Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Seriale - SUPERNATURAL: Winchesterowie kontra reszta świata i zaświata
Caitriona - Wto 15 Wrz, 2009 22:31 Dzięki! Anonymous - Wto 15 Wrz, 2009 22:43 Cait cudne są. Zaraz użyję jakiejś tylko niech kolejka LM się skończy abym mogła zdjąć patriotyczne barwy Aragonte - Wto 15 Wrz, 2009 22:54 Wpisuję się tylko po to, żeby powiedzieć, że z premedytacją nie czytam tego wątku
Spróbuję obejrzeć sobie ten sezon SPN bez spoilerów Agn - Wto 15 Wrz, 2009 22:58 Próbuj, próbuj, Aragonte. Aczkolwiek to trudny wyczyn. Aragonte - Wto 15 Wrz, 2009 23:00 Uparta jestem
*zwiewa zasłaniając sobie oczy*Admete - Śro 16 Wrz, 2009 13:01 Ale będziesz rozmawiać 'po obejrzeniu" odcinka? Aragonte - Śro 16 Wrz, 2009 14:05 Jak obejrzę - tak, ale na razie nawet go nie mam soph - Śro 16 Wrz, 2009 19:27
Śliczne są . Podoba mi się zwłaszcza łapka Becky i słuszna ocena Zachariasza .Caitriona - Śro 16 Wrz, 2009 20:23
soph napisał/a:
Śliczne są
Pięknie dziękuję! BeeMeR - Czw 17 Wrz, 2009 12:40 Obejrzałam i ja nowy odcinek 5x01
i powiem tak:
pierwsze było że w ogóle jest już nowy odcinek, bo na urlopie zupełnie zapomniałam
potem było bo wszyscy dalej śliczni jak byli (chłopaki i Castiel - aczkolwiek ten ostatni ma więcej falowane włosy niż miał - szczególik )
a potem też bo Bobby się też pojawił, ale niestety wkradło się i moje lekkie rozczarowanie, bo za szybko się wszystkiego domyśliłam, a dialogi i niektóre sceny stały się przewidywalne - za bardzo w stosunku do moich oczekiwań no i za długo przeciągane niektóre
Spoiler:
tj. opętany Bobby-zwłaszcza, bo takich słów by nie użył, Meg i przekonywanie Lucyfera - ciut za długie i ciut za dużo krwi w tym łóżeczku - choć sam płacz niezły
Świetna natomiast była konfrontacja z Zachariaszem i Castielem oraz napaloną fanką BeeMeR - Czw 17 Wrz, 2009 12:43 Natomiast jeśli chodzi o nowe postaci to:
- Lucyferowi daję czas na pokazanie co naprawdę potrafi
- nowa Meg starała się, owszem, ale mam nadzieję, że była jednorazowa
- wizja żony przyszłego Lucyfera podobała mi się najbardziej - i z gry i z urody
Stare postaci lubię jak zawsze wszystkie
a w ogóle to lepiej mi się oglądało z Anią o wiele lepiej BeeMeR - Czw 17 Wrz, 2009 13:43
Cytat:
Kiedy Sam się uśmiecha, świat staje się piękniejszy
oj, tak
miał w tym odcinku po wielu smutnych minach taki piękny uśmiech
dla mojej Siostry - małe przypomnienie:
Ruby:
Meg:
i bonusowo dwa uśmiechy:
Anaru - Czw 17 Wrz, 2009 20:48
BeeMeR napisał/a:
a w ogóle to lepiej mi się oglądało z Anią o wiele lepiej
No, nie da się ukryć, że mnie z Tobą też. Może wyskrobiesz czasem czas dla siostry i braci?
BeeMeR napisał/a:
dla mojej Siostry - małe przypomnienie:
Dzięki, faktycznie pomylało mi się Admete - Pią 18 Wrz, 2009 15:21 Poczekam na Riellę z seansem, ale podejrzałam trochę i mogę powiedzieć, że Wam się zakończenie nie spodoba, oj nie...A Praedzio chyba zejdzie na zawał ogólnie Anonymous - Pią 18 Wrz, 2009 18:15 Oglądnęłam.
Spoiler:
Postaram się po kolei, chociaż to trudne będzie bo straszne emocje mną targają i liczę godziny do kolejnego odcinka a serce mi krzyczy i mózg się gotuje.....
