Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
asiek - Pon 20 Sie, 2007 21:30
| Admete napisał/a: | | I ta Jane na końcu - jakos mi się nie chce wierzyć, że była smutna do końca życia. Inny obraz wyłania sie z jej listów. |
Prawda ? Z pewnością lekko jej nie było, ale z napisanych powieści, wreszcie listów, o których wspomniałaś rysuje się inna kobietka.
| Harry_the_Cat napisał/a: | | Muzyka tez fajna - szczególnie w czasie spaceru |
Fajna, fajna...
Gunia - Pon 20 Sie, 2007 21:47
A ja jestem w takim stanie, że chętnie pójdę na to do kina. Skoro to takie płytkie, to nawet lepiej. Na etapie "Zakochana Jane" straciłam nadzieję na coś merytorycznie godnego uwagi. Postaram się pójść do kina, choćby po to by uczcić to, że pomyśleli o Jane.
Admete - Pon 20 Sie, 2007 22:12
To nawet nie jest płytkie tylko takie...nieprawdziwe? Bzdurne w odniesieniu do samej Austen?
Harry_the_Cat - Pon 20 Sie, 2007 22:57
Szcerze mówiąc wolałabym, żeby bohaterka nazywała się Mary Hopkins czy cos i zeby to skonczyli szczęśliwie... Ta Jane Austen na siłe wcale tam nie potrzebna. To mógłby być całkiem miły filmik (tzn nawet jest miły, gdyby nie... )
Toma to nawet za bardzo nie polubiłam, ani nawet Jane... To pewnie dlatego, że jakoś Anne lepiej wygladała na zdjęciach a już gorzej wypadła mówiąc i ruszając się, a James jest dla mnie niczym Rupert P-J - wywołuje tyle emocji co śledź...
I az prosi się, żęby zmontować cos z tego i DiU 2005...
ps. Powinna wyjść za tego Weasleya...
Harry_the_Cat - Pon 20 Sie, 2007 23:06
Wygląda znajomo?
http://uk.youtube.com/watch?v=k9O1zimYIBk
Gunia - Pon 20 Sie, 2007 23:10
| Cytat: | | ps. Powinna wyjść za tego Weasleya... |
Huh?
Harry_the_Cat - Pon 20 Sie, 2007 23:12
| Gunia napisał/a: | | Cytat: | | ps. Powinna wyjść za tego Weasleya... |
Huh? |
Okazał się całkiem równym kolesiem, nie?
(chociaz może jego nazwisko to się zupełnie inaczej pisze, a ja się czymś sugeruję... )
Gunia - Pon 20 Sie, 2007 23:15
Nie wiem, jaki się okazał, bo nie obejrzałam, ale to nazwisko!
Harry_the_Cat - Pon 20 Sie, 2007 23:18
No i jeszcze jak mówi to Maggie Smith, to już w ogóle nie ma szans, żebym ja cos innego usłyszała...
Gunia - Pon 20 Sie, 2007 23:20
Już mi się ten film podoba!
Harry_the_Cat - Pon 20 Sie, 2007 23:24
Sprawdziłam. Pisze się Wisley... Dużo mniej zabawnie, moim zdaniem...
Gunia - Pon 20 Sie, 2007 23:37
Ale my się będziemy trzymać Weasley.
asiek - Pon 20 Sie, 2007 23:40
| Harry_the_Cat napisał/a: | | ps. Powinna wyjść za tego Weasleya... |
| Harry_the_Cat napisał/a: | | Sprawdziłam. Pisze się Wisley... |
Jasne, że tak... Ale pewnie, ta pisowania nazwiska zaważyła.
Admete - Wto 21 Sie, 2007 07:37
Popieram to, co napisała Harry - bohaterka powinna się nazywac Mary Hopkins i powinna na koncu wyjść za pana Weasley'a ( nawet jeśli się tak nie nazywał ) Okazał się dużo lepszym człowiekiem niz pan Tom. W ogóle sposób jego przedstawienia w filmie był okropny...
