To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Elizabeth Gaskell - życie, twórczość i epoka - North and South - wspólna lektura

kazika - Pon 05 Kwi, 2010 22:02

zgadzam się z Alicją, że John był jedną z pierwszych osób, które spotkała w nowym mieście i uosobieniem niekorzystnych zmian.... i odnoszę wrażenie, że nie tyle drażniło ją to, że był kupcem ale, że był przedstawicielem grupy społecznej, która tworzyła świat, w którym ona została zmuszona żyć... ten żal do Johna to taki żal m.in. do ojca, że im zgotował ten los...

Margaret żyła w sielankowym świecie bez problemów, nagle okazuje się, że problemy istnieją, mało tego, ona taka super zaradna, która innym pomaga i znajduje się ktoś kto jej chce pomóc... mimo tej denerwującej postawy dopatruję się dużej niezależności, która nią kieruję... dosyć współczesna niezależna babka, którą wkurza, że ktoś się miesza w jej sprawy.. tak jej to przysłania punkt patrzenia, że nie dostrzega innych niuansów:) że jest gość co ją kocha i ma taki charakter...

spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 11:02

kazika napisał/a:
zgadzam się z Alicją, że John był jedną z pierwszych osób, które spotkała w nowym mieście i uosobieniem niekorzystnych zmian.... i odnoszę wrażenie, że nie tyle drażniło ją to, że był kupcem ale, że był przedstawicielem grupy społecznej, która tworzyła świat, w którym ona została zmuszona żyć... ten żal do Johna to taki żal m.in. do ojca, że im zgotował ten los...

ja również zgadzam się z Alicją w tym stwierdzeniu, ale przecież to jest regularna projekcja uczuć. Czyż my wszyscy nie znosimy szefów, którzy pokłóciwszy się przy śniadaniu ze współmałżonkiem przychodzą nabuzowani do pracy i wyżywają się na pracownikach? Nawet jeśli Margaret miała problemy, a miała, to nie miała prawa wyładowywać swoich frustracji na Bogu ducha winnym człowieku, który okazywał wyłącznie dobroć i uprzejmość jej i jej rodzinie. Wielka szkoda, że dopiero pod koniec powieści Margaret zdaje sobie z tego sprawę.
Tak naprawdę to zaczynam się zastanawiać, dlaczego Thornton się w niej zakochał, bo oprócz niewątpliwej urody jakoś nie miał okazji dostrzec zbyt wiele pozytywnych cech swojej wybranki...

Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 11:08

spin_girl napisał/a:
Nawet jeśli Margaret miała problemy, a miała, to nie miała prawa wyładowywać swoich frustracji na Bogu ducha winnym człowieku, który okazywał wyłącznie dobroć i uprzejmość jej i jej rodzinie.

Oczywista, że nie miała prawa, ale ile razy my się zachowujemy w ten sam sposób, ile razy dostaje się komuś tylko dlatego, że się napatoczył...

spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 11:13

A nie powinno jej być chociaż trochę głupio? Tymczasem ona sobie z niego zrobiła chłopca do bicia.
Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 11:16

Powinno, ale ona chyba miała jakieś poczucie wyższości zakorzenione.... ktoś już porównywał ją do Emmy, że tylko niskie klasy mogły być w sferze jej zainteresowań dobroczynnych z innymi nie wypadało się zadawać...

A Johna zaintrygowałą innością oraz tym, że nie leciała na niego jak ćma do ognia....

spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 11:28

lady_kasiek napisał/a:
ale ona chyba miała jakieś poczucie wyższości zakorzenione....

jak to wielokrotnie wspominają w książce - nie miała specjalnych powodów do tego poczucia wyższości. Ani pieniędzy, ani pozycji, w dodatku tatuś zwiał z kościoła....

Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 11:29

Często tak bywa, że niektórzy mają o sobie wielkie mniemanie z niewiadomych powodów.... i Margaret do takich należy...
spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 11:40

No właśnie. W takim razie ponwiam pytanie: za co ją lubimy?
Sofijufka - Wto 06 Kwi, 2010 11:42

lady_kasiek napisał/a:

A Johna zaintrygowałą innością oraz tym, że nie leciała na niego jak ćma do ognia....

no iładna bardzo była w taki niebanalny sposób...

spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 11:43

No ładna była....czyżby JT był płytki?
Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 11:46

spin_girl napisał/a:
czyżby JT był płytki?

no mężczyźni in genere za głębocy nie są to po pierwsze a po drugie a za co p pokochał Darcy Lizzy? Za to ze była wygadana, inteligentna i umiała myśleć sama a nie patrzyła w niego jak obraz śliniąc się na myśl o dochodzie rocznym i nieruchomościach

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 11:46

już to pisałam i powtórzę:) panny z Milton to takie białe kozaczki, a ona to taka normalna panna przy nich... zakochał się, bo nie miała jaskrawych kiecek z falbankami i nie gadała o pierdołach... aczkolwiek wkurzająca jest jej ślepota...:)
spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 11:49

lady_kasiek napisał/a:
a za co p pokochał Darcy Lizzy? Za to ze była wygadana, inteligentna i umiała myśleć sama a nie patrzyła w niego jak obraz śliniąc się na myśl o dochodzie rocznym i nieruchomościach

to dużo moim zdaniem. Kochać kogoś za charakter, inteligencję i system wartości...za co byś jeszcze chciała być kochana?

