To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Fajny film wczoraj widziałam IV

trifle - Sob 04 Wrz, 2010 14:33

Moje też. Ale do mnie zupełnie ten film nie przemówił, bo jakoś tak ogólnie nie zrozumiałam, o co chodziło i teraz już nawet nie pamiętam, co tam się działo..
asiek - Sob 04 Wrz, 2010 14:40

lemurcio napisał/a:
Polecam wszystkim miłośniczkom historii z powiewem grozy+romans w stylu Jane Eyre
film "Rebecca" - jest kilka wersji, widziałam tą z 1997 roku z Emilią Fox i Charlesem Dance (boski, mój obecny numer dwa po RA ;)
Jest też wersja nowsza, 2008, bodajże włoska, wersja Hitchcocka, książka też polecaja jako dobrą...ufff, kiedy na to wszystko znaleźć czas ? :roll:


Ta włoska wersja leciała ostatnio w TV... Do mnie bardziej przemawia ekranizacja z 1940 r. z Laurence Olivierem. :-)

Admete - Nie 05 Wrz, 2010 17:18

Obejrzałam Listy do Julii i mam całkiem pozytywne wrażenia. Myslałam, że będzie gorzej. Wzruszyła mnie historia kochanków sprzed lat, a młodzi mieli ładne sceny, tylko za mało czasu na rozwinięcie opowieści w zadowalającym stopniu. Ja chyba jestem już nieodwołalnie skrzywiona przez filmy hinduskie, które ( choć ostatnio krótsze ), to jednak mają więcej czasu dla bohaterów. Brakowało mi tyak 20 - 30 minut, żeby dodac trochę scen po spotkaniu Claire z Lorenzo. Krajobrazy piękne. Na dodatek za oknem ulewa, pochmurno i niecałe 10 stopni. Nic dziwnego, że człowiek marzy o słońcu i włoskich błękitach.
Yvain - Pon 06 Wrz, 2010 20:34

Obejrzałam właśnie "Coco Chanel" 2008 :mrgreen: Głównie mnie przyciągnęło nazwisko Shirley MacLaine, którą uwielbiam za role w Czułych słówkach, Stalowych magnoliach-Ouiser :mrgreen: , Drugiej miłości, Rycerzu pierwszej damy i za film Pocztówki znad krawędzi i wiele innych. Oczywiście się nie zawiodłam Shirley jest wspaniała i w tym filmie. Film opowiada oczywiście o życiu słynnej Coco, o jej miłościach, rozwijanym talencie, determinacji w dążeniu do celu, pasji, poświęceniu. W roli młodej Coco Barbora Bobuľová. Bardzo sympatyczna kreacja. Uroczo gra też miłość jej życia Arthura „Boy” Capela Cosimo Fusco. Co najfajniejsze film nie skupia się tylko na uczuciach, przedstawia też drogę dochodzenia Coco do własnych projektów, które na stałe zagościły w świecie mody, spodnie, kamizelki, golfy, krótkie fryzury, sztuczna biżuteria :mrgreen: Miło spędziłam czas, polecam. Dla porównania muszę teraz tylko zobaczyć wersję z 2009 z Audrey Tato.
Agn - Śro 08 Wrz, 2010 22:19

A ja łyknęłam W kręgu przyjaciół z 1995 roku - nareszcie. Mam tylko 15 lat spóźnienia.

Akcja filmu ma miejsce pod koniec lat 50-tych w Irlandii. Benny, dziewczyna z prowincji, idzie na studia. Nie jest pięknością, jest za duża, ale ma poczucie humoru. Na studiach oczywiście się zakochuje w najprzystojniejszym chłopaku.
To taki romantyczny obyczaj, od którego zaczęła się kariera Chrisa O'Donella i Minnie Driver, zanim kazali jej się odchudzić. Nie wiem w sumie po co. Wcale nie była gruba.
Przeczytałam ostatnio książkę, więc chciałam porównać wizję filmową z tym, co zapodano słowem drukowanym. Nazmieniali w choinkę i trochę, ale co tam. Na podstawie uroczej książki powstał uroczy film, taki do pooglądania wieczorem, przy herbatce, ku pokrzepieniu serc.
Tylko z końcówki nie jestem zadowolona (też zmienionej względem oryginału). Za szybko jakoś Benny wybaczyła... Za szybko.

