Powieści - Nad Niemnem
Marija - Pią 26 Sie, 2011 19:38
Chwała Orzeszkowej, że tak w sumie pozytywna postać jak Kirłowa nie wyszła jej w powieści płaska jak naleśnik . Jak ww., dobro "medialne" nie jest.
Najciekawsze fragmenty w żywotach świętych to te, w których ów święty się rozsierdza.
Tamara - Pią 26 Sie, 2011 20:23
Z wyjątkiem św. Aleksego , który się nigdy nie rozsierdził , tylko se leżał pod schodami
Kirłową bardzo lubię , a zwłaszcza zazdroszczę jej ogromnego blond warkocza i prostej sylwetki
Marija - Pią 26 Sie, 2011 20:30
Ale wiesz, rys wredoty jednak okazał, porzucając złośliwie małżonkę, o ile pamiętam.
Alicja - Sob 27 Sie, 2011 21:19
| Tamara napisał/a: | | Z wyjątkiem św. Aleksego , który się nigdy nie rozsierdził , tylko se leżał pod schodami |
za to został świętym? od takigeo leżenia to można odleżyny dostać
Czytajac Nad Niemnem zawsze zastanawiałam się co by było gdyby. Gdyby Różyc jednak znalazł kobietę, która umiałaby go zainteresować i wziąć w karby. Jest już stracony czy jeszcze coś mogło z niego być?
Admete - Sob 27 Sie, 2011 21:25
Nie tak łatwo wyrwać się z nałogu...A w tamtych czasach o leczeniu uzależnienia nie wiedziano pewnie tyle, co teraz.
nicol81 - Sob 27 Sie, 2011 21:45
| Marija napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | Zgadza się Nie zmienia to faktu, że jako postać literacka jest ciekawy. | Przeważnie wredne postaci są literacko ciekawsze. |
A niekoniecznie
nicol81 - Sob 27 Sie, 2011 22:22
| Admete napisał/a: | | Nie tak łatwo wyrwać się z nałogu...A w tamtych czasach o leczeniu uzależnienia nie wiedziano pewnie tyle, co teraz. |
Za nałóg można go nie winić, zwłaszcza że nie sam zaczął. Ale przehulanie majątku to inna bajka...
Aragonte - Sob 27 Sie, 2011 23:09
No, przehulał z baletnicami, jak to określił Zygmuś Korczyński
Ja tam Różyca nie zamierzam jakoś specjalnie bronić - dla Justyny się nie nadawał absolutnie ani ona dla niego, to pewne. Cieszę się jednak, że pani Eliza nadała mu jakieś ludzkie rysy (jego relacje z Kirłową, to, że proponuje, że będzie łożył na naukę jej synów o czymś tam świadczą), bo przynajmniej jest wiarygodną i pełnokrwistą postacią.
A co do Zygmunta, to z odrobiną złośliwej satysfakcji dowiedziałam się dzisiaj, że biedaczek zaczął tyć, ku swej zgrozie i niesmakowi Jasne, że nie ponosił winy za własne wychowanie, a wychowano go fatalnie (notabene Benedykt usiłował w pewnym momencie wpłynąć na panią Andrzejową i palnął jej mówkę na temat synalka), ale zasadniczo to trawię go mniej niż Różyca, który jakiś uczciwszym draniem mi się wydaje. A Zygmunt budzi we mnie głównie niesmak
A wiecie, że niewiele brakowało, aby pani Andrzejowa w kilka lat po śmierci męża wyszła za mąż?
Admete - Nie 28 Sie, 2011 08:45
Za kogo? Nie pamiętam tego szczegółu
Sofijufka - Nie 28 Sie, 2011 08:56
za świeżego przybysza, faceta przystojnego, bogatego i porzadnego. A w dodatku wszyscy - znajomi i rodzina męża pani Andrzejowej - zaaprobowali go, co więcej, sama miała na to ochotę, chyba nawet sie zgodziła, ale potem miała wizje nieboszczyka Andrzeja i wycofała się....
Admete - Nie 28 Sie, 2011 09:01
Biedula...Ofiara polskiej martyrologii.
Ania Aga - Nie 28 Sie, 2011 09:23
| Sofijufka napisał/a: | | miała wizje nieboszczyka Andrzeja i wycofała się.... |
oraz konkurent miał własną wizję wychowania Zygmusia, ciekawe, co przeważyło
przy podejmowaniu decyzji.
| Aragonte napisał/a: | | A co do Zygmunta, to z odrobiną złośliwej satysfakcji dowiedziałam się dzisiaj, że biedaczek zaczął tyć, ku swej zgrozie i niesmakowi | ,
Słuchaj, zabrzmiało to tak, jak gdyby ci dzisiaj, np. panna Teresa osobiście przekazała smakowita ploteczkę!
