To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"

miłosz - Śro 21 Cze, 2006 08:17

Gosia napisał/a:
.. czy ona czyms konkretnym sie kiedykolwiek zajmowala ?

... ;)


:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: no jak to grała na pianoforte :lol: i materace wodne sprowadzała ;)

achata - Śro 21 Cze, 2006 08:21

asiek napisał/a:
[...]Gdybyście zeszli się z Johnem musiałby trzymać cię twardą ręką, żebyś znała swoje miejsce... :shock:

Przynam, że mnie to zdanie przeraża.


Ja bym tego tak czarno nie widziała. Wydaje mi się, że obie damy się dogadają. Obie są silne ale uczuciowe i kochają tego samego faceta. Już w scenie w fabryce, kiedy Margarett przyznaje się do niewłaściwego osądu Thorntona widać watłą nić porozumienia. A jak się mamuska dowie co Margarett zrobiła dla Johna to powinno jej porzadniej przejść. W koncu ona myślała cały czas, że Małgoska łasi się na pieniądze Jasia, a tu taka niespodzianka.
Teściową moze byc trudną, ale na pewno jest sprawiedliwa i stac ją na obiektywizm co już udowodniłą. Lubię panią Thornton.

Trzykrotka - Śro 21 Cze, 2006 09:55

Pani Thornton jest na pewno kobieta sprawiedliwą i nie bezlitosną albo o kamiennym sercu, więc są szanse na pokojowe współistnienie. Ja jednak myślę, że Margaret po stracie własnej matki i ojca, do których była - z wzajemnością - bardzo przywiązana i z którymi łączyły ją bardzo czułe relacje potrzebuje raczej ciepła i miłości. Dostanie go dużo od męża (chyba nikt nie wątpi), ale od teściowej - nie wierzę.
ewelinka - Śro 21 Cze, 2006 11:57

Mi też się wydaje,że teściowa to słodka nie będzie.Ona jest zakochana w sowim synu i Margarett napewno wszystko będzie robić źle według niej bo ona tylko wie najlepiej co jest dobrego dla synka. Wiem coś o tym :wink:
Anonymous - Śro 21 Cze, 2006 13:42

W sumie i tak stosunki maragret z teściową zależałyby od tego jakie stanowisko w razie konfliktu zajmie John.
Przecież zawsze najważniejsze jest to czy mąż pozwoli rozstawiać żonę po kontach przez teściową, czy nie. I to niezależnie od tego czy jest jedynakiem, ukochanym syneczkiem, czy też nie.

Alison - Śro 21 Cze, 2006 15:16

Dziewczynki,
Już jestem!! :banan:

Tęskniłam za Wami okrutnie, jedyny pozytyw mojej nieobecności to szczędności, w skrzynce był rachunek za zeszły miesiąc... Jezus Maryja... :shock:
Dziś od ranka jestem w pracy, skończyłam już egzamin. Przed egzaminem każdy dostał kamyczek na szczęście, co jeszcze przedwczoraj polegiwał na plaży słonkiem palony i wodą morską omywany i wszyscy dostali piąteczki i było bardzo miło :-)
No to cóż, dziękuję wszystkim dziewczynom Gitce, Carolci i Gosi, że mnie z Wami kontaktowały, i że nie harcowałyście za bardzo pod moją nieobecność :cool: . No to ja biorę przecudnej urody kwiateczki i ksiązeczkę com jom dostał w dziękczynieniach i pędzę do domu "wypiekać". Tym razem wieczorkiem, ale w upał źle się czyta nieprawdaż?
Wczoraj już naprawdę nie miałam siły bo czułam się po tych 10 godzinach jazdy w piekarniku jakbym pieszo znad tego morza przyszła. A lasy moje Panie w parkach narodowych mają się dość marnie niestety, przynajmniej na tych powierzchniach, na których ja pracuję. :cry: za to owadziarstwo wszelkiej maści, z aparatami gębowymi ssąco-kłującymi ma się prześwietnie :? ??:

Mag - Śro 21 Cze, 2006 17:18

Dobrze że wróciłaś szczęśliwie Mateczko Przepocona :wink:

Witaj w domku Alisonku :hello:

Alison - Śro 21 Cze, 2006 21:22

Z tej "temsknoty" cały wielki kawał tortu, choć Thorntonik to raczej marnościowo wypada za to Higginsik :-*

„Droga przez mękę cz. 4” Rozdz. XXXVIII, „Promises Fulfilled” Spełnione obietnice, str. 378.