Scena w szpitalu.... Bobbyna tym wóżku w szlafroku i czapeczce rozczulający i straszny widok... Chłopaki mają fajne inskrypcje na kościach... Bones miałaby zagwozdkę Chód Castiela powoduje u mnie i w trakcie rozmowy zastanawiałam się kto jest bardziej sexy Cas, Dean czy Sam. No i nie wiem czy te błyszczące anielskie oczy nie wygrywają bo wymykają się wszelkim ocenom. Jak Cas powiedział, że ma zamiar Boga szukać to myślałam, że Dean go wyśmieje wprost... ale tekst o tortillach też był niezły.... No a później podróż do Colorado.... czuć straszne napiecie między chłopakami.... biedny Sam scena w sklepie była okropna, byłam pewna(ach zwątpiłam w Sama ukarz mnie o Wielki Mistrzu Zakonu Samowego Wielki Praedwardzie ) Fajny był ten pomysł z Apokalipsą. Zaskoczyło mnie to... i chwila minęła zanim załapałam o co kaman. Fajnie, ze wróciła Ellen i Jo. Będzie ciekawie....
No a to odciecie palucha... czytam Władcę Pierścieni więc z analogiami jestem na czasie...
Tylko co z tego skoro nie mogę patrzeć na odcinek inaczej jak przez pryzmat ostatnio-scenowej rozmowy. Mój biedny Sam.... aż się boję co będzie jak Praedzia to zobaczy.... Sama nie wiem jakie byłoby dobre wyjście z tej fatalnej sytuacji, ale nie odejście Sama. Przecież On nie może odejść prawda?? Nie odejdzie? Nie może!! Ja chcę, żeby już było za tydzień
Admete - Pią 18 Wrz, 2009 20:42 My też już po seansie. Dobry odcinek, dobry. Wojna się zaczęła...Odnośnie starych znajomych to parę osób właśnie się pojawiło.
Spoiler:
Dobrze znów zobaczyć Ellen i Jo. Natomiast Rufusa kojarzyłam głównie z wyglądu, nie mogłam sobie imienia przypomnieć. Odcinek poważny i smutny w zasadzie. Końcówka wywołała u Rielli jęk rozpaczy. Mnie też się to nie podoba, choć wierzę, że bracia nie będą zbyt długo działać osobno. Te rozstania...Pierwsze - teraz już niemal symboliczne - w odcinku, w którym pojawiła się Mag i wszystkie kolejne...Oczekuję avków z ostatniej rozmowy Sama i Deana Czerwony samochód Jeżdźca świetny, a pomysł z pierścionkiem celowo bardzo lotrowy. I ten tekst Deana na końcu, że się zatrzymają na Górze Przeznaczenia Ciekawe jak to dalej pociagną. Wyłapałam jeszcze cytat z Zabójczej broni - Rufus stwierdza w trakcie strzelaniny, że jest na to za stary, tak samo jak postać Glovera w tym filmie
Castiel szuka Boga...Zawsze wiedziałam, że to anioł-idealista Scena z odbieraniem telefonu - cudna. Kasiek oczy Cassa piękne, oj piękne. Kolejny pojedynek na spojrzenia. Misha potrafi tak intensywnie patrzeć, że ciarki chodzą po plecach. Sam też miał bardzo dobrą scenę rozmowy z Jeżdźcem.
Jeszcze mi się rpzypomniało - Bobby! Nie mogłam patrzeć na jego bezsilność. Może jeszcze to naprawią? Uzdrowia go? Albo będzie teraz takim guru siedzącym i dającym rady...Jakoś nie mogę się pogodzić z tym, co mu się stało.
Pieczęć Enocha pojechali po bandzie
Jeszcze jedno - Riella niemal spadła z sofy w momencie, gdy Castiel zażądał od Deana amuletu...To było takie znaczące w kontekście ostatniej sceny.
Ciekawy utwór pojawił się w momencie, gdy Sam i Dean wchodzili do maisteczka. Bardzo westernowe w stylu.
Ogólnie chyba wróciła muzyka...Jakiś utwór był też na początkowych scenach.
When I die and they lay me to rest
Gonna go to the place that's the best
When I lay me down to die
Goin' up to the spirit in the sky
Goin' up to the spirit in the sky
That's where I'm gonna go when I die
When I die and they lay me to rest
Gonna go to the place that's the best
Prepare yourself you know it's a must
Gotta have a friend in Jesus
So you know that when you die
He's gonna recommend you
To the spirit in the sky
Gonna recommend you
To the spirit in the sky
That's where you're gonna go when you die
When you die and they lay you to rest
You're gonna go to the place that's the best
Never been a sinner I never sinned
I got a friend in Jesus
So you know that when I die
He's gonna set me up with
The spirit in the sky
Oh set me up with the spirit in the sky
That's where I'm gonna go when I die
When I die and they lay me to rest
I'm gonna go to the place that's the best
Go to the place that's the best
W nastepnym odcinku powinno być więcej Castiela
Pieczęć Enocha - chyba chodzi o Enocha, który widział niebo i aniołów.
Henoch - syn Jereda i ojciec Metuzelacha. Jest on rzekomym autorem i bohaterem apokryficznej Księgi Henocha, w której było mu dane zobaczyć aniołów i Metatrona.