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 11:49

spin_girl napisał/a:
No ładna była....czyżby JT był płytki?


chyba chodziło jeszcze o inność w ubiorze i zachowaniu.. kręciła go, bo nie zabiegała o niego, a to typ zdobywcy:) im bardziej się opiera tym bardziej on zakochany.... a po odrzuceniu wzdycha i sapie ino....:lol:

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 11:51

nie odnosicie wrażenia, że Lizzy przy Margaret to taki pasożyt ??? ona oprócz spacerów i czytania nie robiła nic...
spin_girl - Wto 06 Kwi, 2010 11:52

Nigdy nie odniosłam wrażenia że Lizzy to pasożyt. Przy nikim.
Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 11:52

spin_girl napisał/a:
to dużo moim zdaniem.
No a Margaret? No wygadana jest? Jest, myśli samodzielnie? Jak najbardziej. Margaret czy jest inteligentna teraz się zastanawiam....
spin_girl napisał/a:
za co byś jeszcze chciała być kochana?
wolę opcję, że nie kocha się za coś a kocha się mimo wszystko :wink:
Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 11:53

kazika napisał/a:
że Lizzy przy Margaret to taki pasożyt ??? ona oprócz spacerów i czytania nie robiła nic...
:shock:
Nieee. Przez myśl mi nie przeszło

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 12:18

no przykro mi, ale po przeczytaniu Północ Południe to mnie naszło takie porównanie, aczkolwiek pewnie krzywdzące, ze względu na inne miejsce, czas i sytuacje... ale co Lizzy robiła oprócz spacerów i czytania???
Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 12:20

Wiesz, ale pasożyt jest użyciem bardzo, bardzo pejoratywnym... I od biedy czy Margaret nie pasożytowała na rodzicach. Owszem pomagała Higginsom, ale przecież nie ze swoich środków brała...
Trzykrotka - Wto 06 Kwi, 2010 12:22

Ale Margaret miała dokładnie tak samo! Jeszcze nosiła koszyki... Gdyby nie przygoda kochanego tatusia z wyborem drogi życiowej, nadal malowałaby akwarele i czytała książki. Czyli robiła to samo, co Lizzy (minus akwarele :wink: )
kazika - Wto 06 Kwi, 2010 12:32

biję się w pierś za nazwanie kochanej Lizzy pasożytem, przesadziłam, przecież wiadomo w jakich czasach obie panie żyły..
chodziło mi że przed przeczytaniem książki o bawełnie w tle, Lizzy odebrałam jako przedstawicielkę swojej epoki dosyć nowoczesną w poglądach i otwartą... zaznaczam, że dopiero po przeczytaniu N&S zbladła mi ona przy Margaret... odebrałam Margaret jako pracowitą osobę, i jednak żyła w czasach gdzie jej nie wypadało prasować czy prać, a mimo swego wysokiego mniemania o sobie robiła to i chyba nie czuła się jakaś gorsza...

teraz to nie wiem czy czegoś nie pokręciłam, ale czy Margaret oprócz malowania akwarelek nie uczyła dzieci w szkole??? jestem po obejrzeniu Jane Eyre więc same rozumiecie, mogłam coś pomylić:)

:lovera:

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 12:37

Maragret jak na swoje czasy to dosyć prężna biznesbabka:) mam na myśli okres po otrzymaniu forsy:)

czynności Margaret:
- nauka dzieci w szkole
- prasowanie i pranie,
- bieganie z koszykiem do biedniejszych od siebie (pomoc)
- pomoc ludziom
dlatego jestem w stanie wybaczyć jej ślepotę na miłość:)
- spacerowanie

czynności Lizzy:
- czytanie książek
- spacerowanie

wykluczam z wyliczanek u obydwóch panien imprezy itp.... ale widzicie skromniutko u panny Lizzy:)

Anonymous - Wto 06 Kwi, 2010 12:41

Lizzy nie musiała dbać o dom bo jak rzekła Pani Bennet stać ich było na odpowiednią służbę.... a weź pokaż mi co robiła takiego Margaret gdy mieszkała na wsi i miała służbę.... albo co robiła w Londynie.
I darujmy sobie bieganie z koszykiem bo to było jej obowiązkiem jako córki pastora...

kazika - Wto 06 Kwi, 2010 12:46

Margaret mogła wynająć kogoś, żeby zajmował się finansami, a mimo to sama zgłębiała tajniki biznesowe...:)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group