Kilka fotek poglądowych...


Benny (Minnie Driver). I co? Źle wygląda? Skąd, bardzo ładnie. :)

Jack vel. Przystojniak (Chris O'Donnell) z fryzurą a'la krokiet.

Obleśny pracownik ojca Benny, Sean Walsh.

Eve i Aidan, sympatyczna parka.

Colin w roli skończonego dupka. Tu bez spodni, za to z wąsem.

Trzykrotka - Czw 09 Wrz, 2010 10:50

Kilka remanentów w końca sierpnia
Pierwszy film z kategorii - trzymać się z daleka, wpisywał się w tradycję "skoro ambitny, to ma być męczący." Dońska komedia Terribly Happy
:frustracja: :frustracja: :frustracja: Ja wam powiem... współczuję Duńczykom takich komedii. Nie dziwię się teraz powodzeniu głupawego Gangu Olsena.
Bagna. Puste przestrzenie. Miasteczko, że olaboga... Jeden bar z brzydka barmanką. Jedna famme fatal (do Moniki Bellucci jej daleko). Jeden (podobno) przystojny policjant. Akcja tak niemrawa, że trudno bylo się na koniec dopatrzec suspensu (a był). Mordestwo, przemoc domowa, inne jako-tako godne uwagi sprawy giną w szarym sosie niespieszności, nijakich dialogów, nuuuuudy...

Następny seans był owocniejszy. Tym razem padło na Z pokorą i uniżeniem, czyli rzecz o Belgijce urodzonej w Japonii, pracującej w japońskiej korporacji.
Tytuł oddaje istotę rzeczy - roczna praca jest pasmem frustracji, upokorzeń, ocieraniem się niemal o załamanie nerwowe. Jej przebieg jest odwrotny do amerykańskiego - Bohaterka chce pracować jako tłumaczka, a roznosi pocztę, zmienia kalendarze, wpina faktury, a w końcu... sprząta ubikacje. I wszystko - z pokorą i uniżeniem.
Film zrobił wrażenie, choć przygnębił.
A potem już istne miody - czyli francuski film Bazyl, człowiek z kulą w głowie.
Dla zainteresowanych powiem, jak w reklamie: film twórców Delicatessen i Amelii :wink:
Jeśli ktoś polubił specyficzny klimat tamtych opowieści, Bazyl go zachwyci. Napotka ten sam świat, niby wspołczesny, niby Paryż, a jednak nie do końca. Obsada aktorska też znajoma: co chwila wykrzykiwaliśmy - o, to sprzedawca warzyw z Amelii! A to Smutna Magdalena! W roli Bazyla - Dany Boon, za którym zaczynam przepadać - to ten smutnooki listonosz z Jeszcze dalej niż północ, ten od e?.
Bazyl został kiedyś pprzypadkowo postrzelony w głowę podczas ulicznej strzelalniny. Kula nie zabiła, utkwiła w czaszce i jest żywym zagrożeniem. Bazyl traci dom, pracę... na szczęście pomocną dłoń oferuje mu swoista "rodzina zastępcza," gromadka ludzi żyjących w zgodzie na wysypisku śmieci. Przy ich pomocy Bazyl postanawia zemścić się na perfidnych handlarzach bronią. A jak to robi! To trzeba zobaczyć!
Film jest zabawny, wzruszający, piękny! Bardzo polecam.