No i jest język enochiański:
Cytat:
Język enochiański (enochijski, henochiański, henochijski, enochicki, henochicki, enoicki) – język okultystyczny, spopularyzowany w XVI w. przez Johna Dee i Edwarda Kelleya – zdaniem niektórych przekazany im przez anioły, częściej uznawany za język sztuczny. Cechuje go bardzo rzadkie występowanie tych samych słów, co podważa tezę, iż zawiera jakieś konkretne treści. Język wykorzystywany był przez dr. Dee i Kelleya w inwokacjach, które intonowali przed wróżeniem. Nazwa języka pochodzi od apokryficznej księgi Henocha (Enocha), opisującej kontakty bohatera z istotami nadprzyrodzonymi.
aneby - Pią 18 Wrz, 2009 22:08 Muzyka zdecydowanie mi się podoba w tym sezonie
Wiedziałam, ze gdzieś słyszałam początkową piosenkę z tego odcinka - na mojej składance Foreigner
It was a Monday
A day like any other day
I left a small town
For the Apple in decay
It was my destiny
It's what we needed to do
They were telling me
I'm telling you
I was inside looking outside
The millions of faces
But still I'm alone
Waiting, hours of waiting
Paying a penance
I was longing for home
I'm looking out for the two of us
I hope we'll be here when they're through with us
I was inside looking outside
Oh the millions of faces
But still I'm alone
Waiting, hours of waiting
I could feel the tension
I was longing for home
I'm looking out for the two of us
And I hope we'll be here when they're through with us
I'm coming home
Monday, sad, sad Monday
She's waiting for me
But I'm a long, long way from home
Sad, sad Monday
She's waiting for me
But I'm a long, long way from home
Sad, sad Monday
Oh she's waiting for me
But I'm a long, long way from home
A odcinek ? Cóż, koniec smutny .....
Spoiler:
Podobało mi się nawiązanie do LOTR i tekst o tortilli
Strasznie mi żal Bobby'ego, mam nadzieję, że go wyleczą
Czekam na pojawienie się Lucka
Admete - Pią 18 Wrz, 2009 22:23 Dzięki Aneby Ciekawe słowa, można je nawet jakoś zastosowac do braci Caitriona - Pią 18 Wrz, 2009 23:08 U, widzę, że muzyka wróciła w naszym kochanym serialu. Bardzo dobrze! Deanariell - Pią 18 Wrz, 2009 23:10 Ja powiem krótko: KRIPKE! Ty szatanie! SPN rulez! Świetny odcinek Niezły początek sezonu, oby tak dalej
Spoiler:
Wiedziałam, że amulet Dean'a nie jest zwykłym dyndadełkiem, wiedziałam! Czekałam na ten moment od pierwszego sezonu, kiedy jeszcze nawet (jak to stwierdziła dziś Admete) sami scenarzyści nie wyobrażali sobie dokąd zaprowadzi ich ta cała historia Owszem, może i mieli ten amulet po prostu "pod ręką", więc go wykorzystali, ok - jednak wcale w sumie nie musieli - tak czy inaczej poczułam się przez moment, jakby czytali w moich myślach, nawet chyba pisałam coś tutaj na ten temat dawno, dawno temu, że chciałabym wiedzieć jaką tajemnicę tak naprawdę skrywa ukochany amulet Dean'a - jego znak rozpoznawczy, prezent od ukochanego braciszka (i ten tekst: "czuję się nagi" Cass oddawaj, szybciorem, "kradzieju" jeden! ) Ale przyznam, że moje domysły przeszły najśmielsze oczekiwania - uwielbiam taką rozbudowaną symbolikę przedmiotów
Nie chcę się powtarzać, bo podobały mi się w zasadzie te same "momenty" odcinka, co Wam... ale nawiązanie do Władcy Pierścieni wprawiło mnie w stan niemalże euforyczny (normalnie Sam i Frodo jak żywi ) - kocham scenarzystów i reżysera supernatural za pomysły, nie ma co, bez wątpienia nadają na tych samych falach mózgowych, co ja Jednocześnie nienawidzę ich (taka mała ambiwalencja uczuć ) za to, przez co każą przechodzić chłopakom - again, and again! Biedny Sammy... piękne były te jego rozterki Biedny Dean... czułam wręcz, jak się w nim wszystko gotuje, jak toczy wewnętrzną walkę z samym sobą... Przez tyle lat nie robił nic innego, tylko chronił brata, a teraz? Decyzja, którą podjął, musiała złamać mu serce... No to pewnie czekamy teraz na następnego Jeźdźca...
Straszno wszędzie, krwisto wszędzie, co to będzie? Co to będzie? A do kolejnego piątku wciąż taaaaak daleko... buuuuu... Gunia - Sob 19 Wrz, 2009 00:26 Obejrzałam i ja, choć na razie tylko jeden odcinek.
