Ekranizacje - Duma i uprzedzenie (1995)
fanturia - Pią 28 Mar, 2008 14:36
Dlaczego dziwne, że pani Collins spędza mało czasu z mężem? Nie jest głupia i doskonale widzi jego wady. To człowiek niereformowalny, więc próby zmiany jego przyzwyczajeń czy zachowania są z góry skazane na klęskę. W dodatku wcale nie jestem pewna, że jego oświadczyny były lepsze niż w przypadku oświadczyn do Lizzy . A Charlotta zrobiła to, co wydawało jej się najrozsądniejsze - lepiej być żoną głupiego pastora niz pogardzaną starą panną.
Beti** - Pią 28 Mar, 2008 14:50
No nie mam przekonania, czy | Cytat: | | lepiej być żoną głupiego pastora niz pogardzaną starą panną |
Miałabym lepsze zdanie na temat pani Collins.
Dobrze znały się z Lizzy i możnaby rzecz, że stać byłoby ją na kogoś lepszego...A tak życie upłynie jej na słuchaniu o Lady Katarzynie -KOSZMAR
nicol81 - Pią 28 Mar, 2008 17:49
| Ulka napisał/a: | | Tak, Nicole, jeśli czyta się analitycznie i pojedyńczo zdaniami, Twoje zdanie jest w pełni słuszne. Ale dla mnie kontekst wskazuje na co innego |
Dla mnie kontekst wskazuje jednoznacznie na, że "genius and taste" nie dotyczą Elżbiety. Co jest dodatkowo poparte odautorskimi komentarzami nt. jej gry.
Tamara - Pią 28 Mar, 2008 17:52
JA pisze ,że Charlotta chciała urządzić sobie życie czyli wyjść za mąż i mieć własny dom , nie mając przy tyn wysokiego mniemania ani o małżeństwie , ani o mężczyznach i uważając małżeństwo za najlepszy sposób na uniknięcie staropanieństwa w biedzie i bycia ciężarem braciom , którzy w takim wypadku musieliby ją utrzymywać . Doskonale wiedziała kogo bierze i była na tyle mądra ,by tak kierować swoim głupim mężem , by można było żyć spokojnie i bezkonfliktowo . Nie zapominajmy , ze wtedy kobiety były wychowywane zupełnie inaczej niż dziś i małżeństwa z rozsądku stanowiły większość związków . Jeśli kandydat był godzien zaufania i w miarę majętny , panna niewiele miała do powiedzenia , ostatecznie celem życia było wyjść za mąż . Dziś młodym dziewczynom jakikolwiek przymus w kontaktach z mężczyznami wydaje się nie do pojęcia , a to jest kwestia przemian z ostatnich kilkudziesięciu lat dopiero
A Charlotta doskonale zdawała sobie sprawę , że jest nieładna , niebogata i ma już 27 lat - więc nie ma najmniejszych szans na dobrą partię . Po prostu była zabójczą realistką , do czego sama się przyznawała .
Nicol , ja mówiłam o grze Mary W FILMIE nie w książce (tam nic nie słychać ) i w filmie grała kiepsko , było to "wyrąbane " , bez śladu swobody i płynności w grze , wątpię czy w szkole muzycznej puściliby ją do następnej klasy z taka grą
Gosia - Pią 28 Mar, 2008 17:59
Nie widze jednak ich razem w sypialni
Tamara - Pią 28 Mar, 2008 18:03
A przecież pan Collins później rozpływał sie nad Charlottą oczekującą "młodej gałązki oliwnej" , poza tym Gosiu - damy nie zaglądają innym do sypialni
Gosia - Pią 28 Mar, 2008 18:25
"Nie widze" w sensie symbolicznym, of course
Biedaczka musiala TO jakos przezyc
fanturia - Pią 28 Mar, 2008 18:56
| Beti** napisał/a: | No nie mam przekonania, czy | Cytat: | | lepiej być żoną głupiego pastora niz pogardzaną starą panną |
Miałabym lepsze zdanie na temat pani Collins.
Dobrze znały się z Lizzy i możnaby rzecz, że stać byłoby ją na kogoś lepszego...A tak życie upłynie jej na słuchaniu o Lady Katarzynie -KOSZMAR |
Nie było kogoś lepszego. Dla nas pojęcie stara panna jest puste i niewiele znaczące. W tamtych czasach było wręcz pogardliwe. Charlotta nie nie była bogata, nie była ładna, była "stara" - wtedy te 26-27 lat to dla kobiety niemal wiek podeszły. Zwłaszcza dla kobiety niezamężnej.
