To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Wszystko o filmie North and South :)

JoannaS - Pią 29 Sie, 2008 08:07

RaczejRozwazna napisał/a:
Abstrahując - podoba mi się Higgins, bardzo. Porządny chłop z inteligencją wyzierającą z oczu. Chyba wolałabym go niż pięknego Rysia vel mrs Thortona.

Mam tak samo. Higgins jest fantastyczny. I bardzo mi do gustu przypadł aktor - taki w moim typie.

Alicja - Pią 29 Sie, 2008 09:04

RaczejRozwazna napisał/a:
Chyba wolałabym go niż pięknego Rysia vel mrs Thortona.

dla delikatnej damy z południa spotkania i rozmowy może tak, ale fizycznie...mógły ją raczej przerazić. Poza tym margaret miałby raczej kłopot z wpasowaniem go do towarzystwa i swojej rodziny. I ten pociąg do topienia smutków w alkoholu... tyle jeśli kandydat dla Margaret. Ale jako człowiek - bardzo dobry

agnesa - Pią 29 Sie, 2008 12:54

Faktycznie genialnie dobrali aktora grającego Higginsa. Ale z tym woleniem go od Johna to chyba koleżanka RaczejRozważna chciała nas zaszokować. Pod jakim względem wolałabyś go niż Rysia vel Johna? John także był porządnym chłopem i inteligencja na pewno wyzierała mu z oczu. Poza tym był ogólnie szanowanym obywatelem, pewien status społeczny także miał.
Alicja ma rację, wprowadzenie Higginsa do towarzystwa byłoby zadaniem karkołomnym nawet dla Margaret. Przecież jej ciotka na sam widok Higginsa zatykała nos husteczką a służąca kazała mu zdjąć buty, gdy raz przy złej pogodzie odwiedził Hale'ów. :-)

damamama - Pią 29 Sie, 2008 14:19

Alicja napisał/a:
brawo, kolejna dama wielbicielka :oklaski:
peronowa dobra, a scena - Look back at me?

aneby napisał/a:
A co do sceny oświadczyn - pełna wersja wydaje mi się trochę przydługawa, pomimo że jest bardziej zrozumiała, można uznać, że jest nudna.

podobała mi się jego gwałtowność w wyznawaniu uczucia :wink:

Ta scena też bardzo, bardzo. Problem jest taki, film mam w divix i niestety za pierwszym razem musiałam dla zrozumienia filmu większą uwagę poświęcić na czytanie (literki małe więc nie szło tak szybko :ops1: ). Mam cichą nadzieję, że syn dopuści mnie do komputera i będę mogła napawać się przede wszystkim obrazem. :lol:
Tak z innej beczki, wiem, że tłumaczenie gdzieś jest w opracowaniu. Tutaj prezentowano fragmenty "ciasteczkowe", próbowałam je sobie uporządkować w Wordzie ale niestety są puste posty i mam braki. Czy któraś z dam nie byłaby tak uprzejma i przesłała mi e-mailowo cały publicznie udostępniony tekst. Będę wdzięczna, chętnie przeczytam (proszę o info na pw to podam e-maila). Tak z wyprzedzeniem :kwiatek: :kwiatek: :kwiatek: :kwiatek:

Serenissima - Pią 29 Sie, 2008 23:07

Ech, "wsiąkłam" zupełnie w ten film i muszę wyznać, że nie spodziewałam się, że kiedykolwiek jakiś bohater choć zbliży się do idealnego Pana Darcego, a teraz Pan Thornton znalazł się na równie ważnym miejscu w moim sercu :D
Zastanawia mnie natomiast jedna rzecz. Czy Thornton spotykając Margaret na peronie w ostatniej scenie, czuł że ona go kocha? Gdy oglądałam pierwszy raz scenę pożegnania przed wyjazdem z Milton, wydawało mi się, że on powinien zobaczyć w jej oczach, że nie jest jej już obojętny. Czy faktycznie to zobaczył i gdy dowiedział się, że Frederick był jej bratem, to widząc ją ponownie na peronie czuł, że może usunąć wszelkie dzielące ich do tej pory bariery? Czy to wszystko było spowodowane chwilą i jej zachowaniem podczas rozmowy?

