To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Duma i uprzedzenie Pride and Prejudice (2005)

Admete - Pon 15 Mar, 2010 19:15

A mnie nie raziło wcale :)
soph - Pon 15 Mar, 2010 19:25

Ja też nie miałam zastrzeżeń :) .
Tamara - Pon 15 Mar, 2010 20:32

Mnie też ich wiek nie razi , bo doskonale oddają charakter postaci . A przepraszam Darcy , wyglądający jak mokry spaniel , który noc spędził pod mostem , nijak nie przypomina dumnego , wyniosłego mężczyzny , patrzącego na wszystkich z góry , którym był Darcy prawdziwy , na dodatek z ogromnym dochodem rocznym pozwalającym ubrać się jak człowiek , a nie jak wyciruch . No i dobija mnie pan Bennett w wersji Sutherlanda , wyglądający jakby był wiecznie zapruty i rozmyślał o ostatnio dokonanym morderstwie :roll: Gdzie jest ten dowcipny , inteligentny dżentelmen , widzący wszystkie śmiesznostki i przywary tego świata ?
I tak sobie myślę , czy goście wychodzący na spacer po herbacie do ogrodu trafiali między te suszące się majtki i koryta z kaczkami :roll: ?

Alicja - Pon 15 Mar, 2010 20:46

Tamara napisał/a:
No i dobija mnie pan Bennett w wersji Sutherlanda , wyglądający jakby był wiecznie zapruty i rozmyślał o ostatnio dokonanym morderstwie

może patrząc na niego widzowie mają rozumieć skąd ta bieda w domu i obejsciu
a brak manier dziewcząt? po tatusiu :wink:
Tamara napisał/a:

Mnie też ich wiek nie razi , bo doskonale oddają charakter postaci

Rickman i Thompson? przecież oni wcale nie są zbyt starzy, po prostu trochę starsi w stosunku do innych aktorów, ale dobór nawet wiekiem nie jest najgorszy.Nie wyobrażam sobie 20 letniego pułkownika ( czy jaka tam była jego szarża), który przeszedł by tyle co on i wychowywał nastolatkę. Myślę, że jednak nie to było najważniejsze w wypowiedzi Milenaj, tylko aspekt iż nawet jeśli różinca wieku była widoczna, to mniej odczuwalna przy całości dobrego filmu jakim była tamta wersja Rozważnej i romantycznej :-D

milenaj - Pon 15 Mar, 2010 21:58

Alicja napisał/a:
Rickman i Thompson? przecież oni wcale nie są zbyt starzy, po prostu trochę starsi w stosunku do innych aktorów, ale dobór nawet wiekiem nie jest najgorszy.Nie wyobrażam sobie 20 letniego pułkownika ( czy jaka tam była jego szarża), który przeszedł by tyle co on i wychowywał nastolatkę. Myślę, że jednak nie to było najważniejsze w wypowiedzi Milenaj, tylko aspekt iż nawet jeśli różinca wieku była widoczna, to mniej odczuwalna przy całości dobrego filmu jakim była tamta wersja Rozważnej i romantycznej


Dokładnie to miałam na myśli, chociaż zanim trafiłam na to forum, nie zwracałam na to żadnej uwagi. To uwagi w wątku o "RiR" otworzyły mi oczy, za co dziekuję :kwiatek: , aczkolwiek powtórzę raz jeszcze, że zastanawiam się nad tym może pięć minut na cały seans :-D

BeeMeR - Pon 15 Mar, 2010 22:18

Cytat:
A przepraszam Darcy , wyglądający jak mokry spaniel , który noc spędził pod mostem
to jest to, co mnie najbardziej odrzuca od DiU 2005 :confused3:
ale żeby nie było tylko na nie - podoba mi się żywiołowy i energiczny taniec na potańcówce tej pierwszej, choćby i niewiele wspólnego miał z XIXw wsią - przy rozbuchanej reszcie jakośtam sobie jest. :mrgreen:

milenaj - Pon 15 Mar, 2010 22:27

BeeMeR napisał/a:
Cytat:
A przepraszam Darcy , wyglądający jak mokry spaniel , który noc spędził pod mostem
to jest to, co mnie najbardziej odrzuca od DiU 2005


I jest raczej nieśmiały, co może mieć swój urok, ale nie w postaciach, które są dosyć konkretnie opisane.

