Ekranizacje - Emma BBC serial 2009
Admete - Śro 06 Sty, 2010 20:17
Cieszę się Kasiek, bo to mój ulubiony pan K. Idealny, taki ciepły i zwykły.
Anonymous - Śro 06 Sty, 2010 20:23
Bo On jest taki... na miejscu.... bliski mi w jakiś sposób.... muszę zdefiniować dlaczego mi tak przypadł do gustu....
Admete - Śro 06 Sty, 2010 20:33
Próbuj, może i ja się czegoś dowiem
Anonymous - Śro 06 Sty, 2010 20:43
Będę myślała serwując sobie odpowiednie sceny jako pomoce naukowe...
maenka - Śro 24 Mar, 2010 19:16
Jak myślicie: czy jest szansa na polskie wydanie ? i kiedy?????
Admete - Śro 24 Mar, 2010 19:45
Chętnie bym kupiła. Mogliby wydać...
trifle - Śro 24 Mar, 2010 20:12
Jest na allegro wydanie oryginalne za 84zł. Drogo... Może niedługo będzie tańsze, też chętnie bym kupiła. I chyba wolę jednak wydanie oryginalne niż polskie poskracane czy nie wiem, co
Caitriona - Sob 27 Mar, 2010 19:15
Ja tam chętnie kupiłabym polskie wydanie. Oczywiście wolałabym żeby nie było poskracane, albo źle przetłumaczone
Alicja - Sob 08 Maj, 2010 00:28
od wczoraj oglądam sobie znowu po odcineczku. Przyznam, że serial zyskuje przy kolejny oglądaniu, a przynajmniej pan Knigtley, bo Emma raczej nie to pewnie dlatego że Romola nigdy nie była moja faworytką jej mimika przewyższa treść, Romola nie gra, ona nadmiernie gestykuluje i robi za dużo min z wytrzeszczem oczy, wydymaniem warg i zbyt częstym podnoszeniem brwi włącznie za to Pan Knightley, ojciec Emmy, Miss Bates, nawet miss Fairfax bardzo dobrze.
To chyba najlepszy z wszystkich panów Knightley przystojniejszy od pozostałych, nie łysiejący niezbyt sztywny. Dobrze gra starego znajomego rodziny który zna Emmę od dziecka. Jeśli odczuwam zbyt małą różnicę wieku pomiędzy nimi, to wcale nie dlatego, że Johny jest zbyt młody (idealny, idealny) tylko Emma jest zbyt stara
W stosunku do poprzednich ekranizacji nie tylko postać Emmy jest gorzej zagrana ale też Harriet Smith - w tym serialu Harriet zachowuje się jakby była niedorozwinięta, zwłaszcza gdy zastanawia się czy ma przyjąć oświadczyny Roberta Martina
Majstersztykiem za to jest scena oświadczyn pastora Eltona w powozie, uśmiałam się niemożliwie z jego padania na kolana ze słowami, że chyba umrze gdy Emma mu odmówi i przymiarki do pocałunku
nicol81 - Sob 08 Maj, 2010 20:11
Jeśli chodzi o problem z Harriet w tej wersji, to ja nie byłam przekonana o jej uczuciach do Roberta Martina. W innych wersjach i książce cały czas opowiada o nim Emmie, a tutaj dopiero po spotkaniu z nim wychodzi, że Robert nie jest starszym panem Jej zainteresowanie nim tutaj wygląda na wywołane jedynie przez jego oświadczyny i interwencja Emmy nie jest nieuzasadniona. Później Robert znika i slub na końcu wygląda jakby złapała go, nie mając innej opcji... Przez cztery godziny mogli to lepiej przedstawić.
Alicja - Nie 09 Maj, 2010 19:24
mogli, ale skupili się bardziej na panu Knigthley niż w pozostałych ekranizacjach, co wyszło zresztą tej na dobre
tak szczerze - do tej będę na pewno wracała
Joy - Czw 03 Cze, 2010 12:01
Obejrzałam ten serial już jakiś czas temu i wtedy nie przypadł mi do gustu. Potem przeczytałam powieśc i odświeżyłam wersję i tę, i tę z Paltrow i muszę przyznac, że ,,Emma" 2009 podpasowała mi bardziej. Może związane jest z tym, że wybitnie nie lubię Gwyneth (nie bijcie!). Spodobała mi się muzyka, widoczki, aktorzy... Pan Woodhouse (o rany, to Dumbledore!)-ciepły, kochający swoje córki, zdziwaczały staruszek jest idealny. Idealnie nudna i eteryczna Jane, pan E. i jego żona, panna Bates i reszta moim zdaniem świetnie pasowali do mojego wyobrażenia bohaterów.