Anonymous - Pią 29 Sie, 2008 23:09

musiał to wyczuć. jak Ona patrzy na Niego. Zakochana kobieta. i ten jej niepokój. Zakochańcze otumanienie.... :mrgreen:
Serenissima - Pią 29 Sie, 2008 23:32

Tak, to że na peronie to wyczuł to pewne :D - Daniela genialnie zagrała jej uczucie i niepewność. Natomiast zastanawia mnie czy jest możliwe, że Thornton dostrzegł w jej oczach uczucie podczas pożegnania - czy obudziła się w nim jakaś iskierka nadziei, która zmieniła się w wielki płomień, gdy ją zobaczył TAK patrzącą na niego podczas spotkania na stacji?

Pięknie to ujęłaś Mag! Aż się rozmarzyłam :) Faktycznie, ja odniosłam wrażenie, że kiedy się tam zobaczyli, wszelkie dotychczasowe bariery zniknęły, a oni jakby znaleźli się w "swoim własnym" świecie, jakby nie zauważali tego, co jest wokół nich.

agnesa - Pią 29 Sie, 2008 23:40

Mag13, genialnie to ujęłaś. Nic dodać, nic ująć. :kwiatek:
Serenissima - Sob 30 Sie, 2008 00:30

Biorąc pod uwagę okoliczności jej wyjazdu, to faktycznie pewnie nie myślała o uczuciu świadomie. Zgadzam się też z tym, że była pewna, że on o nią już nie dba. A jednak gdy oglądałam po raz pierwszy tę scenę, to wydawało mi się, że po tym jak powiedział po raz drugi "A więc Pani wyjeżdza", z jej wzroku można było wyczytać, że żal jest jej się z nim rozstawać. Zresztą wydaje mi się, że Margaret zdradzała symptomy zmiany swoich uczuć do Thorntona, choć nie jestem pewna czy sama zdawała sobie z tego sprawę. Chwaliła go podczas rozmów z innymi, wysłała do niego Higginsa, a także podczas sceny, o której wspomniałaś - i ile dobrze pamiętam, Margaret mówi, że wie, że Thornton nie wycofałby się z obietnicy pracy dla Higginsa i że ma teraz o nim lepsze zdanie, niż on o niej.

Zbaczając nieco z tematu - kupiłam wczoraj książkę i przejrzałam niecierpliwie najpierw fragment dot. zamieszek, oświadczyn itp. Autentycznie się wzruszyłam siłą miłości Thorntona. To jest naprawdę przepiękna historia. :)

Serenissima - Sob 30 Sie, 2008 01:15

Mag13 napisał/a:
Gdy zaczęła wychodzić z traumy po śmierci drugiego z rodziców - uświadomiła sobie zapewne, że część bliskich jej spraw pozostała jednak w Milton, pomimo wszystkich nieszczęść związanych z tym miejscem.
Bardzo podoba mi się to zdanie :)

Faktycznie zastanawiająca jest skrytość Margaret w tej kwestii. Ciekawe czy powiedziała im o oświadczynach Henry'ego. Jeśli nie, to być może taka sytuacja ją po prostu krępowała, może bała się dodatkowych pytań, taką miała naturę. Ja jestem bardzo związana z rodzicami i wiem, że mogę na nich zawsze liczyć, a jednak są sytuacje, o których im nie mówię. Natomiast jeśli powiedziała im o oświadczynach Henry'ego a zataiła te Thorntona, to faktycznie byłoby to zastanawiające. Wydaje mi się, że oboje - John jako przyjaciel ojca i Henry jako brat męża kuzynki, nie są obcymi dla rodziców ludźmi, są z nimi w jakiś sposób związani, więc jeśli Margaret nie wstydziłaby się wspomnieć o Henrym, to i nie powinna bać się opowiedzieć o Johnie.

