Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego
Maryann - Czw 18 Sty, 2007 11:30
| Marija napisał/a: | | Trzykrotka napisał/a: | Cóż ten Bingley robił panience publicznie, ze groziłao to rychłymi zaręczynami?? | Czyżby ją podszczypał? |
A cóż to Ci do głowy przychodzi ? Dobrze wychowany dżentelmen dobrze wychowaną pannę ? Marija !
Caroline - Czw 18 Sty, 2007 11:41
Tak właściwie to co Darcy w fanfiku miał do Jane i Bingleya? I jak to o nim świadczy.
Sam chciał flirtować z Elizabeth i co potem? Bye, bye panienko o ciętym języku i niskich koneksjach? Nieładnie. :razz:
PS: już siem uśmiecham
Maryann - Czw 18 Sty, 2007 12:00
| Caroline napisał/a: | Tak właściwie to co Darcy w fanfiku miał do Jane i Bingleya? I jak to o nim świadczy.
Sam chciał flirtować z Elizabeth i co potem? Bye, bye panienko o ciętym języku i niskich koneksjach? Nieładnie. :razz: |
No świadczy rzeczywiście nie za bardzo. Poza tym, że on się chyba bał, że Jane nic do Bingleya nie czuje i po prostu chce "złowić" bogatego męża. Że Bingley się uczuciowo zaangażuje bez szansy na wzajemność, a w ramach rekompensaty dostanie tylko "cudowną" rodzinkę.
A Elizabeth ? To chyba było trochę poza jego kontrolą. Przecież bardzo starał się nią nie interesować (w bibliotece na przykład ), tylko nic mu z tego nie wychodziło.
| Caroline napisał/a: | PS: już siem uśmiecham |
:grin:
Dione - Czw 18 Sty, 2007 12:25
JA napisała gdzieś, jako domysły Lizzy, że Darcy chciał, żeby Bingley poślubił jego siostrę. Ale tak mi się zdaje, że to chyba nie było tak. Bingley'owie byli chyba jeszcze za mało uznawani towarzysko. Nie mieli tytułu i tp., jedynie pieniądze. Poza tym Bingley był chyba za bardzo ulegający wpływom, żeby Darcy widział go w roli przyszłego opiekuna swojej małej ukochanej siostrzyczki. Ja to bym powiedziała, ze Darcy chyba chciał ożenić Bingley'a z jakąś posażna panną, żeby chlopak zwiększył swoją pozycję. Jane była poprostu za biedna i miała za słabe koneksje. No i to przekonanie, że jej rodzina chce go usidlić.
A co do jego zainetresowania Elżbieta i tym jak się to ma do Bingley'a i Jane. Przypomnijcie sobie wszystkie koleżanki, które spotykały się z nieodpowiednimi facetami. On zawsze jest cudny i wogóle, choć zdradza na każdym kroku. Nic do nich nie trafia, ale tłumaczyć innej, że jakiś facet jest draniem to zawsze pierwsze.
Marija - Czw 18 Sty, 2007 12:26
"Bingley Jane" to się tak mówi, hehehe . Normalny facet to by taką Jane zjadł :razz: , w każdej epoce. Ale te konwenanse!!! Obrzydliwość
Maryann - Czw 18 Sty, 2007 12:28
| Caroline napisał/a: | | Nieładnie. :razz: |
Zbliżamy się do takiego etapu, że chyba często nam się pan Darcy nie będzie podobał. No, z wyjątkami...
Ale to minie, a potem...
Dione - Czw 18 Sty, 2007 12:47
A mnie on się zawsze podoba. Nawet jak jest zimny, złośliwy i cyniczny. Bo ja wiem, ze on tak w głębi jest taki mocno wrażliwy...
Teraz to ja złośliwa jestem
Maryann - Czw 18 Sty, 2007 16:26
| Alison napisał/a: | | Maryann napisał/a: | A czy ktoś myślał, że na poważnie ? Bingley Jane ? |
No przepraszam, w 2005 to głaskał ją po sukience, że się tak wyrażę.... :razz:
PUBLICZNIE!!!! |
Na temat, że się tak wyrażę, akuratności merytorycznej P&P 2005 to ja się może wyrażać nie będę...
Zamiast tego fragmentem się wesprę:
Wszelkie formy dotykania osób płci przeciwnej powinny być ograniczone do minimum.
