To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Seriale - Robin of Sherwood

Anonymous - Pon 16 Sie, 2010 14:40

Ja juz kiedys pisalam, ze praedowa skleila sie od razu na zasadzie uleglosci przywodcy. Czarny mial nieporownywalnie wiekszy autorytet - tak sam w sobie i wiekszosci przypadkow - on decydowal, a reszta robila. I jak widac - bez przywodcy, wszyscy poczuli sie jak sieroty, rozpierzchli gdzie popadnie.
Natomiast biala druzyna kleila sie dluzej - glownie ze wzgledu na te nierownosc spoleczna. Czarny byl "Swoj", latwiej mu bylo ufac. Bialy byl "obcy" - klasowo i spolecznie - dlatego dluzej musial pracowac i na zaufanie i przede wszystkim na przyjazn i akceptacje - czyli to wszystko, co Czarny dostal niemal z przydzialu. De facto Biala druzyna jest bardziej drużyna, niż drużyną Robina Hoodego. Bardziej ze soba wspolpracuja, a nie tylko sluchaja polecen. Bialy nie mogl narzucic swojej woli i dyktatury, bo zbyt mocno przypominaloby to relacje Pan-sluga (zreszta w ktoryms odcinku Will mu to zarzuca). Nie mogl tez sie znizyc - bo jakizby to byl autorytet? Strategia przetrwania w tym przypadku bylo nominalne wyniesienie reszty druzyny do roli partnera, ktorego zdanie sie liczy.

I chyba dlatego uwazam, ze scenariusz jest tak dobry (rowniez pod katem psychologicznym), a gra Bialego nigdy mnie jakos nie razila. On musial zagrac inaczej, bo gral zupelnie inna postac. Nie mogl powielic schematu.
Poza tym, zamiana aktorow sprawila, ze do calkiem zgranego zespolu doszedl ktos nowy i te niepewnosc widac po Jasonie. Dodaje to wiarygodnosci calej tej hipotezie, o ktorej pisalam :)

BeeMeR - Pon 16 Sie, 2010 14:50

3x10 The Pretender

Świetny pomysł na odcinek - :oklaski:

Stara królowa idzie w odstawkę na rzecz młodszej, która chcąc się wkupić w łaski ludu pielgrzymuje po całym królestwie - rzecz znana nie od dziś :P - niemniej pięknie sportretowano obie panie i intrygi między nimi :)


Podjudzona przez podającego się za bratanka króla młodzieńca, który to próbuje mierzyć się w walce z Nasirem :P drużyna nikczemnie wyrzuca Robina (moje zdanie na ten temat wyżej :roll: )


I poprzenbierana za żebraków bieży do tegoż samego sanktuarium co królowa :) oj, dzieje się :mrgreen:


A tymczasem szeryf zachorzał, więc i Guy wykorzystuje tę chwilę, by knuć przeciw niemu :twisted:

BeeMeR - Pon 16 Sie, 2010 14:58

AineNiRigani napisał/a:
Czarny byl "Swoj", latwiej mu bylo ufac. Bialy byl "obcy" - klasowo i spolecznie - dlatego dluzej musial pracowac i na zaufanie i przede wszystkim na przyjazn i akceptacje - czyli to wszystko, co Czarny dostal niemal z przydzialu. De facto Biala druzyna jest bardziej drużyna, niż drużyną Robina Hoodego. Bardziej ze soba wspolpracuja, a nie tylko sluchaja polecen. Bialy nie mogl narzucic swojej woli i dyktatury, bo zbyt mocno przypominaloby to relacje Pan-sluga (zreszta w ktoryms odcinku Will mu to zarzuca).
Ależ przeciwko temu nigdy nic nie miałam - popieram i rozumiem jak najbardziej :)

AineNiRigani napisał/a:
gra Bialego nigdy mnie jakos nie razila. On musial zagrac inaczej, bo gral zupelnie inna postac. Nie mogl powielic schematu.
Widzisz, problem tkwi w tym, że moim osobistym zdaniem on nie za bardzo gra - on jest i czasem coś powie. :roll:
I to nie jest tylko to, że mi się nie podoba, bo Guy, szeryf ani Gulnar też nie sa w moim typie, a podobają mi się jako postaci - acz oni są dość przerysowani, i może łatwiej to przerysowanie zagrać niż pozytywną postać - ale z drugiej strony cała drużyna jest pozytywna, a żadne inna postać mnie nie nuży tak jak Biały Robin. Powtarzam - wykonanie mi nie pasuje, abstrahując od pomysłu na Białego Robina, który uważam za bardzo interesujący.