aneby - Sob 30 Sie, 2008 09:29

O Henrym też chyba nic nie mówiła rodzicom. W filmie ten wątek został prawie zupełnie pominięty, natomiast w książce(o ile dobrze pamiętam) Margaret zostawiła to dla siebie. Może dlatego, że była skryta, a może uznała że zalotnicy nie byli warci by o nich mówić. Przecież żadnego z nich nie kochała.
Alicja - Sob 30 Sie, 2008 10:19

Mag13 napisał/a:
Zawsze zastanawia mnie inna sprawa - jak różne były relacje Johna wobec matki i Margaret wobec jej rodziców. Przykładem są same oświadczyny. Thornton wyjawia przecież mamie swoje uczucie do Margaret, którego konsekwencją ma być propozycja małżeństwa; mówi jej także o ich niepowodzeniu . Margaret natomiast nie mówi nic swoim rodzicom o formalnych przecież oświadczynach, zataja sam fakt złożenia jej propozycji małżeństwa

mnie skrytość Margaret raczej nie dziwi.
o różnicach pomiędzy nimi mogły decydować miejsca w których żyli i społeczeństwo wśród którego byli wychowywani. Margaret, panienka z dobrego domu, która nawet nie powinna poruszać wszystkich tematów, bo nie wypada,musiała przez większość życia radzić sobie sama z uczuciami i przemyśleniami. Jeśli mnie pamięć nie myli, to Henry zaskoczył ją w pozycji leżacej na trawie przyjeżdżając na początku filmu. Odniosłam wrażenie, że nawet to ją speszyło, że tak dama leży sobie na trawie. Mogła to robić w samotności - ale przy ludziach - nie wypada! Trudne tematy w rodzinie pomijali jakby ich nie było, przykład brata czy chociażby dlaczego wyprowadzają się na północ. Nie rozmawiali o tym i już. Przecież trzeba zawsze udawać że wszystko jest pod kontrolą.
Może dlatego też Margaret ma trudności z OKAZYWANIEM uczuć i zaczęła przełamywać się dopiero, gdy po kilkumiesięcznym rozstaniu z Thorntonem, gdy poukładała sobie w główce, co naprawdę liczy się w życiu. Tu Mag miała rację, cały ból życia i to czego doświadczyła przygotowały ją wenętrznie na możliwość zmiany.
Thornton zaś tak szczerze rozmawiał z matką, gdyż to co razem w życiu musieli przejść było tak trudne, że udało się tylko dzięki wzajemnemu zrozumieniu i wsparciu. To rzutowało również na ich wzajemne relacje w dorosłym życiu Thorntona i wzajemną szczerość wobec siebie.

Gosia - Sob 30 Sie, 2008 17:44

Mysle ze na stacji kolejowej oprocz tej autentycznej radosci obojga z tego nieoczekiwanego spotkania, Thornton uswiadomil so bie, ze uczucia Margaret wobec niego radykalnie sie zmienily, to gdyż przyjechala do Milton - miasta, ktorego nigdy nie lubila, ktore krytykowala, tak samo jak mieszkajacych tam ludzi, i zlozyla mu propozycje biznesowa, choc wczesniej potepiala fabrykantow i gardzila ludzmi interesu.
W oswiadczynach mowi mu o jego domniemanej checi wziecia jej, corki zuzożalego pastora, w posiadanie, daje do zrozumienia, ze Thornton umie myslec tylko w kategorariach kupna-sprzedazy (buy and selling), tymczasem w scenie peronowej to ona mowi tym jezykiem i sklada mu biznesowa propozycje. Zmiana jej pogladow jest tak radykalna, ze on nie ma juz watpliwosci, ze jej uczucia sie zmienily. Ona nim nie pogardza, tylko chce mu pomoc, dba o niego.

Z tego co pamietam, Margaret nie powiedziala rodzicom o oswiadczynach Henry`ego.
Zreszta zaraz potem ojciec jej powiedzial o swojej decyzji o opuszczeniu Helstone.

