec Jane było wspaniałe ...okazali jej miłość i wsparcie, jednak nie sądzę, aby było to zgodne z duchem epoki,a zwłaszcza zasadami religii, które były przestrzegane w domu Austen'ów.
Mnie, to i dzisiaj rodzice zmyliby głowę za takie zachowanie. A w czasach Jane ? ...Wolę nie myśleć, ...chyba szkarłatna litera na czółko.
Ale dość o minusach...Film ma też kilka ładnych scen, np. wejście Jane na bal, potem taniec , gra w krykieta, szermierka słowana w bibliotece ...i lesie.
Ps. Pem, nie orientujesz się dlaczego nie ma już filmu w necie ?
Anonymous - Śro 22 Sie, 2007 15:25
Ogólnie film jest ładnie zrealizowany, wnętrza może nie są aż tak jasne i czyste jak w produkcjach BBC opartch na Jane Austen, ale nie są tak strasznie zabrudzone jak chociażby w "Dumie" 2005. Pierwszy bal wprawdzie przypominał mi ten z "Dumy", ale drugi był już ładny . I ciekawie został przedstawiony taniec na drugim balu, Jane tańczyła z Wisley'em, jednak wydawało się, że tańczy z Tomem. Jednak Anne moim zdaniem nie najlepiej wyglądała w tańcu, brak jej było jakiej gracji... Można ją chociażby porównać do Felicity Jones z "Opactwa" - Felicity miała ściągnięte łopatki, broda wysoko, a jednocześnie tańczyła lekko - tego nie można powiedzieć o Anne...
Harry_the_Cat - Śro 22 Sie, 2007 19:06
SPOILER
Ogólnie zgadzam się, że w filmie brakuje charakteru epoki i trudno mi uwierzyć, że Jane tak łatwo podjęła decyzję o ucieczce - swoje zdanie nt. temat Jane wyraziła jasno w DiU, którą przecież zaczęła pisać właśnie w tym czasie.
Tym bardziej, że wróciła do domu nie dlatego, że uświadomiła sobie błąd, tylko zupełnie z innych przyczyn...
Gosia - Śro 22 Sie, 2007 19:46
Moja recenzja tego filmu:
Film powstał na fali zainteresowania twórczością Jane Austen. Po wyprodukowaniu w tym roku przez ITV trzech dość udanych ekranizacji: "Northanger Abbey" (Opactwo Northanger), "Persuasion" (Perswazje) i "Mansfield Park", a także dwa lata temu nowej wersji "Pride and Prejudice" (Duma i Uprzedzenie), przyszła kolej na samą autorkę tych powieści. Jane Austen, jak wiemy, nigdy nie wyszła za mąż, autorzy filmu postanowili odpowiedzieć na pytanie: dlaczego tak się stało? Obraz jest oparty na wczesnych latach pisarki, jej znajomości z Irlandczykiem Tomem Lefroyem, która jest owiana tajemnicą. Z listów pisarki niewiele się dowiemy na ten temat. Lefroy pojawia się w nich mimochodem, co pozostawia pole dla wyobraźni. Wiadomo na pewno, że flirtowali ze sobą. W jednym z listów pisanych do siostry Jane pisze o tym: "Wprost boję się wyznać ci, jak zachowywaliśmy się z moim irlandzkim przyjacielem. Wyobraź sobie wszystko, co najbardziej występne i szokujące w dziedzinie tańca i siedzenia obok siebie. Niestety, już tylko raz będę mogła zachować się nieskromnie, gdyż on wyjeżdża z kraju [..] Zapewniam cię, że to doskonale ułożony, przystojny i miły młodzieniec. Lecz co do naszych spotkań, wyłączając trzy bale, niewiele mam do powiedzenia". W następnym liście jednak pisze: "Nareszcie przyszedł dzień, w którym mam doflirtować do końca z Tomem Lefroyem; gdy otrzymasz ten list, będzie już po wszystkim. Łzy płyną mi z oczu, gdy piszę te smutne słowa".