BeeMeR - Pon 16 Sie, 2010 15:34

A ponieważ ostatnio "przeleciałam" ;) Robina aż do końca, to już się do końca hurtem pozachwycam: :mrgreen:

3x11 Rutterkin

Bardzo fajny odcinek :mrgreen:

I czary (domniemane głównie, ale zawsze coś ;) . i król Jan :twisted:

Stara Meg zostaje oskarżona o czary i zdradę króla


Tymczasem w lesie sielanka - lubię te och gry i zabawy :mrgreen: - a Mały John chce się żenić - nic dziwnego ;) Robin też coś takiego przemyśliwa


Król Jan (śliczności moje ulubione :rotfl: ) jest cierpiący i łatwo wydaje srogie wyroki


tym razem ofiarą intryg pada ojciec Robina (i niewątpliwie Guya ;) )


Drużyna Robina też, jako że zostaje zwabiona w pułapkę i wpada w szpony "sprawiedliwości"


Zatem oczywiście dzielny Robin ratuje ojca, Meg oraz drużynę - i jeszcze po drodze mamy uroczą scenę łapania świń :mrgreen:


Bawiłam się odcinkiem doskonale :cheerleader2:

BeeMeR - Pon 16 Sie, 2010 16:18

13x12-13 Czas wilka

Rewelacyjny odcinek (podwójny) - cieszę się, że zakończyli serię mocnym, udanym akcentem :cheerleader2:
Gulnar - wracający uparcie coby Voldemort ;) - jest znakomitą postacią - którą wygląd i głos predestynuje do roli najźlejszego ze Zuych :banan_czerwony:
Napada on na opactwo, wyrzyna bezbronnych mnichów i zasadza się na Herna - i każdego innego, kogo się da, zatem w opactwie skrzyżują się drogi wielu postaci :mrgreen:





Przede wszystkim Gulnar przekabaca Guya i robi z niego swego żołnierza


Po drugie Gulnar lepi sobie sobowtóra Robina z gliny - i każe tej kopii rozrabiać ile wlezie po okolicy




Kopia Robina charakteryzuje się żółtawym obfitym uzębieniem wystającym z pyska :rotfl: nietrudno więc Robinów dwóch rozróżnić ;)


W międzyczasie szeryf uciska etatowych biedaków z wioski ;)


Robin romansuje z Marion - a potem ta trafia do klasztoru, jeździ konno, ratuje Herna, walczy sam ze swoją kopią :excited: i pięknie żegna się z drużyną Marion i widzami - odcinek super :cheerleader2:





Trzykrotka - Wto 17 Sie, 2010 08:31

Basiu, twoje relacje to sama rozkosz :banan: . Mam do serialu podobny stosunek jak Admete i Riella - nabożny wręcz, bo to legenda mojej młodości, więc nie wrócilam do niego, nawet kiedy mogłam, zeby legendą pozostał. Ale czytam z radością.
Nie pamiętam - Czas Wilka był końcówką nie tylko sezonu, ale całego serialu?

Deanariell - Wto 17 Sie, 2010 08:59

Trzykrotka napisał/a:
Nie pamiętam - Czas Wilka był końcówką nie tylko sezonu, ale całego serialu?

Niestety tak. :( Nie powiem, żeby mnie wtedy uradowało takie zakończenie, ale w sumie po latach stwierdzam, że wolę tę nostalgię, niż klasyczny happy end. ;) Było to bardziej prawdopodobne - porównując z hollywoodzkimi produkcjami typu "faceci w rajtuzach" z Errol'em Flynn'em czy nawet Kevin'em Costner'em. :P

BeeMeR napisał/a:
Król Jan

To był dopiero obleśny typek... :obrzydzenie: :wink:
BeeMeR napisał/a:
tym razem ofiarą intryg pada ojciec Robina (i niewątpliwie Guya

Tffffuuu! Tffffu! Nie szerzmy w tym wątku takich herezji! :confused3: To nie ten serial! :lol: :rotfl:
BeeMeR napisał/a:
Gulnar - wracający uparcie coby Voldemort

