Literatura - Proza i poezja - Cykl o Ani i inne książki L.M. Montgomery
MariStella - Pon 10 Sie, 2009 11:49
Ja bardzo lubię Emilkę. Jedyna rzecza która mnie dziwi/ denerwuje w tej postaci to jej zdolności paranormalne Chociazby to, ze wiedziała o tym, ze ciało matki Ilzy jest w... studni
BeeMeR - Pon 10 Sie, 2009 12:04
Ja Emilkę lubię - i książkę i postać, zwłaszcza tą młodszą (za młodu tez się czułam nierozumiana itp., oj, głupia ja )
Nie pamietam już szczegółów, ale nigdy nie rozumiałam jej późniejszych relacji z Ilzą czy Tadziem - tego fochania się, nie wyjaśniania na czym/kim jej naprawdę zależy, co kto miał na myśli tylko czekanie aż cały świat się domyśli .
Rozumiem niechęć, nawet nieumiejętność afiszowania się z uczuciami, zwłaszcza jeśli jest się niepewnym uczuć drugiej osoby - ale nie wyjaśnić z przyjaciółką o co chodzi - choćby listem - to dla mnie niezrozumiałe.
Trzykrotka - Pon 10 Sie, 2009 12:32
No właśnie, to, o czym piszesz nigdy mi się nie wydawało realne. Emilka miała w sobie tyle fałszywej dumy, że nie umiała sobie w ogóle poukładać relacji z ludźmi, nawet pozornie najbliższymi. Mnie też nieszczególnie podoba się to kilkuletnie fochanie się Ani na Gilberta. Foch, utarcie nosa - czemu nie, ale trzy lata (dobrze liczę?) udawania, że on jest powietrzem, za jedną "marchewkę", to stanowcza przesada. Ale nie czepiam się, bo dzięki temu mamy ładną scenę finałową pierwszej Ani. Pogodzenie się tej pary jest niezwykle motylkowe.
U Lucy Maud roi się od bohaterek, które mają kłopoty z rozeznawaniem tego, co w życiu ważne. Jest cykl o Pat ze Srebrnego Gaju. Dziewczyna tak kocha swój dom, że starzeje się uczepiona jego płotu. Siedziba musi dopiero spłonąć, żeby Pat uszczęśliwiła człowieka, który ją kocha od dawna. Brrr.... I Dzban ciotki Becky - bardzo lubię tę książkę, ale zawsze mam ochotę rozszarpać jedną z bohaterek, która w dniu ślubu ucieka od męża z dziecinnego powodu i każe mu czekać 10 lat na dojście do rozumu. A przez ten czas gorzknieje, starzeje się...
Cieszę sie na te nowe opowieści. Lucy Maud pisała świetne opowiadania, piękne miniatury, w których ładnie ujmowała ludzkie śmiesznostki i szlachetność.
BeeMeR - Pon 10 Sie, 2009 12:56
No właśnie Anią bardziej rozumiem - też usłyszałam kiedyś "komplement", którego w życiu nie zapomnę W zamierzeniu miał być zapewne zwykłą uwagą, może trochę uszczypliwą, ale zabolało straszliwie nadwrażliwą nastolatkę, którą wtedy byłam. Ba, niestety ciągle jeszcze tkwi boleśnie gdzieś tam wewnątrz mnie, choć już nawet nie pamiętam imienia tego chłopca
Ale też biorę poprawkę na to, że Ania była wtedy sporo młodsza od Emilki, która głupio (w moim odczuciu) zachowywała się wtedy, kiedy już powinna trochę więcej rozumu mieć. Zwłaszcza, że była niby taka wrażliwa.
Nie czytałam pozostałych książek czy opowieści - ale widzę, że to bolesne odzwierciedlenie podobnych sytuacji, gdy głupia duma bierze górę nad czymkolwiek innym - zwłaszcza szczęściem u boku kochanej osoby.