Okrywanie szalem ramion damy, czy pomaganie jej przy wsiadaniu na konia, wsiadaniu do powozu itp, jest oczywiście całkowicie do przyjęcia. I jest całkowicie poprawne, jeśli dżentelmen zaoferuje damie ramię podczas spaceru. (Pocałunki - nawet między zaręczoną parą - są oczywiście wykluczone.)
Josephine Ross "Przewodnik Jane Austen po dobrych manierach."
Maryann - Pią 19 Sty, 2007 09:05
Szanowne Panie i Panny, dziś słów parę na temat pożytków płynących z (mimowolnego) podsłuchiwania.
- …to będzie szybko, tego może pani być pewna, lady Lucas. Jestem przeciwna długim zaręczynom i nie oszukuję samej siebie sądząc, że pan Bingley również. Proszę tylko na nich spojrzeć, a zobaczy pani, że będzie chciał jak najszybciej załatwić sprawę.
Pomruk samozadowolenia w głosie kobiety z całą siłą przypomniał Darcy’emu jego pierwsze wrażenie dotyczące pani Fanny Bennet. Siedziała po drugiej stronie stołu o dwa miejsca w bok, tak pulchna i obojętna na jego obecność, jak stary kot, którego uwaga jest całkowicie skupiona na szczególnie apetycznej myszy. Darcy ledwo powstrzymał dreszcz wywołany przez tę analogię. Nienawidził kotów, ich wybiórcza uwaga dla autorytetu i ich skłonność do znęcania się dla zabawy nad swoim pożywieniem z trudem przemawiały do jego zdyscyplinowanego poglądu na życie. Pani Bennet pierwszego wieczoru ich znajomości zrobiła na nim takie samo wrażenie.
- Taki czarujący młody człowiek, i taki bogaty ! W każdym calu odpowiednia partia dla mojej pięknej Jane. I kiedy weźmie się pod uwagę, że Netherfield jest tylko o trzy mile od Longbourn ! Cóż… jako matka, może pani, lady Lucas, może pani od razu ocenić korzyści.
Darcy w sposób widoczny wzdrygnął się na potworne prostactwo tej dyskusji o nadziejach pani Bennet na Bingleya jako zięcia. Podniósł nóż i widelec i ledwo wiedząc, co robi, zaczął kroić swoje mięso.
- Może sobie pani wyobrazić, jaka to dla mnie radość widzieć codziennie, jak siostry pana Bingleya obsypują Jane względami. Niewątpliwie muszą pragnąć tego związku. A dlaczego nie ? Nazwisko Bennetów, chociaż nie arystokratyczne, nie jest nieznane wśród wybitnych w Anglii.
Darcy omal nie udławił się kęsem szynki, który właśnie przełykał. Szybko sięgnął po kieliszek z winem i wypił duży łyk. To nie do zniesienia ! Zimna jak stal pogarda zmroziła jego rysy. Czy ta kobieta jest szalona, czy tylko jest mistrzynią w okłamywaniu samej siebie ? Rzucił okiem na Elizabeth siedzącą naprzeciwko i w tym samym momencie poczuł na własnej twarzy gorąco jej rumieńca. Jej oczy patrzyły wszędzie, byle nie na niego, ze wzburzenia przygryzała dolną wargę. Darcy opuścił wzrok do swojego kieliszka i poruszył jego pozostałą zawartością.
- Poza tym to taka obiecująca sytuacja dla młodszych dziewcząt i wielka ulga dla mnie. Dziwi się pani, że to mówię ? Cóż, mówiąc szczerze… Jeśli Jane tak dobrze wyjdzie za mąż, to pomoże swoim siostrom znaleźć bogatych konkurentów…
- Mamo, proszę ! – Darcy usłyszał błaganie Elizabeth, ale oburzony z powodu przyjaciela, a nie samego siebie, nie wziął go pod uwagę.
- …i wtedy będzie tak przyjemnie powierzyć je opiece siostry, a ja nie będę już musiała udzielać się w towarzystwie więcej niż bym chciała.
- Mamo, mów ciszej, błagam ! – w głosie Elizabeth brzmiała prawdziwa rozpacz i słysząc to pogarda Darcy’ego zrobiła miejsce dla gniewu na tę kobietę z powodu sytuacji, w jakiej przez nią znalazła się jej córka.