:mrgreen: Coś jakby. ;) Z tym, że Voldemort przy Gulnarze to pikuś, nawet w połowie nie był tak straszny i szalony. :P
BeeMeR napisał/a:
Gulnar lepi sobie sobowtóra Robina z gliny

Motyw golema, ciekawy pomysł wykorzystali scenarzyści. :oklaski: :)
BeeMeR napisał/a:
Kopia Robina charakteryzuje się żółtawym obfitym uzębieniem wystającym z pyska

Okropne to było, okropnie się wtedy tym wszystkim denerwowałam. :paddotylu: Btw - ortodonta by na nim zarobił. :P

Smutno mi było, kiedy Marion zdecydowała się zostać w klasztorze, ale rozumiem jej motywy... Drugi raz już nie zniosłaby straty ukochanego, mimo wszystko jakiś żal pozostał, że tak się to wszystko skończyło. :-| Może nie było tylu łez, co przy Czarnym Robinie i takiej eskalacji emocji, ale ogólny klimat się człowiekowi udzielał...

praedzio - Wto 17 Sie, 2010 09:06

Przy końcówce z Czarnym Robinem płakałam jak bóbr - i ogólnie to była czarna rozpacz. ;) Natomiast końcówka z Białym Robinem zawiera w sobie jakąś pogodną nostalgię, nutę optymizmu. Marion odeszła, ale Robin i drużyna została.
praedzio - Nie 05 Wrz, 2010 11:36

Odrobina humoru: http://www.chm.michael-pr.../rollsmpshh.htm
:wink:

Aragonte - Nie 05 Wrz, 2010 11:58

Niektóre ujęcia całkiem dobre :lol:
praedzio - Nie 05 Wrz, 2010 12:19

Noooo, taki Zorro na przykład.... :serce2: :rotfl:
milenaj - Nie 19 Wrz, 2010 19:01

Agn napisał/a:
RoS jest serialem, który zawiera w sobie taką porcję magii, że nie da się nie kochać tego serialu. Bo to inna bajka. W wersji z Costnerem trzymasz kciuki za szeryfa, a w RoS - za Robina i jego bandę.
A w Michaelu Praedzie to się swojego czasu kochały miliony kobiet. Dziwne, nie? :D


E...Nie takie dziwne. Pamiętam, że miałam skądś plakat tegoż Robina. Traktowałam go jak skarb. :serduszkate: No, ale mój brat podarł ten skarb w odwecie za coś tam. :wsciekla:
Dzieckiem był wtedy i tylko to go uratował. Niemniej rozpacz moja była ogromna.

Mój pierwszy plakat....

Agn - Nie 19 Wrz, 2010 19:04

To było ironiczne "dziwne, nie?" :D
Oj, pierwszy plakat z Michaelem Praedem... ja bym nie patrzyła na wiek winowajcy - dostałby lanie jak się patrzy! :evil:

praedzio - Nie 19 Wrz, 2010 19:08

Ja już nic nie mówię. ;)
Eeva - Nie 19 Wrz, 2010 21:58

Agn napisał/a:
RoS jest serialem, który zawiera w sobie taką porcję magii, że nie da się nie kochać tego serialu. Bo to inna bajka. W wersji z Costnerem trzymasz kciuki za szeryfa, a w RoS - za Robina i jego bandę.


Właściwie to da się nie kochać - ja nie kocham. Ten serial ma tak malo wspólnego z książką, która uwielbiam, że wydaje mi się bluźnierstwem ;-)

Agn napisał/a:
A w Michaelu Praedzie to się swojego czasu kochały miliony kobiet. Dziwne, nie? :D


Dziwne dziwne, bo jak dla mnie mega niewyględny jest.

praedzio - Nie 19 Wrz, 2010 22:03

Jaką książką? RoS został stworzony niejako od podstaw przez Richarda Carpentera, więc nie mógł powstać na podstawie żadnej książki.