Twórcy filmu napisali scenariusz, opierając się na książce "Becoming Jane Austen" Jona Spence`a, który był także jego konsultantem historycznym. Jednak z samą Jane Austen obraz ten nie ma zbyt wiele wspólnego, rozczarowani będą fani twórczości tej autorki, podobnie jak było to po wersji "Dumy i Uprzedzenia" z 2005 roku. Bo "Becoming Jane" ten film nieco przypomina. Prawdopodobnie realizatorzy zapatrzyli się trochę w pozorny sukces tamtej produkcji, bo wykorzystali niektóre motywy i ujęcia. Na początku filmu mamy więc obraz świnek, który tak raził fanów powieści "Duma i Uprzedzenie" w filmie z 2005 roku, mamy też scenę, w której Jane całuje ręce Toma. To może irytować. Niestety ujęć i rozwiązań dyskusyjnych jest tu więcej np. scena pomiędzy państwem Austen na początku filmu (nie jestem pruderyjna, ale w takim filmie? - jakoś mnie to zaskoczyło, bo Brytyjczycy przyzwyczaili nas do powściągliwości), boks (pojawia się dwukrotnie), gra Jane w krykieta (czemu mi się to kojarzy z bejsbolem ?), wreszcie zmiana faktów z jej życia (gdzieżby prawdziwa Jane Austen zdecydowała się na ucieczkę i skompromitowanie rodziny, w tym swoich sióstr?).
Twórcy chcieli też dać do zrozumienia, że powieść "Pride and Prejudice" jest odbiciem znajomości z Lefroyem, widzimy więc jak Jane zaczyna pisać "First Impressions" (taki był pierwotny tytuł tej powieści), i po poznaniu Toma mówi o nim o w liście do Cassandry, że to “The most disagreeable, insolent, arrogant, imprudent, insufferable, impertinent of men!” (to słowa, które później określają powieściowego Darcy`ego). Widać jak bardzo różni się wizerunek Lefroya z listów Jane od tego z obrazu filmowego.
Mnie z bohaterów filmu zaciekawił pan Wisley - nie powalający urodą i lekceważony przez bohaterkę drugi jej wielbiciel. To człowiek skromny i wierny, który mógłby być przyjacielem i mężem. Ale filmowa Jane postanowiła całe życie rozpaczać po Tomie, tak jak to było w przypadku Casandry...
Jeśli będziemy oglądali "Becoming Jane" jakby to nie była biografia Jane, może się to spodobać. Jest kilka uroczych scen między Jane i Tomem Lefroyem, jest piękne i smutne zakończenie, jest bardzo dobra muzyka, nieźle dobrani aktorzy (choć może jest tu zbyt słodko. bo prawdziwa Jane piękna i słodka nie była). To niewątpliwe zalety tego filmu, jednak obawiam się, że zalet jest zbyt mało w stosunku do wad.
Prawdę mowiąc przypomina mi to moje wrażenia po Dumie i Uprzedzenie 2005.
Admete - Śro 22 Sie, 2007 20:40
Ja niestety nie zmienię zdania i do kina się nie wybiorę. Co nie znaczy, że filmu nie będę potem mieć Jeśli ktoś chce zrobić dobry film biograficzny, to niech robi, a nie gra pod publiczkę. Podobnie jak w przypadku MP Rozemy nie jestem w satnie znieść uwspółcześnień i przeinaczeń. szkoda zmarnowanego tematu...Ale muzyka mnie urzekła - cudna jest.