Pan Thornton nie spędził poranka tak satysfakcjonująco jak jego matka. Ona, w każdym razie, realizowała swój wyznaczony cel. On próbował zrozumieć w jakim znajdował się teraz punkcie, jakich strat doznał w wyniku strajku. Znaczna część jego kapitału została ulokowana w nowych i kosztownych maszynach, kupił także dużo bawełny, z powodu widoków na duże zamówienia. Strajk spowodował, że znajdował się daleko w tyle z realizacją tychże zamówień. Nawet z zahartowanymi w bojach i wykwalifikowanymi pracownikami miałby spore trudności z wypełnieniem zobowiązań. Do tego brak kompetencji u Irlandczyków, którzy zostali sprowadzeni do pracy w czasie wymagającym tak niezwykłej aktywności, był mu codziennym zmartwieniem.
Nie był to nazbyt sprzyjający czas na prośby Higginsa. Ale obiecał Margaret zrobić to bez względu na wszystko. I choć każda kolejna chwila zwiększała jego odrazę, jego dumę i posępność jego stanu ducha, stał godzina po godzinie, podpierając ścianę to na jednej, to na drugiej nodze. W końcu zasuwa została gwałtownie podniesiona i wyszedł pan Thornton.
- Chciałbym z panem porozmawiać, sir.
- Człowieku, nie mogę się teraz zatrzymywać, jestem już spóźniony.
Pan Thornton był już w połowie ulicy. Higgins spojrzał za nim, ale nie to miało sensu. Łapiąc go na ulicy miał jedyną szansę porozmawiać z „panem”. Gdyby zadzwonił dzwonkiem przy bramie lub poszedł do domu, pytać o niego, zostałby odesłany przez nadzorcę. Stał więc wciąż, nie racząc udzielać żadnych odpowiedzi poza lekkim skinieniem głowy kilku rozpoznanym mężczyznom, którzy wychodzili wraz z tłumem z fabryki na przerwę obiadową. Z całą swoją mocą przyglądał się spode łba tym irlandzkim łamistrajkom, którzy zostali tu sprowadzeni. W końcu wrócił pan Thornton.
- Co? Wciąż tutaj jesteś?
- Taa, muszę z panem porozmawiać.
- No więc, wejdź. Poczekaj, przejdziemy przez dziedziniec, ludzi na razie ma nie być, będziemy go mieli dla siebie. Ci dobrzy ludzie jak sądzę, są na obiedzie – powiedział zamykając drzwi portierni. Zatrzymał się jeszcze porozmawiać z zarządcą. Ten ostatni powiedział niskim głosem:
- Mam nadzieję, że pan wie sir, że ten człowiek to Higgins, to jeden z przywódców związku, to on wygłosił to przemówienie w Hurtsfield.
- Nie, nie wiedziałem – powiedział pan Thornton ostro spoglądając na człowieka idącego za nim. Higgins był mu znany z nazwiska jako niespokojny duch.
- Chodź – powiedział, a jego ton był bardziej szorstki niż przed chwilą. „Ludzie tacy jak ten, – pomyślał – którzy przerywają handel, szkodzą miastu, w którym mieszkają; to zwykli demagodzy, wielbiciele siły, bez względu na to ile to kosztuje innych.”
- No dobrze, mój panie! Czego chcesz ode mnie? – powiedział pan Thornton, obchodząc go dookoła, kiedy tylko znaleźli się w kantorze fabryki.
