Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
Maryann - Czw 16 Sie, 2007 16:51
To chyba tak typowo po męsku...
Alison - Czw 16 Sie, 2007 16:57
| Maryann napisał/a: | To chyba tak typowo po męsku... |
A miałysmy go za taki ideał, tfu!
Gunia - Czw 16 Sie, 2007 20:56
Picie w samotności, to pierwszy objaw alkoholizmu, jak powtarza mój brat przy każdym piwie. Kiepsko z Darcym. A tak sobie pomyślałam, może to nie Pamela pisała, tylko Nostradamus, że tak prorocze myśli są zawarte?
A tak nawiasem mówiąc... Gosiu, co ty masz na avatarze?
Gosia - Czw 16 Sie, 2007 22:58
Że ja?
Guniu, od paru tygodni epatuje fotkami jednego aktora na moim avatarze, a Ty sie jeszcze pytasz? Nazwisko jest nad zdjeciem, a jesli chodzi Ci o film, to jest to "Catherine the Great" (Katarzyna Wielka). Paul gra tam Potiomkina.
Caroline - Pią 17 Sie, 2007 09:16
Rozdział IV, cz.32
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~&~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To ciekawe, pomyślał Darcy kołysząc w kieliszku resztki drugiej brandy, jak za każdym razem, gdy udawało mu się odzyskać kontrolę nad myślami, gdy zaczynał mieć nadzieję, że skieruje je na racjonalne ścieżki, wracały z powrotem do okropnej, ckliwej plątaniny. Usiadł wygodniej i zapatrzył się w błyszczący, bursztynowy płyn uwięziony w kieliszku w jego ręce, a potem go wypił. Gdzie podziewał się Dy? Niech się tylko pojawi, łajdak, kanalia! Odgrywał pyszałka przez te wszystkie lata! Odstawił kieliszek i wyciągnął z kieszeni zegarek. Ręce drżały mu nieopanowanie, ale panował nad nimi wystarczająco, by stwierdzić, że minęła godzina albo więcej, a Dy się nie pojawił. Schował niepokorny mechanizm do kieszeni kamizelki. Cóż, kiedy się pojawi, powie mu, co o tym wszystkim myśli! Tak, porządna bura posłuży wspaniale powstrzymaniu tych przeklętych rozmyślań!
Aby potwierdzić ten plan, chwycił butelkę brandy i nalał sobie kolejny kieliszek, ale o włos umknął mu brzeg kieliszka, płyn spłynął po krawędzi i rozlał się u podstawy. Przeklinając podniósł kieliszek. To, że przestał nad sobą panować było złowróżbnym wnioskiem, do jakiego doszedł, gdy usiadł w rogu Lisa i Kaczora i skończył pierwszy kieliszek brandy. Mógł starać się ze wszystkich sił twierdzić inaczej, ale był zmuszony przyznać, że nie udało mu się znaleźć ani godziny, w której ona nie zajmowałaby pierwszego miejsca w jego myślach. Nic nie skutkowało w próbach usunięcia jej stamtąd, ani gniew wywołany jej oskarżeniami, ani wzgarda, jaką mu okazała, ani ogromny szok, jakim było dla niego odrzucenie jego oświadczyn. Wyobrażał sobie jak wycierała ręce po spotkaniu z nim koronując tym swój triumf po rzuceniu go na kolana. Czy ona i ta jej przyjaciółka, pani Collins, śmiały się z jego upokorzenia? Darcy zacisnął zęby, gdy po raz kolejny sięgał po butelkę, tym razem bezbłędnie trafiając do kieliszka. Nic nie potrafiło znieść, czy choćby złagodzić jego smutku. Samotność go zdradziła, sen go opuścił, wysiłek fizyczny pomagał tylko na chwilę, a towarzystwo – cóż! Oto do czego prawie doprowadziło go towarzystwo! A teraz siedział tu sam, w dziwnym, obcym miejscu, z trzecim kieliszkiem w ręce i nie było przy nim nawet przyjaciela, który powstrzymałby go przed zupełnym upiciem się. Jak doprowadził się do takiego stanu? Sięgnął po kieliszek z brandy i uniósł go w toaście.
- Za największego głupca na świecie!
- Założę się, że do tego tytułu masz poważnych konkurentów, staruszku! – Dy usiadł ciężko na krześle naprzeciwko niego, był wyraźnie zmęczony.
