Ekranizacje - Duma i uprzedzenie Pride and Prejudice (2005)
Caroline - Pią 12 Mar, 2010 20:51
Przyroda jest bardzo fajnie obecna w tej ekranizacji. Oprócz śpiewu ptaków w ścieżce, są te wszystkie trawy i drzewa. Kwiaty są polne, a nie z cieplarni. Do tego deszcz, słońce (wschód, zachód), poranek, wieczór, skwar południa, zmiany pór roku etc. W ogóle pejzaż odgrywa ważną rolę. Jest namacalny i piękny, ale nie dominuje nad fabułą.
I jeszcze lubię kontrasty - wyluzowani Bennetowie z kaczkami na podwórku vs. ugrzeczniony salon w Rosings z jakimiś papugami w klatce (dobrze pamiętam?). Pani Bennet i jej ciuchy w fasonie "sprzed 20 lat" vs. modna Caroline Bingley w sukni empirowej. Pstrokaty niczym paw Wickham vs. Darcy ponury jak księgowy.
Anonymous - Pią 12 Mar, 2010 21:12
Jak to możliwe, że tyle ile osób tyle wrażeń. Ja będę powtarzała do znudzenia, że lubię wersję z 2005 roku(kurczę ona ma już pięć lat i wcale nie jest taka najnowsza ) I muzykę lubię i zdjęcia i oświadczyny w deszczu i Jane lubię i Mateusza też
achata - Pią 12 Mar, 2010 21:59
| Trzykrotka napisał/a: | I bosych stóp Elizabeth siedzącej na huśtawce wobec podwórza tonącego w błocie |
I to jest to co mi najbardziej psuje odbiór tej ekranizacji, ale ogólnie tą wersję lubię z kilkoma skrzywieniami. Elizabeth w książce była szczuplejsza od Jane więc fizjonomia Keiry mi pasuje a Rosamund jest prześliczną Jane- jak z obrazka i jej chichotów sobie nie przypominam. Reżyser chciał chyba trochę uwspółcześnić bohaterów. Bądźmy szczerzy- panienki sukienek chyba codziennie nie zmieniały na świeżo uprane a dom nie jest aż taką ruderą- po prostu miejscem "zużytym" przez normalne codzienne życie, więc chociaż DiU 95 kocham bezwzględnie, podchodzę z pokora do zmienionego podejścia i tej ekranizacji
Tamara - Sob 13 Mar, 2010 12:49
Achato , ale na pewno bielizna nie wisiała na sznurku przed frontem rezydencji i na pewno panna o pozycji Bennettówien nie biegała boso po błocie i nie dyndała się na sznurku nad kałużą w stodole , ubrana w coś , czego by służąca w przyzwoitym domu sie wstydziła założyć . I nierogacizna na pewno była starannie odgrodzona od obszaru przebywania dziedzica i jego rodziny , no pliiiiiz to nie jest uwspółcześnianie , tylko fałszowanie obrazu
Sofijufka - Sob 13 Mar, 2010 14:10
albo wspólczensy trynd, w końcu Anna z nowych Perswazji łaziła z tłustemi włosami i w kurteczkach ze spłowiałych zasłon
Calipso - Sob 13 Mar, 2010 19:07
Ja bardzo przepraszam że z lektorem,ale nie chce mi się szukać bzz http://www.youtube.com/watch?v=lDB1Pws-8F0 Nie pasuje mi ten widok,te pranie,kaczki,kładeczka z cienkiej deseczki No i Jane... taka Jane ani ani mi nie pasuje
Alicja - Sob 13 Mar, 2010 20:50
obejrzałam sobie fragmenty z tego co podała Calipso powyżej i poszukałam kolejnych
ja też nie zwróciłam uwagi na to, że ona jest boso ale to dlatego, że zastanawiałam się po co Keira, przepraszam, Elizabeth kręci się na tej niby huśtawce. jeszcze gdyby to była huśtawka, a nie jakiś konopny sznurek, brakuje tylko opony samochodowej Zastanawiałam sie na co komu huśtawka w samym środku błocka? Żeby z niej w to błoto spaść i oprzytomnieć ?
Przed domem mnóstwo sznurów z białymi prześcieradłami. Jest ich tyle, że przynajmniej możemy pocieszyć się iż w całym tym bałaganie przynajmniej codziennie zmieniają prześcieradła
na ścianach w domu łuszczy się farba i coś co wygląda jak pleśń a na stole w kuchni taki bałagan, że strach coś z tego stołu przełknąć.
