Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
MiMi - Wto 07 Sie, 2007 22:11
Ostatnio DiU przeczytał mój kolega i się nią zachwycał. Nie wspomniał nic o romansie. Mówił o lekkim stylu, ciekawych charakterystykach osób i ciekawej akcji. I właśnie takie są powieści Jane: to nie jest romans, ale piękny opis tamtych czasów.
asiek - Śro 08 Sie, 2007 08:39
| Nimloth napisał/a: | | i och, jakie to tragiczne, że sama nigdy nie wyszła za mąż (już się spotykałam z takimi opiniami...). |
Och, prze-ra-ża-jące ! Bo ten tego...mąż / zwłaszcza niekochany/, to największy skarb.
A serio, to niestety dość powszechna opinia. Wszak kobieta bez męża, to prawie
nieczłowiek. A co najbardziej przykre, to same kobiety mówią takie bzdury.
Jeannette - Śro 08 Sie, 2007 11:15
| asiek napisał/a: | Wszak kobieta bez męża, to prawie
nieczłowiek. A co najbardziej przykre, to same kobiety mówią takie bzdury. |
Chyba takie, którym się ów mąż nie za bardzo udał.... ale mają satysfakcję, że ktoś je, że tak powiem, chciał. Zresztą Jane gdyby chciała mogła wyjść za mąż.
Pemberley - Nie 12 Sie, 2007 22:18
Jest juz pierwsza parodia scenariusza Becoming Jane:
http://unpretentiouslitcr...oming-jane.html
dobrze, ze teraz wszedzie czytam, ze James McAvoy zagral swietnie ( w odroznieniu do Anne , bo to roznie pisza), bo bym sie teraz przez ten - miejscami bolesnie zabawny- tekst zalamala..
Do rozmow powyzej to tak akurat pasuje ten kawaleczek:
For it is a truth universally acknowledged that a single woman full of spirit and intelligence must be in want of a man.
Anonymous - Pon 13 Sie, 2007 08:57
Na AustenBlogu czytałam opinię, że świetny był Laurence Fox. McAvoy'a nie widziałam w żadnym filmie i sam w sobie tak z wyglądu do mnie nie przemawia .
Anonymous - Wto 14 Sie, 2007 09:45
Fajny artykuł na temat prawdy i fikcji w "Becoming Jane":
http://followingausten.bl...oming-jane.html
Przy okazji się dowiaduję, co w filmie poprzekręcali, więc w kinie nie będę zaskoczona .
Anonymous - Wto 14 Sie, 2007 10:07
| asiek napisał/a: | | Nimloth napisał/a: | | i och, jakie to tragiczne, że sama nigdy nie wyszła za mąż (już się spotykałam z takimi opiniami...). |
Och, prze-ra-ża-jące ! Bo ten tego...mąż / zwłaszcza niekochany/, to największy skarb.
A serio, to niestety dość powszechna opinia. Wszak kobieta bez męża, to prawie
nieczłowiek. A co najbardziej przykre, to same kobiety mówią takie bzdury. |
Ale jeszcze chodzi o to, że Jane nie została starą panną dlatego, że była brzydka i nikt jej nie chciał i och, jakie to okropne . Była ładna i wzbudzała zainteresowanie, miała z pewnością wiele sympatii, kilka miłostek też zapewne (jak choćby Lefroy bądź tajemniczy nieznajomy, który był zainteresowany Jane z wzajemnością, lecz zmarł), jeden dżentelmen też jej się oświadczył, ale po przyjęciu oświadczyn zmieniła zdanie i ja osobiście odbierałam to tak, że jej staropanieństwo nie jest tylko smutnym zrządzeniem losu (choć po części na pewno), ale też w pewnym stopniu świadomym wyborem.
Admete - Wto 14 Sie, 2007 13:37
To jest troche tak, że gdyby jako młoda kobieta spotkała właściwego człowieka, który by się jej oświadczył, to pewnie wyszłaby za mąż i nigdy nie napisałaby swoich powieści. Może nawet spotkała, ale nie wyszła za mąż, bo ( być może ) faktycznie nie miała posagu albo coś sie nie ułozyło. A potem robiła się starsza, widziała jak świat wygląda i choć zdawała sobie sprawę, że pewnie łatwiej byłoby jej pod względem materialnym, gdyby była mężatką, to jednak nie potrafiła żyć z kimś kogo nie kochała i nie szanowała. Tak dużą wagę przykładała w swoich powieściach do motywów, jakie kierowały jej bohaterkami, gdy wychodziły za mąż. Musiały swoich partnerów kochać i szanować.
