Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik Tom III
Maryann - Pią 11 Maj, 2007 12:15
Wszystkie wiemy...
Trzykrotka - Pią 11 Maj, 2007 12:27
| Gosia napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Prędzej czy później, jakiś młody człowiek, wybraniec niebios, nie mający zobowiązań wobec niczego poza własnym szczęściem, porwie ją do ołtarza i pozna jako rzeczywistość to, o poznaniu czego on mógł tylko marzyć. |
Ciekawe o czym myslal Darcy? |
No jakżeż?.... na pewno mu chodzilo o poglądy Lizzy na temat pogody, stanu dróg i piekno okolic
Pięknie! Pamelka dodaje coraz więcej kolorów swojemu panu Darcy. Okazuje się, ze on całkiem z krwi i kości....
Mag - Pią 11 Maj, 2007 17:16
Dzięki Kochanemu ABT Poczytuję po kawałeczku, ale z pisaniem kiepściutko.
Nareszcie Darcy zaczyna rozumieć, że Lizzy to skarb i nie dla byle kogo
I jak on potrafi zorganizować pomoc plebanowi z pieniędzy ciotki, coby przyjaciólka postorowej nie marzła w czasie corocznych wizyt
asiek - Pią 11 Maj, 2007 21:07
...Wzrok Darcy’ego wędrował chciwie od loków wieńczących jej głowę do bladozielonych pantofelków, wyglądających spod rąbka jej sukni.
A co tak na skróty: włosy - pantofle ? A przestrzeń pomiędzy ?
Maryann'ku,
Ps. U mnie za oknem, /niewielki lasek/ ptaszki niesamowicie świergolą, aż miło posłuchać. :grin: Z pewnością rozprawiają o gorącym afekcie Darsika do Lizzy.
asiek - Pią 11 Maj, 2007 21:09
| Ulka napisał/a: | | Alison napisał/a: | Asiek jak ja lubię jak tak spojrzysz na mnie tymi swoimi świdrujacymi oczkami... w tym śnieznobiałym halsztuku |
Wentworth na Colina....? |
Maryann - Sob 12 Maj, 2007 07:19
Rozdział I część 23
Śmiech, który Elizabeth próbowała powstrzymać za kusząco zasznurowanymi wargami, wybuchł nagle uroczą kaskadą radości, a serce Darcy’ego osłabło na ten dźwięk. To była Elizabeth z zabawy w Meryton, z tajemniczym uśmiechem, Elizabeth z balu w Netherfield, z tymi bujnymi lokami i tęsknym spojrzeniem, Elizabeth z Pemberley i Erewile House, której wyimaginowane oczy mówiły do niego, gdy chodził po pokojach nie całkiem samotny. Z rosnącą irytacją patrzył, jak Fitzwilliam pochyla się, żeby szepnąć jej coś do ucha i zanim zdążył odwrócić wzrok, Elizabeth uniosła głowę i spojrzała na niego. Ich oczy się spotkały, a on nie bardziej był w stanie odwrócić zafascynowany wzrok, niż potrafiłby nakazać sercu, żeby przestało bić. Odpowiedzi na tysiące pytań leżały w głębinach tych czarownych oczu, a on pragnął zadać je wszystkie. Ale zanim pierwsze z nich zdążyło pojawić się na jego wargach, Elizabeth spoważniała, uśmiech zmienił się w pełne zastanowienia spojrzenie, po czym odwróciła się do swojego towarzysza.
O czym ona myślała ? Dlaczego tak na niego patrzyła ? Och, to było nie do zniesienia ! Słaby, daleki głos protestował, że zachowanie Fitzwilliama powinno być dla niego niczym, że jego serce byłoby w wielkim niebezpieczeństwie, gdyby się do niej zbliżył, i że zaledwie pół godziny temu przyrzekał nie okazywać jej względów ani uwagi. Bez zastanowienia i oczywiście nierozsądnie, wstał z krzesła i w kilku szybkich krokach znalazł się przy nich. Oboje, Elizabeth i jego kuzyn, spojrzeli na niego zaskoczeni nie mniej, niż on sam znalazłszy się po drugiej stronie pokoju. „Mów !” podpowiadało mu serce.
- Pani rodzina, panno Elizabeth, mam nadzieję, że wszyscy są zdrowi ?
Pytanie okazało się wypowiedziane bardziej płynnie, niż miał na to nadzieję, ale Richard nadal wydawał się zastanawiać nad jego nagłym wtargnięciem. Ale niewiele dbał o to, co kuzyn pomyśli o jego manierach, bo ona w końcu na niego spojrzała. „Nie więdnie z wiekiem, a przyzwyczajenie nie może zwalczyć jej różnorodności”. Doskonały szekspirowski opis legendarnej królowej doskonale pasował do Elizabeth. Przyjemność była wyjątkowa.