Przecież z Marylą od Ani było podobnie - też jakaś głupia sprzeczka spowodowała rozstanie i rozżalenie. Ja nawet chyba chwilami (a w filmie, który bardzo, bardzo lubię zwłaszcza ) bardziej lubiłam Mateusza i Marylę oraz panią Linde ze wszystkimi jej wadami niż samą Anię i Dianę. Był czas, że w Gilbercie (tym książkowym) się kochałam - i takie mi się romantyczne wydawały oświadczyny w ogrodzie
Tadzio nigdy zaś nie był moim wzorem romantyzmu czy ideału
A pod koniec zaś uważałam go za ciapę, który się pozwala manewrować dziewczynom - czyli wręcz mój anty-typ
Trzykrotka - Pon 10 Sie, 2009 13:08
| BeeMeR napisał/a: | A pod koniec zaś uważałam go za ciapę, który się pozwala manewrować dziewczynom - czyli wręcz mój anty-typ |
Uuu, święta racja! Tadzio nigdy nie umiał wziąć spraw w swoje ręce! Już wolałam tego drugiego (jak on miał na imię ), który oczywiście, mimo swoich zalet, nie był "godny" miłości Emilki.
Ech, racja, historia Maryli nie wiem, być może tak się działo, być może kobiety były tak wychowywane, zeby nie robić pierwszego kroku, może. Jestem skłonna w to uwierzyć. Tylko ja nie znoszę marnowania życia z głupich powodów (jak fałszywa duma).
W Ani jest zatrzęsienie tzw. "starych panien", z których część jest nieszczęśliwa na właśne życzenie. Przypomniała mi się jeszcze panna Lawenda, macocha Jasia. Ona też rozstała się z (przyszłym) ojcem Jasia z powodu głupoty
BeeMeR - Pon 10 Sie, 2009 13:22
| Trzykrotka napisał/a: | | nie był "godny" miłości Emilki. | no bo nie był tak "wrażliwy" jak Tadzio
W sumie Tadzio i Emilka pasują do siebie - oboje na sobie skoncentrowani, z pretensjami do bycia "kimś wrażliwszym, uduchowionym". Na obronę Tadzia, bo to nie jest tak, że ja go zupełnie nie lubię, przypomnę, że potrafił się bardzo rycersko zachowywać względem kobiet - zwłaszcza Emilki, np. nocą w kościele (co te dzieciaki tam robiły o tej porze - tzn. pamiętam co się stało, ale zawsze mnie dziwiło to niedopatrzenie)
| Trzykrotka napisał/a: | nie znoszę marnowania życia z głupich powodów (jak fałszywa duma).
W Ani jest zatrzęsienie tzw. "satrych panien", z których część jest nieszczęśliwa na własne życzenie. | Ja też nie - tym bardziej, że życie niestety często nie odbiega od książkowych historii - teraz też
Trzykrotka - Pon 10 Sie, 2009 14:06
Pod tym względem Błękitny Zamek jest świetny. Joanna co prawda daje się przez 29 lat terroryzować sztywnej rodzinie i jej "zasadom", ale kiedy się uwalnia, nie boi się żadnego eksperymentu, w granicach tego, co przystoi damie, rzecz jasna.
Chyba sobie odnowię znajomośc z ksiażką
BeeMeR - Pon 10 Sie, 2009 14:14
| Trzykrotka napisał/a: | Chyba sobie odnowię znajomośc z ksiażką | Ja też, szukając Joanny, nie Walencji rzecz jasna
Przypomnij mi, gdzie można znaleźć pannę Lawendę
Gunia - Pon 10 Sie, 2009 14:48
Przyznam Wam szczerze, że o ile prawie wszystkie książki L.M.M. przeczytałam z przyjemnością, o tyle Emilka nie wzbudziła mojej sympatii i chyba nawet nie przeczytałam wszystkich tomów, chociaż pewnie kiedyś to zrobię.