Trzykrotka - Czw 09 Wrz, 2010 13:28

I jeszcze Ukryte pragnienia Bertolucciego.
Jego Marzycieli nie mogłam znieść. A Ukryte... zawsze lubiłam, mimo pewnych rzeczy, które mi nie odpowiadają. Po powrocie z Toskanii obejrzałam ten film po raz chyba piąty, głównie dla jednej z rzeczy urzekających, czyli krajobrazów. Kręcony był gdzieś w rejonie Val d"Orcia, wpisanym na listę UNESCO - to już mówi samo za siebie. Willa wśród winnic, z małym kamiennym basenem, wielką kuchnią, stołem pod pergolą na podwórzu, pełna domowników i gości, w tle złote wzgórza, gaje oliwne i Siena na horyzoncie, oglądana o róznych porach dnia, we wszystkich rodzajach światła. Cudo. Pewnego dnia na wakacje przybywa do tego domu Amerykanka, Lucy, 19-letnia. Piękna. I dziewica. Lucy przybywa, bo pan domu, rzeźbiarz, bedzie wykonywał jej portret. I szuka ojca - została poczęta właśnie w tym miejscu. A tak naprawdę wszyscy czują i wiedzą, ze Lucy przybywa po inicjację seksualną. I obserwują ją, jawnie i skrycie, z ogromną, czasami wręcz niezdrową ciekawością...
Dziewczyna to druga przyjemnośc tego filmu. Liv Tyler jest zjawiskowa. Młodziutka, piękna i nieporadna równocześnie jak młody źrebak, świeża, autentyczna. Kamera i my podążmy za nią z przyjemnością. I cieszymy się, że Lucy znajduje to, czego szuka. Jest ojciec, który ją przytula, jest chłopak, który ją kocha i rozdziewiczy pod rozłożystym drzewem, wśród toskańskich pól.
Pięknie.
Co mi się nie podoba: atmosfera absolutniej, tzw "artystycznej" dekadencji, według której nic nikogo nie dziwi i wszystko jest dozwolone: i erotyczno - towarzysko - uczuciowe zabawy i relatywnośc związków międzyludzkich i swoboda obyczajowa. Popalanie trawki. Paradowanie na golasa. Kochanie się niemal na oczach innych. Sikanie na środku sali balowej. Nie dziwi mnie wcale końcowy napad strachu i rozpaczy gospodyni tego raju, w którym własciwie nikt nie jest szczęśliwy.
Ale film ogląda się świetnie, po raz piąty także

Admete - Czw 09 Wrz, 2010 15:21

Tego Bazylego bym obejrzała...
Caitriona - Czw 09 Wrz, 2010 18:25

Agn napisał/a:
A ja łyknęłam W kręgu przyjaciół z 1995 roku

Bardzo lubię i film, i książkę :) :)

A ja obejrzałam Listy do Julii. Miły film, tym chetniej obejrzałam, bo lubię Vanessę Redgrave. Ogólnie niczym nie zaskoczył, ani nie zachwycił, wracać już raczej do niego nie będę. Ale oglądało mi się przyjemnie.

praedzio - Czw 09 Wrz, 2010 18:34

Ukryte pragnienia uwielbiam. Też kilkakrotnie obejrzane. :mrgreen:
Aragonte - Czw 09 Wrz, 2010 19:05

Agn napisał/a:
A ja łyknęłam W kręgu przyjaciół z 1995 roku - nareszcie. Mam tylko 15 lat spóźnienia.

Akcja filmu ma miejsce pod koniec lat 50-tych w Irlandii. Benny, dziewczyna z prowincji, idzie na studia. Nie jest pięknością, jest za duża, ale ma poczucie humoru. Na studiach oczywiście się zakochuje w najprzystojniejszym chłopaku.
To taki romantyczny obyczaj, od którego zaczęła się kariera Chrisa O'Donella i Minnie Driver, zanim kazali jej się odchudzić. Nie wiem w sumie po co. Wcale nie była gruba.
Przeczytałam ostatnio książkę, więc chciałam porównać wizję filmową z tym, co zapodano słowem drukowanym. Nazmieniali w choinkę i trochę, ale co tam. Na podstawie uroczej książki powstał uroczy film, taki do pooglądania wieczorem, przy herbatce, ku pokrzepieniu serc.
Tylko z końcówki nie jestem zadowolona (też zmienionej względem oryginału). Za szybko jakoś Benny wybaczyła... Za szybko.