Anonymous - Wto 21 Sie, 2007 17:23
Właśnie widzę, że w roztargnieniu usunęłam swojego posta (a chciałam tylko wyedytować i się zastanawiałam, czemu mi nie idzie ), ale może to dobrze, bo może był zbyt emocjonalny... .
| Admete napisał/a: | | Strasznie mi się nie podobało zachowanie bohaterki granej przez pannę H. w momencie kolejnych ( wyobraźcie sobie ) oświadczyn krzyczy "Czy nie ma innych kobiet?!". |
Ona w ogóle zachowywała się, jakby była niewychowana, a czasami wydawało mi się, że jest jakąś czarną owcą w rodzinie Austenów, szczególnie gdy jej matka (tak na marginesie wykreowana zupełnie jak pani Bennet ) mówiła, że Jane potrzebuje męża (dla mnie to brzmiało, jakby chcieli się jej na siłę pozbyć, tak na zasadzie "Znajdź męża i na zawsze zniknij z moich oczu!" ).
| Admete napisał/a: | | Też się w paru miejscach wzruszyłam, ale w koncu irytacja zwyciężyła smutek. Ogólne wrażenia mam więc negatywne. |
A do mnie jakoś nic nie przemówiło. W spotkaniu po latach miałam trzy myśli: 1. fajnie ich postarzyli; 2. co z tego że jego córka jest Jane, to było wtedy pospolite imię! 3. matko, jakie to kiczowate. Nie, ja jestem bardzo uczulona na wszelkie hollywoodzkie porywy uczuć i namiętności, które są dla mnie po prostu sztuczne... Za dużo się angielskich filmów naoglądałam.
| asiek napisał/a: |
Ja nawet nie musiałam zapominać, bo podczas oglądania nie towarzyszyło mi poczucie, że WŁAŚNIE oglądam FILM O JANE...Brak klimatu... |
Też miałam podobne uczucia, choć jednak cały czas pamiętałam, że to film o Jane (pamiętałam, a nie czułam, jest mała różnica ). I miałam też trochę głupie skojarzenia... Kiedyś widziałam fragmenty pamiętnika księżniczki 2 i tam był jakiś taki motyw, jak księżniczka (miałam już ochotę napisać "Jane" ) cały czas udaje, że jakiś książę jej się nie podoba i początek, jak Jane tak usilnie unika Lefroy'a, skojarzył mi się z tym...
| Harry_the_Cat napisał/a: |
Toma to nawet za bardzo nie polubiłam, ani nawet Jane... To pewnie dlatego, że jakoś Anne lepiej wygladała na zdjęciach a już gorzej wypadła mówiąc i ruszając się, a James jest dla mnie niczym Rupert P-J - wywołuje tyle emocji co śledź... |
Anne moim zdaniem nie grała rewelacyjnie, może prawdą jest, że to Angielka byłaby lepsza jako Jane Austen... A może chodzi o to, że jej Jane jest taka jednowymiarowa, jakby twórcy nie mogli pojąć, że swoboda i odwaga w wypowiadaniu swoich opinii nie musi równać się nieodpowiedniemu zachowaniu... Co do Toma - może i MacAvoy wywołałby we mnie jakieś uczucia, gdyby jego postać była zarysowana w bardziej ujmujący sposób. Wszędzie czytałam, że Tom był nieśmiałym, lecz czarującym człowiekiem, zaś tu był hulaką i zarozumialcem i również zachowywał się, jakby nie był do końca dobrze wychowany...
| Harry_the_Cat napisał/a: | | ps. Powinna wyjść za tego Weasleya... |
(będę się trzymać pisowni oryginalnej ). Oj tak, Wisley był świetny! I wg mnie bardzo austenowski, łatwo mi go sobie wyobrazić jako bohatera u Jane, cichego, spokojnego, lecz pełnego uczuć (trochę więc mi przypomina Knightley'a, trochę Darcy'ego, a trochę Brandona - jakby się zebrało ich najlepsze cechy). Przez prawie cały film myślałam sobie, że ta głupia Jane nie widzi, jakiego wspaniałego człowieka ma obok, a szaleje za tym głupim Lefroy'em...
Moim zdaniem ten film wyrządzi jedną wielką krzywdę - sprawi że Jane i wszystkie powody, dla których w ogóle pisała, będą odbierane tak, jak jest to tam ukazane - czyli Jane stała się Jane, bo w jej życiu pojawił się piękny James McAvoy, to jest tfu, Tom Lefroy .
Anonymous - Wto 21 Sie, 2007 18:00
chcialabym ogladnac do konca, ale wychodzi mi komunikat o bledach i pojawia sie gosc, ktory uczy jak zrobic sztuczna reke z silikonu.