| Tamara napisał/a: | | JA pisze ,że Charlotta chciała urządzić sobie życie czyli wyjść za mąż i mieć własny dom , nie mając przy tyn wysokiego mniemania ani o małżeństwie , ani o mężczyznach i uważając małżeństwo za najlepszy sposób na uniknięcie staropanieństwa w biedzie i bycia ciężarem braciom , którzy w takim wypadku musieliby ją utrzymywać . Doskonale wiedziała kogo bierze i była na tyle mądra ,by tak kierować swoim głupim mężem , by można było żyć spokojnie i bezkonfliktowo . Nie zapominajmy , ze wtedy kobiety były wychowywane zupełnie inaczej niż dziś i małżeństwa z rozsądku stanowiły większość związków . |
Dokładnie. A umiejętność odpowiedniego kierowania mężem w przypadku Charlotty można tylko podziwiać
| Gosia napisał/a: | "Nie widze" w sensie symbolicznym, of course
Biedaczka musiala TO jakos przezyc |
Zamknij oczy córko i myśl o Anglii.
Gosia - Pią 28 Mar, 2008 18:58
Lubie te scene w filmie, gdy Lizzie rozmawia z Charlottta o zajeciach meza i zachecaniu go do ich wykonywania I te znaczace spojrzenia i usmiech Lizzie
Tamara - Pią 28 Mar, 2008 18:59
Sądząc po jej pogodzie ducha i zadowoleniu z sytuacji życiowej nie było TO jakimś strasznym ciosem, to jeszcze były czasy przedwiktoriańskie , kiedy dziewczyna wiedziała przed ślubem ,że nie wie , dopiero rozwinięta pruderia późniejszych lat XIXw. dała dziewczęta , które nie wiedziały , że nie wiedzą i np. kończyło się to zasłonięciem przed mężem w noc poślubną krucyfiksem , bo szatan w niego chyba wstąpił
Anonymous - Pią 28 Mar, 2008 19:10
i my narzekamy, ze nam jest źle.
Charlotta wolała być pania domu niż do końca żtycia być na garnuszku braci i znosić litościwe spojrzenia
fanturia - Pią 28 Mar, 2008 19:16
Żeby tylko spojrzenia....
nicol81 - Pią 28 Mar, 2008 20:00
| lady_kasiek napisał/a: | i my narzekamy, ze nam jest źle.
Charlotta wolała być pania domu niż do końca żtycia być na garnuszku braci i znosić litościwe spojrzenia |
A Collins nie dość, że był dziedzicem posiadłości, to miał niezłą posadkę. Naprawdę dla brzydkiej, podstarzałej starej panny był to uśmiech losu. Pamiętajmy też, że nikt jej nie zmuszał - to był jej wybór i jej inicjatywa.
A co do jej przeżyć w małżeńskiej alkowie- jak mówiłam, książkowy Collins nie jest opisany jako brzydki, więc może nie było tak źle...
Anonymous - Pią 28 Mar, 2008 20:25
na pewno nawet a alkowie unosił się duch lady C, co ona myśłi, i jak jej zdanie powinno wszystko wyglądać
Tamara - Pią 28 Mar, 2008 20:43
| lady_kasiek napisał/a: | | na pewno nawet a alkowie unosił się duch lady C, co ona myśłi, i jak jej zdanie powinno wszystko wyglądać |
Na pewno pan Collins postępował ściśle według jej wskazówek
A jedyną osoba naprawdę zasługującą na współczucie jest pani Jenkinson , nie mająca własnego kąta na świecie i zmuszona do wiecznego usługiwania i posłuszeństwa kaprysom lady K. i jej córki .
Anonymous - Pią 28 Mar, 2008 20:48
o tak Tamaro masz rację, ale może Lady C dobrze jej płaciła i pani J była zadowolona
nicol81 - Pią 28 Mar, 2008 21:00
| Tamara napisał/a: | | Na pewno pan Collins postępował ściśle według jej wskazówek |
To na pewno
| Tamara napisał/a: | | Nicol , ja mówiłam o grze Mary W FILMIE nie w książce (tam nic nie słychać ) i w filmie grała kiepsko , było to "wyrąbane " , bez śladu swobody i płynności w grze , wątpię czy w szkole muzycznej puściliby ją do następnej klasy z taka grą |
A ja właśnie o tymm mówię- że w FILMIE jest zupelnie gra jej inaczej przedstawiona niż książce. W filmie grała kiepsko, co było całkowicie niezgodne z książką. Tym bardziej, że ta wersja była tu tak chwalona za wierność książce.
trifle - Pią 28 Mar, 2008 21:09
| nicol81 napisał/a: | | W filmie grała kiepsko, co było całkowicie niezgodne z książką. Tym bardziej, że ta wersja była tu tak chwalona za wierność książce. |
A czy to jest naprawdę takie ważne?
