Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II
asiek - Nie 11 Lut, 2007 10:47
| Maryann napisał/a: | [b]
- Za przyjaźń – przerwał mu Brougham cichym, ale zdecydowanym głosem.
Darcy przyglądał mu się przez kilka uderzeń serca. Spojrzenie, jakie Brougham mu oddał, było zarówno spokojne, jak serdeczne. Pod takim atakiem kąciki ust Darcy’ego z osiąganiem rozciągnęły się w uśmiechu.
- A więc za przyjaźń ! – odparł i uniósł swój kieliszek. |
No i tak trzymać panowie ! Za przyjaźń zawsze warto wznieść toast ! :grin:
Maryann
asiek - Nie 11 Lut, 2007 10:52
| Alison napisał/a: | | A swoją drogą nieładnie pogrywają z tym Charlesikiem, nie robi sie tak przyjacielowi... |
Co prawda, to prawda...Jedno ratuje naszego Fizt'a, że na pod koniec powieści przyznaje sie do błędu i prosi Charlesika o wybaczenie...
Anonymous - Nie 11 Lut, 2007 11:11
ale swoją droga narzuca się reflekcja - Darcy nie akceptował Bingley'a takiego jakim jest, a to jest przecież podstawą przyjaźni. Próbował go wpasować w swoje towarzystwo, w swój sposób postępowania...
Może dzięki Lizzy po prostu i pod tym względem dojrzał?
asiek - Nie 11 Lut, 2007 11:11
| Ulka napisał/a: | | asiek napisał/a: | | Nie wiem, czy słusznie, jednak mam wrażenie, że Elizabeth nie byłaby tak oburzoną. Myślę, że z zaciekawieniem przyglądałaby się tańczącym parom :razz: |
A ja jednak sądzę, że nie. W końcu to była przyzwoita rodzina. Pamiętaci- "Rumieniła się ona i rumieniła Jane, tylko policzki tych, którzy byli przyczyną, nie pokryły się rumieńcem." pisze z przyganą wobec Wickhamów JA. Nie róbmy z Lizzy takiej wyzwolonej feministki. Takie jest moje zdanie, oczywiście :smile: |
Jestem daleka od przypisywania Elizabeth feminizmu...Chodziło mi raczej o jej sposób patrzenia na świat. Była przecież otwarta i odważna, często przeciwstawiała się konwenansom, uciekała od zaściankowości... i jak sądzę...m.in. te cechy charakteru Elżbietki /oprócz jej pięknych oczu, oczywiście :grin: / zawojowały serce Darcy'ego. :smile: Wszak przeciwieństwa często się przyciągają...
Maryann - Nie 11 Lut, 2007 11:24
| Ania1956 napisał/a: | | Darcy chyba ma plany wyswatania go z którąś dam z odpowiedniego towarzystwa. :neutral: |
Darcy jako swatka ? ??: O, rany. Już się boję...
Anonymous - Nie 11 Lut, 2007 11:33
ależ dlaczego nie przypipsujmy? Dzisiejsze, błędne i pokrzywione znaczenie pojęcia feminizm, nie wyklucza faktu, że Jane była w swoich czasach taką emancypantką i chyba to jej cechy posiada nasza Lizzy.
Maryann - Nie 11 Lut, 2007 11:42
Czy ja wiem, czy Jane była emancypantką ? Fakt, poglądy, jakie czasami wygłaszała, były dosyć odważne. Przy tym wszystkim jednak była zwyczajną, konwencjonalną panną, która nigdu nie przekraczała ogólnie przyjętych norm i nie próbowała ustanawiać nowych.
Anonymous - Nie 11 Lut, 2007 11:59
Moim zdaniem jej rodzina jak na swój konserwatyzm była dośc liberalna. Przecież nie każda kobieta w tamtych czasach uczy sie w Oxfordzie. Wydaje mi się, że jane była b ardzo dobrze wychowana, zgodnie z zasadami swojej epoki, ale nie do wszystkich zasad się dostosowywała, czego przykładem może jednak być jej panienstwo. Nie twierdzę, że była wojująca feministrką, ale nie dostosowywała się biernie i grzecznie do wszystkich ograniczeń wynikających z płci.
Maryann - Nie 11 Lut, 2007 12:00
| AineNiRigani napisał/a: | | Przecież nie każda kobieta w tamtych czasach uczy sie w Oxfordzie. |
W Oxfordzie ?
Anonymous - Nie 11 Lut, 2007 12:08
a nie? Nie klasyczne studia, a lekcje prywatne.
Maryann - Nie 11 Lut, 2007 12:25
Aaaa, to chodzi o tę szkołę z internatem... Ja mam proste skojarzenie Oxford = uniwersytet.
| AineNiRigani napisał/a: | | Wydaje mi się, że jane była b ardzo dobrze wychowana, zgodnie z zasadami swojej epoki, ale nie do wszystkich zasad się dostosowywała, czego przykładem może jednak być jej panienstwo. |
Nie chciała wyjść za mąż bez miłości, ale nie sądzę żeby miała coś przeciwko instytucji małżeństwa jako takiej...