Harry_the_Cat - Wto 21 Sie, 2007 20:34
| Nimloth napisał/a: | | W spotkaniu po latach miałam trzy myśli: 1. fajnie ich postarzyli; 2. co z tego że jego córka jest Jane, to było wtedy pospolite imię! 3. matko, jakie to kiczowate. |
Akurat nie podobało mi się jak ich postarzyli, ale z resztą się zgadzam w całej rozciągłości. Już lepiej by było, żeby olac te 20 lat później.... No i co - on jej tak bardzo nie kochał, jak ona jego?
| Nimloth napisał/a: | | Anne moim zdaniem nie grała rewelacyjnie, może prawdą jest, że to Angielka byłaby lepsza jako Jane Austen... |
I tak w ogóle, to ona była za wielka do Jamesa, nie sądzicie? Nie wyglądało to zbyt dobrze...
asiek - Wto 21 Sie, 2007 20:52
Uwaga ! SPOILER ! ...taki malutki.
| Harry_the_Cat napisał/a: | | I tak w ogóle, to ona była za wielka do Jamesa, nie sądzicie? Nie wyglądało to zbyt dobrze... |
Racja.
W scenie balowej zauważyłam, że tylko Jane ma empirową suknię, reszta dam miała kiecki innego kroju.., wcięte w talii i z zaakcentowaną ...pupą /sorry, nie wiem jaka jest fachowa nazwa /. Trochę mnie to zdziwiło...
A jeszcze jedno ...Z pewnością zauważyłyście jak Jane zainicjowała pocałunek i ...włożyła w to dużo energii ...Takie zchowanie u młodej damy ? Mało wiarygodne, ... nie sądzicie ?
Harry_the_Cat - Wto 21 Sie, 2007 20:58
| asiek napisał/a: | | A jeszcze jedno ...Z pewnością zauważyłyście jak Jane zainicjowała pocałunek i ...włożyła w to dużo energii ...Takie zchowanie u młodej damy ? Mało wiarygodne, ... nie sądzicie ? |
Wręcz nieco wymusiła ten pocałunek, nie?
asiek - Wto 21 Sie, 2007 21:07
Uwaga ! Spoiler !
Zgadza się. Facet stał oniemiały i nie bardzo kwapił się do odwzajemnienia całusa. A kiedy zrozumiał, o co Jane chodzi i w końcu zdeklarował się, to ona pocałowała go ... w rękę!
Kolejny film, w którym kobieta całuje faceta w rękę ... Znamię czasu ?
Gunia - Wto 21 Sie, 2007 23:12
Bleh. Co z czasami, kiedy to ON JĄ w rączki całował?
Anonymous - Śro 22 Sie, 2007 09:27
| asiek napisał/a: | W scenie balowej zauważyłam, że tylko Jane ma empirową suknię, reszta dam miała kiecki innego kroju.., wcięte w talii i z zakcentowaną ...pupą /sorry, nie wiem jak jest fachowa nazwa /. Trochę mnie to zdziwiło...
A jeszcze jedno ...Z pewnością zauważyłyście jak Jane zainicjowała pocałunek i ...włożyła w to dużo energii ...Takie zchowanie u młodej damy ? Mało wiarygodne, ... nie sądzicie ? |
Jeżeli chodzi o suknie, na angielskiej wikipedii jest fajna analiza:
http://en.wikipedia.org/w...male_characters
Chodzi mniej więcej o to, że był to czas przejściowy dla mody i noszono trzy rodzaje sukienek, późny barok, rokoko/georgian i regency, późny barok to taka, jak np miała Eliza de Feullide (bo trzymała się jeszcze starej mody), rokoko/georgian nosiła Cassandra (np. ta sukienka, którą miała na plaży), nosiły je również pani Austen, pani Lefroy i Lucy Lefroy. Zaś Jane noiła oczywiście znane nam regency (i jest tam zabawne spostrzeżenie, że wszystkie sukienki są w porządku, tylko ta zielona, którą miała na balu, to prawdziwe haut couture ). Mnie to akurat bardziej zastanawia, czemu to Jane miała sukienki według najnowszej mody, a Cassandra już nie, przecież siostry miały takie same fundusze, były w podobnym wieku i obie na równi interesowały się strojami . Ale tak na serio to wydaje mi się, że chcieli zwrócić uwagę na Jane, żeby to ona, jako główna postać, kojarzyła się ze strojami, które znamy z innych ekranizacji.