Gosia - Pią 28 Mar, 2008 21:13
| Tamara napisał/a: | | lady_kasiek napisał/a: | | na pewno nawet a alkowie unosił się duch lady C, co ona myśłi, i jak jej zdanie powinno wszystko wyglądać |
Na pewno pan Collins postępował ściśle według jej wskazówek |
No nie! Boki zrywac!
Tamara - Pią 28 Mar, 2008 21:23
Ale w książce jest wyraźnie napisane , że Elżbiety słuchano z przyjemnością , a Mary nie , czyli w ocenie słuchaczy Mary grała źle . Sama biegłość techniczna nie wystarczy , to jest tylko umiejętność umożliwiająca wystukanie melodii zgodnie z zapisem na pięciolinii bez uwzględnienia innych znaków używanych w muzyce i do tego wystarczy pianola - zapis nutowy na perforowanej taśmie papierowej czy celuloidowej mechanicznie odtwarzany przez urządzenie montowane w pianinie czy fortepianie . Inaczej mówiąc - katarynka , tylko duża . Umiejętności Mary to była taka właśnie kataryna
nicol81 - Pią 28 Mar, 2008 21:33
| Cytat: | | Mary had neither genius nor taste; and though vanity had given her application, it had given her likewise a pedantic air and conceited manner, which would have injured a higher degree of excellence than she had reached. Elizabeth, easy and unaffected, had been listened to with much more pleasure, though not playing half so well. |
Jest napisane wyraźne i jednoznacznie, że ELżbieta nie grała w połowie tak dobrze, jak Mary, więc może nie wymyślajcie
Tamara - Pią 28 Mar, 2008 22:01
Zgadza się , ale Elżbiety słuchano ze znacznie większą przyjemnością , a w muzyce najistotniejszy jest sposób interpretacji utworu a nie bezduszne biegłe odegranie od a do b. Nicol , zapewniam Cię ,że nawet biegłych muzyków nie da się słuchać , gdy żle interpretują Wykonywany utwór . Reasumując : Mary grała nieżle technicznie (nigdzie nie jest napisane , że grała dobrze , wiadomo tylko ,że lepiej od Elżbiety właśnie w sensie technicznym) , ale nie nadawało się to do słuchania
Nicol , uwielbiam dyskusje z Tobą
nicol81 - Pią 28 Mar, 2008 22:08
Tylko my w sumie nie mamy tu wprost powiedziane, czy "lepsza gra" Mary ma dotyczyć jedynie techniki, czy też interpretacji Napisano tylko że grała pedantycznie i zarozumiałością...W każdym razie, jakkolwiek by nie zinterpretować tego i tak nie ma to odniesienia do filmu, gdzie Mary gra, jak słusznie zauważyłaś, jak uczennica pierwszej klasy szkołu muzycznej. I przypomina to wycie psa...
Tamara - Pią 28 Mar, 2008 22:17
To oznacza jednoznacznie (cóś mi stylistyka nawala) lepszą grę techniczną , bo pedantyczność i zarozumiałość wpływają na interpretację . A wycie psa to raczej jej śpiew przypomina , choć każdy porządny pies spaliłby się przy takim porównaniu ze wstydu...
Trzykrotka - Pią 28 Mar, 2008 23:44
Pies wył, gdy Mary śpiewała, nie o jej grę chodziło. Moim zdaniem (nicol, od razu mówię, ze to MOJA interpretacja i nie chce mi się jej rozbierać na czynniki pierwsze, bo mi to psuje odbiór ulubionej książki i filmu) zasadniczą sprawą jest tu może mało eksponowany fakt, że Mary jest osobą nie tylko bez urody, ale i bez wyraźnych talentów. Ponieważ jak każda z jej otoczenia chce wyjść za mąż (JA mówi wyraźnie, ze patrzy przychylnym okiem na pastora Collinsa), więc musi sobie jakieś "talenta" wypracować. Wybiera książki i muzykę, nie mając ani rozumu, ani smaku. Elżbieta (prawdopodobnie) ma większy wrodzony talent do muzyki. Elżbieta jednak nie ćwiczy. Nie ćwicząc gra nie najlepiej, ale i tak milej dla ucha słuchaczy, niż nie utalentowana Mary, która sobie wypracowała technikę, jak japońska pianistka. Jak w krótkim dziele filmowym, w którym Mary jest postacią dalekoplanową, pokazać sytuację: ona ma technikę, ale żadnego polotu i ludzie nie lubią jej słuchać? Nicol trochę realizmu. Powiedz mi, jak to POKAZAĆ w filmie? Ty sobie popatrz i posłuchaj, co zrobił Joe Wright ze znośną grą Elżbiety!! To dopiero było przegięcie, ta Keira nie trafiająca w klawisze.
|
|
|