To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III

Ulka - Pią 30 Mar, 2007 16:05

Maryann napisał/a:
Wg wstępnych kalkulacji w tygodniu "poświątecznym"... :wink:

W naszym poświątecznym czy ich poświątecznym?? Czy to wyjdzie jednoczenie może? :D
Dione napisał/a:
Za to pewnie robił za zasłonę dymną, żeby się cioteczka nie dopatrzyła, przecież chciała go ze swoją córcią wyswatać.

A po "zdradzie" Darcy'ego pułkownik hajtnie się z kuzynką dla kasy :D I ciocia Katarzyna będzie miała Fitzwiliama za zięcia :razz:
Dione napisał/a:
Jak się orientuję to w tamtych czasach byłoby to nie do pomyślenia. A nawet teraz często bywa podobnie. Ta która nigdy nie odwiedziła (jako nastolatka) koleżanki, żeby móc spotkać jej super przystojnego starszego brata, niech się zgłosi...

Ja, ja!
Moje koleżanki nie miały przystojnych starszych braci.... :sad: Ale jeśli chodzi o młodszego brata, to by się znalazł.... :oops:

Maryann - Pią 30 Mar, 2007 16:09

Ulka napisał/a:
Maryann napisał/a:
Wg wstępnych kalkulacji w tygodniu "poświątecznym"... :wink:

W naszym poświątecznym czy ich poświątecznym?? Czy to wyjdzie jednoczenie może? :D

Zdecydowanie w NASZYM poświątecznym. Tzn. powielkanocnym. Oczywiście orientacyjnie. :wink:

Ulka napisał/a:
Dione napisał/a:
Za to pewnie robił za zasłonę dymną, żeby się cioteczka nie dopatrzyła, przecież chciała go ze swoją córcią wyswatać.

A po "zdradzie" Darcy'ego pułkownik hajtnie się z kuzynką dla kasy :D I ciocia Katarzyna będzie miała Fitzwiliama za zięcia :razz:

No, nie wiem, czy lady Katarzynę by taki niemajętny i nieutytułowany zięć zadowalał... I nie jestem pewna, czy pułkownik chciałby mieszkać pod jednym dachem z TAKĄ teściową...

Gunia - Pią 30 Mar, 2007 16:38

Maryann napisał/a:
XVIII rozdział ???
Przepraszam za błąd. VIII miałam na myśli.
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 16:44

Aaaa... Wygląda na to, że milady w trakcie pisania zmieniła koncepcję, albo zabrakło jej pomysłów na opisy familijnych świąt... W każdym razie w książkowej - ostatecznej - wersji ten rozdział jest po prostu końcówką poprzedniego.
Gunia - Pią 30 Mar, 2007 16:51

Teraz rozumiem. Dobrze, że jej weny zabrakło... :lol:
Mag - Pią 30 Mar, 2007 21:37

Całe szczęście,że się kobiałka-Pamelka pohamowała, bo mi już cierpliwości i zrozumienia dla niej brakuje. Jeszcze trochę, a przeklnę ją jak p. Tennat. :twisted:

Dziewczyny dzięki za Waszą pracę, tym większe, że oryginał :evil:

Maryann - Pią 30 Mar, 2007 22:09

Maguś, przy pani Tennant Pamela to na nagrodę Pullitzera zasługuje... Ona PRZYNAJMNIEJ stara się trzymać faktów... :wink:
Marija - Pią 30 Mar, 2007 22:19

Pani Tennant kazała Lizzy być młodą mężatką, a Jane - posiadać kilkoro dzieci - choć brały ślub w podobnym czasie, to nie było pięć lat różnicy :evil: (w filmie nawet razem).
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 22:31

Tak, u JA wszystkie trzy śluby były chyba w tym samym roku: Lidii latem, a Lizzy i Jane chyba przez Bożym Narodzeniem, skoro zapraszała Gardinerów na święta do Pemberley.
Tymczasem u pani Tennant Lidia ma już czwórkę dzieci, Jane jedno i drugie w drodze, a Lizzy jest świeżo upieczoną mężatką... Nowy kalendarz, czy przełom w biologii...? :? ??:

No i to nieślubne dziecko... I Darcy - James Bond... I okropna pani Bennet... :obrzydzenie:

Matylda - Pią 30 Mar, 2007 23:08

Dziewczyny czy ja to kiedyś nadrobię :? ??:
Dzięks :kwiatek: za waszą mrówczą pracę

Alison - Sob 31 Mar, 2007 09:01

Rozdz. IX, cz. 3
Darcy wykonał ostatnie pociągnięcie piórem na liście do panny Bingley i rozejrzał się po biurku w poszukiwaniu laku do zapieczętowania pojedynczej, złożonej kartki, zapisanej ostrożnie wyrażonymi instrukcjami, wypracowanymi przez niego i Brougham'a. W czasie gdy się tym zajmował, wyżej wspomniany lord, snuł się po bibliotece, biorąc do ręki a to książkę, a to czasopismo, lub sporadycznie podnosząc do oka szkło powiększające, znudzony przyglądał się temu co znalazł.
- Ale masz tu nudziarstwo, Fitz.
Darcy spojrzał zaskoczony - Musiałeś zatem nie zauważyć mojego egzemplarza "Ciudad Rodrigo". Jeśli chcesz, możesz sobie pożyczyć. Jest tam na półce, po prawej. Hatchard przysłał mi natychmiast po opublikowaniu.
- Gdzie? A, tak - Brougham znowu podniósł szkło, sprawdzając grzbiet książki - Już to przeczytałeś?
- Tak, kiedy byłem w Hertfordshire.
- Phi - odpowiedział przyjaciel, kontynuując przeszukiwanie półek - Myślałby kto, żeś był zbyt zajęty ostrzeganiem młodego Bingley'a przed ślicznymi siostrami Bennet, żeby mieć czas na czytanie. O, a to co? - Darcy zerwał się zza biurka wyraźnie zatrwożony widokiem Brougham'a trzymającego całkiem inną książkę, niż ta o której była mowa, w jednej ręce, i kręcącego pęczkiem związanych w węzełek nitek do haftu, drugą.
- Nic! - Darcy sięgnął po nici, którymi Brougham, z wyraźnym rozbawieniem w oku, wywijał, uniemożliwiając mu odebranie mu ich.
- To niemożliwe. To na pewno COŚ, mój drogi, albo...
- No więc, zakładka do książki. TO JEST ZAKŁADKA! - rzucił z naciskiem Darcy, wyciągając rękę.
Śmiejąc się, Brougham wręczył mu ją, podając również książkę, w której była schowana. Odmawiając wzięcia jej, Darcy szybko owinął nici wokół palca, wsunął je do kieszeni kamizelki i odwrócił się do biurka.
- To chcesz pożyczyć "Rodrigo"? - zapytał, mając nadzieję, że odwróci uwagę przyjaciela.
- Nie, już czytałem - Brougham potrząsnął książką zanim odłożył ją z powrotem na półkę - "Fuentes de Oronco" także, jakkolwiek mało była tego warta - ziewnął - bo ja nie miałem pokusy takiej zakładki, która skłoniłaby mnie do ponownego zajrzenia na jej strony.
- Uważasz, że nie oddawały wiernie rzeczywistości? - zapytał Darcy zdziwiony.
- Fitz! - Brougham spojrzał na niego z prawdziwym rozczarowaniem - Mógłbyś nie być takim naiwniakiem!
- Dlaczego? O czym ty wiesz? - zainteresował się ostro Darcy.
- Och, nic! - Brougham odwrócił się szybko, jego oblicze nagle zmieniło się i przybrało drwiący wyraz - Nic, co dokładne czytanie absolutnie OKROPNEJ prozy, mogłoby ujawnić. Facet jest zwykłym partaczem! Nigdy nie widziałem bardziej pobieżnej akcji, założę się, że tak jest! Prawdopodobnie załapał kawałek historii od biednych nicponi, którzy przetrwali na lini frontu, a resztę dorobił.
Pukanie do drzwi przerwało im, zanim Darcy zdołał podążyć za interesującymi uwagami Brougham'a. Drzwi otworzyły się, ukazując Witcher'a - Panie Darcy, sir. Pański list?
- Tak, Witcher, jest tutaj. - Darcy wziął go z biurka i wcisnął w dłoń starego służącego - Teraz odeślij chłopca z tym z powrotem i miejmy nadzieję, że na tym się skończy. Czy herbata już gotowa?
- Tak sir, już gotowa. Podać tutaj?
Darcy spojrzał na Brougham'a - Chciałbyś odwiedzić Georgianę, Dy? Jest na górze.
- To byłaby dla mnie wielka przyjemność - jego lordowska mość odpowiedział oficjalnie, ale głos mu się załamał, kiedy dodał - To już tak dawno temu.
- Dobrze! Zatem, Witcher, herbatę podaj w salonie. Zaraz tam będziemy.
Kiedy Witcher odszedł do swoich zajęć, obaj panowie skierowali się na schody, ale Darcy zwolnił, kiedy służący zniknął z pola widzenia.
- Znajdziesz ją, bardzo odmienioną, Dy - zaczął.
- Wyobrażam sobie - przerwał Brougham - to już prawie siedem lat!
- Siedem! - westchnął Darcy - Naprawdę?
- Odkąd skończyliśmy uniwersytet! Ostatni raz widziałem ją w tym domu na przyjęciu, które twój ojciec urządził po promocji. On i Georgiana zeszli na dół na kilka minut. Wydaje mi się, że zdrowie pana Darcy'ego nie pozwoliło mu zostać dłużej.
- Tak - skinął Darcy, brwi zmarszczyły mu się na wspomnienie tamtych dni - Ostatni raz wtedy pokazał się publicznie. Do tego czasu nie miałem świadomości jego choroby. Nikomu nie pozwolił o tym mówić, nawet mnie. - Ich długa, wspólna przechadzka zaprowadziła ich w końcu pod drzwi salonu.
- Georgiano - zawołał Darcy, zanim służący zdążył ich zaanonsować - stary przyjaciel przyszedł się z tobą spotkać. Zgadniesz kto to?