- Lizzy, nie przerywaj mi. Przepraszam, lady Lucas, o czym to mówiłam ? A, tak ! Chciałam panią zapewnić, że mimo własnego szczęścia nie jest mi obojętny los pani posłusznych córek. Jestem pewna, że wkrótce znajdzie się pani w tak szczęśliwym położeniu, jak ja.
Darcy zauważył, że Elizabeth raz jeszcze odwróciła się do matki ze zdenerwowaniem i wstydem wypisanym na twarzy i podkreślonym wyjątkowym blaskiem oczu. Wysyczała coś do matki niskim, niesłyszalnym głosem. Domyślił się, że to było coś o nim. Nie czekał długo na potwierdzenie.
- A czymże to jest dla mnie pan Darcy, bym musiała się go bać ? – obraźliwa uwaga pani Bennet smagnęła go niczym policzek – Jestem pewna, że nie jesteśmy mu winni tak szczególnej uprzejmości, żeby nie mówić tego, co mu się może nie spodobać.
Darcy wolno pociągnął łyk wina i niespiesznie odstawił kieliszek. Nigdy dotąd nie był świadkiem takiego pokazu niestosownego zachowania w kulturalnym towarzystwie. Ponadto fakt, że stał się jego obiektem, był tak zdumiewający, tak niesmaczny, że odebrał mu mowę. Nie wiedział, jak zareagować. Pani Bennet trajkotała dalej, nie zważając na pełne zakłopotania spojrzenia zwracane na nią przez córkę i lady Lucas. Ku swej uldze Darcy stwierdził, że nikt na niego nie patrzył oprócz Elizabeth, której upokorzenie zachowaniem matki wywołało rumieńce wstydu na twarzy i ramionach. Nieopatrzne pragnienie ulżenia jej w jakiś sposób złagodziło jego odrazę, ale nie zmieniło nowo podjętego, nieprzejednanego postanowienia, że nic w świecie nie powstrzyma go przed zapobieżeniem mezaliansowi między Bingleyem a tą rodziną. Podniósł swój widelec i nie czując smaku, skierował swoją uwagę na jedzenie tego, co miał na talerzu, cały czas zastanawiając się nad strategią swojej zbliżającej się kampanii.
Ania1956 - Pią 19 Sty, 2007 09:18
No i pani Bennet się doczekała!! Nie trzeba było zadzierać z Mateuszem!!!
Marija - Pią 19 Sty, 2007 09:48
| Ania1956 napisał/a: | | No i pani Bennet się doczekała!! Nie trzeba było zadzierać z Mateuszem!!! | Z kim nie zadzierać?
Autor fanfika szarżuje tu straszliwie - pani Bennet nawet w dziesiejszym towarzystwie wyszłaby na chamkę, niestety. :oops:
Maryann - Pią 19 Sty, 2007 10:12
Czy ja wiem, czy szarżuje ? Ta konwersacja raczej zgadza się z opisem, jaki mamy u JA. Włącznie z tekstem na temat Darcy'ego.
KIKA - Pią 19 Sty, 2007 11:06
| Marija napisał/a: | Ania1956 napisał/a:
No i pani Bennet się doczekała!! Nie trzeba było zadzierać z Mateuszem!!!
Z kim nie zadzierać? |
Ania zapewne zna wersję z 2006 roku... a my mamy przed oczętami Darcego z 1995 roku... :grin:
Dzięki wielkie Maryann....
Ania1956 - Pią 19 Sty, 2007 11:24
| KIKA napisał/a: | | Marija napisał/a: | Ania1956 napisał/a:
No i pani Bennet się doczekała!! Nie trzeba było zadzierać z Mateuszem!!!
Z kim nie zadzierać? |
Ania zapewne zna wersję z 2006 roku... a my mamy przed oczętami Darcego z 1995 roku... :grin:
... |
Znam oba filmy. Zaczynałam od serialu, ale wersja z 2006 r bardziej do mnie trafiła i chyba dlatego bezwiednie napisałam "Mateusz" (nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy dopiero jak zobaczyłam wasze odpowiedzi to do mnie dotarło co zrobiłam)
KIKA - Pią 19 Sty, 2007 11:40
| Ania1956 napisał/a: | | bezwiednie napisałam "Mateusz" (nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy dopiero jak zobaczyłam wasze odpowiedzi to do mnie dotarło co zrobiłam) |
nic takiego nie zrobiłaś... w końcu Darcym był i Colinek i Mateuszek.... na szczęście mamy w kim wybierać, a od przybytku głowa widomo ... nie boli...