BeeMeR - Pon 15 Mar, 2010 22:36

Tylko on jest niesmiały w taki zbolały sposób, daleki od intrygującego :roll:
milenaj - Pon 15 Mar, 2010 22:50

Jakby nie wiedział kompletnie co ze sobą zrobić. Jeśli się nie zmienił po ślubie, to według tej adaptacji Lizzie trafiła na strasznego pantoflarza. Do takiego, nie mogła chyba mieć szacunku. A to był jeden z warunków, o jakich mówił pan Bennett, by ich małżeństwo mogło być szczęśliwe.
Trzykrotka - Wto 16 Mar, 2010 12:30

Mnie jest - a mojego punktu widzenia - żal tej ekranizacji, bo lubię lubić filmy, a ten miał wszelkie dane do bycia jednym z moich ulubionych. Nie mogę jednak poradzić nic na to, że każdą przyjemność psuje mi natychmiast irytacja.
Ale żeby nie było, że DiU to tylko ładna muzyka, urzekające obrazy i zmarnowana szansa, to powiem, że on ma bardzo pieknie pokazane i wygrane emocje. W innych ekranizacjach, przez to, że były poprawniejsze i starały się o zachowanie brytyjskiej rezerwy w sposobie bycia bohaterów, nie mamy aż takiego napięcia emocjonalnego i seksualnego. W Jane Eyre narastanie fascynacji jest podobnie i moim zdaniem, o wiele zgrabniej poprowadzone, ale i DiU ma swoje wielkie chwile.
Nie lubię sceny pierwszych niemal-całuśnych i wykrzyczanych oświadczyn w deszczu, jednak - trzeba przyznać - trzyma ona na brzeżku krzesła. Ukradkowe i mniej ukradkowe spojrzenia (jak to, które rzuca Lizzy na pupę pana Wickhama), hamowane łzy, to Jane, I was so blind, ślicznie zagrane przez Keirę, miętolenie rękawiczek przez Matthew, dotykanie ręką ust w chwilach konfuzji, ładny obraz, kiedy to Lizzy, podłamana tęsknotą i niespełnionym uczuciem siedzi skulona pod drzewem, a Darcy odchodzi, ogladajac się za siebie na dom Bennetów... Jak dla mnie - to były ładne sceny.

trifle - Wto 16 Mar, 2010 12:40

U mnie podobnie :) Gdyby ten film nie pretendował do miana ekranizacji "DiU", to ja bym go pewnie oglądała często. Jest tam sporo rzeczy, które mi się podobają, ale jakoś tak - nie umiem się nie czepiać, że coś tam jest nie tak, że tu mi się nie zgadza, ona się nie powinna tak zachować, bo Lizzy by się tak nie zachowała etc. Może dzisiaj sobie zrobię powtórkę wieczorem.
milenaj - Wto 16 Mar, 2010 12:53

No i mnie też naszło, żeby się przekonać, czy aby faktycznie jest tak strasznie, jak piszę, czy tylko ja za dużo oczekuję.
Tamara - Wto 16 Mar, 2010 19:12

BeeMeR napisał/a:
Odnośnie nieporządku / idealizowania XIXw pozwolę sobie zacytować, że to jednak nie zawsze tak ładnie bywało, jak chciałoby się widzieć w ekranizacjach :mrgreen:

A ja się upieram, że to nie był front tylko od tyłu, a gdzieś przecież suszyć pranie trzeba ;)
ale przyznaję, że książki nie czytałam, wyobrażenia o domku Bennettów nie miałam dopóki mi ekranizacja z 1995 nie zapadła w pamięć i serce, a znawca XIX ze mnie żaden, jednakowoż ciekawe mi się to wydaje, toteż gwoli informacji za wiedzą i zgodą Autorki zamieszczam fragment pw: :mysle:

Mag13 napisał/a:
I prania wisiały, i brudnawo bywało, i nie było pieniędzy na remonty.
Jako że nie sama mogę pisać, przesyłam te materiały do ewentualnego wykorzystania w dyskusji!
Odnoszę je do tej wypowiedzi Tamary.....
Tamara napisał/a:

Achato , ale na pewno bielizna nie wisiała na sznurku przed frontem rezydencji i na pewno panna o pozycji Bennettówien nie biegała boso po błocie i nie dyndała się na sznurku nad kałużą w stodole , ubrana w coś , czego by służąca w przyzwoitym domu sie wstydziła założyć . I nierogacizna na pewno była starannie odgrodzona od obszaru przebywania dziedzica i jego rodziny , no pliiiiiz to nie jest uwspółcześnianie , tylko fałszowanie obrazu

To fragmenty wspomnień z dzieciństwa w Prusach Wschodnich, pióra Marion Graefin Doenhoff, wychowanej w tamtejszej wielkiej pruskiej rodzinie arystokratycznej, w pałacu, w którym np. wielokrotnie gościli królowie pruscy i cesarze niemieccy. Majątek liczył jakieś 6 tysięcy hektarów.....
Cytat:
W dwóch pomieszczeniach we Friedrichstein znajdowały się przepiękne gobeliny, utkane na miarę, w XVIII wieku, we Flandrii, a ponadto mój ojciec zbierał dywany przez całe swoje życie. Zimą rozpościerało się je na trawniku przed pałacem, by je wytrzepać na śniegu.... [...]Było to fantastyczne widowisko, kiedy ogromny trawnik zakrywały do połowy dywany różnej wielkości, jeden przy drugim, a gromada dziewczyn i wieśniaków uderzała trzepaczkami w ściśle określonym, dla zabawy przez nich ustalonym, rytmie. Aż do następnego śniegu widniała potem mozaika prostokątów i kwadratów, jasnych i ciemniejszych - zależnie od ilości wytrzepanego kurzu"

Cytat:
A propos wydelikaceni. Najwidoczniej musiałam czasami wyglądać dość niechlujnie; przy takich okazjach Grenda [służący] zwykł mawiać kręcąc głową: - I to ma być hrabianka! Któregoś dnia zapowiedziano przyjazd mojej nowej nauczycielki. Przykazano mi, bym powitała ją po południu, porządnie ubrana i do czysta umyta. Ale zamarudziłam przy wyrzucaniu gnoju z króliczych klatek i zdążyłam jedynie, tak jak stałam, rzucić się do drzwi, by ją przywitać....

Fragment o żniwach i woźnicach...
Cytat:
Wiele rzeczy podpartywaliśmy u tych naszych surowych nauczycieli: na przykład plucie na odległość. Potrafiliśmy to wszyscy, mnie udało się osiągnąć cztery metry, nie zdołałam tylko nauczyć się strzelać z długiego bata do czterokonnego zaprzęgu. Umiałam za to gwizdać na palcach, czego bardzo zazdrościło mi rodzeństwo

W razie czego, mogę też slużyć cytatem o oknach wypadających z futryn po próbie ich otwarcia (to dotyczy pałacu hrabiego Carla Lehndorffa) :mrgreen:
Pozdrawiam
Mag :kwiatek:

Pozwolę sobie zauważyć , że cytowane fragmenty dotyczą dzieciństwa , czyli czasu , kiedy dziewczynki miały większą swobodę niż dorosłe panny na wydaniu , a poza tym w książce pani Bennett dwukrotnie i bardzo wyraźnie podkreśla , że jej córki zostały tak wychowane , że same gospodarstwem się nie zajmują i że zawsze było dosyć służby , żeby nie musiały - pierwszy raz podczas wizyty w Netherfield , gdy Jane leżała chora , drugi raz podczas wizyty pana Collinsa , gdy dopytywał się której z kuzyneczek należy zawdzięczać wspaniale przyrządzone potrawy . Wniosek zatem płynie taki , iż panny były trzymane daleko od gospodarstwa , zatem i gospodarstwo nie mogło podchodzić pod sam dom , skoro JA pisze o ogrodzie wokół domu , nie sadzawkach z kaczkami , suszącej się bieliźnie i gumnie z nierogacizną :roll:

milenaj - Wto 16 Mar, 2010 21:38

Popieram. Z całym szacunkiem dla realiów historycznych, ale w wypadku ekranizacji, przede wszystkim należy się chyba kierować książką.
trifle - Wto 16 Mar, 2010 21:54