Anonymous - Nie 11 Lut, 2007 12:53
Oczywiście, ale zwróć uwagę na bohaterki literatury tego okresu i na pisarki. W światku który jest opisywany pęd do małżeństwa jest niemal presją społeczną. Pisarki, które znamy - kobiety inteligentne i myślące, opierały się pedowi i presji. Miały w sobie tę siłę, aby przeciwstawić się temu. Moim zdaniem to są pierwsze emancypantki, które nie idą owczym pędem, ale kierują się własną wolą.
Alison - Nie 11 Lut, 2007 14:16
Trzeba tez wziąć pod uwagę, że byc może nie miały specjalnie w czym wybierać, większość mężczyzn jednak jak ognia boi sie takich kobiet o sprecyzowanych poglądach, bezpieczniej jest mieć żonę, która będzie echem jego własnych poglądów. Na takim bezrybiu postawa wyzwolonej feministki jakos tam pewnie tez pozwala zachować tzw "twarz" ??:
A co do Lizzie, to powiem Wam w zaufaniu, jako osoba nieźle poinformowana , że Darcy był głęboko przekonany o tym w jaki sposób Elizabeth zareagowałaby na pokaz Lady Caroline Lamb i myślał o tym z rozrzewnieniem :razz:
Maryann - Nie 11 Lut, 2007 14:28
| Alison napisał/a: | | Trzeba tez wziąć pod uwagę, że byc może nie miały specjalnie w czym wybierać |
Nie należy przy tym zapominać, że Jane i Cassandra miały jedną wielką nieusuwalną wadę: nie miały posagów. I w związku z tym na matrymonialnym rynku stanowiły mało artakcyjny "towar" . :neutral:
asiek - Nie 11 Lut, 2007 14:29
| Alison napisał/a: | | A co do Lizzie, to powiem Wam w zaufaniu, jako osoba nieźle poinformowana , że Darcy był głęboko przekonany o tym w jaki sposób Elizabeth zareagowałaby na pokaz Lady Caroline Lamb i myślał o tym z rozrzewnieniem |
...ummm...brzmi bardzo ciekawie :razz:
Maryann - Nie 11 Lut, 2007 14:29
| Alison napisał/a: | A co do Lizzie, to powiem Wam w zaufaniu, jako osoba nieźle poinformowana , że Darcy był głęboko przekonany o tym w jaki sposób Elizabeth zareagowałaby na pokaz Lady Caroline Lamb i myślał o tym z rozrzewnieniem :razz: |
Oj, już się nie mogę doczekać...
Alison - Nie 11 Lut, 2007 14:31
No właśnie i w rezultacie kazda z nich miała po jednym jedynym starającym, w tym jednemu się zmarło, a drugi dostał kosza, bo był młokos, albo z jakiegoś innego powodu i na tym proszę Państwa koniec. No to najszlachetniej zostać wyzwoloną panną, a nie uchodzić za biedną maszkarę, której nikt nie chciał n'est pas?
Gunia - Nie 11 Lut, 2007 14:50
A jaki tytuł ma ten rozdział?
asiek - Nie 11 Lut, 2007 14:51
| Maryann napisał/a: | | Nie chciała wyjść za mąż bez miłości, ale nie sądzę żeby miała coś przeciwko instytucji małżeństwa jako takiej... |
Myślę podobnie. W jej powieściach czuje się tęsknotę do szczęśliwej, spełnionej miłości i to miłości małżeńskiej...
Jane głównie walczyła z głupotą ludzką i kupczeniem "instytucją malżeństwa", jednak nie widzę, by przeciwstawiała się systemowi patriachalnemu i podporządkowanej pozycji kobiet..........a zmieniając temat ....
...podporządkowanie się Darcy'emu byłoby... całkiem przyjemne
/przynajmnej na jakiś czas /.
Alison - Nie 11 Lut, 2007 14:57
| Gunia napisał/a: | | A jaki tytuł ma ten rozdział? |
Z tego co sobie przypominam to chyba "Rany przyjaciela" ale nie będę wchodzić w paradę Maryann, bo to nie mój kawałek tłumaczenia i może ona przetłumaczy inaczej
Gunia - Nie 11 Lut, 2007 15:01
O.K. Bo ja sobie doklejam do pliku na Wordzie i potrzebna mi nazwa rozdziału.
Maryann - Nie 11 Lut, 2007 15:02
| Gunia napisał/a: | | A jaki tytuł ma ten rozdział? |
Oooj... Zapomniałam... :oops:
Rozdział ma tytuł "The Wounds of a Friend". Czyli tak, jak napisała Alison "Rany przyjaciela".
Gunia - Nie 11 Lut, 2007 15:10
Dzięki!
Maryann - Nie 11 Lut, 2007 15:28
Już uzupełniłam.
Anonymous - Nie 11 Lut, 2007 15:41
| Maryann napisał/a: | | Nie należy przy tym zapominać, że Jane i Cassandra miały jedną wielką nieusuwalną wadę: nie miały posagów. I w związku z tym na matrymonialnym rynku stanowiły mało artakcyjny "towar" . :neutral: |
Oczywiście, że tak, ale mimo wszystko żadna nie była Charlottą. A jestem pewna że jakiś Collins by sie znalazł...
|
|
|