Ulka - Pią 19 Sty, 2007 15:41
| Maryann napisał/a: | | Nienawidził kotów, |
No to rzeczywiście Darcy chyba niektórym dopiero dziś podpadnie!
Kaziuta - Pią 19 Sty, 2007 17:54
To prawda, że matka jest odpychająca i Darcy usłyszał kilka przykrych słów, ale czy to jest powód aby niszczyć szczęście przyjaciela. Zrażony tańcem z Lizzy, podjudzony przez pannę Bingley kiedy zobaczyl go szczęśliwego i nadskakującego Jane zachował się jak pies ogrodnika co to sam nie zje i drugiemu nie da.
asiek - Pią 19 Sty, 2007 18:25
Masz rację Kaziutko. Trudno tu usprawiedliwiać naszego ulubieńca. Zraniona duma i złość wzięły górę.
Gunia - Pią 19 Sty, 2007 19:41
No! Jak zwykle opóźniona, dwa ciacha naraz, ale jestem na bieżąco.
Zwróciłam uwagę, że pośród tych rozbieżności między ffem i książką ten dialog jest bardzo dokładnie odwzorowany. Ech ta pani Bennet. Gdybym była na miejscu Lizzy, to chyba zemdlałabym... To straszny popis i to tuż pod nosem Darcy'ego.
Co do usadzania gości, to jest to raczej sprawka Bingleya, bo rozmieszczanie gości przy stole to chyba przywilej gospodarza? Jak to widzą znawczynie epoki?
A ten Darcy to faktycznie kawał potwora. Zwłaszcza przy oglądaniu oświadczyn w nowej "DiU" rzuciło mi się na myśl, że to straszny hipokryta. Ale co zrobić, skoro jest taki s-e-x-y...
Maryann - Pią 19 Sty, 2007 20:02
| Kaziuta napisał/a: | | To prawda, że matka jest odpychająca i Darcy usłyszał kilka przykrych słów, ale czy to jest powód aby niszczyć szczęście przyjaciela. |
Ale, Kaziutko, on po prostu nie chciał, żeby jego przyjaciel miał taką chamowatą teściową i szwagierki-idiotki. On to wszystko zrobił dla jego dobra...
Gunia - Pią 19 Sty, 2007 20:03
Tak... Co do swojego dobra, to był gotów do poświęceń... Ale z niego altruista.
hamadryad - Pią 19 Sty, 2007 22:57
Jak ja mogłam trafić tu dopiero teraz? Ale lepiej późno niż wcale. Zawsze uważałam, że pan Darcy jest kontrowersyjną postacią, pełną sprzeczności. Przynajmniej ja tak go odbieram :smile: Fajne opowiadanie... a czy wie ktoś, gdzie można znaleźć opowiadanie, pisane dłońmi panny (jeszcze) Elżbiety Bennet?
Maryann - Sob 20 Sty, 2007 08:00
"Strasznego popisu" ciąg dalszy:
Resztę wieczoru Darcy spędził na uważnej obserwacji rodziny Bennetów. Jego głównym celem było ustalenie stopnia zauroczenia Bingleya oraz uczuć panny Bennet. W pełni świadomy skłonności Charlesa do entuzjazmu Darcy nie mógł z całą pewnością określić natury uczuć przyjaciela – czy Bingley był rzeczywiście na drodze do zakochania się, czy tylko uległ urokowi ładnej buzi i miłego usposobienia ?
Osobna sprawa z panną Bennet Jak dyskretnie zaobserwował Darcy, zdawała się przyjmować zainteresowanie Bingleya ze stosownym wdziękiem i skromnością, ale przepełniony radością sposób, w jaki odnosił się do niej Bingley, nie znajdował odzwierciedlenia ani w jej twarzy, ani w sposobie bycia. Wyglądało na to, że atencje Bingleya z pewnością sprawiają jej przyjemność, ale pozostaje obojętna, a Darcy nie zauważył w jej zachowaniu nic ponad stosowne podziękowanie za zaszczyt, jaki jego przyjaciel wyświadcza jej swymi wyjątkowymi względami. Nie, nie wyglądała na naprawdę zaangażowaną, zdecydował Darcy. Jeśli Charles w to wierzy, to zwodzi samego siebie.