Anonymous - Czw 23 Sie, 2007 12:31
| Harry_the_Cat napisał/a: |
| Nimloth napisał/a: | | Anne moim zdaniem nie grała rewelacyjnie, może prawdą jest, że to Angielka byłaby lepsza jako Jane Austen... |
I tak w ogóle, to ona była za wielka do Jamesa, nie sądzicie? Nie wyglądało to zbyt dobrze... |
Albo to on był za niski dla niej . Wg filmwebu jest od niej 3 cm niższy, z tym że teraz kobieta, która ma 173cm wzrostu nie jest uważana za porażająco wysoką, ale mężczyzna który ma 1,70 jest raczej uznawany za niewysokiego... Tym bardziej że Jane była ponoć wysoka.
A zastanawia mnie, czemu wiele osób uważa, że Anne jest za ładna? Przecież Jane była ładna i atrakcyjna...
Co do roli Laurence'a Foxa jakiś amerykański dziennik napisał, że Fox przesycił swoją dość ograniczoną rolę stereotypowego sztywniaka zrozumieniem i inteligencją, która sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, dlaczego małżeństwo z nim miałoby być takie złe. Widać, że nie tylko my odbieramy pana Wisley'a w taki sposób .
EDIT nr 3:
Czy ktoś mógłby mi przetłumaczyć te zdania:
Tom: How can you, of all people, dispose of yourself without affection?
Jane: How can I dispose of myself with it?
Jakoś nie mogę rozszyfrować ich sensu...
Anonymous - Czw 23 Sie, 2007 20:26
a ja w końcu moge zrozumieć błogostan fanek P&P 05
MiMi - Czw 23 Sie, 2007 20:47
| Nimloth napisał/a: | EDIT nr 3:
Czy ktoś mógłby mi przetłumaczyć te zdania:
Tom: How can you, of all people, dispose of yourself without affection?
Jane: How can I dispose of myself with it?
Jakoś nie mogę rozszyfrować ich sensu... |
Dzisiaj byłam w kinie i w trailerze przetłumaczyli to tak (o ile to jest ten moment )
Tom: Jak możesz wybrać życie bez miłości?
Jane: A jak mogę wybrać życie z nią?
Nie jestem pewna, czy to ten fragment, ale coś takiego słyszałam, bo były napisy. Lepiej jednak niech ktoś też to spróbuje przetłumaczyć.
Anonymous - Czw 23 Sie, 2007 21:13
Sądzę, że to ten fragment. Gdy próbowałam przetłumaczyć to sobie słowo po słowie, wychodziły głupoty .
Pemberley - Pią 24 Sie, 2007 10:04
| asiek napisał/a: |
Pem, nie orientujesz się dlaczego nie ma już filmu w necie ? |
Tylko sie domyslam..
| Gosia napisał/a: |
Mnie z bohaterów filmu zaciekawił pan Wisley - nie powalający urodą i lekceważony przez bohaterkę drugi jej wielbiciel. To człowiek skromny i wierny, który mógłby być przyjacielem i mężem. |
Mysle, ze pan Wisley (nie rozumialam specjalnie dialogow, ale czy on na poczatku nie wykazal sie brakiem inteligencji ??) uosabia nasze wyobrazenie o historycznym Lefroyu, - spokojnym i niesmialym , ktory by nam pasowal do historycznej Jane. Problem polega na tym, ze Anne gra kogos innego niz Jane wyobrazana przez nas. . Chociaz wiemy np. , ze autentyczna Jane uwielbiala tanczyc, to jednak jej zywiolowosc przedstawiamy sobie bardziej jako zalety ducha niz ciala, mysle... W tym sensie filmowa Jane i filmowy Tom byli swoimi equal a do pana Wisley pasowala by bardziej filmowa Cassandra..
| Gosia napisał/a: | | Prawdę mowiąc przypomina mi to moje wrażenia po Dumie i Uprzedzenie 2005. |
A to ciekawe, ja ogladajac te Dume to wykrzykiwalam "nie" przy kazdym chichocie, a juz scena z " co pan tu robi" spowodowalo przerwe w ogladaniu...Te samotne lazenia po cudzym domu, te najazdy noca przez Lady Catherine, te miny na widok Pemberley , nie, nie, nie.. Teraz tak nie mialam...