Aragonte - Nie 28 Sie, 2011 12:25
| Sofijufka napisał/a: | | za świeżego przybysza, faceta przystojnego, bogatego i porzadnego. A w dodatku wszyscy - znajomi i rodzina męża pani Andrzejowej - zaaprobowali go, co więcej, sama miała na to ochotę, chyba nawet sie zgodziła, ale potem miała wizje nieboszczyka Andrzeja i wycofała się.... |
No, wizję jak wizję - sama zdawała sobie sprawę, że to nie wizja, tylko efekt napięcia nerwowego i złudzenie. Ale zadziałało i z powtórnego ożenku nic nie wyszło.
| Ania Aga napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | A co do Zygmunta, to z odrobiną złośliwej satysfakcji dowiedziałam się dzisiaj, że biedaczek zaczął tyć, ku swej zgrozie i niesmakowi | ,
Słuchaj, zabrzmiało to tak, jak gdyby ci dzisiaj, np. panna Teresa osobiście przekazała smakowita ploteczkę! |
Raczej panna Marta, panna Teresa nie przekazałaby mi nic podobnie... rubasznego
Admete, mogę żałować pani Andrzejowej, mogę ją szanować, ale lubienie mi za bardzo nie wychodzi. Spaskudzenia syneczka nie mogę jej darować. Może Zygmunt nie byłby tak zmanierowany, gdyby wychowywano go zgodnie z sugestiami Benedykta? On chciał go posłać do normalnej szkoły, ale mamusia uznała, że synuś nie może się do tego zniżać i stykać z brudem tego świata
Admete - Nie 28 Sie, 2011 12:46
Na pewno byłby inny, miałby szansę na normalne życie. A tak...obcy w obcym kraju.
Aragonte - Nie 28 Sie, 2011 14:57
I jakoś mam wrażenie, że żadnego specjalnego talentu to on nie miał
Chociaż kto wie, może, gdyby został inaczej wychowany, to by został jakimś miejscowym Chełmońskim i malował to, co miał pod ręką?
Anonymous - Nie 28 Sie, 2011 15:00
No Grottgerem to raczej nie mial szans zostać. A w Polsce na takich obojetnych chyba nie było popytu
nicol81 - Nie 28 Sie, 2011 20:51
| Aragonte napisał/a: | | No, wizję jak wizję - sama zdawała sobie sprawę, że to nie wizja, tylko efekt napięcia nerwowego i złudzenie. |
Jak to było złudzenie, to chyba tym lepiej, że nie wyszła za mąż. Ojczym mógł być dobry dla Zygmusia, ale byłoby nie fair.
| Admete napisał/a: | | Biedula...Ofiara polskiej martyrologii. |
Myślę, że to nie martyrologia, a szaleńcza miłość do męża i jakby zginął inaczej, byłoby podobnie.
Anonymous - Nie 28 Sie, 2011 20:53
| nicol81 napisał/a: | | Myślę, że to nie martyrologia, a szaleńcza miłość do męża i jakby zginął inaczej, byłoby podobnie. |
Kobiety nie zapominają... już Austen to wykazała. I jakoś tak pewnie statystycznie wdowiec obrączkuje się częściej niż wdowa...
Aragonte - Nie 28 Sie, 2011 20:58
| nicol81 napisał/a: | | Aragonte napisał/a: | | No, wizję jak wizję - sama zdawała sobie sprawę, że to nie wizja, tylko efekt napięcia nerwowego i złudzenie. |
Jak to było złudzenie, to chyba tym lepiej, że nie wyszła za mąż. Ojczym mógł być dobry dla Zygmusia, ale byłoby nie fair. |
Czegoś tu nie łapię w tym rozumowaniu Dlaczego nie fair?
Dla Zygmusia ojczym przypuszczalnie byłby zbawieniem, chociaż Zygmuś pewnie doceniłby to grubo później. No i zakładam, że Zygmuś dostałby konkurencję do serca mamusi (bo miała około trzydziestki, kiedy tamten facet o nią się starał, więc kolejny przychówek byłby jak naj bardziej realny).
Anonymous - Nie 28 Sie, 2011 21:00
Bo jeśli dobrze rozumiem nicol, a teraz wypowiem co i ja czuję, to skoro Ona nadal kochala męża i żyła myśląc o nim to nie byloby to fair. Oddać mężczyźnie tylko ciało a myślami być przy mężu, pewna profesja się tym zajmuje, ale nazwa wypadła mi z glowy
nicol81 - Nie 28 Sie, 2011 21:12
Lady kasiek dobrze rozumie Dla dobra syna nie powinna powstępować nie fair wobec faceta.
Admete - Nie 28 Sie, 2011 21:17
| nicol81 napisał/a: | | Myślę, że to nie martyrologia, a szaleńcza miłość do męża i jakby zginął inaczej, byłoby podobnie. |
Nie sądzę. Tutaj zasadnicze znaczenie miał fakt, że Andrzej Korczyński zginął w powstaniu.
nicol81 - Nie 28 Sie, 2011 21:21
Ale ona go uwielbiała i za życia.
Admete - Nie 28 Sie, 2011 21:25
W porządku, ale po jego śmierci otrzymała jeszcze dodatkowy powód - patriotyczny nakaz kultywowania jego pamięci.
Anonymous - Nie 28 Sie, 2011 21:27
I w związku z tym nie miała prawa być szcześliwa z nowym mężem. Ba! Jego też by unieszczęśliwiła, a nicol slusznie stwierdziła, że byłoby to nie fair.
|
|
|