- Nazywam się Higgins.
- Wiem – przerwał p. Thornton – czego pan chce panie Higgins? Oto jest pytanie.
- Chcę pracy.
- Pracy?! Jest pan niezłym gościem, żeby przychodzić prosić mnie o pracę. I oczywiście nie jesteś bezczelny, to jasne jak słońce.
- Zyskałem wrogów i oszczerców, ale nie słyszałem, żeby którykolwiek z nich nazwał mnie nazbyt skromnym – powiedział Higgins. Krew w nim się wzburzyła bardziej przez zachowanie pana Thorntona niż przez jego słowa. Pan Thornton zobaczył na biurku list zaadresowany do siebie. Podniósł go i przeczytał pobieżnie. Na koniec podniósł wzrok i zapytał:
- Na co czekasz?
- Na odpowiedź na pytanie, które zadałem.
- Już ci ją dałem. Nie trać więcej czasu.
- Zrobił pan uwagę, sir, o mojej bezczelności, ale ja myślałem, że jest zwyczaj na grzecznie zadane pytanie odpowiadać tak lub nie. Podziękowałbym panu, gdyby mi pan dał pracę. Hamper zaświadczy, że jestem dobrym pracownikiem.
- Mam wrażenie chłopie, że lepiej będzie jeśli nie będziesz wysyłał mnie do Hampera z zapytaniem o twój charakter. Mógłbym usłyszeć więcej niż byś sobie życzył.
- Zaryzykowałbym. Najgorsze co mogliby o mnie tam powiedzieć, to że zrobiłem to, co uznałem za najlepsze, nawet jeśli źle na tym wyszedłem.
- Lepiej idź i się dowiedz a wtedy zobaczysz czy ci dadzą pracę. Straciłem setki moich najlepszych robotników nie z innego powodu jak ten, że podążyli za tobą i tobie podobnymi. I myślisz, że cię przyjmę? Równie dobrze mógłbym podłożyć ogień w składzie bawełny.
Higgins odwrócił się, ale wtedy naszło go wspomnienie Bouchera, w znów stanął twarzą w twarz z panem Thorntonem z wielkim postanowieniem przekonania go do swoich racji.
- Obiecałbym panu, że nie powiedziałbym słowa, które mogłoby panu zaszkodzić gdyby nas pan dobrze traktował. Mogę obiecać więcej, obiecam, że jeśli zobaczę, że źle pan postępuje czy działa niewłaściwie, najpierw porozmawiam z panem prywatnie i wtedy będzie pan uczciwie ostrzeżony. Gdybyśmy się nie zgodzili co do opinii o pańskim postępowaniu, mógłby mnie pan wyrzucić w ciągu godziny.
- No słowo daję, ty ani na jotę nie myślisz o sobie! Że też Hamper cię stracił! Jak mógł pozwolić odejść tobie i twojemu rozumowi!
- No cóż, dzieliło nas wzajemne niezadowolenie. Nie zobowiązywałem się do robienia tego czego chcieli, w każdym razie nie byłem ich własnością. Teraz jestem znów wolny i znowu mogę się zatrudnić, i jak już mówiłem i chyba nie muszę powtarzać, jestem dobrym pracownikiem, panie, i twardym człowiekiem, szczególnie jak trzymam się z dala od alkoholu. I teraz mógłbym to zrobić, gdybym się kiedyś nie znalazł na świeczniku.
- A może ty chcesz uzbierać więcej pieniędzy na kolejny strajk?