- Zostawiłam ich wszystkich w zdrowiu i otrzymałam zapewnienia, że tak jest nadal. Bardzo uprzejmie, że pan zapytał.
Jej słowa były wyważone i uprzejme, ale odwróciła od niego wzrok niemal zanim jeszcze skończyła mówić. Czy to miało być wszystko ? Ale nie ! Spojrzała na niego znowu, pobudzając jego niecierpliwość.
- Moja starsza siostra jest od trzech miesięcy w Londynie, panie Darcy. Nie spotkał jej pan przypadkiem ?
Bardziej nieoczekiwanej strzały nie mogła wypuścić w jego stronę ! Jak mógł zapomnieć ? Nie, nie widział jej siostry, ale wiedział o niej, spiskował przeciwko niej. Jego sumienie wprawiało go w zamęt, podczas gdy ona czekała na odpowiedź z dziwnie nieprzeniknionym wzrokiem. Richard również dziwnie mu się przyglądał. Był durniem, po tysiąckroć durniem, że tak uległ !
- Nie, panno Bennet – skłonił się przepraszająco – Żałuję, ale nie miałem szczęścia spotkać pani siostry w Londynie.
Wydawała się akceptować jego słowa, ale sumienie dręczyło Darcy’ego tak bardzo, że nie mógł swobodnie przebywać blisko niej. Bez słowa odszedł do okna i popatrzył na ogród pani Collins. Niech myślą, że podziwia to przeklęte zielsko ! Wszystko tylko nie prawda, że był bliski zrobienia z siebie durnia wbrew własnym przekonaniom. Przeklęta słabość ! To nie powinno, nie może zdarzyć się znowu, przyrzekł sobie. „Zarządcy i księgowi”, powiedział Fletcher, więc będą zarządcy i księgowi, aż opadnie kurz za jego powozem jadącym do Londynu.
Narya - Sob 12 Maj, 2007 09:32
Oj biedaczek z tego naszego Darcy'ego... Czytając te fragmenty jako żywo mam przed oczami sceny z serialu. Muszę go sobie odświerzyć
1agawa - Sob 12 Maj, 2007 11:28
| Narya napisał/a: | Oj biedaczek z tego naszego Darcy'ego... Czytając te fragmenty jako żywo mam przed oczami sceny z serialu. Muszę go sobie odświerzyć |
Wczoraj czytając fanfik miałam to samo. Wieczorem dzieci poszły spać, luby do pubu a ja do Rosings
Ich pierwsze spotkanie na plebanii obejrzałam kilka razy.
Matylda - Sob 12 Maj, 2007 20:56
Dzięki za pyszny kawałeczek
Jest znacznie lepszy niz torcik na Rynku w Warszawie
Oj ten Darcy zazdrosny oj zazdrosny
Maryann - Nie 13 Maj, 2007 07:47
Niniejszym Matka Przedłużona rozpoczyna rozdział II
Rozdział II, część 1
"Zbyt drogo jest ciebie posiadać"
"Bądź zdrowa! Zbyt drogo jest ciebie posiadać.
Jak masz się cenić mówi ci sąd własny.
Wolność ci muszą twe zasługi nadać.
Wszystkie me prawa do Ciebie wygasły."
W. Shakespeare, Sonet 87 (tłum. M. Słomczyński)
Hałasy jakie dochodziły zza drzwi garderoby były oczywiste. Przewracając się ciężko z boku na bok, Darcy zagrzebał się w poduszki w kolejnej, daremnej próbie znalezienia wygodnej pozycji w wielkim łóżku, zanim rozlegnie się głos Fletcher'a:
- Dzień dobry, sir!
Za późno! Darcy jęknął spod poduszek a potem, z typowym dla siebie zdecydowaniem, oparł dłonie na prześcieradle z egipskiej bawełny i podniósł się na nich. Jednym szybkim ruchem, odepchnął od siebie narzędzie swoich nocnych tortur i stanął na nogi.
- Jest śliczny, pogodny niedzielny poranek, sir. Dokładnie taki, jaki powinien być na Wielkanoc. - Fletcher wyciągnął się i rozsunął ciężkie, adamaszkowe zasłony w oknach, które do tej chwili, ukrywały ów poranek. Odwrócił się do swego pana, a uśmiech tlił się w kącikach oczu - Jej wysokość, życzy sobie bym panu przypomniał, że powóz odjeżdża dokładnie o dziesiątej, i że śniadanie będzie podawane w gronie rodzinnym o dziewiątej w porannym saloniku.