W książce nie wybaczyła w ogóle, o ile pamiętam. No i strasznie okroili wszystkie wątki, żeby to w filmie zmieścić. Na swoje szczęście książkę dorwałam później, najpierw obejrzałam film, o ile pamiętam.

Agn - Czw 09 Wrz, 2010 21:57

A co tu wybaczać? Facet puścił ją w trąbę. No ale filmowcy musieli mieć namolny happy end. Trochę szkoda. Lubię tę Benny, która na ostatniej karcie książki śpiewa z innymi. A tu całuje Jacka pod drzewem...
Niemniej oglądało się przyjemnie. :)

Anonymous - Pią 10 Wrz, 2010 10:17

Możecie rzeknąć, czy warto oglądnąć film: "Demoniczny golibroda z Fleet Street" bo ja planowałam dla Alana oglądnąć i może dla Deepa a tak to nie wiem.... bo rózne opinie czytałam....
Agn - Pią 10 Wrz, 2010 11:25

Kaśku, ja na tym filmie byłam w kinie i bawiłam się dobrze. Aczkolwiek jest przeraźliwie krwawy (naprawdę golibroda bez pardonu zarzynał, a krew spływa z ekranu - uprzedzam) i moja koleżanka, która siedziała obok twierdzi, że jest za długi.
Muzyka fajna. :)

Anonymous - Pią 10 Wrz, 2010 11:33

Krew spływająca z ekranu? O kurczak a ja chciałam to wieczorem oglądać....

No zaryzykuję, ale bardziej w dzień...

Dzięku Agn :kwiatki_wyciaga:

BeeMeR - Pią 10 Wrz, 2010 13:55

Jeźdźcy z zaginionego miasta / Lost City Raiders (2008)

Przygodowy film, ani dobry, ani zły, przewidywalny w 100% a może nawet 200 % :P ale sympatyczny.
Efekt cieplarniany spowodował "wodny świat" - tj. wody się podniosły, ale nie przykryły całej ziemi, tylko tak z lekka wybiórczo, co jest bardzo malownicze :mrgreen:





W zatopionych ruinach działają poszukiwacze skarbów i artefaktów sprzed lat


Końcówka jest bzdura na resorach, ale kto by się przejmował :twisted:
Spoiler:
gigantycznym wodospadem odsysającym nadmiar wody, niezwykle "antycznym" pomieszczeniem w jaskini :rotfl: oraz tego typu rewelacjami :lol:


Ważne, że mnie się oglądało przyjemnie :mrgreen:

Anonymous - Pią 10 Wrz, 2010 18:47

Agn napisał/a:
a krew spływa z ekranu

własnie to mnie odrzuciło, ja nie mogę na to patrzeć, nawet postać grana przez Alana(chociaż małpowata) nie mogę tego zarzynania..... błeeee :obrzydzenie:

Caitriona - Pią 10 Wrz, 2010 19:31

Mnie się Sweeney Todd podobał ogromnie. Musical, z doborową obsadą, w reżysterii Burtona, w XIX-wiecznym Londynie i właśnie z tym krwawym klimatem. Oprawiony plakat z tego filmu wisi na mojej ścianie.

A ja obejrzałam Księcia Persji. W grę Prince of Persia w życiu nie grałam i nie zamierzam, taka rozrywka nie jest bowiem dla mnie. Jednak film przygodowy o tym samym tytule od razu mnie zainteresował. Czemu? Bo ja lubię dobre filmy przygodowe.

