To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Maryann - Wto 14 Sie, 2007 21:43

Alison napisał/a:
O kurcze, nic nie pamiętam!

Ani chybi streszczenie było zbyt "streszczone"... :mrgreen:

Alison - Wto 14 Sie, 2007 21:48

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
O kurcze, nic nie pamiętam!

Ani chybi streszczenie było zbyt "streszczone"... :mrgreen:


Chyba treściwe :wink: . Ja mam dar dogłębnego resetowania umysłu przed przeciążeniem, to na pewno to zadziałało, bo dosłownie czarną dziurę mam w tym temacie, a czytałam przecież :-|

Alison - Śro 15 Sie, 2007 09:25

Dziś serwuje Carolek Bezkabelek:

Rozdział IV, cz.30

Choć korytarz roił się od gości Sylvanie, Darcy poczuł się nagle okropnie osamotniony, a po chwili pomyślał, że jest największym głupcem na świecie. Zbierając się w sobie, zaczął przedzierać się przez tłum w stronę schodów. Gdyby mógł wyjść niezauważony byłoby to niezwykłe zrządzenie losu, nic innego by z tego wieczoru nie wynikło poza potrzebnym mu otwarciem oczu na realia polityczne kraju będącego w stanie wojny zewnętrznej i wewnętrznej. Tym, i zupełnie nowe spojrzeniem na jednego z najstarszych przyjaciół! Wciąż był w szoku po nagłym pojawieniu się, choć w stroju służącego, Dy’a Broughama, jakiego znał jeszcze z czasów uniwersytetu, ale ta zagadka będzie musiała poczekać do Lisa i Kaczora. Jego pierwszym zadaniem było wydostać się z domu Monmoutha i, jak zwięźle poradził mu Dy, zrobić to szybko.
- Darcy! – głos dobiegł zza jego pleców. Wiedział, że to mógł to być tylko Monmouth, prawdopodobnie wysłany przez O’Reilly’ego, by go odnaleźć. Darcy zawahał się, przez chwilę niczym zakładnika zatrzymały go wpojone mu zasady, ale drugi okrzyk Monmoutha wołającego go po imieniu popchnął go tylko naprzód w stronę schodów. Dotarł do nich, był już u ich szczytu, gdy z tyłu powstrzymała go ręka zaciskająca się na jego ramieniu.
- Darcy! – Monmouth oddychał ciężko – Wieczór dopiero się zaczął! Chyba nie wychodzisz?
Dotyk Monmoutha wywołał w nim odruchową chęć wyrwania się, ale powstrzymał go i odwrócił się do swojego dawnego kolegi z całkowitym spokojem.
- Tak, obawiam się, że muszę, inne zobowiązania, sam rozumiesz, nie mogę ryzykować ignorując je.
- Ale Sylvanie ma śpiewać za chwilę! Z pewnością twoje spotkanie może poczekać! – upomniał go Monmouth. – Będzie bardzo rozczarowana, jeśli nie zostaniesz i jej nie posłuchasz. Piosenka i drink, co ty na to, staruszku?
Nuta paniki, która zabrzmiała w rozsądnych słowach tej propozycji i badawcze spojrzenie położyło kres wszelkim wątpliwościom co do prawdziwości słów Dy’a.
- To niemożliwe – odpowiedział pewnie. – Jestem i tak spóźniony, proszę o wybaczenie.
- Nic nie mówiłeś o innych zobowiązaniach, kiedy przyjechałeś – nalegał lord. – Chodź, jeśli czymś cię uraziłem, pozwól, że ci to zrekompensuję. Przez wzgląd na stare czasy, Darcy.
- Stare czasy, Tris? – Darcy nie mógł dłużej skrywać niechęci. – Dobry Boże, jak możesz? – zapytał i odsunął się. Protesty Monmoutha trafiały w jego plecy, gdy schodził po schodach i żądał swoich rzeczy od lokaja. Zamieszanie na górze schodów ostrzegło Darcy’ego, że plan zaciągnięcia go w pułapkę nie został jeszcze porzucony przez wszystkich. Gdy zakładał kapelusz i brał do ręki laskę od lokaja, u szczytu schodów pojawiła się lady Monmouth.
- Darcy! – dobiegł go jej niski, błagalny głos. Przyzwoitość i dobre wychowanie, wiedział to bardzo dobrze, wymagało by ją zauważył, ale po tej nocy w jego odczuciu etykieta towarzyska mogła iść do diabła! Chwytając mocno laskę odwrócił się w stronę drzwi, zmuszając odźwiernego, by natychmiast otworzył je szeroko.

Maryann - Śro 15 Sie, 2007 14:51

Alison napisał/a:
Przyzwoitość i dobre wychowanie, wiedział to bardzo dobrze, wymagało by ją zauważył, ale po tej nocy w jego odczuciu etykieta towarzyska mogła iść do diabła!