Trzykrotka - Pon 10 Sie, 2009 15:00
Kanadyjczycy zrobili z Emilki upiorny, sadystyczny serial. Czego tam nie było... nawet obłęd i narkomania
| BeeMeR napisał/a: | Przypomnij mi, gdzie można znaleźć pannę Lawendę |
Ania z Avonlea kończy się sceną Ania - Gilbert, tuż po jej ślubie. To ta urocza stara panna, która mieszka na odludziu i, podobnie jak Ania, lubi sobie wyobrażać różne rzeczy. Okazuje się byc dawną ukochaną ojca ulubionego ucznia Ania, Jasia Irvinga.
Alicja - Pon 10 Sie, 2009 15:25
| Gunia napisał/a: | | o tyle Emilka nie wzbudziła mojej sympatii i chyba nawet nie przeczytałam wszystkich tomów, |
na temat Emilki nie mogę się wypowiadać, gdyż nie przebrnęłam przez tom 1
Ania zaś była czytana wielokrotnie, mogę rzec iż zaczytywałam wręcz wszystkie części, z upodobaniem sobie najbardziej romantycznej - Rilla ze Złotego Brzegu.
tak samo lubiłam Błękitny Zamek i nawet nie wiedziałam, że jest inna wersja niż Joanna zawsze czytałam tę samą książkę muszę poszukać nowego tłumaczenia. Podobała mi się wewnętrzna siła Joanny, chęć do posmakowania życia i przeciwstawienia się rodzince "wiedzącejwszystkolepiej" aż do związku z mężczyną o baardzo wątpliwej reputacji ( uwielbiam takich ). Książka , która podnosi na duchu i każe nigdy nie tracić nadziei. I wyjaśniajaca, iż książę z bajki niekoniecznie przybędzie ze strony z której go wypatrujemy. Może niezauważony czekać tuż obok.
BeeMeR - Pon 10 Sie, 2009 15:40
| Trzykrotka napisał/a: | | Kanadyjczycy zrobili z Emilki upiorny, sadystyczny serial | Dobrze, że togo nie widziałam
serial Droga do Avonlea też jakoś nie przypadł mi do gustu
Ania tylko mi się podoba nieodmiennie
Gosia - Pon 10 Sie, 2009 19:08
Ja nawet mam Emilkę (jeden czy dwa tomy? nie pomnę), ale jej do końca nie przeczytałam. Nie wciągnęło mnie to chyba. Za to Anię czytałam kilkakrotnie. Polyannę chyba też ze dwa razy.
A z Ań, njbardziej lubiłam "Anię na Uniwersytecie", bo nie była już takim dzieckiem i miała bardzie dorosłe problemy a poza tym ładnie opisani są ludzie, z którymi się stykała, plastycznie opisywała miejsca - nie zapomnę Goga i Magoga.
Lubiłam też Rillę, ze względu na Waltera, wojenne dziecko w wazie od zupy i tego wiernego psa, który czekał na swego pana.
A "Błękitny zamek" znam głównie ze sztuki teatralnej w tv.
Alicja - Pon 10 Sie, 2009 20:01
| Gosia napisał/a: | | Lubiłam też Rillę, ze względu na Waltera, wojenne dziecko w wazie od zupy i tego wiernego psa, który czekał na swego pana. |
ja z tego samego powodu chociaż samego Waltera było mało, a ten związek z Krzysiem wydał mi się wtedy szalenie romantyczny, oczekiwanie na ukochanego, jego powrót z wojny. Od tego czasu lubię też filmy o uczuciu rozkwitajacym podczas wojny a dziecko w wazie tak mi utkwiło w pamięci, że u swojego dziecka przy kaszlu podejrzewałam koklusz
| Gosia napisał/a: | | Polyannę chyba też |
Polyanna była dzieckiem mojego dzieciństwa. Pisałam nawet o niej wypracowanie w szkole na temat stary jak świat czyki ulubiona książka. Grę w zadowolenie staram się nadal stosować
Harry_the_Cat - Pon 10 Sie, 2009 20:51
Uwielbiam dokladnie te same elementy w Rielli! Walter i pies Wtorek to takie strasznie smutne historie...
