To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura

Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 12:48

finansami zajmował się Henry
kazika - Wto 06 Kwi, 2010 12:48

kasiek no powiedz, miło byłoby przeczytać jak to Lizzy w jakieś wiejskiej chacie czyta książkę umierającemu dziecku a boski pan Darcy w tym czasie przejeżdża na koniu i widzi ją przez okno, oczywiście tak całkiem przez przypadek:)
kazika - Wto 06 Kwi, 2010 12:49

tłumaczył jej i pomagał w nadziei na jakąś finalizację:)
kazika - Wto 06 Kwi, 2010 12:49

w nadziei na korzyści i to niekoniecznie materialne:)
spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 12:51

chyba jednak najpierw trzeba za coś pokochać, żeby potem kochać mimo wszystko :) Inaczej chyba kochalibyśmy wszystkich bez wyjątku.
Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 12:52

kazika napisał/a:
kasiek no powiedz, miło byłoby przeczytać jak to Lizzy w jakieś wiejskiej chacie czyta książkę umierającemu dziecku a boski pan Darcy w tym czasie przejeżdża na koniu i widzi ją przez okno, oczywiście tak całkiem przez przypadek:)

to zależy od motywów.... jeżeli miałby to być tylko obowiązek a nie szłaby za tym empatia, dobre serce(a te przymioty Lizzy posiadała) a Darcy złapałby się na pozór dobroczynności ukochanej to nie... wcale nie leżałaby mi taka scena...


Zważ jakie motywy miała Margaret w zgłębianiu finansów... pomoc tym w Milton... a więc raczej mniej chęc bycia użyteczną co raczej osobiste motywy...

Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 12:53

spin_girl napisał/a:
chyba jednak najpierw trzeba za coś pokochać, żeby potem kochać mimo wszystko
a nie zakochujesz się w czymś i w miarę upływu czasu zaczynasz kochać mimo wszystko?
Ja się w sumie nie znam.... jestem chłodna racjonalistka :wink:

spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 12:58

lady_kasiek napisał/a:
nie zakochujesz się w czymś i w miarę upływu czasu zaczynasz kochać mimo wszystko?

No o to mi chodzi. Ale najpierw ten ktoś musi w jakiś sposób swrócić Twoją uwagę, prawda? CZYMŚ Cię ująć?

Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 13:01

spin_girl napisał/a:
CZYMŚ Cię ująć?

ująć, zauroczyć.... a nie rozkochać tak naprawdę naprawdę. Owszem dla potrzeb dyskusji można przyjąć, ze chodzi nam o to samo, tyle, że co do istoty problemu, mi chodzi o taką Miłość.... a nie o miłość co zmienia się z podmuchem wiatru według słów Pani Thornotn

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 13:05

kasiek my o tym wiemy, że kierowała się osobistymi motywami, ale ona jeszcze przed sobą się do tego nie przyznawała:) więc uznaję, że kierowała się niedawno odkrytą smykałką do biznesu:) co do Lizzy, oczywiście, że nie obowiązek, z czystego serca jak najbardziej....

spin co do tego kochania, też jestem zdania, że się kocha mimo wszystko..... zakładam, że gdybym miała kochać za coś, np za fajne włosy to chyba musiałby to być wokalista grupy metalowej, gdybym miała kochać kogoś za to że lubi czytać to co ja, to musiałby to być chyba gej, a gdybym miała go kochać za to, że jest dobry, to bym musiała wzdychać do plakatów np. Matki Teresy.... fajnie odkrywać, za co się kocha, ale wolę kochać mimo wszystko...

Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 13:07

kazika napisał/a:
kasiek my o tym wiemy, że kierowała się osobistymi motywami, ale ona jeszcze przed sobą się do tego nie przyznawała:) więc uznaję, że kierowała się niedawno odkrytą smykałką do biznesu:) co do Lizzy, oczywiście, że nie obowiązek, z czystego serca jak najbardziej....

oj boję się, że pogubimy się w dyskusji, albowiem wybierasz sobie interpretację jaka pasuje Ci bardziej do kontekstu....

trifle - Wto 06 Kwi, 2010 13:13

Że się tak wtrącę na momencik...
Dziwaczne wydaje mi się porównywanie Lizzy i Margaret, ocenianie ich w ten sposób, że jedna robiła więcej, a druga mniej. Po co to robić? Obie żyły w innych środowiskach, innych rodzinach. W czasie ektury NS nie miałam wrażenia, żeby Margaret nie wiadomo, co takiego robiła. Opiekowała się rodzicami - ok, dobre dziecko to robi, jeśli rodzice w ten czy inny sposób nie domagają. Zanosiła biedniejszym jakieś jedzenie i może drobne pieniądze, odwiedzała Higginsów. I co? A co miała robić Lizzy?