No proszę.. I kto to mówi ! :roll:

Gunia - Śro 15 Sie, 2007 19:24

Jak u Agathy Christie prawie... :paddotylu:
Caroline - Czw 16 Sie, 2007 08:29

Rozdział IV, cz.31

- Innym razem wobec tego! – obiecała mu Sylvanie z szyderczym śmiechem – Gdy mniej się będziesz bał świata, który nadchodzi.
Zgromadzeni wokół niej w hallu i na schodach zachichotali aprobująco.
Darcy stał bez ruchu, ogromnie rozzłoszczony i dotknięty jej kpiną i publicznym upokorzeniem, jakie mu sprawiła. Zbierając w sobie dumę odwrócił się na pięcie podniósł oczy do jej pięknego, kuszącego oblicza.
- Nigdy, szanowna pani – odpowiedział, akcentując dobitnie każdą sylabę – nigdy w życiu!
Nie zamierzając czekać na odpowiedź, odwrócił się do drzwi i długim krokiem wyszedł w ciemne, chłodne nocne powietrze.
- Do Lisa i Kaczora, na Nortman Street – poinstruował pierwszego dorożkarza, który pojawił się i zatrzymał.
- Ta jest, szanownemu panu – dorożkarz zasalutował przykładając palce do kapelusza.
Wystarczyło, że przejechali kilka przecznic, po usadowieniu się w ciemnym, przyjemnym wnętrzu, gdy napięcie wywołane gniewem zaczęło rozluźniać swój uchwyt i pozwoliło mu się zastanowić. „Zastanowić się? Zastanowić się nad czym?” rozmyślał nad wykpieniem się z podstępnych rąk Sylvanie. “Nad tym, że stałeś się największym głupcem, jakiego świat widział? Że przez lata oszukiwał cię jeden z najstarszych przyjaciół i dwukrotnie znalazłeś się w pobliżu kobiety, która zamierzała użyć cię do Bóg wie jakich nikczemnych celów? Że kobieta, którą kochasz…” Wyjrzał przez okno. Ulice Londynu były pełne rozbawionych mieszkańców i pozostaną takie do wczesnych godzin porannych. Damy wspierały się na ramionach panów, śmiały się podekscytowane oczekując na blichtr i poruszenie w wielkich hallach wielu sal balowych i salonów, które obiecywały odgłosy dochodzące z wielu okazałych domów. Byłby w tych salach balowych i to z przyjemnością, gdyby Elizabeth…
Darcy zamknął oczy, przeniknęła go tęsknota bolesna jak miecz wbity w serce. Tak, największy głupiec na świecie. To czego największy głupiec na świecie potrzebował w tej chwili to alkohol! Dorożka zatrzymała się. Darcy wyszedł i rzucił monetę dorożkarzowi, który chwycił ją zręcznie.
- Dobrej nocy, szanownemu panu! – ukłonił się Darcy’emu chowając pieniądze do kieszeni.
- To się jeszcze okaże – odpowiedział. Dorożkarz zaśmiał się i ruszył zostawiając Darcy’ego przyglądającego się frontowi budynku. Szyld wisiał oświetlony jaskrawo lampą prezentując silnego młodego lisa radośnie uśmiechniętego, z którego pyska zwisał tłusty kaczor.
- Mało brakowało – Darcy zwrócił się do zwierzęcia, które – co do tego nie miał wątpliwości – było lisicą. – Ale dzisiaj kaczor umknął.
Otworzył drzwi pubu, natychmiast powitał go właściciel.
- Co dla pana? Mam wolne pokoje – zaproponował radośnie.
- Nie, nie pokój. Tylko stolik w rogu – odpowiedział mu. – Jest pan dobrze zaopatrzony?
- Ależ oczywiście, proszę pana!
- Dobrze! Proszę przynieść mi najlepszą brandy. – uśmiech na twarzy gospodarza robił się coraz szerszy, gdy stawiał przed nim tacę z kieliszkiem i zaczynał otwierać butelkę. – Nie, źle mnie pan zrozumiał. – Darcy powstrzymał go. – Nie szklankę. Całą butelkę.

Maryann - Czw 16 Sie, 2007 09:21

Caroline napisał/a:

Proszę przynieść mi najlepszą brandy

Najpierw whiskey, potem wino, a teraz brandy... Czy Fletcher mu nie powiedział, że alkoholi się nie miesza ? :roll:

Caroline napisał/a:
Nie szklankę. Całą butelkę.

nieźle się zapowiada... :mrgreen:

Marija - Czw 16 Sie, 2007 09:40

Pijus jeden ; a niby niewiniątko takie. Muszę nadrobić ponad 2 tygodnie zaległości - co Darcika tak gryzie, że zalewa robala??
Maryann - Czw 16 Sie, 2007 09:45

Jak to CO ? Rekuzy od Lizzy jeszcze nie przebolał, a na dodatek to, że się dał podejść jak dziecię nieletnie, przyjął zaproszenie na tę irlandzką imprezę u Sylvanie i gdyby nie Dy to wpakowałby się w nie lada kabałę.
Alison - Czw 16 Sie, 2007 09:55

silnego młodego lisa radośnie uśmiechniętego, z którego pyska zwisał tłusty kaczor :roll: :wink:
Maryann - Czw 16 Sie, 2007 09:58