- Skąd się tu wziąłeś? – zapytał Darcy nie patrząc na niego i ponownie przechylił kieliszek.
- Tylne drzwi – odpowiedział Dy swobodnie – znam właściciela. Powiedział mi, że pijesz to – postawił nową butelkę brandy na stole. – Ale nie zdawałem sobie sprawy, że miał na myśl całą butelkę. Pozwól, że zawołam o piwo, albo lepiej kawę…
- To całkowicie wystarczy – przerwał mu Darcy i nową butelkę postawił obok poprzedniej, a potem i jemu nalał kieliszek.
Dy spojrzał na niego uważnie.
- Zdaje się, że ostatni raz, kiedy robiliśmy coś takiego, było to w dniu, w którym się poznaliśmy.
- Zdaje się, że masz rację – Darcy podniósł kieliszek. – Za starych przyjaciół.
Dy trącił swoim kieliszkiem o jego i poszedł w jego ślady, a potem opadł z westchnieniem na krzesło.
- Cóż, „stary przyjacielu” – Darcy kołysał kieliszkiem wpatrzony w brandy – skończyłeś już na dzisiaj z udawaniem lokaja, czy musisz uciekać niedługo, żeby poodgrywać pokojówkę?
- Prawdopodobnie zasłużyłem na to, ale po tobie spodziewałem się więcej, Fitz – odpowiedział Dy spokojnie. – Miałem również nadzieję znaleźć cię wystarczająco trzeźwym, byś mógł wysłuchać moich wyjaśnień. – dodał, gdy Darcy brał kolejny łyk.
Darcy uniósł brwi.
- Jestem wystarczająco trzeźwy by wysłuchać twoich żałosnych tłumaczeń, dlaczego mnie oszukałeś… oszukałeś mnie pozwalając mi myśleć, że do reszty straciłeś rozum na rzecz… czego? Nigdy nie potrafiłem cię rozgryźć, ale zawsze uważałem cię za przyjaciela. – by podkreślić swoje słowa, napełnił ponownie ich kieliszki, podniósł swoją i zwrócił się do Broughama. – Za starych przyjaciół.
Maryann - Pią 17 Sie, 2007 09:32
| Caroline napisał/a: | | Mógł starać się ze wszystkich sił twierdzić inaczej, ale był zmuszony przyznać, że nie udało mu się znaleźć ani godziny, w której ona nie zajmowałaby pierwszego miejsca w jego myślach. Nic nie skutkowało w próbach usunięcia jej stamtąd, ani gniew wywołany jej oskarżeniami, ani wzgarda, jaką mu okazała, ani ogromny szok, jakim było dla niego odrzucenie jego oświadczyn. Wyobrażał sobie jak wycierała ręce po spotkaniu z nim koronując tym swój triumf po rzuceniu go na kolana. Czy ona i ta jej przyjaciółka, pani Collins, śmiały się z jego upokorzenia? |
Czy bardziej go boli to, że dostał kosza, czy to, że ktoś mógłby się o tym dowiedzieć ?
asiek - Pią 17 Sie, 2007 09:34
| Caroline napisał/a: | | napełnił ponownie ich kieliszki, podniósł swoją i zwrócił się do Broughama. – Za starych przyjaciół. |
Obawiam się, że jak Darcy utrzyma to temo, ...i to bez zakąski,....to spadnie pod stół nim Dy wszcznie dochodzenie.
asiek - Pią 17 Sie, 2007 09:36
| Maryann napisał/a: | | Czy bardziej go boli to, że dostał kosza, czy to, że ktoś mógłby się o tym dowiedzieć ? |
Pewnie jedno i drugie...
Maryann - Pią 17 Sie, 2007 09:40
| asiek napisał/a: | | Caroline napisał/a: | | napełnił ponownie ich kieliszki, podniósł swoją i zwrócił się do Broughama. – Za starych przyjaciół. |
Obawiam się, że jak Darcy utrzyma to temo, ...i to bez zakąski,....to spadnie pod stół nim Dy wszcznie dochodzenie. |
He he he... Może nawet by tak wolał...
asiek - Pią 17 Sie, 2007 09:58
| Caroline napisał/a: | | był zmuszony przyznać, że nie udało mu się znaleźć ani godziny, w której ona nie zajmowałaby pierwszego miejsca w jego myślach. |
Wzruszające... Weszła mu krew !
