North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Trzykrotka - Pon 19 Cze, 2006 13:08
Kochane Tłumaczki, zrobiło się dzięki Wam naprawdę gorąco.
Czekałam od dawna na te fragmenty, zwłaszcza (jak jakaś wampirzyca) na duszne męki Johna.
Będę teraz sobie te fragmenty czytać i czytać do zdarcia :grin:
Narya - Pon 19 Cze, 2006 18:33
Bardzo ciekawy fragment Caroline - czytałam go z wielkim zainteresowaniem. | Caroline napisał/a: | | Masz na to zbyt wiele dumy i charakteru. Lubię widzieć, że dziewczyna oburza się, gdy wie, że się o niej mówi. To znaczy, że nie jest ani trzpiotowata, ani zuchwała z natury. Co do niej, może być zuchwała, ale na pewno nie jest trzpiotowata. |
Widać doskonale, że mimo woli pani Thornton ceni Margaret. Szczególnie, gdy porówna ją do Fanny.
Kaziuta - Pon 19 Cze, 2006 19:12
Podoba mi się, że w filmie Margaret nie płacze, a łzy nie ciekną jej przez palce. Jest twarda, a takie kobiety cenię. Właściwie mozna by rzecz, że był to występ dwóch siekierek. Co to Thortona i tego mocnego trzymania Margaret po ewentualnym ślubie to nie da rady biedaczej, nie da rady. Za miętki jest w stosunku do Margaretki ale tego pani Thorton nie mogła jeszcze wiedzieć.
Dzieki dziewczynki.
Mag - Pon 19 Cze, 2006 20:06
Podoba mi się, że pani T. potrafi w trudnej rozmowie dostrzec momenty komiczne i zachować szacunek, czy nawet podziw dla Margarytki - ona docenia przeciwnika nawet jeśli nie lubi go jako osoby.
Dzięki
asiek - Pon 19 Cze, 2006 20:57
| Gitka napisał/a: | | [...]Caroline nie dasz nam zginąć [...] |
Święte słowa... :grin:
Przeczytałam ostatni fragment z wielkim zainteresowaniem ....i doszłam do wniosku, że już znam prawdziwy powód śmierci samobójczej Thorntona seniora...... Bankructwo to pestka wobec perspektywy życia z panią Thornton
Margaret....zwijaj kiecki i kapelusze..... i w noooogi :!:
GosiaJ - Pon 19 Cze, 2006 21:07
| Gosia napisał/a: | (...)
Wreszcie bardzo ciekawe jest zdanie :
„Moja mloda damo” pomyslala pani Thornton „masz niezly temperament. Gdybyscie zeszli sie z Johnem musialby trzymac cie twarda reka, żebys znala swoje miejsce." |
Dzięki za fotki, Gosiu. Wspaniała jest na nich pani Thornton, z tą dumnie uniesioną głową, szczególnie kiedy mówi, że Margaret nie wie, jakiego mężczyznę odrzuciła. Ta scena w filmie bardzo mi się podoba. Zresztą w powieści też.
Wiesz, mnie też zaintrygowało to zdanie :smile: Chyba pani Thornton nie zdaje sobie sprawy, jak mocno potrafi kochać jej syn i że tak bardzo kocha Margaret, że zrobiłby dla niej wszystko.
Dzięki, Caroline, za kolejny fragment
asiek - Pon 19 Cze, 2006 21:21
[...]Gdybyście zeszli się z Johnem musiałby trzymać cię twardą ręką, żebyś znała swoje miejsce...
Przynam, że mnie to zdanie przeraża.