Alison napisał/a:
silnego młodego lisa radośnie uśmiechniętego, z którego pyska zwisał tłusty kaczor :roll: :wink:

też mi się to rzuciło na oczy... :wink:

Admete - Czw 16 Sie, 2007 10:17

Zdaje się, że nadchodzi ta smakowita rozmowa przy kielichu ;-)
Maryann - Czw 16 Sie, 2007 10:58

Uhmmm... :-P
asiek - Czw 16 Sie, 2007 11:04

Caroline napisał/a:
Otworzył drzwi pubu, natychmiast powitał go właściciel.
- Co dla pana? Mam wolne pokoje – zaproponował radośnie.
- Nie, nie pokój. Tylko stolik w rogu – odpowiedział mu. – Jest pan dobrze zaopatrzony?
- Ależ oczywiście, proszę pana!
- Dobrze! Proszę przynieść mi najlepszą brandy. – uśmiech na twarzy gospodarza robił się coraz szerszy, gdy stawiał przed nim tacę z kieliszkiem i zaczynał otwierać butelkę. – Nie, źle mnie pan zrozumiał. – Darcy powstrzymał go. – Nie szklankę. Całą butelkę.

:shock: :shock: :shock:
Nooo nie poznaję faceta, ... Widać, tak kończy geltelmen, kiedy etykiety się nie trzyma. :wink:
A te wolne pokoje, to "na godziny" ? :mrgreen:

Caroline, :thanx:

Gosia - Czw 16 Sie, 2007 11:05

Caroline napisał/a:
- Mało brakowało – [...] – Ale dzisiaj kaczor umknął.
:banan: :mrgreen:
Maryann - Czw 16 Sie, 2007 11:17

Gosia napisał/a:
Caroline napisał/a:
- Mało brakowało – [...] – Ale dzisiaj kaczor umknął.
:banan: :mrgreen:

Niech nie będzie taki pewny. Z łapek lisicy-Sylvanie udało mu się wymknąć, ale znajdzie się inny chytrusek, co go do raportu postawi i na czynniki pierwsze rozbierze... :wink:

Marija - Czw 16 Sie, 2007 11:22

Maryann napisał/a:
Jak to CO ? Rekuzy od Lizzy jeszcze nie przebolał, a na dodatek to, że się dał podejść jak dziecię nieletnie, przyjął zaproszenie na tę irlandzką imprezę u Sylvanie i gdyby nie Dy to wpakowałby się w nie lada kabałę.
Hehe, chyba sobie daruję sporą część lektury, albowiem Pamelą mi tu nader zalatuje :mysle: . Dziękuję za treściwe wyłuszczenie istoty duchowych zmagań Darcika :kwiatek: .
Admete - Czw 16 Sie, 2007 12:40

Tylko teraz nie przerywaj, bo będzie dochodzenie prowadzone przez Dy ;)
asiek - Czw 16 Sie, 2007 12:59

Marija napisał/a:
Hehe, chyba sobie daruję sporą część lektury, albowiem Pamelą mi tu nader zalatuje

Oj, zalatuje, zalatuje....nawet cienia Jane nie uświadczysz. :-|

Maryann - Czw 16 Sie, 2007 13:12

Admete napisał/a:
Tylko teraz nie przerywaj, bo będzie dochodzenie prowadzone przez Dy ;)

Admete dobrze radzi... :wink:

asiek - Czw 16 Sie, 2007 13:17

Dochodzenie w sprawie ... zalewanego robaka ?....Czyli, Elizabeth ? :mysle:

EDIT: :ops2: Wyszło mi robak=Lizzy :zalamka: :wink:

Ps. Mam właśnie pod opieką trójkę dzieciaczków i co chwila mnie odrywają od forum.
Idę zrobić porządek. :nudelkula1_zolta: :wink:

Maryann - Czw 16 Sie, 2007 13:19

w sprawie całokształtu... :wink:
Ulka - Czw 16 Sie, 2007 15:35

O mamo, nie było mnie trochę i JAKIE zaległości :paddotylu: :mrgreen: jakościowe bardziej ;) masssakra... :excited:
Darsik wychodzi bardziej na naiwną dzierlatkę, która pierwszy raz poszła w świat niż pana na włościach. A Dy jednak jest szpiegiem, tak? :wink:
Caroline napisał/a:
Nie szklankę. Całą butelkę.

całą? a oni chcieli go upić? :cool:

Maryann - Czw 16 Sie, 2007 15:40

Ulka napisał/a:
Caroline napisał/a:
Nie szklankę. Całą butelkę.

całą? a oni chcieli go upić? :cool:

Tylko wtedy to on nie wiedział, że oni chcą, a teraz sam chce... :mrgreen:

Alison - Czw 16 Sie, 2007 16:41

Musi co lubi się sam upijać, a nie jak go upijają.
A ja pamiętam, że nie tak dawno zastrzegał sie, że nie będzie pił z rozpaczy i nie pozwoli nikomu "uczynić ze swego zycia żałosnej tragedii". Co to? Słowa na wiatr lubimy rzucać czy co? :roll:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group