Co do Emmy...to zarozumiała i irytująca dziewczyna, jednak darzę ją sympatią. Dlaczego? Bo nie jest idealna, to taka żeńska wersja Darcy'ego. ,,Wpojono mi zasady, ale nie dbano, bym tak postępowała" Romola nie jest doświadczoną aktorką, ton jest głosu może wkurzac, zbytnio gestykuluje i w ogóle...ale i tak ją lubię
Pan K. jest absolutnie idealny. Uwielbiam jego głos (u aktorów zwracam na to uwagę, dlatego tak kocham Rickmana ). Jest ciepły, sympatyczny, zabawnie się denerwuje, został przedstawiony jako dobry duch Highbury. Mój numer 3 (zaraz po panu Darcy'm i Henryku Tilney).
trifle - Czw 03 Cze, 2010 12:53
Romola nie jest doświadczoną aktorką? Jak to nie? Jest, moim zdaniem cała gestykulacja, miny jest tym, co ona chciała pokazać, to nie wyszło przypadkiem.
Joy - Czw 03 Cze, 2010 15:23
Chodziło mi o to, że dla niektórych jej sposób grania może byc irytujący Ale ja i tak ją lubię, nawet w ,,Dirty Dancing 2".
Alicja - Czw 03 Cze, 2010 20:04
| Joy napisał/a: | | Romola nie jest doświadczoną aktorką |
Romola jest bardzo doświadczona grała w kilku kostiumowych filmach i w każdym denerwowała mnie nadmierną gestykulacją, wydymaniem warg i wytrzeszczem oczu. Granie nie tylko na tym polega
nie zmienia to faktu, że polubiłam "tę" Emmę ( ma na myśli wersję )
Joy - Czw 03 Cze, 2010 21:05
Jak ja oglądałam ,,Danie Derondę", to kibicowałam jej postaci. Nie lubię bohaterek - aniołów, idealnych kobiet,a Romola zwykle dostaje role ,,dziewcząt z charakterem".
Anonymous - Pią 04 Cze, 2010 08:00
o W Danielu to mnie tak wkurzałą, ze w sumie cieszyłąm się, że wyszła za kogo wyszłą, myślałam sobie. No wreszcie będzie miała nauczkę :zaciera łapki:
Joy - Pią 04 Cze, 2010 11:44
No ostatecznie została sama Ale chyba lubiła swoją niezależnośc.
Marta. - Pią 04 Cze, 2010 11:46
Głupio, ale nigdy tego serialu nie oglądałam I muszę przyznać, że mea kulpa, bo sama siebie zniechęcałam- a to czasu nie ma, a to Internet słabo chodzi, a to może odświeżę sobie inny film... I to wszystko z powodu Pana K, który tu w większości się spodobał. Nie wiem, na zdjęciach wydawał mi się taki nie knightleyowski i chociaż był w odpowiednim wieku, to wydaje mi się za młody z wyglądu. Ale co się dziwić, jeśli jest się zatwardziałą fanką northamowego pana K
W każdym razie, teraz jest długi weekend, postaram się nadrobić zaległości i podzielę się z wami moimi przemyśleniami
Calipso - Pią 04 Cze, 2010 14:22
Joy, załóż jakiś avatarek
<sori za offtop>
BeeMeR - Pią 04 Cze, 2010 21:20
Mnie si e Ramola w Danielu podobała - choć najwspanialszą szują jest tam Hugh Bonneville i też bym nie powiedział, że nie ma doświadczenia - grała już w wielu różnych różnościach - tylko w Emmie ciut przesadziła z mową ciała, gestykulacją, minami...
Ale i Emma warta jest obejrzenia - mnie pan K. też początkowo nie przekonywał, ale w pewien sposób pasuje do całości, a to ważne
Aczkolwiek najbardziej urokliwy jest tam niewątpliwie pastor E.
Marta. - Nie 06 Cze, 2010 10:40
Obejrzałam i mogą się wypowiedzieć
Naprawdę, podeszłam do oglądania z wielką wiarą, że mi się podoba. No i niestety przeliczyłam się
Początek, gdy Jane i Frank zostają odwiezieni, co dodatkowo obserwuje mała Emma- nie, nie podobało mi się. Taki początek jest dobry do filmu przygodowego o losach trójki rozdzielonych przyjaciół a nie do ekranizacji książki o swatającej wszystkich Emmie
Jak już jestem przy samej Emmie, muszę wspomnieć o doborze aktorów, który zupełnie mi nie dopasował. Pan Woodhouse zawsze kojarzył mi się z przewrażliwionym śmiesznym staruszkiem, a tutaj mnie po prostu drażnił. Panna Tay...O przepraszam, Pani Weston była zdecydowanie za młoda, wyglądała praktycznie jak rówieśnica Emmy. Harriet Smith była faktycznie głupiutka, jak powinna, ale była jeszcze troszkę nieokrzesana, co już nie pasowało(np. scena, gdy Pan Knightley prosi ją do tańca, a ta od razu w poskokach chce dołączyć do tańczących). Ciągłe dziękowanie, przepraszanie i mówienie o Jane Panny Bates nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, równie dobrze mogłoby jej nie być, a przecież to taka sympatyczna postać...