Trzykrotka napisał/a:
Mnie jest - a mojego punktu widzenia - żal tej ekranizacji, bo lubię lubić filmy, a ten miał wszelkie dane do bycia jednym z moich ulubionych. Nie mogę jednak poradzić nic na to, że każdą przyjemność psuje mi natychmiast irytacja.
Ale żeby nie było, że DiU to tylko ładna muzyka, urzekające obrazy i zmarnowana szansa, to powiem, że on ma bardzo pieknie pokazane i wygrane emocje. W innych ekranizacjach, przez to, że były poprawniejsze i starały się o zachowanie brytyjskiej rezerwy w sposobie bycia bohaterów, nie mamy aż takiego napięcia emocjonalnego i seksualnego. W Jane Eyre narastanie fascynacji jest podobnie i moim zdaniem, o wiele zgrabniej poprowadzone, ale i DiU ma swoje wielkie chwile.
Nie lubię sceny pierwszych niemal-całuśnych i wykrzyczanych oświadczyn w deszczu, jednak - trzeba przyznać - trzyma ona na brzeżku krzesła. Ukradkowe i mniej ukradkowe spojrzenia (jak to, które rzuca Lizzy na pupę pana Wickhama), hamowane łzy, to Jane, I was so blind, ślicznie zagrane przez Keirę, miętolenie rękawiczek przez Matthew, dotykanie ręką ust w chwilach konfuzji, ładny obraz, kiedy to Lizzy, podłamana tęsknotą i niespełnionym uczuciem siedzi skulona pod drzewem, a Darcy odchodzi, ogladajac się za siebie na dom Bennetów... Jak dla mnie - to były ładne sceny.


Obejrzałam i właściwie mogłabym to samo napisać. Ja chciałabym lubić ten film, ale nie mogę. Irytuje mnie za każdym razem Bingley śmiejący się głupkowato, potem wchodzący do pokoju chorej Jane. Dziwne miny i zwroty Lizzy do matki. W deszczowych zaręczynach kompletnie nie mogę zrozumieć, dlaczego wyglądają, jakby mieli się zacząć całować. Lubię sceny, które opisała Trzykrotka. Lubię też ten moment pod koniec, tuż przed przyjściem Bingleya i Darcy'ego, kiedy pani Bennet leży z talerzykiem, dziewczyny coś tam sobie robią - takie to swojskie, domowe.

Robię się chyba ekranizacjowo liberalna - tzn. drobne zmiany w otoczeniu, wyglądzie mi nie przeszkadzają, o ile duch książki jest zachowany. Tutaj tak nie bardzo to się udało..
Ja nawet lubię różnice w ekranizacjach, wyłapywanie tychże, znam historię na pamięć, oglądanie idealnej, książkowej ekranizacji byłoby dla mnie nudne.

Anonymous - Wto 16 Mar, 2010 22:03

trifle napisał/a:
Dziwne miny i zwroty Lizzy do matki.

fakt teksty Lizzie do matki są○ dla mnie skandaliczne... nawet na obecne czasy

BeeMeR - Śro 17 Mar, 2010 09:21

Tamara napisał/a:
Wniosek zatem płynie taki , iż panny były trzymane daleko od gospodarstwa , zatem i gospodarstwo nie mogło podchodzić pod sam dom , skoro JA pisze o ogrodzie wokół domu , nie sadzawkach z kaczkami , suszącej się bieliźnie i gumnie z nierogacizną :roll:
Ależ ja się zgadzam, tym bardziej, że choć pranie mi nie przeszkadza, nierogacizna biegająca po domu i owszem, a już niechlujność fryzur i ubioru najbardziej, i mimo mojej żywej sympatii do bollywoodów i ich umownego natychmiastowego deszczu w scenach romantycznych to w scenie oświadczyn w deszczu ani trochę romantyzmu nie widzę, bo oboje wyglądają jak zmokłe kury, daleko od efektu "wet sari", tym bardziej, że on pal licho, ale gdzie ona się po deszczu pląta? :roll:

W/w fragmenty wrzuciłam, bop wydały mi się ciekawe (panienka z króliczym guanem na sobie witająca gości... :paddotylu: ), podobnież jak fragment o tym, jak to okno wypadło z futryny przy próbie otwarcia i czasowo nawiązują, choć lokalizacją mniej. :mysle:

Ad rem: muszę obejrzeć tą wersję jeszcze raz, bo na razie zaczęłam i tylko 10 min obejrzałam. :mysle:

Trzykrotka - Śro 17 Mar, 2010 10:40

BeeMeR napisał/a:
to w scenie oświadczyn w deszczu ani trochę romantyzmu nie widzę, bo oboje wyglądają jak zmokłe kury, daleko od efektu "wet sari", tym bardziej, że on pal licho, ale gdzie ona się po deszczu pląta? :roll:


No ba! Sceny romantyczne w deszczu mogą przyprawić o palpitacje serca (że sobie przewinę pzred oczami kilka wybranych :excited: ), ale nie, kiedy bohaterowie mają na sobie warstwy ciężkich ubrań i mokre kłaki na twarzy. Takie sceny wymagają estetyki. Tutaj przepiękna była sceneria, ten park i "świątynia dumania", ale deszcz spływajacy po twarzach i nie dodajacy im urody - brrrr

BeeMeR - Śro 17 Mar, 2010 11:26

Trzykrotka napisał/a:
Tutaj przepiękna była sceneria, ten park i "świątynia dumania", ale deszcz spływajacy po twarzach i nie dodajacy im urody - brrrr
No właśnie! Gdyby jeszcze pobiegli do tej altanki i tam sobie tańczyli... wróć! ;) wyznawali co trza, nawet zdyszani nieco, ale trochę bardziej ludzcy przez to, a nie stali jak te kołki w miejscu, w deszczu, to byłoby wizualnie lepiej :mysle:
trifle - Śro 17 Mar, 2010 12:12

Hmm... a mnie tam się ta scena akurat wizualnie całkiem podoba ;) Wcale aż tak źle nie wyglądają - ale to pewnie kwestia gustu. Tylko ta mina Keiry, jakby miała zjeść Matthew, grr :roll:
Alicja - Śro 17 Mar, 2010 14:31

Mateuszek też nie miał lepszej, jakby chciał paść Lizzie do stóp i całować skraj zmoczonej szaty, a nie oświadczał się wbrew swoim przekonaniom
Sofijufka - Śro 17 Mar, 2010 16:08

Poza tym TEN Darcy to mokra szmatka, a nie dumny arystokrata...
Calipso - Śro 17 Mar, 2010 18:22

nicol81 napisał/a:
Rosamund to idealna Jane- ta owca z wersji 1995 jest błęee :roll: Do fizjonomii Keiry jako Lizzy nic nie mam, ale suknie dawali jej paskudne- poza balem w Netherfield i pierwszą wizytą w Pemberley. Reszta sióstr, zwłaszcza Jane, jest ładniej ubrana...

Rosamund pasuje do Jane tylko w jednym,jest piękna.I nie rozumiem dlaczego Susannah Harker nazywasz owcą :roll:

Sofijufka - Śro 17 Mar, 2010 18:32

no bo ma taka długa twarz
http://img.thesun.co.uk/m...eep_393759a.jpg
http://www.theloiterer.org/ashton/JANE2.jpg

ale ja uważam, że ma taką klasyczna urodę - JA chyba by się podobała :mysle:

Calipso - Śro 17 Mar, 2010 18:48

Sofijufka napisał/a:
no bo ma taka długa twarz

Nie musi być od razu owcą...zresztą owca przez Ciebie przedstawiona miała być w Bleak House :-P

Zanim obejrzałam cały film,robiłam kilka podejść,ale i tak obejrzałam go prawie z bólem zębów :roll: Najpewniej dlatego,że znałam wersję z '95 a po niej nic już nie było takie same ( czyt. IMHO wersja doskonała ).



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group