Maryann - Sob 31 Mar, 2007 09:47

Tematu zakładki chwilowo nie kontynuowano... :wink:
izek - Sob 31 Mar, 2007 16:58

7 lat ... to go czeka nie lada niespodzianka. Ileż to stwarza miłych możliwości :mrgreen:
Maryann - Sob 31 Mar, 2007 17:46

izek napisał/a:
7 lat ... to go czeka nie lada niespodzianka.

W rzeczy samej... Zamiast dziecka, któremu chował zabawki, zobaczy szesnastoletnią pannę tuż przed debiutem towarzyskim... :wink:

izek - Sob 31 Mar, 2007 18:03

A czy lady Pamela kończy swoją opowieść tak jak film się kończy czy idzie dalej? Jest coś o debiucie Georgiany?
Maryann - Sob 31 Mar, 2007 18:58

No niestety, debiutu nie ma. Książka kończy się przed ołtarzem. :wink:
Alison - Nie 01 Kwi, 2007 08:07

Rozdz. IX, cz. 4
Po sposobie w jaki podniosła się znad książki, okazało się, że przyłapali Georgianę głęboko zaangażowaną w lekcję z panią Annesley, gdyż najwyraźniej jej myśli były zajęte czymś kompletnie innym niż ich. Podniosła się, uśmiechając się chętnie i kłaniając się towarzyszowi brata, który z niepokojem nie zobaczył w jej oczach jakiegokolwiek światełka, iż go rozpoznaje.
- No proszę, panno Darcy, proszę nie mówić, że mnie pani nie pamięta! - Brougham skłonił się elegancko, a podnosząc się, obdarował ją swoim znanym, zwycięskim uśmiechem.
- Mi... milordzie Westmarch? - Georgiana znowu dygnęła zmieszana - Proszę mi wybaczyć, ale nie poznaję pana.
- Chwilowo! Któż mógłby odmówić jakiejkolwiek wdzięcznej prośbie panny Darcy? Ale, obawiam się, że przerwaliśmy lekcję? Czy pani brat trzyma ją przy książkach tak jak siebie?
Brougham przesunął swoje szkło powiększające nad otwartymi książkami leżącymi na niskim stoliku - Musi pani tęsknić za rozrywką!
- Och, nie, milordzie! Pani Annesley i ja tylko... po prostu miło spędzałyśmy czas... - jąkała się Georgiana.
- Proszę mnie nie tytułować, panno Darcy - westchnął Brougham - To mnie zabija! Może być Brougham, jak mówi pani brat. - podniósł swoje szkło do oka i obejrzał ją od czubków pantofelków po loczki wokół twarzy - Ale na Boga, ależ wyrosłaś, moja panno!
Georgiana zarumieniła się, zakłopotana przez osobę stojącą przed nią, której nagłe pojawienie się i osobliwe maniery nie przypominały dawnego młodzieńca, którego zapamiętała z dzieciństwa.
Cofając się, wskazała na swoją towarzyszkę - Czy mogę przedstawić panią Annesley? Pani Annesley, Lord Brougham, Hrabia Westmarch.
Brougham skłonił się - Miło mi, madam. Proszę mi wybaczyć, że przeszkodziłem w lekcji, albo było to tylko sam na sam?
- Milordzie - dygnęła pani Annesley - Nic z tych rzeczy, sir. Wspólne studiowanie, ale możemy je przełożyć na kiedy indziej.
- Studiowanie! - oczy Brougham'a błysnęły zainteresowaniem - Oczekiwałem, że panna Darcy jest zdolną uczennicą. Ostatecznie studiowaliśmy z jej bratem ramię w ramię na uniwersytecie. Ale pani mnie zdumiewa, madam! - podszedł do stołu - A co pani studiuje, panno Darcy?
Widząc z zakłopotaniem, że odkrycie przedmiotu owych "studiów", mogłoby narazić jego siostrę na cięty dowcip, Darcy postąpił naprzód - A od kiedy ty interesujesz się damską edukacją, Dy? - zapytał, kiedy pani Annesley, na jego skinienie, szybko zebrała książki w jednym miejscu.