Pierwsze primo - świetna samofanka. Dialog o odróżnianiu fikcji od rzeczywistości mnie znokautował.
Drugie primo - przez ułamek sekundy zwątpiłam, czy naprawdę Castiel nie zniknie - to był baaardzo ciężki moment. Dean przekonany o jego śmierci był nieziemski.
Wątek Bobby'ego moim zdaniem nie był najlepszy. Już w momencie kiedy wchodził do pomieszczenia rodziło się pytanie, czy to na pewno ON, a chłopaki po tylu numerach pierwsi powinni się domyślić, że coś może nie grać. Meg też mogli już sobie darować, bo w sumie przywołanie jej po raz kolejny (jak na razie) nie miało głębszego sensu, a te jej ciągłe respawny zaczynają być nudne.
Świetny za to wątek Lucyfera. Pomysł z człowiekiem po takiej tragedii i sposobem "uwiedzenia" go jest chyba najlepszym możliwym wejściem do tego wątku, odpowiednio subtelnym jak na taką potężną postać, może poza tym galonami krwi. Caitriona - Sob 19 Wrz, 2009 00:47
Gunia napisał/a:
może poza tym galonami krwi
Czy tylko mnie te galony krwi nie przeszkadzały, nawet się podobały? Były jak z rasowego horroru. Moim zdaniem bardzo dobrze nakręcone sceny.
Gunia napisał/a:
Meg też mogli już sobie darować
Na pewno mogli ją sobie darować w tej postaci poprzednia Meg była niezła, ta mi się nie podoba.Anonymous - Sob 19 Wrz, 2009 10:05 Wczoraj byłam rozstrzęsiona i zapomniałam, ale Admete mi przypomniała. Oczywiście w scenie z wisiorkiem jedyne o czym myślałam to Riella. Wyobrażałam sobie reakcję, ale ja nie Tolkien ani Rowling zeby miec tak bujną wyobraźnie
Kocham oczy Castiela. Ide sie napatrzec soph - Sob 19 Wrz, 2009 11:00
Deanariell napisał/a:
Ja powiem krótko: KRIPKE! Ty szatanie!
Jak zwykle trafiłaś w sedno .
Obejrzałam drugi odcinek. Na marginesie: moja supernaturalna obsesja weszła na wyższy etap rozwoju. W poprzednim sezonie zaczynałam szukanie odcinka w okolicach niedzieli, zadowalając się spojlerami, czasem nawet czekając aż pojawi się wersja z polskimi napisami. Teraz poszukiwania zaczynam około 3 nad ranem w piątek, by jeszcze przed pójściem do pracy podejrzeć to i owo . Czy to już etap wymagający leczenia?
Spoiler:
Odcinek świetny. Dobrze było zobaczyć Jo i Ellen - zwłaszcza Ellen. Paradoksalnie, choć scena rozstania braci (mam nadzieję, że jedynie chwilowego) była bardzo bolesna, widzę w Ich zachowaniu sygnały świadczące o możliwości uzdrowienia relacji. Przede wszystkim byli wobec siebie szczerzy, bez budowania muru z uraz i niedomówień czy pretensji. Narzucając sobie taką bolesną dyscyplinę (wybór ratowania cywili zamiast brata), Dean zmierzył się z tym, co w Jego miłości do brata może być i dotychczas było źródłem jego słabości (pewnie to niewłaściwe słowo, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy), co wcale nie znaczy, że kocha brata mniej (ton głosu, Sammy, propozycja, by wziął Impalę). Być może to najtrudniejsza z prób, z jakimi musiał się zmierzyć do tej pory. Sam też musi pobyć sam ze sobą, by dotrzeć do istoty własnych problemów. Nikt nie zrobi tego za niego, a sam fakt, że nie ma do siebie zaufania, przypomina o głęboko wrażliwym Samie, którego wszystkie pamiętamy ( i kochamy) z początków serialu. Jensen jako zmęczony i obolały emocjonalnie Dean wspina się na wyżyny aktorstwa. Każde spojrzenie, grymas, zmarszczenie brwi, rozdzierają serce. Myślę, że Jared też skorzysta aktorsko na możliwościach, jakie otwierają przed Samem scenarzyści.
Mam tylko nadzieję, że ten drań Kripke nie postawi braci przeciwko sobie w ostatecznej rozgrywce. Chyba zrobiłabym Mu ciężką krzywdę, gdyby się odważył.
soph - Sob 19 Wrz, 2009 11:04
Caitriona napisał/a:
Na pewno mogli ją sobie darować w tej postaci poprzednia Meg była niezła, ta mi się nie podoba.
Strasznie dziwna była wymowa tej aktorki, irytowała mnie.