Z tym uciekaniem z domu, to ja to bardziej tak zrozumialam, ze Jane nie pojechala za daleko, wrocila jeszcze tego samego poranka i jeno takie plotki chodzily po wiosce, ze cos sie tam dzialo i Lady Gresham(?) tak sadowala reakcje, czy aby cos w tym bylo. W koncu Jane nie spedzila nocy poza domem... Ale gdyby tak bylo, to bylaby skompromitowana.
Swietna stronka!! Jest tam tez sporo cytatow z filmu , dzieki
| Nimloth napisał/a: |
Co do roli Laurence'a Foxa jakiś amerykański dziennik napisał, że Fox przesycił swoją dość ograniczoną rolę stereotypowego sztywniaka zrozumieniem i inteligencją, która sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, dlaczego małżeństwo z nim miałoby być takie złe. Widać, że nie tylko my odbieramy pana Wisley'a w taki sposób . |
Chyba autorom chodzilo o to, ze inteligentna kobieta moze pomoc mezczyznie wyrosnac poza swoje ograniczenia - czy to wynikajace z wygodnego dopasowania spolecznego czy z bezmyslnosci - ale faktycznie aktor ubogacil swoja postac
Anonymous - Pią 24 Sie, 2007 11:43
| Pemberley napisał/a: | | Mysle, ze pan Wisley (nie rozumialam specjalnie dialogow, ale czy on na poczatku nie wykazal sie brakiem inteligencji ??) |
A o jakim momencie mówisz?
| Pemberley napisał/a: | | uosabia nasze wyobrazenie o historycznym Lefroyu, - spokojnym i niesmialym , ktory by nam pasowal do historycznej Jane. Problem polega na tym, ze Anne gra kogos innego niz Jane wyobrazana przez nas. |
O, dobrze powiedziane. Zresztą o to mi chodziło - że prawdziwa Jane dostrzegłaby zapewne zalety Wisley'a, a o filmowej chce się powiedzieć, że jest głupia, że tego nie widzi - i tu znowu chciałoby się powiedzieć, że szkoda, że tak nakręcili ten film i tak wykreowali Jane, że pasuje ona bardziej do zarozumiałego i aroganckiego Lefroy'a...
| Pemberley napisał/a: | | ale faktycznie aktor ubogacil swoja postac |
A zastanowiło mnie, dlaczego tak wyszło (bo wątpię, że tak miało być). Reżyser nie widział, w jakim kierunku idzie kreacja Foxa, tak zasugerował się Wisley'em stworzonym przez scenarzystów, że cały czas widział w nim tylko sztywniaka, choć aktor poszedł w inną stronę?
Ale tak w ogóle to wydaje mi się, że i tak wiele widzów będzie widziało w Wisley'u nudziarza i sztywniaka, jak to pewnie miało być odbierane w zamyśle twórców.
Harry_the_Cat - Pią 24 Sie, 2007 18:47
| Nimloth napisał/a: | | Ale tak w ogóle to wydaje mi się, że i tak wiele widzów będzie widziało w Wisley'u nudziarza i sztywniaka, jak to pewnie miało być odbierane w zamyśle twórców. |
Ze podeprę się określeniem Alison w podobnej sytuacji, najwyraźniej należymy do elity
Anonymous - Pią 24 Sie, 2007 19:49
Najwyraźniej, tylko skromność nie pozwoliła mi o tym mówić .
Harry_the_Cat - Pią 24 Sie, 2007 19:51
Trzeba znać własną wartośc
Anonymous - Pią 24 Sie, 2007 22:28
| Pemberley napisał/a: |
Swietna stronka!! Jest tam tez sporo cytatow z filmu , dzieki |
Właśnie znowu spojrzałam na stronę - wyczyścili ją z połowy informacji! Nie ma nic o kostiumach, nie ma cytatów...