Po skończonej kolacji poproszono o występ – panowie zapragnęli śpiewu dam. Darcy usiadł wygodnie w fotelu, odczuwając w równym stopniu nadzieję, co obawę, że Elizabeth mogłaby odpowiedzieć na tę prośbę. Rzut oka powiedział mu, że ona nie jest w stanie występować. Opuściła wzrok na rękawiczki, a jej wargi były niemal bezkrwiste, tak mocno je zaciskała. Podniosła oczy tylko w chwili, gdy poruszenie wśród młodszych panien zmaterializowało się w postaci innej z córek Bennetów.
- O, Boże… Mary Bennet – Darcy usłyszał za plecami szept, na który odpowiedziano cichym jękiem.
- Zbierzcie odwagę, chłopcy – ostrzegł porucznik swoich kolegów siedzących u dołu stołu – Przeżyjecie to, a żadne francuskie zawołania bitewne was nie obejdą.
Darcy rzucił zaniepokojone spojrzenie na Elizabeth, niepewny, czy słyszała ten prostacki komentarz, płynący na fali powszechnych oczekiwań. Jej oczy były zamknięte, jakby z bólu. Jej usta poruszały się, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Uprzejme oklaski przypomniały mu o zbliżającym się występie. Odwrócił się, przygotowując się na to, co miało nastąpić.
Im dłużej Mary Bennet śpiewała, tym Darcy stawał się bardziej poważny. W przeciwieństwie do starszej siostry, ta córka Bennetów miała głos niezwykły tylko ze względu na jego słabość, którą usiłowała ukryć przy pomocy pretensjonalnych ruchów, bardziej odpowiednich na scenę niż na prywatną kolację. Ani niezdolność do utrzymania melodii, ani pośmiewisko, jakie jej występ sprowokował, nie zniechęcały jej. Zaledwie odrobina braw na zakończenie wystarczyła, żeby zachęcić ją do wyboru kolejnej piosenki.
Taka gotowość do robienia przedstawienia z braku talentu i skromności była dla Darcy’ego w równym stopniu niesmaczna, co niezrozumiała. Czy nikt nie myślał o powstrzymaniu tak nieskromnych skłonności w tej dziewczynie ? Matkę pominął od razu, ale ojciec ? Pan Bennet miał opinię oryginała, który – mimo milczącego pozdrowienia u sędziego Justina – pozostał mu właściwie nieznany. Najwyraźniej miał niewielki wpływ na swoją żonę, Darcy skrzywił się do siebie. Czy to lekceważenie dotyczyło również córek ?
Dyskretnie rozejrzał się po pokoju i zobaczył wysuwającego się do przodu pana Benneta. Bardzo męskie uczucie ulgi na widok ojca obejmującego władzę nad swoją rodziną sprawiło, że Darcy pozwolił sobie rzucić okiem na Elizabeth, mając nadzieję dostrzec zmniejszenie jej niepokoju.
- To w zupełności wystarczy, moje dziecko – usłyszał pana Benneta napominającego córkę – Zabawiałaś nas wystarczająco długo. Niech teraz inne młode damy pokażą swoje talenty.
Zaszokowany bezceremonialnością tych słów, Darcy nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Ich prawdę potwierdził mu jednak świeży ślad różu, który pojawił się na twarzy Elizabeth. Szybko odwrócił wzrok i wbił go w podłogę. Skierować tak miażdżącą uwagę do kogoś z własnej rodziny ! I to publicznie ! Zakłopotanie Darcy’ego z powodu tego, czego był tylko świadkiem, było niemal tak dotkliwe, jak potępienie tego pokazu.
Alison - Sob 20 Sty, 2007 09:25
Piiii-erwsza!!!!!!
Ale katusze przechodzi bidulek za to Jelizawietki mi strasznie żal, w filmie też miotała się bidulka od ściany do ściany przez tę swoją cudnej urody rodzinkę...
I jak się do tego wszystkiego ma stare słowiańskie powiedzenie "zanim weźmiesz córkę, spójrz na matkę" :razz:
Matylda - Sob 20 Sty, 2007 09:36
Druga!!!!
Miotał sie miotał
Czyżby zdrowy rozsądek był mocniejszy niż uczucie do Lizzy ???
Dobrze , że poczuł , że co tam ten zdrowy rozsądek -
A niech sie potem pomęczy
Zresztą kto ma idealną rodzinkę?? ??:
Idealnych ludzi nie ma
|
|
|