- Tak jak zwykle, w każdą Wielkanoc, co najmniej odkąd skończyłem cztery lata - Darcy gderał pod nosem, kiedy rozciągał obolałe mięśnie pleców. Ziewnięcie zaskoczyło go kiedy zmierzał do okna by ocenić trafność opisu nadchodzącego dnia, jaki wygłosił Fletcher. Gwałtownie mrużąc oczy, wyjrzał na zalany słońcem park. Tak, to będzie wspaniały dzień. Pojedyncze chmury, które zakłócały błękit nieba, były kędzierzawo białe i całkowicie niegroźne. Delikatny wietrzyk igrał z liśćmi w lasku, który oddzielał Rosings Park od wioski Hunsford, ich taniec spowodował, że zapragnął sprowadzić Nelsona i zażyć tego dnia w sposób, jakiego już jego poranna zapowiedź była warta.
- Jest siódma, panie Darcy - głos Fletcher'a przerwał jego wizje trawiastych wzgórz i obsadzonych drzewami dróżek, przemierzanych w pełnym galopie - Czy mam przygotować...
Silne pukanie do drzwi pokoju zagłuszyło pytanie lokaja, powodując, że obaj mężczyźni spojrzeli zaskoczeni, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem i pojawiła się w nich głowa pułkownika Fitzwilliama.
- Och, wspaniale Fitz! Jesteś już na nogach! Ale Fletcher, - Fitzwilliam wszedł do pokoju i delikatnie zamknął za sobą drzwi - tyś go jeszcze nie ogolił! Wiesz, że już siódma!
- Tak, sir, właśnie miałem...
- No to już, zabieraj się za to człowieku! Czas maszeruje! - wyszczerzył się do lokaja, który skłonił się uznając rozkazy wyższego oficera i sprawnie przystąpił do przygotowania przyborów do golenia. - Czy ja powiedziałem "maszeruje"? - zapytał pułkownik krzywiąc się, po czym znalazł wymówkę - Chyba, za długo jestem żołnierzem. Niedługo już w ogóle nie będę pasował do dobrego towarzystwa!
Darcy prychnął i odwrócił się do swojego widoku na park - Nie obawiaj się! Wygląda na to, że całkiem nieźle sobie radzisz - zagderał i wzruszył ramionami.
- Tak, obecnie tak! - rozpromienił się Fitzwilliam - I dlatego właśnie jestem tutaj. Chciałbym przyspieszyć dzisiejsze sprawy, po to żeby może zażyć jakichś przyjemności z kobietami z plebanii zanim zacznie się nabożeństwo - przerwał, żeby kuzyn to skomentował, ale nie usłyszawszy nic, naciskał dalej - Śmiem twierdzić, że przyjemność z obcowania z La Bennet będzie więcej niż wystarczającą kompensatą irytacji wywołanej ględzeniem pana Collins'a.
- Dałeś już sobie z nim spokój? Byłeś tam co najmniej dwa razy w tym tygodniu - zamruczał Darcy, jego wzrok przemierzał przestrzeń od ścieżki w lasku. Mógł niemal wypatrzeć róg wieży kościelnej ponad poruszającymi się liśćmi. Plebania leży chyba po prawej, nieprawdaż?
- Z pewnością, spokój, a nawet więcej! Ale, stawiłbym czoła jego nudnym egzekwiom więcej niż tylko dwa razy, gdyby to było właściwe...gdybyś ty porzucił te swoje księgi rachunkowe i towarzyszył mi, Fitz, i zajął trochę Collinsa jak na oddanego kuzyna przystało. Znięchęciłoby mnie gdyby La Bennet nie mogła utrzymać mojej uwagi dla jakiegoś...Co? - Darcy nagle odwrócił się do kuzyna a Fitzwilliam prawie zląkł się widząc jego twarz.
Matylda - Nie 13 Maj, 2007 09:27
Byłeś tam co najmniej dwa razy w tym tygodniu
Kuzyn wyraźnie pomaga Darcyemu podjąc decyzję
Dzieki za tłumaczonko
Ja też mam ładny poranek
Przywitałam sie już z moimi kwiatkami na balkonie
Gunia - Nie 13 Maj, 2007 12:23
Ciekawe jaką miał minę?
Maryann - Nie 13 Maj, 2007 12:26
barrrrdzo grrrroźną
Gunia - Nie 13 Maj, 2007 12:39
Taką?