Jeannette - Wto 14 Sie, 2007 13:51
| Admete napisał/a: | | Musiały swoich partnerów kochać i szanować. |
Jakie były z nich szczęściary, bo wybrańcy mieli jednocześnie wcale pokaźny mająteczek.
Admete - Wto 14 Sie, 2007 14:10
Sam majątek by im nie wystarczył Szczęściary - zgodze się z tym całkowicie.
asiek - Pią 17 Sie, 2007 09:16
| Cytat: | | choć zdawała sobie sprawę, że pewnie łatwiej byłoby jej pod względem materialnym, gdyby była mężatką, to jednak nie potrafiła żyć z kimś kogo nie kochała i nie szanowała. Tak dużą wagę przykładała w swoich powieściach do motywów, jakie kierowały jej bohaterkami, gdy wychodziły za mąż. Musiały swoich partnerów kochać i szanować. |
Mimo upływu czasu, ten "przepis" na udane życie jest nadal aktualny. Oczywiście pod warunkiem, że uczucia są odwzajemniane. Związek oparty na miłości i szacunku daje niesamowitą moc, siłę zarówno do "zdobywania" świata , jak i przetrwania wszelkich przeciwności losu. Życie uczy nas, że taki związek - niestety - nie zawsze jest synonimem małżeństwa, choć wiele kobiet nie chce, bądź boi się w to uwierzyć.
Pemberley - Nie 19 Sie, 2007 21:27
Mozna obejrzec juz calosc!!!!! jakosc duzo lepsza niz na youtube:
Czesc pierwsza
Czesc druga
Czesc trzecia
Czesc czwarta
Z tego co zobaczylam, to nie bedzie to film wielokrotnego uzytku..
Admete - Nie 19 Sie, 2007 22:11
Świnie i Jane chyba już na zawsze pozostaną razem...;-)
Nie wszytsko jest złe. Niektóre rzeczy mi się podbają - Henry mi się podoba Rewelacyjna jest muzyka, rozśmieszył mnie spacer po lesie i gra w krykieta zakończona biegiem ze wzgórza.
Mnóstwo rzeczy irytuje - jednak jeśli zapomina się, że to film związany z Austen, ogląda się całkiem dobrze.
Pemberley - Pon 20 Sie, 2007 08:28
| Admete napisał/a: | | Świnie i Jane chyba już na zawsze pozostaną razem...;-) |
Dokladnie tez tak pomyslalam, jak to zobaczylam...
| Admete napisał/a: | | jednak jeśli zapomina się, że to film związany z Austen, ogląda się całkiem dobrze. |
Tez tak sobie mowilam przez caly film, ale tworcy nie zapomnieli jeszcze dodac napisow koncowych, coby nam uswiadomic, ze to wszystko prawda historyczna
Anonymous - Pon 20 Sie, 2007 09:38
| Pemberley napisał/a: | | Admete napisał/a: | | Świnie i Jane chyba już na zawsze pozostaną razem...;-) |
Dokladnie tez tak pomyslalam, jak to zobaczylam... |
No ale faktem jest, że ojciec Jane hodował świnie, a samą Jane sprawa ta bardzo obchodziła i często pisała o tym w listach .
Admete - Pon 20 Sie, 2007 11:41
Koncówka skiepszczona okrutnie, co to ma niby być? Ja się pytam? No co? Dzięki Pemberley za te linki - przynajmniej nie będę wydawać pieniędzy na podróż do większego miasta i na bilet. Poczekam moze BBC zrobi miniserial biograficzny - taki sensowny jakiś, a nie to...coś...
Jeannette - Pon 20 Sie, 2007 11:44
| Admete napisał/a: | | Koncówka skiepszczona okrutnie, co to ma niby być? Ja się pytam? No co? Dzięki Pemberley za te linki - przynajmniej nie będę wydawać pieniędzy na podróż do większego miasta i na bilet. Poczekam moze BBC zrobi miniserial biograficzny - taki sensowny jakiś, a nie to...coś... |
Czyli że co? Nie warto? Szkoda, bo nastawiałam się bardzo pozytywnie i już się nawet napaliłam na ś******ie......