Nie ma co się oszukiwać Książę Persji jest filmem czysto rozrywkowym, ale tego właśnie oczekiwałam, gdy zasiadałam przed ekranem. Dodam, że filmem rozrywkowym na całkiem niezłym poziomie. Mamy tu wszystko co jest potrzebne: pozytywnego i sympatycznego bohatera, dużo akcji, w tym różnorodne pościgi i walki na miecze, niebanalne i banalne złe charaktery, piękną i dzielną księżniczkę, trochę fantasy oraz świat do uratowania. Do tego wszystkiego dochodzą całkiem niezłe efekty komputerowe, starożytny parkour oraz bardzo dobra muzyka autorstwa Harry'ego Gregsona-Williamsa i niezłe zdjęcia. Na dodatek obsada aktorska jest naprawdę interesująca. W roli głównej utalentowany Jake Gyllenhaal, którego ja jeszcze w takiej roli nie widziałam. Partneruje mu piękna brytyjska aktorka Gemma Arterton, a sir Ben Kingsley wciela się w rolę szwarccharakteru, co zawsze wychodzi mu z jakiegoś powodu idealnie. Moją sympatię zdobył jednak humorystyczny Alfred Molina w roli drobnego oszusta i miłośnika strusi.
Ogólnie rzec biorąc, dostałam to, co chciałam: dobry rozrywkowy film przygodowy.

- Pią 10 Wrz, 2010 20:12

tak abstrahując od tematu- BeeMeR czy mi się zdaje, czy wybierasz filmy, gdzie gra Ian Somerhalder?? :mysle: :-P :-D

jeśli tak, to chciałam tylko powiedzieć, że bardzo dobry pomysł i zamierzam go podchwycić :mrgreen: :wink:

Agn - Pią 10 Wrz, 2010 22:09

Też uważam, że ten pomysł jest naprawdę świetny. Chodził już za mną jakiś czas... Heh, jeden film z nim to nawet mam na DVD, grał drugoplanową rolę. Był wrednym kumplem Haydena Christensena i robił za alfonsa.
To może coś innego...
Bo LOST-ów to nie ma co sobie odświeżać, Boone szybko kojfnął.

Anonymous - Pią 10 Wrz, 2010 22:21

Admete napisał/a:
Obejrzałam Listy do Julii i mam całkiem pozytywne wrażenia. Myslałam, że będzie gorzej. Wzruszyła mnie historia kochanków sprzed lat, a młodzi mieli ładne sceny, tylko za mało czasu na rozwinięcie opowieści w zadowalającym stopniu. Ja chyba jestem już nieodwołalnie skrzywiona przez filmy hinduskie, które ( choć ostatnio krótsze ), to jednak mają więcej czasu dla bohaterów. Brakowało mi tyak 20 - 30 minut, żeby dodac trochę scen po spotkaniu Claire z Lorenzo. Krajobrazy piękne. Na dodatek za oknem ulewa, pochmurno i niecałe 10 stopni. Nic dziwnego, że człowiek marzy o słońcu i włoskich błękitach.

Admete jeśli mogę podpiszę się wszystkimi kończynami, mi się ten film bardzo podobał, może i był przewidywalny, może i bez głębi, ale zawinięta w kocyk za oknem pada a tu bach do słonecznej Toskanii i to w takim towarzystwie, bardzo mi się podobały te historie. Obie.

Yvain - Pią 10 Wrz, 2010 22:24

Wake 2009 podobno niezły, ciekawi mnie jak tam Ian zagrał, zamierzam obejrzeć :mrgreen:
Agn - Pią 10 Wrz, 2010 22:27

Mam ten film, ale coś się za niego wziąć nie mogę. Może w przyszłym tygodniu sobie go wezmę na ząb.
Admete - Pią 10 Wrz, 2010 22:29

Kasiek ten film to właśnie tym słonecznym blaskiem włoskiego nieba cały stoi. U nas znów pada i zimno. A ja mam katar i cholernie boli mnie gardło...
Anonymous - Pią 10 Wrz, 2010 22:34

Admete napisał/a:
U nas znów pada i zimno.

jak to w południowej Polsce....
A ten film był po prostu.... nie wiem, taki optymistyczny, że podładował mi akumulatory...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group