Caitriona - Pią 24 Sie, 2007 22:50
Możliwe SPOILERY!
Moje wrażena po seansie Becoming Jane - głównie praktycznie cały czas miałam przed oczami Dumę i uprzedzenie z 2005 roku. Podobna kolorystyka, zdjecia, ujęcia. Pani Bennet, pani Austen. Świnie. Mam wrażenie, że nawet muzyka jest bardzo podobna. Tzn. soundtrack jak najbardziej mi się podoba (aczkolwiek wolę ten z DiU). Tak samo jeśli chodzi o te wszystkie techniczne strony - wszystko stoi na wyskokim poziomie. Jest to wizualnie bardzo ładny film.
Co do głównych bohaterów, cóż... Nie polubiłam, ani Jane, ani Lefroy'a. Miałam wrażenie że czasem zachowywał się jak prostak. I nie rozumiem jak Jane mogła się zdecydowac na ucieczkę z nim... Natomiest Jane, czy ja wiem. Jakby zbyt współczesna dla mnie i sama Hathaway nie spodobała mi sie niestety.
Nie podbała mi się końcówka tego filmu, banalna. Również charakteryzacja w tym momencie nie była dobra.
Podobała mi się za to Cassandra i pan Wisley oraz jego ciotka (ale ja jestem w tym momencie nieobiektywna, bo bardzo cenię Smith). Podobały mi się kostiumy, zdjecia, muzyka, niektóre sceny. Ale ogólnie chyba już nie widzę sensu seansu w kinie...
Ps. Ja również sądzę, ze powinna zdecydowac sie na Wisley'a
Gosia - Nie 26 Sie, 2007 22:30
Obejrzalam "Becoming Jane" jeszcze raz, spokojnie i "z pełnym zrozumieniem". Moje wrazenia sa podobne, choc ogladalo mi sie juz przyjemniej, bo juz mnie te wszystkie okropne nie pasujące elementy nie drażniły tak jak za pierwszym razem. Oczywiscie to MIAŁ byc film o Jane, ale niestety NIE JEST.
Rozmowa na balu - impertynencka, gdzie jej do subtelnej rozmowy Darcy`ego z Lizzie... w ogole Jane jest mało powściągliwa (ten zainicjowany pocalunek i pytanie czy dobrze jej poszlo? i wiele innych scen o niektorych byla mowa w tym watku) a Tom zbyt obcesowy ( w dodatku ten boks i spelunki). Mnie tez oboje sie niezbyt spodobali, za to Wisley jak najbardziej. Okazuje sie to bledem realizatorow, bo nie sądzę, że o to im chodzilo, zebysmy sobie mowili: Co za glupia ta Jane, ze odrzucila takiego wartosciowego i w sumie sympatycznego konkurenta, a poleciala za jakąś złudą?
Mnie zakonczenie jednak sie podoba, ale jesli chodzi o charakteryzacje - moim zdaniem jedynie z Jane sobie poradzili, Tom i Henry wyszli troche nienaturalnie.
asiek - Nie 26 Sie, 2007 23:24
Mnie się nie udało drugie podejście do filmu, bo żródełko znalezione przez Pem...wysłucho.
Na YT znalazłam okruszek z "Becoming Jane" z piękną muzyką J. Pachelbel'a, polecam...
http://www.youtube.com/watch?v=Ezy94OAYvtY
A tu polski zwiastun ...