- Dlaczego mężczyzna nie mógłby zgłębić damskiego umysłu, Fitz? - zaprotestował Brougham, ustawiając się w deklamatorskiej pozie, kiedy kobiety zebrały książki - To jedna z oryginalnych tajemnic tworzenia, bez wątpienia stworzona po to, by przypomnieć nam, mężczyznom, w naszym pancerzu logiki i pasji wojennej, że bez kobiety w naszym wyścigu, jesteśmy niekompletni. Czyż nie jest tak, panno Darcy?
Jej uwaga zajęta panią Annesley, zmieniła teraz obiekt zainteresowania, kiedy Georgiana została nagle zagadnięta przez Dy'a. W zaskoczeniu, książki, które obejmowała ramionami, zaczęły się ześlizgiwać, a najmniejsza z nich wyrwała się z jej desperackiego uścisku i wylądowała prosto pod nogami Brougham'a.
- Milordzie! - westchnęła zgodnie z mimowolnym okrzykiem bólu Brougham'a i pochyliła się żeby odzyskać drażliwy tom.
- To nic - odetchnął Brougham, przygryzając wargę. Zatrzymał ją ruchem ręki - Proszę mi pozwolić. Domagam się tego, jako rekompensaty za bolesne odkrycie pani studiów, nawet jeśli pani brat mnie stąd odciągnie.
Kiedy Brougham schylił się po książkę, Witcher pojawił się z herbatą i Darcy'emu wydało się, że temat książki został zapomniany, z powodu stawiania tacy i nalewania herbaty. Rozmowa skierowała się zamiast tego na ostatnie nowinki i na zmiany w wybranych salonach i klubach Londynu, czyli temat, który był Brougham'owi bardzo bliski, i który uprzejmie dzieliły z nim obie panie. Darcy wiedział, że panowanie Dy'a nad tematem jest bezsporne, ale kiedy ten przekazał im nowinę, że pani Siddons ma ogłosić nieodwołalne jej pożegnanie ze sceną, podjął ten temat.
- Straszy, że to zrobi już od lat, Dy - zakpił Darcy - Dlaczego myślisz, że tym razem to prawda?
- Dlatego, Fitz, że usłyszałem to z jej własnych ust i dlatego, że widziałem afisz ogłaszający jej ostatnie przedstawienie - odpowiedział Brougham zadowolony z siebie, po czym zwrócił się do Georgiany - Słyszałem także, że pani, panno Darcy, cudownie gra i śpiewa. Byłaby pani tak uprzejma zaszczycić nas odrobiną muzyki?
Darcy wstał, kiedy cień nerwowej niechęci przemknął przez twarz jego siostry, i wziął ją za rękę - Ten kawałek, który tak pilnie ćwiczysz, najdroższa... ten będzie idealny. I nie musisz śpiewać, jeśli nie chcesz.
- Pogodzę się z brakiem piosenki, panno Darcy, jeśli zgodzi się pani zagrać - nalegał Brougham miękkim tonem, jego oczy śmiały się do niej zachęcająco.
Skinąwszy głową na zgodę, Georgiana uścisnęła rękę Darcy'ego i pozwoliła towarzyszyć sobie do pianoforte. Kiedy Georgiana zastanawiała się co zagrać, Darcy wrócił na miejsce, posyłając Brougham'owi pełen wdzięczności uśmiech, zanim usiadł w fotelu. Georgiana jeszcze nigdy nie popisywała się przed nikim z zewnątrz poza rodzinnym kółkiem. "I najwyższa pora, żeby to zrobiła" - pomyślał Darcy w chwili, kiedy położyła palce na klawiszach. W ciągu roku mogłaby już zacząć bywać i musi zwalczyć tę swoją nieśmiałość albo będzie przyćmiona przez większość młodych dam, które posiadają mniej zalet, które by je wyróżniały. "Któż poza Dy'em miałby śmiałość zwrócić się do niej, by nakłonić ją do zagrania?" Podwójnie udowodnił to, że jest przyjacielem i to w przeciągu godziny. Darcy zerknął na Brougham'a. Wyraz satysfakcji na twarzy Dy'a był wszystkim czego mógł życzyć sobie dla Georgiany. Chociaż reputacja Brougham'a jako czarusia, była powszechnie znana, jego pochwała wykonania muzyki była czymś, z czym należało się liczyć, a jego słowo o zdolnościach Georgiany mogłoby się prędko rozejść po salonach.