A propos Ani, kupilam sobie wczoraj ekranizacje Ani z Avonlea i Ani na uniwersytecie popelniona przez BBC w latach 70... Na pewno bedzie sztywno, ale jestm ciekawa
http://www.tickledorange.com/LMM/1975AoA.html
Gosia - Pon 10 Sie, 2009 21:02
Chyba tego nie widziałam. Utkwiła mi w pamięci jedynie późniejsza wersja.
Alicjo, ale Ty mówisz o Ksysiu czy o Walterze, bracie Rilli?
Admete - Pon 10 Sie, 2009 21:16
Z Ań bardzo lubiłam dawniej Wymarzony dom Ani i Anię na uniwersytecie. Potem bardzo spodobała mi się Ania z Szumiących Topoli. Dużo w niej humoru.
Gosia - Pon 10 Sie, 2009 21:20
A który tom jest o tej dawnej miłości i latarni morskiej?
Admete - Pon 10 Sie, 2009 21:27
Wymarzony dom Ani.
Gosia - Pon 10 Sie, 2009 21:34
No właśnie. Pamiętam, że ten wątek też mi się podobał. Występował tam Owen Ford, prawda? I kapitan Jim, bodajże.
Lubiłam takie melancholijne historie w tym cyklu
Porównałabym je z historią (niespełnionej) miłości tej starszej pary w "Cranford".
Trzykrotka - Pon 10 Sie, 2009 21:39
Wymarzony Dom Ani jest bardzo piękną książką. Atmosfera wybrzeża morskiego, urok zakładania domu, budowania rodziny... Choć tego było mi mało - Lucy jest świetną opowiadaczką, ma na podorędziu setki przepięknych historii i zajęła się nimi od razu. Ja czekałam na trochę więcej opowieści o Ani i Gilbercie, tymczasem oni troszkę zeszli tam na dalszy plan. Ale Owen i Ewa, zwłaszcza jej niezwykłe (brrr) życie, losy kapitana Jima, innych sąsiadów - jakoś to wynagradzały.
Gunia - Pon 10 Sie, 2009 21:40
| Cytat: | | Porównałabym je z historią (niespełnionej) miłości tej starszej pary w "Cranford". |
Kiedy czytałam "Cranford" miałam podobne skojarzenia, bo wątek dwóch sióstr starych panien - jednej starszej, surowej i dumnej i drugiej młodszej, ślicznej i romantycznej, która przez uległość rezygnuje z miłości stanowił chyba jeden z ulubionych Montgomery i powtarza się w jej powieściach i opowiadaniach dość często.
Tamara - Pon 10 Sie, 2009 22:39
Najbardziej lubię pierwsze trzy Anie - Zielone Wzgórze , Avonlea i uniwersytet . następne jakoś mniej mi się podobały .
A Emilki nigdy nie czytałam . Polyanny takoż Błękitny Zamek za to bardzo mi się podobał , zwłaszcza główny bohater męski I nie zniosłabym jakiejś Walencji
Gunia - Pon 10 Sie, 2009 22:53
A czy wiecie może, dlaczego pierwotna wersja została okrojona? Zastanawia mnie to i nie udało mi się znaleźć odpowiedzi. I co jest w sumie wycięte?
Harry_the_Cat - Pon 10 Sie, 2009 22:56
Pierwsze tłumaczenie jest chyba z lat 20 jeszcze, wtedy chyba pewne skróty były dosyć normalne. Tak mi się wydaje. Wycięte jest w sumie niewiele - w tej chwili nie pamiętam, ale nic, co wpływa na odbiór całości.
|
|
|