Nt. urody Praeda nie będę się wypowiadać, bo i tak każdy zna moje zdanie. A gusta jak wiadomo są różne. :wink:

Agn - Nie 19 Wrz, 2010 22:04

Eevo, jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę. :-P
A RoS nie był na podstawie żadnej książki, więc...
Choć takiego magicznego Robina chętnie bym przeczytała, nawet pięćset razy. :)

Admete - Nie 19 Wrz, 2010 22:04

Ty jesteś młoda ;) Fenomen RoS można wytłumaczyć tylko w kontekście lat 80 ;) Nam każda inna wersja RH wydaje się bluźnierstwem. A już zwłaszcza te popłuczyny po legendzie, jakie ostatnio zaserwowało nam BBC :roll: Nie dało sie tego obejrzeć :confused3: RoS nie jest ekranizacją żadnej książki, więc nie można go do niej odnosić A tak przy okazji, to o jaką książkę ci chodzi?
Tylko przenieśmy się z ewentualną dyskusją do wątku Robina z Sherwood, żeby nie śmiecić tutaj.

Eeva - Nie 19 Wrz, 2010 22:08

RoS jest tylko luźną fantazją na temat RH.
Nie wypowiem się o RH w wersji BBC bo to jakies nieporozumienie (nie mówie tu o Ryśku, który jest super nawet w nieporozumieniu).

No nie wiem, magiczy Robin? nie wiem...

Eeva - Nie 19 Wrz, 2010 22:11

Admete napisał/a:
RoS nie jest ekranizacją żadnej książki, więc nie można go do niej odnosić A tak przy okazji, to o jaką książkę ci chodzi?


jedyna i słuszna książka napisana przez Howarda Pyle, wydana w 1883 roku - Wesołe Przygody Robin Hooda

Agn - Nie 19 Wrz, 2010 22:11

Magiczny tzn. magicznie przyciągający. No i ciut magii faktycznie w tym serialu się pojawiło. Ale bez przesady, przecież Robin nie był tam Harrym Potterem. ;)

PS Czyli do bólu klasyka. A ja uwielbiam książkę "Zielony maj Robina" - jest cudna i urokliwa. Nawet jeśli na okładce są dwa serduszka i zdjęcie Atreyu z trzeciej części "Niekończącej się opowieści" (no comment).

praedzio - Nie 19 Wrz, 2010 22:11

Cytat:
RoS jest tylko luźną fantazją na temat RH.

Jak każda ekranizacja/książka. ;) Według historyków taka postać w ogóle nie istniała. ;)

RoS ma przewagę nad innymi ekranizacjami, że łączy w sobie wiele wariantów legendy o Robinie z Sherwood.

Ale powiedz, o jakiej książce mówisz - jestem ciekawa. :D

Agn - Nie 19 Wrz, 2010 22:13

Historycy także uważają, że żadnej Marion nigdy nie było, a sam Robin był gejem, bo deklarował, że jego największą miłością był Mały John.
Ale legenda jest piękna. :)

praedzio - Nie 19 Wrz, 2010 22:14

Kurde, Agn, zakrztusiłam się sucharkiem! :rotfl:

Ja sentymentem darzę powieść Tadeusza Kraszewskiego Robin Hood. Marianna - żona Robin Hooda.

Admete - Nie 19 Wrz, 2010 22:15

Eeva napisał/a:
Admete napisał/a:
RoS nie jest ekranizacją żadnej książki, więc nie można go do niej odnosić A tak przy okazji, to o jaką książkę ci chodzi?


jedyna i słuszna książka napisana przez Howarda Pyle, wydana w 1883 roku - Wesołe Przygody Robin Hooda


Czyli akurat ta, która jest według mniei wersją typowo przygodową i najmniej mi odpowiada ;) Ja w legenadach o RH nie tyle szukam przygody, co magii. W serialu jest właśnie magia, tajemnica, przeznaczenie, nieuchronnośc zdarzeń. To jest serial fantasy w dodatku jeden z pierwszych nowoczesnych seriali tego typu. To było wtedy w latach 80 absolutne novum.

Cytat:
RoS jest tylko luźną fantazją na temat RH.


A czym innym miałaby być? Wersji legendy jest mnóstwo i każdy interpretuje, jak mu podpowiada intuicja i serce ;) Znasz naszą polską wersję?

Zielony maj Robina jest całkiem fajny.


Tu jest wersja Tadeusza Kraszewskiego:

http://wysylkowa.pl/ks785907.html

Była też dośc dziwna wariacja Pacyńskiego na temat legendy.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group