Maryann - Nie 13 Maj, 2007 12:54
Nie wiem tylko, czy płk. Fitzwilliam by się zląkł tego stwora...
Ulka - Nie 13 Maj, 2007 13:40
| Maryann napisał/a: | | Ziewnięcie zaskoczyło go |
Jest tak poukładany i samokontrolujący, że ziewnięcie go zaskakuje?
| Maryann napisał/a: | | - Och, wspaniale Fitz! Jesteś już na nogach! Ale Fletcher, - Fitzwilliam wszedł do pokoju i delikatnie zamknął za sobą drzwi - tyś go jeszcze nie ogolił! Wiesz, że już siódma! |
Litości, śniadanie dopiero o 9, czy oni ni emogą sobie pospać? Godzina wystarczy na odstawienie się na błysk, co?
ABT
asiek - Nie 13 Maj, 2007 15:25
| Maryann napisał/a: | | ...gdybyś ty porzucił te swoje księgi rachunkowe i towarzyszył mi, Fitz, |
Twardy jest ! Analiza ksiąg rachnkowych zamiast spotkania z ukochaną, ...do-tkli-wa tor-tura.
Miłosne męki zamieniły naszego Darsika ...w psa ogrodnika, stąd ta groźna mina.
Sonecik pięknej urodzy :grin:.
Alison, Maryann,
Ps. Jeśli chodzi o godziny snu, to rzeczywiście, panował iście wojskowy dryl.
Mag - Nie 13 Maj, 2007 18:18
| Maryann napisał/a: | | oparł dłonie na prześcieradle z egipskiej bawełny |
A z Milton to nie łaska sprowadzać????
Dzięki ABT za tłumaczenie-
trifle - Nie 13 Maj, 2007 21:19
Thorntonowej fabryczki jeszcze wtedy nie było
Darcy, znaczy się Fitz - jaki zazdrosny! Dobrze mu tak, niech się męczy. Na własne życzenie. Asiek, dobrze powiedziane - pies ogrodnika jak nic
Alison - Pon 14 Maj, 2007 08:09
Fitza, to nam zaraz szlag trafi!
Rozdz II, cz. 2
- Moglibyśmy obejść się w rozmowie bez tematu panny Bennet?
Fitzwilliam przyjrzał mu się zdziwiony - Myślę, że tak, ale nigdy nie sądziłem że masz awersję do rozmów o ładnych, młodych kobietach. Jeśli tego właśnie sobie życzysz..."
- Tego właśnie sobie życzę - przerwał mu Darcy stanowczo i ruszył w stronę garderoby. Fletcher powinien już do tego czasu być gotów, a jeśli to zniechęci Richarda, tym lepiej.
Fitzwilliam wzruszył ramionami ulegając, po czym założył ręce, przybierając przepraszający ton - Dobrze, ale wychodzi na to, że mam dla ciebie złe wieści.
Darcy zatrzymał się w drzwiach, jego czoło zmarszczyło się od rosnącego zaniepokojenia.
- Co masz na myśli, Richard?
- Po tym jak ostatniego wieczoru poczułeś się zmęczony i opuściłeś nas, zasugerowałem naszej ciotce, żeby zaprosiła mieszkańców plebanii na herbatę dziś wieczór - przerwał, rozważając z rozbawieniem osobliwy wyraz twarzy kuzyna, po czym kontynuował z figlarnym uśmiechem - Więc nie tylko ty będziesz znowu zmuszony znosić pannę Bennet będącą przedmiotem rozmowy, będziesz musiał znosić wręcz osobę panny Bennet...
Darcy zamknął ostro drzwi garderoby przed nosem kuzyna a wtedy ciężko oparł się o nie, słysząc tylko śmiech Fitzwilliama po tamtej stronie drzwi oraz jego kroki opuszczające sypialnię. Rozejrzał się po pokoju. Garderoba była pusta. Najwyraźniej Fletcher wyszedł żeby coś przynieść, a on mógł cieszyć się błogosławioną samotnością. Opierając czoło o drzwi, Darcy zamknął oczy. Ostatnie pięć dni było czymś najbardziej poruszającym wśród wszystkich jego doświadczeń, a niewygoda wielkiego łoża dla gości w domu jego ciotki była tylko marginalnym kłopotem, obok tego co przechodził nocami. Kiwając głową na kaprysy Opatrzności, która ponownie postawiła Elizabeth na jego drodze, odepchnął się od drzwi i opadł na fotel fryzjerski. Opierając się o zagłówek, odchylił głowę i przez minutę przypatrywał się sufitowi garderoby.