Anonymous - Nie 01 Kwi, 2007 11:30

Alison napisał/a:
albo będzie przyćmiona przez większość młodych dam, które posiadają mniej zalet, które by je wyróżniały


patrz: mniejszą pozycję i uboższe.

Maryann - Nie 01 Kwi, 2007 12:00

albo: mniej utalentowanych, ale bardziej wygadanych... :wink:
Anonymous - Nie 01 Kwi, 2007 13:49

Maryjanku, po ocenie Jane nie mam złudzeń co też najbardziej ceni sobie darcy-Darcy
Maryann - Nie 01 Kwi, 2007 15:27

No właśnie - Darcy nie lubi wyrachowanych panienek, które polują na majętnych kawalerów... Jak również ich mamuś... :wink:
Maryann - Pon 02 Kwi, 2007 06:20

Rozdział IX część 5

Darcy spojrzał z powrotem na siostrę. Jej wcześniejsze napięcie najwyraźniej opadało, gdy pieściła palcami klawisze. Zdał sobie sprawę, że ten fragment nie brzmiał tak dobrze, gdy ćwiczyła go w Pemberley. Być może trzema zamówić lepszy instrument. Kątem oka zauważył ruch, który skierował jego wzrok z powrotem na przyjaciela. Oczy Broughama były prawie zamknięte, gdy powoli podniósł coś leżącego obok niego. Zimny dreszcz lęku wstrząsnął Darcym, gdy Dy ukradkiem odwrócił książkę w dłoni, żeby zobaczyć tytuł. Wiedział, co przeczyta: to była ta sama książka, którą tak nierozważnie chwycił u Hatcharda i która była ostatnio stałą towarzyszką jego siostry. Jeśli Brougham ją rozpozna, bez wątpienia zaliczy Georgianę do grona żałosnych „entuzjastek” i jeśli nie zdoła go przekonać, zostanie przez całe Towarzystwo zaszufladkowana, zanim jeszcze zacznie w nim bywać.
Darcy przyglądał się przyjacielowi nieufnie, wstrzymał oddech, czekając tylko na pogardliwy chichot czy prychnięcie zaszokowanej dezaprobaty. Gdy tak patrzył, Dy przysunął książkę bliżej i obejrzawszy ją uważnie, przyjrzał się grzbietowi. W jednej chwili jego twarz pobladła. Zmarszczył brwi i przyjrzał się jej raz jeszcze, jakby nie dowierzając temu, co przeczytał. Potem, potrząsnął lekko głową i wetknął książkę z powrotem w to samo miejsce, z którego ją wziął, po czym podniósł oczy na Georgianę. Utkwił w niej wzrok, którego osobliwego wyrazu Darcy nie potrafił wytłumaczyć.
Georgiana zakończyła swój występ. Słodkie dźwięki jeszcze rozlegały się w salonie, gdy wstała od instrumentu i skłoniła się na oklaski swej nielicznej publiczności. Zanim Darcy zdążył wstać, Brougham był już przy niej, proponując, że odprowadzi ją z powrotem na jej krzesło. Widział, że przyjęła zaofiarowane ramię z wahaniem i nie podniosła oczu na Dy’a, zamiast tego spojrzała na niego z niemą prośbą.
- Fitz, ukrywasz skarb ! – Brougham poprowadził Georgianę przez pokój i delikatnie pomógł jej usiąść – Panno Darcy – skłonił się nad jej dłonią zanim ją puścił – Proszę mi pozwolić powiedzieć, że jest pani niezwykłą młodą damą – wyprostował się i zwrócił się do Darcy’ego – Stary, musisz mi wybaczyć. Mam być w Holland House dziś wieczorem, a mój lokaj ostrzegł mnie, że muszę oddać się jego ręce wcześniej, niż to mam w zwyczaju. Więc już pójdę. Panno Darcy, pani Annesley – skłonił się obu paniom. Darcy wstał i poprowadził go do wyjścia.