Narya - Pon 19 Cze, 2006 21:25
Też na nie zwróciłam uwagę. Jak kobieta moze tak mówić o innej kobiecie. ??:
Anonymous - Pon 19 Cze, 2006 22:47
To że kobieta o kobiecie - jeszce zrozumiem. Ale że kobieta i tak silnej osobowości i pooczuciu własnej wartości - już trudbiej.
miłosz - Wto 20 Cze, 2006 09:33
| asiek napisał/a: | ....i doszłam do wniosku, że już znam prawdziwy powód śmierci samobójczej Thorntona seniora...... Bankructwo to pestka wobec perspektywy życia z panią Thornton
: |
toż samo sobie pomyślałam
We mnie pani Tortonowa budziła raczej respekt, na pewno też duży szacunek, ale pokochać to bym takiej taeściowej nie pokochała - raczej bliższa byłaby mi idea zakupienia grzybów na targu i ugotowania potrawki
A fragmencik - malyna
KIKA - Wto 20 Cze, 2006 11:35
przy oglądaniu filmu miałam trochę ciepłych uczuć dla Pani Thornton...... ale teraz po tym fragmencie książkowym to zmieniłam zdanie..... niegdy nie chciałabvym mieć takiej teściowej..... Miłoszku... po grzybki do tej potrawki to ja sama osobiście wybrałabym w lesie.... same dorodne okazy
dzieki za te piękne fragmenty.... film jest nieziemski, ale książka jest bardzo fascynująca..... padam do stóp tłumaczkom.....
Anonymous - Wto 20 Cze, 2006 14:22
A ja mimo wszystko chciałabym mieć taką teściową. Bo o tym jaka jest naprawde świadczy to jak wychowała syna.
Trzykrotka - Wto 20 Cze, 2006 15:03
Aine, dla niej ten (wspaniały) syn jest bezcennym skarbem, a żadna panna jakaś-tam mu nie dorównuje i nie jest go warta. To ten typ. Istna smoczyca, nie daj Boże pod jednym dachem. Niech się lepiej Jasio szybko rozgląda za miłą posiadłością w zieleni. Inaczej - marny los Margaret.
Gosia - Wto 20 Cze, 2006 18:07
Dziewczynki, mam nadzieje, ze wybaczycie Alison, jesli nie zdazy upiec ciasteczka.
Dzis taki upal, ze naprawde trudno siedziec w kuchni
Dopiero wraca z zamorskich, a raczej nadmorskich wojaży , a dzien nie sprzyja podrozom.
Maryann - Wto 20 Cze, 2006 18:45
| AineNiRigani napisał/a: | | To że kobieta o kobiecie - jeszce zrozumiem. Ale że kobieta i tak silnej osobowości i pooczuciu własnej wartości - już trudbiej. |
Poczucie własnej wartości nie koniecznie musi iść w parze z docenieniem wartości innych.
Pani Thornton jest z tych, co zawsze "wiedzą lepiej" - wie, co będzie najlepsze dla jej syna i że nikt oprócz niej nie potrafi go w pełni zrozumieć i docenić. I oczywiście uważa, że jeszcze się nie urodziła taka, która byłaby go godna - a już na pewno nie jest nią Margaret, która otwarcie wyrażała swoje wątpliwości co do tego "ideału".
| AineNiRigani napisał/a: | | A ja mimo wszystko chciałabym mieć taką teściową. Bo o tym jaka jest naprawde świadczy to jak wychowała syna. |
Syna - zgoda, ale gorzej z córką.
Gosia - Wto 20 Cze, 2006 18:49
Wlasnie, to ciekawe, dlaczego nie potrafila wychowac tak corki?
Aga85 - Wto 20 Cze, 2006 19:03
Wszystkie swe macierzyńskie uczucia przelała na Johna. To on był jej oczkiem w głowie, sensem jej życia. John musiał szybko dorosnąc, stac się głową rodziny, zapewnic jej byt. Matka pomagała mu jak mogła, wspierała go, dodawała mu sił do dalszej walki, a Fanny poszła wtedy w odstawkę. W końcu dorobili się majątku, mogli zacząc życ spokojniej, dopiero wtedy pani Thornton mogła poświecic Fanny wiecej uwagi... ale chyba stało się to za późno, w odpowiednim czasie Fanny nie miala przy sobie przewodniczki, kogoś kto nakierowałby jej myślenie w odpowiedni sposób... No cóz... pani Thornton skupiona najpierw na spłaceniu dłuzników, później na fabryce, zapomniała, ze młoda kobieta taka jak fanny potrzebuje rady, wskazówki... może sądziła, ze jak Fanny będzie miała wszystko (mówię o rzeczach materialnych), to będzie szczęśliwa... Bo przyznac jej trzeba, ze złą matką nie była. Kochała swoje dzieci, ale w tej nieustannej walce o przetrwanie, zapomniała, ze w życiu nie tylko pieniądze się liczą...