Po katastrofalnej wymianie zdań z Elizabeth na temat jej siostry, Richard zrozumiał, że on chciałby być daleko od Hunsford i delikatnie ułatwiał ich wyjazd. Ale, w chwili kiedy znaleźli się już poza zasięgiem uszu mieszkańców plebanii i przypadkowo spotkanych mieszkańców wioski, zaczął drwić z niego i z jego dziwnego zachowania.
- Odczep się, Richard! - rzucił szorstko Darcy. Rozpoznając ów ton, kuzyn złożył mu przeprosiny. Ale o ile Richard żył zgodnie z literą prawa, był całkowicie obojętny na cudzy nastrój i zamiast zmienić taktykę wyliczania różnorodnych uroków Elizabeth, domagając się jego opinii w tej sprawie i potwierdzenia każdego punktu, kiedy tylko już kuzyn będzie gotów to ocenić.
- Tak, cała jest świetna - wycedził zwięźle przez zaciśnięte zęby - ale uważaj, Richard. Ja znam jej sytuację i ostrzegam cię, że ona nie ma zbyt wielkich widoków na przyszłość a do tego posiada nadzwyczaj niskie koneksje. Ty, mój drogi kuzynie, jesteś o wiele zbyt cenny dla niej.
Przerwał zmierzając wielkimi krokami do Rosings i zwrócił swoje gwałtownie zachmurzone spojrzenie na kuzyna - ale ona JEST córką dżentelmena.
Fitzwilliam podniósł ręce w proteście - Oczywiście, Fitz! Dobry Boże, chyba nie sądziłeś, że flirtowałbym z odpowiednią kobietą pod dachem pastora? - Darcy w odpowiedzi posłał mu przeszywające spojrzenie i zawrócił na ścieżkę - To co, chyba nie masz żadnych obiekcji co do wizyt? - oświadczył kuzyn łapiąc go - Rosings jest tak beznadziejnie nudne, jest takie samo każdego roku, odkąd byliśmy dziećmi. Teraz nareszcie, w najbliższym sąsiedztwie, znajduje się czarująca rozrywka, wystarczająco dowcipna by uczynić ten niekończący się obowiązkowy pobyt nieco krótszym.
- Nie mam czasu na składanie wizyt, Richard. Mamy do przejrzenia rachunki, trzeba sprawdzić stan majątku, sprawdzić jak funkcjonują farmy. Oczekuję twojej pomocy! - naciskał na niego.
- I dostaniesz ją, Fitz! - gwałtownie zapewnił go kuzyn - ale przecież nie potrzebujesz mnie przez cały czas. Jestem diabelnie przykry kiedy nie mam nic do roboty, jak dobrze wiesz! Zatem żeby nie doszło między nami do rękoczynów, będę wychodził i odwiedzał Hunsford kiedy nie będę ci potrzebny. Och, będę ostrożny! - wykrzyknął pod presją zwężonych oczu Darcy'ego - będę modelowym przykładem dyskrecji i dobrych obyczajów!
Matylda - Pon 14 Maj, 2007 08:20
a niewygoda wielkiego łoża dla gości w domu jego ciotki była tylko marginalnym kłopotem,
Wyraźnie duże łóżko jest niewskazane dla jednej udręczonej osoby
Miota się biedny Darcy
Matylda - Pon 14 Maj, 2007 08:23
Dzięki Alison za fragmencik
Tak z rana dobrze mi to robi
Marija - Pon 14 Maj, 2007 08:25
Biedny jest Darcy, musi się ukrywać w garderobie nawet przed Fletcherem ...To ja mam lepiej: nie mam ani garderoby, ani Fletchera :grin: !
Mag - Pon 14 Maj, 2007 08:37
| Alison napisał/a: | | zwrócił swoje gwałtownie zachmurzone spojrzenie na kuzyna - ale ona JEST córką dżentelmena. |
Czyżby Darcy podejrzewał pułkownika o niezyste myśli i intencje?
Dobrze,ze go ostrzegł | Alison napisał/a: | | Ja znam jej sytuację i ostrzegam cię, że ona nie ma zbyt wielkich widoków na przyszłość a do tego posiada nadzwyczaj niskie koneksje. Ty, mój drogi kuzynie, jesteś o wiele zbyt cenny dla niej. |
No proszę ,a sam się połaszczył
Dzięki za ciacho.
Dione - Pon 14 Maj, 2007 09:36
Zastanawia mnie ten "osobliwy wyraz" na twarzy pułkownika...
On juz chyba wszystko odgadł i teraz ostrzy swoją złośliwość
Jak ja go lubię
|
|
|