A teraz moje dwie największe bolączki : sama Emma i Pan Knightley.
Emma nie zrobiła na mnie żadnego pozytywnego wrażenia, jak to było podczas oglądania wersji z Gwyneth i czytania książki. Miałam wrażenie, że aktorka na zmianę robiła trzy miny oraz scena płaczu i histerii, za które ma akurat plus. Pan Knightley wydał mi się całkiem mdły i niewidoczny, no i przede wszystkim- za młody z wyglądu.
Gdyby zebrać te wszystkie postaci, to muszę przyznać, że choć są nieciekawie stworzone, to razem pasują do siebie.
Jestem też całkowicie na NIE dla paru scen z serialu. Bal- podskoki, klaskanie, krzyczenie- czy to na pewno taniec odpowiadający sferze, w której znajdowała się Emma? I to krzyczenie do pana Westona przez pół sali. Rozumiem takie zachowanie teraz, w XXI wieku, ale nie dwieście lat temu. Scena namiętnego pocałunku Franka Churchilla i Jane przy ludziach też bardziej kojarzy mi się z komedią romantyczną niż twórczością Jane Austen. Ale najbardziej zabolały mnie sceny z Emmą i Frankiem na Box Hill. Co to w ogóle miało być?! Takie spoufalanie się ze sobą w XIX wieku?
Oczywiście, są rzeczy, które mi się podobały. Muzyka była wspaniała, a krajobrazy... W każdym można było się zakochać niezależnie od pory roku
No i największy pozytyw tego serialu- Pan Elton! Taki, jak powinien być. Śmieszny, czasem denerwujący i oprócz tego to wrażenie, że ma coś nie po kolei w głowie. Scena jego oświadczyn Emmie była cudowna! Ale tak doszczętnie zabiła mnie scena ślubu Harriet, gdzie Pan Elton, mówiąc słowa przysięgi i tak śmiesznie zaznaczył "w bogactwie i BIEDZIE", nie mogłam pozbierać się przez kilka dobrych minut
Możliwe, że serial zyskuje po kilku obejrzeniach i na pewno jeszcze do niego wrócę. Ale na razie muszę znowu obejrzeć kochaną wersję z Gwyneth i w końcu zapolować na wersję z Kate, bo nigdy nie miałam przyjemności obejrzeć
Admete - Nie 06 Cze, 2010 10:58
A dla mnie to najlepsza wersja Emmy z istniejacych - będę do niej wracać. Do Emmy z Gwyneth mogę czasem wrócić tylko dla pana Knightleya, a do Emmy z Kate już chyba nigdy, bo ta wersja mi nie leży zupełnie. Dobrze, ze jest tyle wersji, to każdy moze znaleźć coś dla siebie
| Cytat: | | Bal- podskoki, klaskanie, krzyczenie- czy to na pewno taniec odpowiadający sferze, w której znajdowała się Emma |
Bez przesady - arystokracją nie byli, a każdy lubi się abwić Nie widziałam tam nic zdrożnego.
| Cytat: | | I to krzyczenie do pana Westona przez pół sali. Rozumiem takie zachowanie teraz, w XXI wieku, ale nie dwieście lat temu |
Sorry, ale tez sie nie zgodzę. Ona go zawowłała w hałaśliwej sali - co w tym dziwnego? Tam sami swoi byli. Jestem przeciwna tendencji robienia z ludzi żyjących dawniej mumii, które nie żyły, tylko stały pod ścianami z buzią w ciup
A Emma była w końcu prawdziwa - w wersji Gwyneth była zbyt wyidealizowana, a w wersji z Kate niesympatyczna.
praedzio - Nie 06 Cze, 2010 11:04
Nie zmogłam tej Emmy. Ale ja w ogóle nie mogłam zmóc książki, więc i ekranizacje mi nie leżą.
Admete - Nie 06 Cze, 2010 11:09
| praedzio napisał/a: | | Nie zmogłam tej Emmy. Ale ja w ogóle nie mogłam zmóc książki, więc i ekranizacje mi nie leżą. |
Też nie przepadam z a tą powieścią - to moja najmniej lubiana książka JA. Co do wersji z Gwyneth, to pierwszy raz obejrzałam ją w kinie w latach 90 i pamiętam swoje rozczarowanie, że film nie jest jak DiU albo RiR ( wersja z Rickmanem ). Potem długo do tego filmu nie wracałam.
|
|
|