Caroline,
Maryann - Pią 17 Sie, 2007 10:06
| Caroline napisał/a: | | siedział tu sam, w dziwnym, obcym miejscu, z trzecim kieliszkiem w ręce i nie było przy nim nawet przyjaciela, który powstrzymałby go przed zupełnym upiciem się. |
Biedulek... Nawet nie ma kto go przytulić i pocieszyć...
Marija - Pią 17 Sie, 2007 10:06
| Caroline napisał/a: | | gdy usiadł w rogu Lisa i Kaczora | Stanowczo za dużo wypił, kiedy siadał po jakichś podejrzanych rogach .
Alison - Pią 17 Sie, 2007 11:40
No po prostu chlacz patentowany! I jak kocha te nafte!
Maryann - Pią 17 Sie, 2007 11:51
Serduszko boli, to i znieczulić się trzeba.
Gdybyż on wiedział, co z tego znieczulania wyniknie...
Gunia - Pią 17 Sie, 2007 16:55
| Gosia napisał/a: | | "Catherine the Great" (Katarzyna Wielka) |
Dzięki.
Fascynujący przypadek alkoholizmu. Musi być juz w niezłym stanie, niedługo zacznie seplenić.
Maryann - Sob 18 Sie, 2007 07:30
No to niniejszym rozpoczynamy fascynującą relację z nocnych rozmów przy kieliszku...
Rozdział IV część 33
- Już za to piliśmy – powiedział powoli Brougham. Kpiarski uśmiech złagodził napięcie widoczne na jego twarzy. Trącił swoim kieliszkiem kieliszek Darcy’ego i zamknął oczy, podczas gdy alkohol rozgrzewał jego zmysły – Co za noc ! – potrząsnął głową i pochylił się do przodu, oparł łokcie na stole i przyglądał mu się – A teraz muszę walczyć z tobą. Biorąc pod uwagę twoje zdolności mogłem się domyślić, co będzie. Ale trzy…
- Dwie – przerwał Darcy – Nie dotarłem do trzeciej… Jeszcze.
- Masz w czubie – upierał się Brougham – Chyba nie widziałem cię zalanego od czasu naszego pierwszego spotkania na Uniwersytecie ! Wtedy to było przez kobiety i wtedy, o ile pamiętam, obaj się ich wyrzekliśmy – wyprostował się nagle na to wspomnienie, z wyrazem niepokoju na twarzy – Mam nadzieję, że to nie chodzi o lady Momounth ! – wskazał na na wpół opróżnioną butelkę.
- Sylvanie ? – Darcy wpatrywał się uważnie w twarz Broughama – Chyba oszalałeś !
- Nie jesteś pierwszym, który tak myśli ! – zamyślił się Dy – Dziś wieczór wydawałeś się nią zainteresowany, więc naturalnie przyszło mi do głowy...
- Nic „naturalnego” nie dotyczy Sylvanie, zapewniam cię – zaśmiał się Darcy z goryczą, po czym mówił dalej, bardziej melancholijnym tonem – Ani żadnej kobiety, do tego doszło ! Nie można im ufać, żadnej z nich… od pierwszej do ostatniej !
- To dosyć ogólne potępienie ! – Brougham usiadł wygodnie i skrzyżował ręce na piersi.
- Niemniej jednak prawdziwe – Darcy pochylił się do przodu i odstawił swój kieliszek – W dzieciństwie uczą się, jak owinąć sobie mężczyznę wokół palca, zaczynając od swoich ojców. Potem – stukał palcem w stół – Potem zaczynają uprawiać swoje sztuczki z każdym uczciwym mężczyzną, który znajdzie się na ich drodze, zmieniając go w durnia, zanim zorientuje się, co się dzieje !
- Doprawdy ? – Brougham uniósł brwi.
- Naprawdę ! – odparł Darcy i pociągnął kolejny łyk. Prawie nie czuł teraz jego smaku, ale mocny trunek zdawał się wnikać w ziejące szczeliny jego ran – Niewdzięczne, przekorne istoty ! – ciągnął, podczas gdy jego przyjaciel sadowił się wygodnie – Stworzone przez Naturę w celu doprowadzania mężczyzn do szaleństwa. Patrzą na ciebie oczyma, które zapierają ci dech i kradną ci duszę ! – zniżył głos niemal do szeptu – Piękne oczy, obiecujące raj, który jedynie ty możesz zbadać – ostrożnie odstawił swój kieliszek na stół.