Admete - Pon 20 Sie, 2007 11:52
Samo spotkanie po latach wzruszające, ale ta cała historia wczesniej - ucieczka, te wszystkie oświadczyny - okropienstwo. Obejrzeć można. Zwłaszcza jeśli ktoś nie jest purystą w temacie Austen ( ja jestem ).
Anonymous - Pon 20 Sie, 2007 14:37
Obejrzałam kawałek Becoming... i raczej średnio mi się widzi, za bardzo hollywoodzkie, choć nie potrafię tej hollywoodzkości zdefiniować. Może chodzi o to, że ma takie zbyt tendencyjne sceny, które mają być zabawne, jak np. podczas walki Henry woła Toma, a ten akurat dostaje w twarz i pada. Może obejrzę tu całość, pomyślę jeszcze. Czy naprawdę nie opłaca się jechać na to do kina? Bo ja też bym musiała jechać do innego miasta.
| Admete napisał/a: | Zwłaszcza jeśli ktoś nie jest purystą w temacie Austen ( ja jestem ). |
Oj, ja też. Szczególnie po ostatnich doświadczeniach z trzema ekranizacjami .
Admete - Pon 20 Sie, 2007 16:09
Do tej pory nie obejrzałam w całości tego ostatniego MP - może za mojego życia nakręca dobrą wersję, na razie nie mam zbyt wielkiej nadziei.
Strasznie mi się nie podobało zachowanie bohaterki granej przez pannę H. w momencie kolejnych ( wyobraźcie sobie ) oświadczyn krzyczy "Czy nie ma innych kobiet?!".
asiek - Pon 20 Sie, 2007 17:52
Obejrzałam "Becoming..." ,...Pem wielkie dzięki za link.
Pierwsze wrażenia: muzyka przepiękna, Jane... śliczna, ...kilka ujmujących fotek, a reszta ...o mój smutku...JEDEN WIELKI SMUTEK.
Idę po chusteczkę,...
Admete - Pon 20 Sie, 2007 20:07
Też się w paru miejscach wzruszyłam, ale w koncu irytacja zwyciężyła smutek. Ogólne wrażenia mam więc negatywne.
asiek - Pon 20 Sie, 2007 21:07
Już starłam H2O z twarzy...
Pierwszych wrażeń ciąg dalszy...
| Admete napisał/a: | | jeśli zapomina się, że to film związany z Austen, ogląda się całkiem dobrze. |
Ja nawet nie musiałam zapominać, bo podczas oglądania nie towarzyszyło mi poczucie, że WŁAŚNIE oglądam FILM O JANE...Brak klimatu...A zakończenie... przerażająco smutne. W końcowych minutach filmu widzimy złamaną życiem kobietę,... aż dziw, że była w stanie napisać powieści, z których płynie pozytywna energia.
I pisarstwo Jane... w moim odczuciu potraktowane zostało bardzo lakonicznie.
I jeszcze jedno, Jane zachowuje się baaardzo swobodnie jak na tamte czasy. W ogóle sposób prowadzenia aktorów przez reżysera bardzo mi przypomina DiU2005. Pewnie stąd ten brak klimatu i poczucia, że istotnie przyglądam się życiu Jane Austen.
Być może po drugim podejściu inaczej ocenię ten film...
Harry_the_Cat - Pon 20 Sie, 2007 21:16
Oglądam pierwszy kawałek.
Wzięli powieści Jane i poskładali je w rzekoma historię o jej zyciu...
Strasznie banalnuie się ta znajomość zaczyna szczerze mówiąc...
Ale realizacja mi się podoba. Muzyka tez fajna - szczególnie w czasie spaceru (zanim zaczynaja rozmawiac, to jest )
Admete - Pon 20 Sie, 2007 21:21
No własnie oni sa do bólu współcześni...I ta Jane na końcu - jakos mi się nie chce wierzyć, że była smutna do końca życia. Inny obraz wyłania sie z jej listów.
|
|
|