Oświadczyny ładne, ale przed nimi... czy podczas deszczu panny latały tak na dworze? Można było łatwo się przeziębić, a antybiotyków nie znano
nicol81 - Nie 14 Mar, 2010 12:24
| Tamara napisał/a: | | I nierogacizna na pewno była starannie odgrodzona od obszaru przebywania dziedzica i jego rodziny |
Co do separowania gospodarstwa od budynków mieszkalnych to istniały dwie szkoły- jedna postulująca maksymalne ukrywanie gospodarstwa i druga przeciwna. Są one wspomniane w MP, gdzie Henryś chce przebudować plebanię Edmunda, by właśnie schować budynki użytkowe. Dom Bennetów z 2005 wpisuje się w tą drugą.
| achata napisał/a: | | Elizabeth w książce była szczuplejsza od Jane więc fizjonomia Keiry mi pasuje a Rosamund jest prześliczną Jane |
Rosamund to idealna Jane- ta owca z wersji 1995 jest błęee Do fizjonomii Keiry jako Lizzy nic nie mam, ale suknie dawali jej paskudne- poza balem w Netherfield i pierwszą wizytą w Pemberley. Reszta sióstr, zwłaszcza Jane, jest ładniej ubrana...
Tamara - Nie 14 Mar, 2010 17:19
| Calipso napisał/a: | Ja bardzo przepraszam że z lektorem,ale nie chce mi się szukać bzz http://www.youtube.com/watch?v=lDB1Pws-8F0 Nie pasuje mi ten widok,te pranie,kaczki,kładeczka z cienkiej deseczki No i Jane... taka Jane ani ani mi nie pasuje |
No taki sakramencki przepraszam bajzel , że aż się niedobrze robi tralki w balustradzie brakuje , drób przed frontem i gatki się suszące na sznurku i śmierdzące bajorka z kaczkami
Fakt faktem , Keira ma piękną szyję i pięknie osadzoną głowę , ale kieckę ubogiej dziewczyny pozostającej na utrzymaniu parafii Nieeee , nawet soundtrack nie pomoże , pod ciężarem ogromu ohydy wizualnej zatykają mi się uszy i nic nie rejestruję
Harry_the_Cat - Nie 14 Mar, 2010 17:25
o Rany, a ja tam uważam, że to bardzo piękny wizualnie film
Tamara - Nie 14 Mar, 2010 17:35
Obiektywnie rzecz biorąc ładny , ale DiU nie przypomina
BeeMeR - Nie 14 Mar, 2010 19:08
| Tamara napisał/a: | Calipso napisał/a:
Ja bardzo przepraszam że z lektorem,ale nie chce mi się szukać bzz http://www.youtube.com/watch?v=lDB1Pws-8F0 Nie pasuje mi ten widok,te pranie,kaczki,kładeczka z cienkiej deseczki No i Jane... taka Jane ani ani mi nie pasuje
No taki sakramencki przepraszam bajzel , że aż się niedobrze robi tralki w balustradzie brakuje , drób przed frontem i gatki się suszące na sznurku i śmierdzące bajorka z kaczkami | Ja mam wrażenie, że to od tyłu było, co bajzlu nie zmienia, ale jednak - bo po kilku minutach jest najazd na front i on jednak bardziej zadrzewiony
Sofijufka - Nie 14 Mar, 2010 19:40
no, od tyłu to ma prawo...
nicol81 - Nie 14 Mar, 2010 20:07
| Tamara napisał/a: | Obiektywnie rzecz biorąc ładny , ale DiU nie przypomina |
Ale dlaczego nie? Film ma dużo wad, ale historia została.
(Ale czemu Lizzy ubierali w takie ubrzydzające sukienki, to już nie zrozumiem... )
BeeMeR - Pon 15 Mar, 2010 13:52
Odnośnie nieporządku / idealizowania XIXw pozwolę sobie zacytować, że to jednak nie zawsze tak ładnie bywało, jak chciałoby się widzieć w ekranizacjach
A ja się upieram, że to nie był front tylko od tyłu, a gdzieś przecież suszyć pranie trzeba
ale przyznaję, że książki nie czytałam, wyobrażenia o domku Bennettów nie miałam dopóki mi ekranizacja z 1995 nie zapadła w pamięć i serce, a znawca XIX ze mnie żaden, jednakowoż ciekawe mi się to wydaje, toteż gwoli informacji za wiedzą i zgodą Autorki zamieszczam fragment pw:
| Mag13 napisał/a: | I prania wisiały, i brudnawo bywało, i nie było pieniędzy na remonty.
Jako że nie sama mogę pisać, przesyłam te materiały do ewentualnego wykorzystania w dyskusji!