- A potem ? – zapytał Dy cicho po kilku minutach ciszy.
- Potem, kiedy człowiek przestanie się mieć na baczności i wyciągnie rękę, rzucają się na niego.
- Trafienie ? – dopytywał się Brougham.
- Trafienie i całe te przeklęte zaręczyny ! – Darcy oparł się na krześle i potarł skronie – Kłamliwe, knujące dziewki, wszystkie one !
- Niewątpliwie masz rację – przyznał Dy obojętnie – Być może najrozsądniejszy tryb postępowania to taki, jaki wybrał Benedick i każdy mężczyzna powinien „przysłużyć się sobie nie wierząc żadnej”.*
- Dobrze, dobrze – Darcy podniósł swój kieliszek. Brandy zachlupotała niebezpiecznie.
Brougham również podniósł swój.
- Za wyrzeczenie się całej rasy Kłamliwych Kobiet… szczególnie tych z Kent !
Darcy opuścił rękę poczerwieniały ze zdumienia.
- Kent ? A kto coś mówił o Kent ?
_________________________________
* cytat z „Wiele hałasu o nic” Williama Szekspira (akt I scena 1); Benedick – główny bohater sztuki, na jej początku przysięga, że nigdy się nie zakocha i nie ożeni
asiek - Sob 18 Sie, 2007 15:10
| Maryann napisał/a: | | Kłamliwe, knujące dziewki, wszystkie one ! |
O kurtka wodna, ...ale się nam dostało.
| Maryann napisał/a: | - Za wyrzeczenie się całej rasy Kłamliwych Kobiet… szczególnie tych z Kent !
Darcy opuścił rękę poczerwieniały ze zdumienia.
- Kent ? A kto coś mówił o Kent ? |
| Maryann napisał/a: | | - Masz w czubie – upierał się Brougham – Chyba nie widziałem cię zalanego od czasu naszego pierwszego spotkania na Uniwersytecie ! Wtedy to było przez kobiety i wtedy, o ile pamiętam, obaj się ich wyrzekliśmy |
Wow, ...wychodzi na to, że nasz posągowy Darsik kochliwy bardzo.
Ale, to nie wróży nic dobrego dla Elizabeth.
Maryann,
Anetam - Sob 18 Sie, 2007 15:31
Marianko very,very za kolejną część
Gunia - Sob 18 Sie, 2007 16:49
To jakiś dziewiętnastowieczny Brigdet Jones.
Maryann - Sob 18 Sie, 2007 17:10
To nie jest żaden Bridget Jones. To jest przesłuchanie.
Gunia - Sob 18 Sie, 2007 18:40
No nie wiem. Piją i marudzą na niepowodzenia z płcią przeciwną...
Maryann - Sob 18 Sie, 2007 18:48
Gunieczko, oni się dopiero rozkręcają...
Gunia - Sob 18 Sie, 2007 18:52
A ja myślałam, że to tylko kobiety mają takie stowarzyszenia. No proszę. Jak to dobrze wiedzieć, że jest inaczej. Maryann, całe ABT: dla Was. Podniosłyście mnie na duchu. (Postaram się nie myśleć nad tym, że autorka jest kobietą...)
Narya - Sob 18 Sie, 2007 23:02
O rety - Darsik w karczmie w stanie nietrzeźwym Zupełnie mi to nie pasuje do NIEGO. Pamelka zaczyna przeginać
Maryann
Maryann - Nie 19 Sie, 2007 06:50
Rozdział IV część 34
Przyjaciel spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem.
- Cóż, ty mówiłeś, nieprawdaż ?
- Ja ? – Darcy sposępniał, skonsternowany tym, że przestaje panować nad rozmową – Nie, nie, Tam została tylko zastawiona pułapka… w parku.
- W parku ? – wypytywał Brougham. Nagle coś sobie przypomniał i twarz mu się rozjaśniła – A, tak, Rosings Park ! Majątek twojej ciotki. Cóż, więc to musiała być Kłamliwa Kobieta z Londynu z Wizytą w Kent, której się wyrzekamy. I niebiosa wiedzą, że z całego serca się z tobą zgadzam ! Za Kłamliwe… Nie ? – przerwał swój toast widząc, że Darcy kręci głową.