Ich droga przez hall była, zdaniem Darcy’ego, niepokojąco milcząca. Jego przyjaciel wydawał się bardzo pochłonięty swoimi myślami, a Darcy, pełen obaw o ich przedmiot, nie mógł się zdecydować, czy lepiej milczeć, czy domagać się wyjaśnień. Kiedy w końcu dotarli do schodów, jego niepokój o przyszłość siostry wziął górę.
- Dy…
- Fitz – odparł momentalnie Brougham – Kiedy Georgiana ma zostać przedstawiona u dworu ?
Zaskoczony pytaniem Darcy zatrzymał się na schodach i z rezerwą przyjrzał się przyjacielowi.
- Cóż, przypuszczam, że pewnie na początku przyszłego roku.
- A kto ją będzie wprowadzać ?
- Przedstawi ją moja ciotka, lady Matlock. Przyjeżdża w przyszłym tygodniu do Londynu, żeby zaopiekować się Georgianą.
- Lady Matlock – Darcy niemal widział, jak pracują tryby w umyśle Dy – Tak, doskonale. Z pierwszych kręgów, jeśli chodzi o klasę i wdzięk, ale zupełnie nie związana z tym hulaszczym towarzystwem. Bardzo dobrze – wymruczał.
- Jestem wdzięczny, że udało mi się uzyskać twoją aprobatę co do planów wobec mojej siostry – warknął Darcy do przyjaciela, zirytowany do tego stopnia, że zapomniał o ostrożności.
- Och, cała przyjemność po mojej stronie – Brougham szedł za nim po schodach – Te sprawy wymagają wielkiej uwagi – Kiedy zeszli na dół odwrócił się i spojrzał znacząco w oczy przyjaciela – A ja byłbym bardzo szczęśliwy ofiarując ci każdą pomoc, jakiej możesz potrzebować.
Ciężar lęku, który nosił przez ostatnie pół godziny, nagle zelżał, sprawiając, że niemal osłabł z ulgi. Wyciągnął rękę i uścisnął dłoń Dy’a, tak mocno, że przyjaciel uniósł brwi.
- Chętnie pomogę, stary – zapewnił go Dy poruszywszy palcami – Dobrze. Czy będziesz w czwartek wieczorem w Drury Lane ?
- Tak, będziemy razem z Georgianą.
- Więc przyjdę do waszej loży w antrakcie. Jeśli nie macie innych planów, to czy mogę was oboje zaprosić później na kolację ?
- To byłoby wspaniale ! – Darcy rozluźnił się bardziej – Ale musisz wiedzieć, że będzie z nami pani Annesley. Jeśli ci to odpowiada.
- Oczywiście, opiekunka panny Darcy ! Tak, wspaniała pani Annesley jest mile widziana. W zupełności wystarczy, żeby zabawić moją starszą kuzynkę, która również pojawi się na naszym przyjęciu. To miła starsza dama, tylko nieco głucha.
Witcher i lokaj pojawili się z rzeczami lorda Broughama i pomagali mu się ubrać, podczas gdy on rozmawiał z Darcym o zbliżającym się turnieju szachowym.
- Będziesz brał udział, Fitz ? – zapytał Brougham wkładając zawadiacko kapelusz na swe kasztanowate włosy.
- Nie, w tym roku znowu poproszono mnie o sędziowanie.
- Więc szkoda ! Chciałbym zobaczyć, jak z nimi grasz ! – poszedł w stronę drzwi – A tak przy okazji, Fitz – zmarszczył brwi i zniżył głos, tak że Darcy musiał się nachylić ku niemu – Nie powtórzyłeś Georgianie, co powiedziałem o schowaniu tej lalki ?
- Nie – odparł Darcy, rozbawiony wyrazem zaniepokojenia na twarzy przyjaciela – Nie powiedziałem jej. Dlaczego pytasz ?
- To dobrze ! Naprawdę dobrze. I niech tak zostanie !
Darcy podszedł do drzwi mimo zimnego podmuchu i patrzył jak Dy zbiega ze schodów.
- Czy mam zamknąć drzwi, sir ? – zapytał lokaj.
- Tak, tak – Darcy odwrócił się speszony do ciepłego wnętrza Erewile House.