Admete - Śro 22 Sie, 2007 09:31
Mnie zastanowiło dlaczego Eliza - taka światowa i modna - nosi sukienki nieco przestarzałe. To raczej ona przybyła z Paryża znałaby nowinki...
Anonymous - Śro 22 Sie, 2007 09:58
Suknie w tym stylu ma również Lady Gresham i czytałam wytłumaczenie, że chcieli pokazać, że jest osobą, która poprzez swój status społeczny stoi ponad modą - może to samo chcieli pokazać w przypadku Elizy . Ale fakt, że naturalniej by wyglądało, gdyby miała modne sukienki, tym bardziej, że nie narzekała na brak pieniędzy...
Pemberley - Śro 22 Sie, 2007 11:12
Dziewczyny, jedna prosba, nie kazdy jeszcze widzial film i jak zdradzacie jakies szczegoly- zwlaszcza z koncowki- to moze piszcie Spojler, kazdy na pewno zdaje sobie sprawe, ze jest to historia nieszczesliwej milosci i ze bohaterzy nie beda razem, ale jak sie dokladnie napisze, dlaczego i jak, to juz niewiele zostaje z napiecia i na co sie cieszyc...
Ja obejrzalam sobie na spokojnie wszystko za jednym zamachem i moze fakt, ze niektorych rzeczy( jak np. dialog w bibliotece ) nie do konca rozumiem powoduje, ze lubie ten film. Nie da sie go obejrzec jako prawdziwej historii o Austen, zamknelam oczy na napisy koncowe i .. podobalo mi sie.. . Podobnie podobal mi sie MP Rozemy, a niespecjalnie najnowsza Duma, a juz nie najnowsze MP niby tak wierne orginalowi - wole , jak jest zachowany charakter epoki, nawet jesli jest pokazany z humorem dzisiejszym i to np. dyganie w kazdym momencie, nawet przy klotni, bardzo przypadlo mi do gustu..
Historia - zwlaszcza na poziomie moralnym - jest godna Austen, bohaterzy nie sa papierowi, staja oboje na wysokosci zadania i chociaz nie ma szczesliwego zakonczenia, to nie mozna temu filmowie zarzucac plycizny niedzielnych " komedii romantycznych" dla nastolatkow...
Charaktery poboczne sa swietnie zagrane- wuj Toma jest po prostu doskonaly, Maggie Smith moze spokojnie konkurowac z Jude Dench , a aktorzy grajacy Henrego i p. Winsleya na pewno beda teraz wyszukiwani w innych filmach
Swietna muzyka, swietne obrazy. Anne Hathaway traci przy drugim ogladaniu, James natomiast sporo zyskuje, scena w lesie z jego wielkimi zaczerwienionymi od placzu oczami - rewelacja, on to gra -podobnie jak w scenie w gospodzie -bardzo tworczo i autentycznie - tych emocji nie widze u Anne, tylko grzecznie odrobione zadanie aktorskie wedlug tekstu w scenariuszu. Ale to oczywiscie moj wlasny odbior.
Nie zamierzam bronic tego filmu jako historii zycia Jane, to bylo oczywiste juz w zeszlym roku, ze sie nie da, autorzy faktycznie mogli lepiej nakrecic wspominana w filmie "Historie Toma Jonesa", ale zrealizowali powiesc Jon Spencera, ktory wlasnie podobne spekulacje wydal drukiem, Teraz czytam na innym forum, ze prawdziwy Tom ozenil sie faktycznie z dziedziczka fortuny, ale zanim ona ja odziedziczyla, a odziedziczyla podobno niespodziewanie, wiec juz sama historia w sobie jako spekulacja jest do odrzucenia, nie mowiac o wielu innych istotnych detalach, . wyszlo tak jak wyszlo.. a przy moich - straszliwe krytycznie nastawinionych- oczekiwaniach uwazam, nie wyszlo az tak zle. Moglo byc duzo, duzo gorzej.
Ja sie do kina wybieram, i wszystkim nieprzekonanym polecam rowniez . Na tym polegia magia kina, dac sie oczarowac czyjejs historii, uwierzyc, ze cos, czego nie spotyka sie prawie nigdzie jednak sie zdarza i ze milosc jest w stanie przetrwac wszystkie zabojstwa dnia powszedniego... A ze jest to bajka opowiadana przez innych ludzi- coz ,mozna ich polubic lub nie.
|
|
|