Nie wydaje mi się też w żadnym momencie NS, żeby Margaret miała smykałkę do biznesu :roll:

Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 13:26

trifle napisał/a:
Obie żyły w innych środowiskach, innych rodzinach.

ot i istota problemu Trifle... ale ćwiczymy swe umiejętności retoryczne ;)

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 13:32

gdy dostała pieniądze, postanowiła się przeszkolić w tym temacie, wiadomo u kogo.... nie wydaje mi się, żeby chęć wiedzy na temat pieniędzy była tylko po to, żeby pomóc w Milton... odebrałam tą jej naukę bardziej jako chęć usamodzielnienia się, i też żeby pomóc bratu.... gdzieś po drodze pojawił się pomysł, lub okazja pomocy JT....

jeśli kogokolwiek obraziłam swoimi porównaniami panien Margaret i Lizzy to przepraszam... były to tylko moje spostrzeżenia, a moim celem nie było zasianie fermentu:)

Trzykrotka - Wto 06 Kwi, 2010 13:42

spin_girl napisał/a:
No o to mi chodzi. Ale najpierw ten ktoś musi w jakiś sposób swrócić Twoją uwagę, prawda? CZYMŚ Cię ująć?

Najcześciej to tajemnicze coś, czym Cię ta druga osoba ujmuje, to kształ jego podbródka czy ust, uśmiech, ktory akurat zagra na twoim sercu, ton głosu, zapach... cokolwiek, a generalnie - głupstwa. Możesz wiedzieć, że ta osoba nie jest wiele warta, a ciągnie cię właśnie do niej.
Sori, wcinam się w środek rozmowy, ale tak mi się pomyślało.
Johna urzekła Margaret i jej królewskość, jakiej nie znał u dziewczyn z Milton. Mogła sobie być najwredniejsza na świecie, przepadło.

Admete - Wto 06 Kwi, 2010 13:53

Dobra - to może idziemy dalej? Rozdziały XXI i XXII.
spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 14:13

kazika napisał/a:
gdy dostała pieniądze, postanowiła się przeszkolić w tym temacie, wiadomo u kogo.... nie wydaje mi się, żeby chęć wiedzy na temat pieniędzy była tylko po to, żeby pomóc w Milton... odebrałam tą jej naukę bardziej jako chęć usamodzielnienia się, i też żeby pomóc bratu.... gdzieś po drodze pojawił się pomysł, lub okazja pomocy JT....

nie zgodziłabym się z tą interpretacją. Margaret w momencie, kiedy dziedziczy pieniądze jest już dość beznadziejnie zakochana w JT i ta jej cała "propozycja biznesowa" nie ma niczego innego na celu oprócz chęci ratowania JT i jego przędzalni, przy czym Margaret od początku przyznaje się do swojej ignorancji w tym temacie i zaprzęga Henry'ego Lennoxa do pomocy. Cała ta operacja zaś jest tylko zasłoną dymną, najchętniej pewnie po prostu dałaby Johnowi tę forsę w depozyt. Natomiast brat Margaret sam sobie całkiem nieźle radził finansowo w Hiszpanii.

trifle - Wto 06 Kwi, 2010 14:17

kazika napisał/a:
gdy dostała pieniądze, postanowiła się przeszkolić w tym temacie, wiadomo u kogo.... nie wydaje mi się, żeby chęć wiedzy na temat pieniędzy była tylko po to, żeby pomóc w Milton... odebrałam tą jej naukę bardziej jako chęć usamodzielnienia się, i też żeby pomóc bratu.... gdzieś po drodze pojawił się pomysł, lub okazja pomocy JT....