Mag - Pon 02 Kwi, 2007 09:56

To sa jakies bzdury! :evil:
Darcy panikuje, bo siosta czyta ksiązki, najdroższa siostrzyczka drży przed zagraniem piosenek (do czego była przyuczana od dzieciństwa). A dobry przyjaciel miałby obsmarowac siostrę za lektu??? Niech Pomelka wraca już w koleiny wytyczone przez JA.

Jestem pełna wdzięczności dla Tłumaczek, ze brną przez tą tfurczość i meczą się dla naszej przyjemności :thud:

Maryann - Pon 02 Kwi, 2007 10:06

Maguś, to nie chodzi o to, że ona czyta, ale o to CO czyta. A to było coś w rodzaju katechizmu napisanego przez jednego z "ojców duchowych" metodystów - nowego prądu religijnego, uznawanego powszechnie za religię biedoty i marginesu społecznego, a w związku z tym bardzo źle widzianego w tzw. "dobrym towarzystwie". To trochę tak, jakby w dzisiejszych czasach Georgiana okazała się zagorzałą zwolnniczką jednego ze środków masowego przekazu. :wink:
No, a gdyby Dy rzeczywiście był takim frywolnym modnisiem, na jakiego się publicznie kreował, to rzeczywiście wiedząc to, czego się dowiedział, mógł jej popsuć opinię. A reputacja młodej panny przed debiutem towarzyskim to baaardzo delikatny towar... :wink:

A co do tego, że wstydziła się grać - nigdy wcześniej nie prezentowała swoich umiejętności przed nikim poza najbliższą rodziną, więc to może dlatego...

Alison - Pon 02 Kwi, 2007 10:14

Ja też nie widzę tu nic aż tak bzdurnego. Wasze reakcje, świadczą o tym jak daleko odeszliśmy od tamtej obyczajowości. Śmieszy mnie tylko lęk dorosłego mężczyzny, przed wydaniem się, że kiedyś w dzieciństwie schował komuś lalkę :lol:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group