- Nie! Byłbym wdzięczny jeśli bym mógł to zrobić, ale to po to żeby utrzymać wdowę i dzieci po tym człowieku, który oszalał przez tych pańskich łamistrajków.
- Dobrze, lepiej zajmij się czymś innym, jeśli ci w głowie takie dobre intencje. Nie radziłbym ci zostawać w Milton, jesteś tu zbyt dobrze znany.
- Gdyby to było lato – powiedział Higgins – zatrudniłbym się u Irlandczyka jako kopacz, kosiarz albo ktoś taki i już nigdy nie wracał do Milton. Ale jest zima i dzieciaki będą głodować.
- Ładnie byś im wykopał! Dlaczego nie popracujesz na pół dniówki przy kopaniu złota przeciwko Irlandczykowi?
- Mógłbym tylko wtedy zarabiać pół dniówki przez 12 godzin, gdybym pracował w tym czasie. Nie zna pan żadnego miejsca gdzie mógłbym pracować na półtora etatu, poza fabryką, jeśli jestem takim podpalaczem? Wziąłbym jakikolwiek zarobek na jaki uznano by, że zasługuję, przez wzgląd na dzieci.
- Nie patrzyłbyś na to, co to za praca? Byłbyś łamistrajkiem. Dostawałbyś niższe zarobki niż inni pracownicy – wszystko to przez wzgląd na dzieci obcego człowieka? Pomyśl jak skląłbyś człowieka, który życzyłby sobie dostawać tyle, byle utrzymać swoje własne dzieci. Ty i twój związek wkrótce byście go zdołowali. Nie! Nie! – jeśli to tylko przez wspomnienie tego jak potraktowałeś biednych łamistrajków – mówię nie! na twoje pytanie. Nie dam ci pracy. Nie powiem, że nie wierzę w pretekst pod którym przyszedłeś prosić mnie o pracę, bo nic o tym nie wiem. Może to prawda, a może nie. W każdym razie to bardzo mało prawdopodobna historia. Odpuść mi. Nie dam ci pracy. Oto twoja odpowiedź.
- Słyszę, sir. Nie chciałem robić panu kłopotu, ale zostałem zmuszony do przyjścia tutaj przez kogoś, kto jak się wydaje, myśli, że ma pan jakieś resztki miękkiego serca. Ale ten ktoś się pomylił, tak jak ja. Ale nie jestem pierwszym mężczyzną, którego zmyliła kobieta.
- Powiedz jej, żeby następnym razem zajmowała się własnymi sprawami, zamiast marnowaniem twojego i mojego czasu. Według mnie kobiety są przyczyną wszystkich plag na ziemi. Skończyłem.
- Jestem zobowiązany za pańską uprzejmość panie, a szczególnie za pański grzeczny sposób w jaki pan mówi do widzenia.
Pan Thornton nie raczył udzielić odpowiedzi. Ale minutę później wyglądając przez okno uderzyła go pochylona szczupła sylwetka idąca przez dziedziniec. Ciężki chód pozostawał w wyraźnym kontraście z tą stanowczą i rzeczową determinacją człowieka, który z nim rozmawiał, a który teraz mijał bramę wejściową.
- Jak długo ten człowiek, Higgins, czekał żeby ze mną pomówić?
Był przed bramą przed ósmą, sir. Myślę jednak, że był tam już dużo wcześniej.
- A teraz jest...
- Pierwsza, sir.
- Pięć godzin – pomyślał pan Thornton – to długo jak na człowieka, który musi czekać nic nie robiąc, najpierw mając nadzieję, a potem się obawiając...*