Odnoszę je do tej wypowiedzi Tamary.....
| Tamara napisał/a: |
Achato , ale na pewno bielizna nie wisiała na sznurku przed frontem rezydencji i na pewno panna o pozycji Bennettówien nie biegała boso po błocie i nie dyndała się na sznurku nad kałużą w stodole , ubrana w coś , czego by służąca w przyzwoitym domu sie wstydziła założyć . I nierogacizna na pewno była starannie odgrodzona od obszaru przebywania dziedzica i jego rodziny , no pliiiiiz to nie jest uwspółcześnianie , tylko fałszowanie obrazu |
To fragmenty wspomnień z dzieciństwa w Prusach Wschodnich, pióra Marion Graefin Doenhoff, wychowanej w tamtejszej wielkiej pruskiej rodzinie arystokratycznej, w pałacu, w którym np. wielokrotnie gościli królowie pruscy i cesarze niemieccy. Majątek liczył jakieś 6 tysięcy hektarów.....
| Cytat: | | W dwóch pomieszczeniach we Friedrichstein znajdowały się przepiękne gobeliny, utkane na miarę, w XVIII wieku, we Flandrii, a ponadto mój ojciec zbierał dywany przez całe swoje życie. Zimą rozpościerało się je na trawniku przed pałacem, by je wytrzepać na śniegu.... [...]Było to fantastyczne widowisko, kiedy ogromny trawnik zakrywały do połowy dywany różnej wielkości, jeden przy drugim, a gromada dziewczyn i wieśniaków uderzała trzepaczkami w ściśle określonym, dla zabawy przez nich ustalonym, rytmie. Aż do następnego śniegu widniała potem mozaika prostokątów i kwadratów, jasnych i ciemniejszych - zależnie od ilości wytrzepanego kurzu" |
| Cytat: | | A propos wydelikaceni. Najwidoczniej musiałam czasami wyglądać dość niechlujnie; przy takich okazjach Grenda [służący] zwykł mawiać kręcąc głową: - I to ma być hrabianka! Któregoś dnia zapowiedziano przyjazd mojej nowej nauczycielki. Przykazano mi, bym powitała ją po południu, porządnie ubrana i do czysta umyta. Ale zamarudziłam przy wyrzucaniu gnoju z króliczych klatek i zdążyłam jedynie, tak jak stałam, rzucić się do drzwi, by ją przywitać.... |
Fragment o żniwach i woźnicach...
| Cytat: | | Wiele rzeczy podpartywaliśmy u tych naszych surowych nauczycieli: na przykład plucie na odległość. Potrafiliśmy to wszyscy, mnie udało się osiągnąć cztery metry, nie zdołałam tylko nauczyć się strzelać z długiego bata do czterokonnego zaprzęgu. Umiałam za to gwizdać na palcach, czego bardzo zazdrościło mi rodzeństwo |
W razie czego, mogę też slużyć cytatem o oknach wypadających z futryn po próbie ich otwarcia (to dotyczy pałacu hrabiego Carla Lehndorffa)
Pozdrawiam
Mag |
achata - Pon 15 Mar, 2010 15:20
No, właśnie chciałam napisać, że to od tyłu było, podobnie jak kanalik z gęsiami, należący chyba do jakichś zabudowan folwarcznych. Sukienki Lizzy istotnie nieodświętne, ale może lepiej- jasne szybciej by się brudziły.
W porównania z DiU 95 wersja 05 pewnie jest sporym szokiem kulturowym i jak pisałam huśtawki zdecydowanie nie kupuję (reżyser jest nią zachwycony niestety), chyba, że gdzieś w pobliżu stoją porządne chodaki, które panna zrzuciła, żeby jej z nóg nie spadły w piruetach na sznurku
BeeMeR - Pon 15 Mar, 2010 15:38
| achata napisał/a: | gdzieś w pobliżu stoją porządne chodaki, które panna zrzuciła, żeby jej z nóg nie spadły w piruetach na sznurku | to jest i moja wersja - Elizabeth to w końcu nie byle Zosia, coby na bosaka biegać i gąski pasać czy kury karmić
Trzykrotka - Pon 15 Mar, 2010 15:57
Nawet jeśli uznać, że cały ten domowy bałagan i niechlujstwo są dopuszczalne. To inne rzeczy absolutnie nie są. Nie zapominajmy, że pan Darcy należał do najlepszych partii w kraju; biorąc sobie żonę trochę niższego pochodzenia musiał zakładać, że - mimo całej miłości jaka do niej ma, nie przyniesie ona wstydu rodzinie. Lizzy książkowa była może niekonwencjonalna, ale nie niewychowana. A tutaj, dajcie spokój ... Bennetowie są niechlujni (Lizzy, pan Bennet), wrzaskliwi. Podsłuchują jedni drugich nieustannie pod drzwiami. Wyrywają sobie z ręki korespondencję. Rzucają się na jedzenie. Lizzy wywala nogi w trzewikach na kanapę, chodzi na bosaka, odzywa się do matki w sposób oburzający (tekst, że Jane umrze ze wstydu, że ma taką matkę), wrzeszczy na rodziców. Myszkuje po cudzym domu, podglądajac przez szparę w drzwiach. Będąc gościem pyta innego gościa "co pan tu robi?" Sama przymila się o zaproszenie do tańca. Błąka się nad ranem po łąkach w koszuli nocnej...