Gosia - Wto 20 Cze, 2006 19:18
Pewnie bylo tak jak piszesz Ago.
Fanny zostala pozostawiona samej sobie, ale troche dziwne, ze w takiej sytuacji w jakiej sie rodzina znalazla po smierci ojca, Fanny wyrosla na osobe, ktora potrafila beztrosko wydawac pieniadze.
Moze dlatego taka byla pozniej, ze poczula ze skoro teraz sa zamozni, wiec moze sobie pozwolic na zaspokajanie kaprysow.
Nie chciala powrotu do tamtych ciezkich czasow.
Dlatego tez by nie martwic sie o pieniadze, postanowila bogato wyjsc za maz.
asiek - Wto 20 Cze, 2006 19:58
| Trzykrotka napisał/a: | | Aine, dla niej ten (wspaniały) syn jest bezcennym skarbem, a żadna panna jakaś-tam mu nie dorównuje i nie jest go warta. To ten typ. Istna smoczyca, nie daj Boże pod jednym dachem. Niech się lepiej Jasio szybko rozgląda za miłą posiadłością w zieleni. Inaczej - marny los Margaret. |
Trzykrotko...myślę podobnie jak Ty. Margaret i John mają szansę na szczęśliwy związek jedynie z dala od pani Thornton. Kobieta tak bezkrytycznie zapatrzona w syna nigdy nie da szans synowej. Może Margaret tolerować, ale jej nie pokocha. Będzie oczekiwała od niej podporządkowania i uległości. A wiemy, że Margaretka nie jest głupią gąską. Thornton zaś będzie rozdarty pomiędzy lojalnością wobec matki a miłością do żony. Taka sytuacja nie wróży szczęśliwego małżeństwa.
asiek - Wto 20 Cze, 2006 20:14
| Gosia napisał/a: | | Dziewczynki, mam nadzieje, ze wybaczycie Alison, jesli nie zdazy upiec ciasteczka... |
Gosiu...niech Alison bezpiecznie dotrze do domu....to najważniejsze...a my poczekamy :grin:
Anonymous - Wto 20 Cze, 2006 21:36
Wydaje mi się że pani Thorton tak była zajęta synem i sytuacją życiową, że córka wychowywała się niejako sama. Nie zbywało jej na niczym materialnym, bo brat i matka zyłowali się i rozpieszczali. A ona jak widać miała naturę hedonistyczną.
miłosz - Wto 20 Cze, 2006 22:00
Generalnie to chyba takie to czasy były - syn przejmował majatek, miał wyposażyć siostre a ona miała być dobrze wydana za mąż.
izek - Wto 20 Cze, 2006 22:35
A ja się zastanawiam, czy Fanny nie jest po prostu podobna do ojca z charakteru. Bo to co o nim wiemy - że był na tyle naiwny lub prostoduszny że zaufał komuś kto go oszukał i jednocześnie lekkomyślny na tyle, że zainwestował pieniądze, których de facto nie miał. No i słaby, gdyż nie potrafił ponieść konsekwencji swoich czynów.
Bardzo mi to jakoś pasuje do Fanny...
Gosia - Wto 20 Cze, 2006 22:47
No coz, jednak ojciec cos w zyciu osiagnal, cos stworzyl, mimo ze to upadlo, trudno to powiedziec o Fanny .. czy ona czyms konkretnym sie kiedykolwiek zajmowala ?
P.s. Nasza Mateczka Przedluzona dotarla juz do domku, ale jest bardzo zmeczona podroza w upale, wiec zajrzy do nas jutro, bo dzis juz poszla grzecznie do łóżeczka
Wiec dziewczynki nie szalejcie, zeby sie nas jutro nie wstydzila
I usuncie wszelkie slady niecnej dzialalnosci (pety itp), no i wyproscie waletujacych gachow z pokoju ...
asiek - Wto 20 Cze, 2006 23:49
To życzę miłych snów....oczywiście z Thorntonem w roli głównej
|
|
|