*A ja to kocham „po perostu” tego Higginsa, bo to jest gość, a nawet jest to „po perostu” Ktoś (przyp. tłum. ;-) )[/i]

Caroline - Śro 21 Cze, 2006 21:35

Niezła kobyłka, Ali :)
Lubię te fragmenty z Thorntonem i Higginsem :D
Dzięki :hello:

Anonymous - Śro 21 Cze, 2006 21:35

Mniam. Tak na wieczór takie pyszne ciacho.
Będzie o czym myśleć :D

Gitka - Śro 21 Cze, 2006 22:00

"Powiedz jej, żeby następnym razem zajmowała się własnymi sprawami, zamiast marnowaniem twojego i mojego czasu. Według mnie kobiety są przyczyną wszystkich plag na ziemi. Skończyłem"

Thortonik cięty niemiłosiernie na kobiety.
Ale kto by mu się dziwił :smile:
Witaj Alison i dzięki za duży fragment.

Gosia - Śro 21 Cze, 2006 22:36

No, no, ale kawal ciacha, w sam raz po goracym dniu ;)
Co prawda Thornton.. ten teges.... nie taki kochany jak zwykle, ale ktoz by sie mu dziwil po tym wszystkim, po tych przezyciach, tj. scenie peronowej au rebours (czyli Margaret w nocy, w objeciach obcego faceta), jej klamstwo, przeprawa z mamusia.
No coz, mial na glowie jeszcze caly interes, a czasy byly ciezkie.
A tu jakis robotnik, co to klopotow przysparzal, żąda pracy? ;)
W tej scenie wyglada jakby Thornton nie znal Higginsa ...
A w filmie chyba go juz wtedy kojarzyl, zle mowie ?

Dzieki, Ali, dobrze ze juz jestes :hello:
Cknilo sie bez Ciebie :D

asiek - Śro 21 Cze, 2006 22:59

Alison witaj w domu :grin:
Torcik Higginsowo-Thorntonowy przepyszny ! Dzięki :grin:


Margolcia ...plagą ? :shock: ...ale się Thorntonik zbiesił :wink:

Alison - Śro 21 Cze, 2006 23:30

asiek napisał/a:
Alison witaj w domu :grin:
Torcik Higginsowo-Thorntonowy przepyszny ! Dzięki :grin:


Margolcia ...plagą ? :shock: ...ale się Thorntonik zbiesił :wink:


Yes. bies, bies, pies!
Jak to pogardzał Higginsikiem, łaził wokół niego, listy czytał, a Kola mu z prawej, z lewej. Myślałem, że jest zwyczaj odpowiadać na grzecznie zadane pytania....Kocham Kolę Hogginsa!
Ale wiecie, jak to jest, kobita go wystawiła, interes idzie źle, na kimś trzeba się wyżyć, ale jednak trzeba to robić z klasą Mr Thornton :neutral:
To jeszcze nie koniec "występów" Jasiulowych....

Gosia - Śro 21 Cze, 2006 23:34

No no, Alisonku, nie podkopuj naszej milosci do bozyszcza Thorntonowego ..
Kazdy ma chwile slabosci. A Higgins moze na kwaterke nie chodzil ? nie wyzywal sie na biednym Butcherze, az go do grobu wpedzil, a pozniej dopiero ruszylo go sumienie?
Kazdy jakowes przewiny ma.

Alison - Śro 21 Cze, 2006 23:37

Dyć wim, ale okropnie się moja dusza łaknąca "sprawiedliwości dziejowej" buntuje jak ktoś kogoś tak bezinteresownie poniża. Dziś nie bardzo lubie Thorntona, ale już wkrótce mi przejdzie fjeeeesz? ;-)
Gosia - Śro 21 Cze, 2006 23:40

No to juz lepiej, bo juz sie balam ze jakowes stworzenie z otworem gebowym ssaco-klujacym Cie za mocno uzadlilo ;) i Ci milosc do Thortnona, o zgrozo, ze szczętem wyssalo ;)
Mag - Czw 22 Cze, 2006 08:59

Noo jaki ładny fragment Higgins jest super!
A Jaśku widocznie cierpi za sprawą jakiejś kobiałki..... :wink:

Dzięki

Caroline - Czw 22 Cze, 2006 18:33

No to teraz będzie o tej kobiałce, ale spokojnie, zbisurmaniony Thorntonik też się pojawi. :razz:

Rozdział XXXIX „Making Friends” Nowe przyjaźnie s. 383

Po opuszczeniu pani Thornton Margaret zamknęła się w swoim pokoju. Zaczęła chodzić po nim w tę i z powrotem, jak robiła zawsze, gdy była wzburzona, ale potem przypomniała sobie, że w tym lekko zbudowanym domu każdy krok słychać w innych pokojach, usiadła więc póki nie upewniła się, że pani Thornton opuściła dom. Zmusiła się do przypomnienia sobie całej rozmowy, jaką odbyły, słowo po słowie, nakłoniła swoją wyobraźnię do odtworzenia wszystkiego. W końcu wstała i powiedziała do siebie:
- Przynajmniej jej słowa mnie nie dotkną, po prostu po mnie spłyną, ponieważ nie jestem winna żadnego z czynów, jakie mi zarzuciła. Mimo wszystko, trudno pomyśleć, że ktokolwiek, jakakolwiek kobieta, może uwierzyć tak łatwo w to wszystko o innej kobiecie, to przykre i smutne. Nie oskarżyła mnie o to, co zrobiłam źle, nic o tym nie wie. Nigdy jej nie powiedział... Mogłam wiedzieć, że nie powie.
Uniosła głowę, jakby była dumna z wszelkich przejawów delikatności uczuć, jakie okazał pan Thornton. Nagle, gdy dotarła do niej nowa myśl zacisnęła mocno dłonie:
- On także musi uważać nieszczęsnego Freddericka za jakiegoś kochanka – (zaczerwieniła się, gdy to słowo przemknęło jej przez myśl) – teraz to rozumiem, nie dość, że wie o moim kłamstwie, to jeszcze jest przekonany, że ktoś inny o mnie zabiega i, że ja… O Boże! Boże! Co ja mam zrobić? Co to znaczy? Dlaczego obchodzi mnie, co on myśli, nie tylko utrata jego dobrej opinii o mnie w związku z kłamstwem. Nie wiem, ale jest mi z tym wszystkim tak ciężko. Jakże nieszczęśliwy był ten ostatni rok! Minęło moje dzieciństwo i przemieniło się w starość. Nie miałam młodości ani nie zaznałam pełni kobiecości, nadzieje na to zamknęły się przede mną, bo nigdy nie wyjdę za mąż i przeczuwam wiele zmartwień i nieszczęść tak, jakbym była starą kobietą i z taką samą strachliwością. Mam dość nieustannego odwoływania się do mojej siły. Mogłabym znieść to dla ojca, to mój naturalny, pobożny obowiązek i myślę, że w końcu znalazłabym dość energii, by przeciwstawić się niesprawiedliwym, zuchwałym podejrzeniom pana Thorntona, ale ciężko mi myśleć, jak ogromnie on się myli. Co się stało, że jestem dziś tak przygnębiona? Nie wiem. Wiem tylko, że nic na to nie poradzę. Muszę czasem sobie na to pozwolić.
- Nie! Właśnie, że nie – powiedziała zrywając się na równe nogi – Nie będę! Nie-będę-myśleć o sobie i swojej sytuacji. Nie będę wgłębiać się w moje uczucia. Nic z tego nie wynika. Kiedyś, jeśli będę żyć wystarczająco długo, by się zestarzeć, być może usiądę przy kominku i patrząc w popioły zobaczę życie, które mogłoby być.
Przez cały ten czas pospiesznie ubierała się do wyjścia, przystając tylko na chwilę, by przetrzeć oczy, tym niecierpliwym gestem reagując na łzy, które pojawiły się mimo jej dzielności.
- Mogę powiedzieć, że jest wiele kobiet, które popełniło równie smutny błąd i dowiedziało się o tym za późno. Jak dumnie i zuchwale mówiłam do niego tego dnia! Ale wtedy nie wiedziałam… To docierało do mnie po trochu i nie wiem, kiedy się zaczęło. A teraz nie dam się temu ponieść. Będzie mi trudno zachowywać się tak samo wobec niego mając tę żałosną świadomość, ale będę bardzo spokojna i bardzo cicha, nie będę wiele mówić i z pewnością nie będę często go widywać, najwyraźniej trzyma się od nas z daleka. To byłoby jeszcze gorsze. Nic dziwnego, że mnie unika, myśląc to, co musi o mnie myśleć.