Ale to nie tylko Benetowie: pan Bingley bez żenady ładuje się do sypialni młodej damy, pan Darcy również swój list przywozi i doręcza w nocy, lady Catherine zrywa z łóżek całą rozczochraną rodzinę Bennetów - i tak można jeszcze długo.
Sofijufka - Pon 15 Mar, 2010 16:01
poza tym w tym filmie nie ma aż TAKIEJ różnicy pomiedzy Lizzie a Lydią
Trzykrotka - Pon 15 Mar, 2010 16:04
W filmie Lydii prawie nie ma. A kiedy jest, głównie podskakuje i podsłuchuje.
milenaj - Pon 15 Mar, 2010 16:14
Pomijając względy estetyczne, bo pewnie faktycznie my sobie za dużo wyobrażamy, to moim zdaniem adaptacja, nie oddaje w żadnym stopniu charakteru postaci, co stanowi o uroku zarówno książki, jak i serialu z 1995 roku.
Dlaczego nie mamy większych zastrzeżeń jeżeli chodzi np. o wiek Rickmana i Thompson w "RiR"? Każda z nas to zauważa i każdą z nas to razi. Ale ginie w całym uroku filmu. Jest tyle innych smaczków i szczegółów do wyłapania, że te zastrzeżenia idą w zapomnienie. Ale tam jest rafnie oddany charakter książki i postaci.
Natomiast w "DiU" Lizzy i Jane zachowują się tylko odrobinkę lepiej od Lydi, a pan Bingley sprawia wrażenie opóźnionego w rozwoju prawie.
Tam nie ma dumy i uprzedzenia. Tam jest głupota i jeszcze raz głupota.
Admete - Pon 15 Mar, 2010 16:16
Milenaj wyraziłas również moje odczucia. Ja mogę przejść do porządku dziennego nad takim czy innym bałaganem, ale razi mnie inne potraktowanie postaci - odmienne od tego, które znam z książki. To jest chyba istota moich zastrzeżeń.
Katarynka - Pon 15 Mar, 2010 18:28
| milenaj napisał/a: |
Dlaczego nie mamy większych zastrzeżeń jeżeli chodzi np. o wiek Rickmana i Thompson w "RiR"? Każda z nas to zauważa i każdą z nas to razi. Ale ginie w całym uroku filmu. Jest tyle innych smaczków i szczegółów do wyłapania, że te zastrzeżenia idą w zapomnienie. Ale tam jest rafnie oddany charakter książki i postaci. |
No to ja chyba jestem jedyną wielbicielką "RiR", której wiek Rickmana i Thompson nie razi.
Sofijufka - Pon 15 Mar, 2010 18:37
mnie też nie razi, ale młodsza Elinor i młodszy pułkownik inaczej "ustawiają" odbiót postaci. Przy wiekszej różnicy wieku pomiedzy siostrami, nie dziwi, że E. jest o tyle rozsądniejsza, zrównoważona i zdolna do samozaparcia niz M. Przy młodszym, bardziej męskim Brandonie łatwiej mi uwierzyć, że zaczął pasować do wyobrażeń Marianny o ukochanym, a nie że wyszła za niego z wdzięczności, a pokochała go później [bo nie "zakochała się"]
milenaj - Pon 15 Mar, 2010 18:53
| Katarynka napisał/a: | | milenaj napisał/a: |
Dlaczego nie mamy większych zastrzeżeń jeżeli chodzi np. o wiek Rickmana i Thompson w "RiR"? Każda z nas to zauważa i każdą z nas to razi. Ale ginie w całym uroku filmu. Jest tyle innych smaczków i szczegółów do wyłapania, że te zastrzeżenia idą w zapomnienie. Ale tam jest rafnie oddany charakter książki i postaci. |
No to ja chyba jestem jedyną wielbicielką "RiR", której wiek Rickmana i Thompson nie razi. |
Ja zauważam, że nie są oni idealni wiekiem, ale razi mnie to przez raptem pięć minut całego filmu.
A Rickamana i Thompson na dłuższą metę uwielbiam bezgranicznie.
|
|
|