jeśli kogokolwiek obraziłam swoimi porównaniami panien Margaret i Lizzy to przepraszam... były to tylko moje spostrzeżenia, a moim celem nie było zasianie fermentu:)


Mnie na pewno nie, nie mam do nich aż tak osobistego stosunku, w końcu to postacie fikcyjne ;)

Margaret chciała się orientować w swoich sprawach, nie chciała być bierna i zrzucać odpowiedzialności i całej pracy na innych. Okoliczności niejako zmusiły ją do zainteresowania się, ale nie powiedziałabym, żeby od razu miała smykałkę do biznesu, do
pieniędzy, albo czuła potrzebę wiedzy na ten temat z własnej woli.

Porównywać, zestawiać postacie Lizzy i Margaret pewnie można, ale nie rozumiem, jak można je wartościować - że jedna była lepsza/gorsza względem drugiej, skoro ich sytuacje życiowe były po prostu inne.

spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 14:18

Poza tym trzeba patrzeć przez pryzmat czasów, Lizzy jednak była o epokę wcześniej i nie za bardzo wolno jej było robić cokolwiek...
trifle - Wto 06 Kwi, 2010 14:19

spin_girl napisał/a:
kazika napisał/a:
gdy dostała pieniądze, postanowiła się przeszkolić w tym temacie, wiadomo u kogo.... nie wydaje mi się, żeby chęć wiedzy na temat pieniędzy była tylko po to, żeby pomóc w Milton... odebrałam tą jej naukę bardziej jako chęć usamodzielnienia się, i też żeby pomóc bratu.... gdzieś po drodze pojawił się pomysł, lub okazja pomocy JT....

nie zgodziłabym się z tą interpretacją. Margaret w momencie, kiedy dziedziczy pieniądze jest już dość beznadziejnie zakochana w JT i ta jej cała "propozycja biznesowa" nie ma niczego innego na celu oprócz chęci ratowania JT i jego przędzalni, przy czym Margaret od początku przyznaje się do swojej ignorancji w tym temacie i zaprzęga Henry'ego Lennoxa do pomocy. Cała ta operacja zaś jest tylko zasłoną dymną, najchętniej pewnie po prostu dałaby Johnowi tę forsę w depozyt. Natomiast brat Margaret sam sobie całkiem nieźle radził finansowo w Hiszpanii.


O, to pewnie większa część sprawy. Margaret tam już jest zakochana w JT, skoro może, to chce mu pomóc.

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 14:21

spin nie pisałam o "propozycji biznesowej", że miała inne podłoże niż pomoc Thortonowi:)
spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 14:22

A w takim razie o czym pisałaś? Bo chyba nie rozumiem? :ops1:
Z tego co pamiętam to ledwie dostała pieniądze a już wyskoczyła z "propozycją biznesową".

trifle - Wto 06 Kwi, 2010 14:24

kazika napisał/a:
gdy dostała pieniądze, postanowiła się przeszkolić w tym temacie, wiadomo u kogo.... nie wydaje mi się, żeby chęć wiedzy na temat pieniędzy była tylko po to, żeby pomóc w Milton... odebrałam tą jej naukę bardziej jako chęć usamodzielnienia się, i też żeby pomóc bratu.... gdzieś po drodze pojawił się pomysł, lub okazja pomocy JT....

kazika napisał/a:
spin nie pisałam o "propozycji biznesowej", że miała inne podłoże niż pomoc Thortonowi:)


Z pierwszego cytatu wynika jednak coś innego. Że zajmowała się pieniędzmi, bo to ją interesowało, a pomoc JT "to tak przy okazji". Ja to tak zrozumiałam :mysle:

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 14:24

hmmm, niezła rozmowa się wywiązała:) zgadzam się, bez sensu porównywać dwie różne panny:)
kazika - Wto 06 Kwi, 2010 14:28

trifle zajmowała się forsą bo ją miała:) a na serio zaczęła wnikać w swoją sytuację, (wolałabym myśleć, że ze względu na swój błyskotliwy umysł) bo musiała, a nie dlatego, że chciała pomóc Thortonowi... zakładam, że nawet gdyby Thortonowi nie trzeba było pomóc toby i tak próbowała zgłębić tajniki własnej forsy...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group