Wyszła na dwór, kierowała się pospiesznie w stronę wiejskich okolic starając się zagłuszyć myśli szybkością ruchów.
Gdy stanęła w drzwiach wracając, pojawił się jej ojciec.
- Dobre dziecko! – powiedział – Byłaś u pani Boucher. Zamierzałem się tam wybrać, gdybym znalazł czas przed obiadem.
- Nie, tato. Nie byłam – powiedziała Margaret czerwieniąc się. – Nie pomyślałam o niej. Ale pójdę zaraz po obiedzie, gdy ty się zdrzemniesz.
Poszła, tak jak powiedziała. Pani Boucher była bardzo chora, więcej niż niedomagająca. Miła, troskliwa sąsiadka, która przyszła dzień wcześniej zajęła się wszystkim. Dzieci rozeszły się do sąsiadów. Mary Higgins przyszła po troje najmłodszych w porze obiadu. W tym czasie Nicholas poszedł wezwać lekarza, który jeszcze się nie pojawił. Pani Boucher umierała i nic nie można było na to poradzić, tylko czekać. Margaret pomyślała, że chciałaby usłyszeć opinię lekarza, a w międzyczasie nie ma nic lepszego do zrobienia tylko pójść do Higginsów, może dowie się, czy Nicholas zdołał stawić się u pana Thorntona.
Znalazła Nicholasa zaabsorbowanego kręceniem monety na kredensie ku uciesze trójki małych dzieci, które czepiały się go strachliwie. On sam, tak jak dzieci, cieszył się z udanego, długiego obrotu i Margaret pomyślała, że radość, jaką czerpał z tego zajęcia, jest dobrym znakiem. Gdy moneta przestała się kręcić, maleńki Johnnie zaczął płakać.
- Chodź do mnie – powiedziała Margaret zdejmując go z kredensu i przytrzymując go w ramionach przyłożyła mu zegarek do ucha, jednocześnie wypytywała Nicholasa, czy widział się z panem Thorntonem. Wyraz jego twarzy zmienił się w jednej chwili.
- Tak! – powiedział – Widziałem się z nim i usłyszałem od niego aż za wiele.
- Odmówił ci? – powiedziała Margaret z żalem.
- A pewnie. Od początku wiedziałem, że tak zrobi. Nie ma się co spodziewać łaski od tych panów. Ty jesteś obca, nie stąd, nie znasz ich zwyczajów, ale ja je znałem.
- Przykro mi, że cię prosiłam. Był bardzo zły? Chyba nie rozmawiał z tobą jak Hamper?
- Nie był zbyt grzeczny! – powiedział Nicholas puszczając na nowo monetę, tyleż dla własnej rozrywki, co dzieci – Nic się nie martw. Jestem tylko tam, gdzie byłem. Jutro idę szukać dalej. Tyle samo mi dał, co oberwał ode mnie. Powiedziałem mu, że nie miałem o nim aż tak dobrego zdania, żeby przyjść do niego drugi raz z własnej woli, tylko że ty mi poradziłaś, by pójść, a ja byłem ci to winien.
- Powiedziałeś mu, że ja cię posłałam?
- Nie wiem, czy wymieniłem twoje imię. Nie wydaje mi się. Powiedziałem, że kobieta, która zbyt mało wie, poradziła mi, bym przyszedł i sprawdził, czy ma łagodne miejsce w sercu
- I co on na to? – spytała Margaret
- Powiedział, że mam ci przekazać, byś pilnowała własnego nosa… Widziałyście, szkraby, jak długo się kręciła!... A to były te grzeczniejsze słowa, jakich wobec mnie użył. To już nieważne. Po prostu jesteśmy tam, gdzie byliśmy. Prędzej będę tłuc kamienie na drodze niż pozwolę tym maluchom głodować.
Margaret posadziła wyrywającego się Johnnie’ego na jego dawnym miejscu na kredensie.
- Przykro mi, że prosiłam cię, byś poszedł do pana Thorntona, zawiodłam się na nim.
Usłyszeli za sobą jakiś hałas. Oboje z Nicholasem odwrócili się w tym samym momencie, stał tam pan Thornton z wyrazem gniewnego zaskoczenia na twarzy.