http://www.youtube.com/watch?v=stbAhQebQZI
Gosia - Pon 27 Sie, 2007 00:07
Naszego Wisleya calkiem pomineli
Anonymous - Pon 27 Sie, 2007 08:47
| Gosia napisał/a: | Obejrzalam "Becoming Jane" jeszcze raz, spokojnie i "z pełnym zrozumieniem". Moje wrazenia sa podobne, choc ogladalo mi sie juz przyjemniej, bo juz mnie te wszystkie okropne nie pasujące elementy nie drażniły tak jak za pierwszym razem. |
Film trochę zyskuje po drugim obejrzeniu, szczególnie gdy już można do niego podejść inaczej niż do biografii Jane . Jest porównywany z "Dumą" 2005, ale mi się go ogląda znacznie przyjemniej, piękna muzyka, ładne zdjęcia i cały nastrój, piękne momenty - zakochałam się w scenie tańca z drugiego balu! Ale choć pewnie tam trzeba się wczuć się w pełne uczuć spojrzenia między Lefroy'em i Jane, to ja oglądając myślę, że szkoda mi biednego Wisley'a . Choć przyznam, że Tom w tym tańcu naprawdę sprawia wrażenie, jakby był tym spokojnym i sympatycznym młodzieńcem, jakim go opisywali.
Jednak niektóre momenty są jakieś takie puste... Tak odbieram na przykład scenę, gdy Jane wchodzi na drugi bal - muzyka jest przepiękna, w Jane widać niepokój i jakąś niepewność, wszystko jest takie przejmujące, ale po chwili zaczynam się zastanawiać, czym się właściwie przejmuję... I uczucie, które się między nimi rodzi, jakoś mnie nie przekonuje...
Na polskim blogu o McAvoy'u jest artykuł o filmie, wzięty z onetu bodajże (a onet ma go z angielskiej bądź amerykańskiej strony, bo o podobieństwie Anne do Judy Garland i jej wiśniowych ustach z pewnością czytałam po angielsku ):
http://jamesmcavoy.blox.p...ne-artykul.html
Pemberley - Pon 27 Sie, 2007 11:44
| Nimloth napisał/a: | | Gosia napisał/a: | Obejrzalam "Becoming Jane" jeszcze raz, spokojnie i "z pełnym zrozumieniem". Moje wrazenia sa podobne, choc ogladalo mi sie juz przyjemniej, bo juz mnie te wszystkie okropne nie pasujące elementy nie drażniły tak jak za pierwszym razem. |
Film trochę zyskuje po drugim obejrzeniu, szczególnie gdy już można do niego podejść inaczej niż do biografii Jane . Jest porównywany z "Dumą" 2005, ale mi się go ogląda znacznie przyjemniej, piękna muzyka, ładne zdjęcia i cały nastrój, piękne momenty - zakochałam się w scenie tańca z drugiego balu! |
Ciesze sie, ze dalyscie temu filmowi druga szanse!! Mialam podobne odczucia, chociaz teraz pelne zrozumienie dialogow rozwiewa najslabsza nadzieje na jakiekolwiek pokrewienstwo z Austen..
Bede lubic ten film, mimo wspolczesnego gloryfikowania wyzszosci doswiadczenia nad niewinnoscia.
Asiek, piekny avek!!
asiek - Pon 27 Sie, 2007 16:51
Pem,
| Nimloth napisał/a: | | zakochałam się w scenie tańca z drugiego balu! |
I mnie ta scena baaardzo się podoba.
Wiele osób zareagowało podobnie,... sądząc po ilości clipów na YT, w których przewija sie ten fragment filmu.
Anonymous - Śro 29 Sie, 2007 21:42
Teraz z kolei zakochuję się w soundtracku... Jest piękny, momentami pogodny, momentami aż przejmujący, zachwycający po prostu . Zresztą muzykę tego kompozytora słyszałam też w innym filmie i tak samo mi się podobała.
asiek - Śro 29 Sie, 2007 21:52
W soundtracku, to już jestem zakochana po same uszy. ... Każdy kawałek mnie zachwyca, ...no może poza dwoma ostanimi...straaasznie smutne.
Nimloth, widzę, że w przeciwieństwie do Jane, doceniłaś Mr Wisley'a.
Ładny avek.
|
|
|