- Hertfordshire !
- A, Hertfordshire ! – powiedział zaskoczony – Nie mogę powiedzieć, że wiem dużo o kobietach z Hertfordshire, z pewnością nie tyle, żeby się ich wyrzekać ! Musisz mnie najpierw oświecić, przyjacielu.
Wyraz najwyższego obrzydzenia przemknął przez twarz Darcy’ego.
- W Hertfordshire chowają je niczym króliki, przynajmniej po pięć na rodzinę ! Mają matki-kocice, które nie robią nic, tylko leżą i czekają na odpowiedniego dżentelmena, żeby się na niego rzucić i przykuć go do jednej ze swoich córek, biegających po okolicy gdzie im się podoba, niczym łobuziaki, uganiające się za żołnierzami !
- W Hertfordshire ? – odparł Brougham zdumiony – Nie miałem pojęcia, że to takie interesujące miejsce !
- Interesujące ! – Darcy odstawił swój kieliszek z taką siłą, że jego zawartość rozlała się po stole, mocząc mankiety jego rękawów – O kurczę ! – odsunął się od stołu, ale nie na tyle szybko, zanim kilka kropel nie spadło na spodnie. Jego wybuch zwrócił uwagę młodej służącej, która przybiegła z kawałkiem szmaty, ale przyjrzawszy się bliżej klientom ściągnęła koronkową chusteczkę, którą nosiła na staniku.
- Spokojnie, kochaniutki – przymilała się do Darcy’ego przecierając jego rękaw tanio pachnącym płótnem – Nic nie widać !
Cofając się przed jej staraniami, ze zwięźle uprzejmym „Dziękuję, panienko” zarekwirował kawałek materiału i pochylił się niepewnie, żeby wykorzystać go na nogawce spodni.
- Proszę bardzo ! – znowu zaczęła się do niego mizdrzyć, ale ponieważ nie podniósł od razu wzroku znad swoich starań, pobiegła do wdzięczniejszych klientów.
Kiedy ostrożnie z powrotem oparł się w krześle, zobaczył rozbawioną twarz Broughama.
- Z pewnością nic ci nie groziło w tym hrabstwie o podejrzanej reputacji. Twoje podejście do kobiet musiało cię z pewnością ochronić przed takimi natarczywymi, szokującymi kobietami, jakie opisałeś ! – przerwał widząc na twarzy Darcy’ego grymas niezadowolenia – A może nie wszystkie zachowywały się w tak szokujący sposób i nie wszystkie były tak rozkochane w czerwonych mundurach i złotych epoletach ?
- Ha ! – prychnął Darcy, w roztargnieniu wkładając chusteczkę do kieszeni surduta – Ubierz najgorszego łajdaka w czerwony mundur, a natychmiast stanie się świętym, którego szeptane kłamstwa są bardziej wiarygodne niż całe życie i reputacja drugiego !
- Aha, Wąż w ogrodzie Hertfordshire ! – jego słuchacz z powagą kiwał głową, gdy Darcy podniósł kieliszek, a zauważywszy, że większość brandy się wylała, sięgnął po butelkę. Brougham go uprzedził – Poczekaj, Fitz. Ja to zrobię – powiedział przeciągle i nalał mu – Starczy na nasze śluby – wyjaśnił na widok niezadowolonego spojrzenia Darcy’ego – Składane przeciwko twojej Ewie z Hertfordshire. Tak – jego lordowska mość zrobił się elokwentny, gdy Darcy przyglądał mu się z narastającą konsternacją – Wyjątkowo stosowna metafora, kiedy się o tym pomyśli. Wąż w Ogrodzie, Ewa w parku… który w rzeczywistości nie jest niczym więcej niż wielkim Ogrodem, rozumiesz… Szepty do jej ucha, Ewa w przenośni „gryzie” i potem podaje tobie – naszemu Adamowi – istotę gorzkiego owocu. Tak, symetria jest niemal idealna.
Kieliszek Darcy’ego powtórnie uderzył o stół.
- O czym ty do diabła mówisz ? Nigdy nie byłem w ogrodzie z kobietą o imieniu Ewa !
- Więc o kim mówimy ? – zapytał niewinnie Brougham.
- Elizabeth, nieszczęsny idioto ! – wycedził Darcy – Elizabeth !.
|
|
|