Gosia - Czw 22 Cze, 2006 18:54

Och Carol! Jak mozesz nas zostawiac w takim momencie?! Ty okrutna ! ;)
Chyba zajrze do ksiazki, co sie tam dzialo dalej :D
Bardzo ciekawy fragmencik swoja droga ...

"Uniosła głowę, jakby była dumna z wszelkich przejawów delikatności uczuć, jakie okazał pan Thornton. [..]O Boże! Boże! Co ja mam zrobić? Co to znaczy? Dlaczego obchodzi mnie, co on myśli, nie tylko utrata jego dobrej opinii o mnie w związku z kłamstwem. Nie wiem, ale jest mi z tym wszystkim tak ciężko. [...] ciężko mi myśleć, jak ogromnie on się myli. Co się stało, że jestem dziś tak przygnębiona? Nie wiem. Wiem tylko, że nic na to nie poradzę.[..]Mogę powiedzieć, że jest wiele kobiet, które popełniło równie smutny błąd i dowiedziało się o tym za późno. Jak dumnie i zuchwale mówiłam do niego tego dnia! Ale wtedy nie wiedziałam… To docierało do mnie po trochu i nie wiem, kiedy się zaczęło. A teraz nie dam się temu ponieść. Będzie mi trudno zachowywać się tak samo wobec niego mając tę żałosną świadomość.

Hmm, czy ona mówi o miłości? Czy tylko mi sie tak wydaje ? ;)

I jeszcze ten fragmencik:
Nie miałam młodości ani nie zaznałam pełni kobiecości, nadzieje na to zamknęły się przede mną, bo nigdy nie wyjdę za mąż i przeczuwam wiele zmartwień i nieszczęść tak, jakbym była starą kobietą i z taką samą strachliwością

Dlaczego ona uwaza, ze nigdy nie wyjdzie z maz ? ;)

Gitka - Czw 22 Cze, 2006 18:55

Ale zaskoczyła mnie końcówka Twojego tłumaczenia Caroline :shock:
Ciekawe ile słyszał z tej rozmowy Thorton?
Wspaniale przetłumaczyłaś Caroline i zakończyłaś w takim momencie :twisted:
Dlatego już nie mogę się doczekać co będzie jutro :grin:

asiek - Czw 22 Cze, 2006 19:49

O w m.... jeża !I co dalej :? :
Caroline...a taka dobra była z Ciebie dziewczyna........ :roll: :wink:

No nic...trzeba niteczki nerwowe zawiązać na supełek i czekać
.....choć będzie trudno! :twisted:

Znakomity fragment. Margaret broni się resztkami sił....nieeee, nie podda się ....i nie przyzna, że to miłość....z pewnością zależy jej jedynie na ....szacuneczku Thorntona :mrgreen:

Mag - Czw 22 Cze, 2006 20:06

"Mam dość odwoływania się do mojej siły...."

Biedna Margerytka nie ma się na kim oprzeć - wszyscy do okoła wymagają od niej opieki, a ona... dlatego ma tyle wątpliwości i potrzebuje męskiego ramienia....

Sama wiem, jak czasem ciężko być tą silną- najmocniejsza kobieta musi czasem poczuć się jak słaba kobietka i zebrać siły, żeby dalej iść...

Śliczne Carolu, ale przerwać w takim momencie? :wink:

Alison - Czw 22 Cze, 2006 20:26

Carol, ja Cię wspieram! Przerwałaś w DOSKONAŁYM momencie i twarda bądź jak Roman Bratny! :banan:
Kati - Czw 22 Cze, 2006 21:07

Carol, ja Cię KOCHAM ! :mrgreen:

i będę tęsknić :wink:

niech jutro szybko nastanie ! :lol:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group