Mag13 napisał/a:
Jak znam życie, padnie tradycyjna już odpowiedź, że tłumaczenie jest "under construction"! :mrgreen:

Redakcja tłumaczenia jest "under construction" :mrgreen:

Alicja - Sob 30 Sie, 2008 20:34

Gosia napisał/a:
Redakcja tłumaczenia jest "under construction"

też wiedziałam,że taka będzie odpowiedź, każda tu usłyszy taka odpowiedź :mrgreen:

Mag13 napisał/a:
Na zewnątrz dystyngowani, surowi, nieco oschli, wzajemnie potrafili jednak i on, i Mrs. Thornton, okazać sobie uczucie, jakiego nie widać (w mojej opinii) w domu Margaret, chociaż z pewnością wszyscy bardzo się tam również kochali

właśnie o to chodziło


Mag13 napisał/a:
A swoją drogą, jakże mylił się Thornton, gdy nieco szyderczo mówił Margaret, że zapewne takie sceny jak oświadczyny zdarzają się jej codziennie

zraniona męska duma i ból odrzucenia, wystawienie na ciosy powodują, że mężczyzna też może chłostać językiem, a nawet umniejszyć swoje oświadczyny

nicol81 - Sob 30 Sie, 2008 21:36

Mag13 napisał/a:
z całą pewnościa i pan Bell był nią poważnie zainteresowany.

:confused3: Pan Bell?

damamama - Sob 30 Sie, 2008 22:02

No trudno, przeczytam z "dziurami". :cry2: Wracając do tematu. Margaret dawała mu niejednokrotnie sygnały, że nie jest jej już obojętny jak przedtem. Problem chyba był z tym kłamstwem, dopiero gdy dowiedział się dlaczego skłamała mógł dopuścić do siebie myśl, że nie jest jej obojętny. W scenie peronowej jej twarz na początku mówiła jak się cieszy, że go widzi. Dodatkowo mówienie sobie po imieniu. Chociaż do końca nie był pewny, jej pośpieszne odejście po komunikacie, że pociąg do Londynu zaraz rusza, sprawiło iż jego postawa mówiła "a jednak nie, odeszła". Jednak w pierwszej chwili, gdy zobaczył ją po tak długim czasie, uczucie wzięło górę na konwenansami. Ach ten wzrok, gdy patrzy na nią i wcale nie słucha jej biznesowej propozycji :serce2:
agnesa - Sob 30 Sie, 2008 23:06

Ja nie czytałam książki, oglądałam tylko DVD i trochę inaczej obieram pewne rzeczy. Co do pytania nr 2: nie mam kompletnie pojęcia czemu scenarzyści obcięli te końcówki, ale dla mnie już samo złożenie takiej propozycji, ratującej przecież Johnowi nieomal życie, było już ewidentnym wyrazem miłości. Zmieniono także zakończenie, więc może uznano, że to nie pasowałoby do ogólnej wizji sceny peronowej? :mysle:
Serenissima - Nie 31 Sie, 2008 00:55

Szkoda, że zmieniono tę kwotę w serialu, bo faktycznie ta dokładność Margaret, która pragnie oddać mu cały swój świeżo zdobyty majątek, nie będąc do końca nawet pewna czy wciąż mu na niej zależy, pięknie świadczy o sile jej miłości.

damamama napisał/a:
Problem chyba był z tym kłamstwem, dopiero gdy dowiedział się dlaczego skłamała mógł dopuścić do siebie myśl, że nie jest jej obojętny.

Też tak sądzę. Kiedy przychodząc na lekcję, pyta Margaret czy może to jakoś wyjaśnić i on zaczyna się tłumaczyć, chyba ma nadzieję, że ona mu to wyjaśni, a tymczasem Margaret mówi, że to sekret innego mężczyzny. Ach, jak go to musiało zaboleć. I dopiero gdy dowiaduje się, że to jej brat, pozbywa się uprzedzeń.

Gosia - Nie 31 Sie, 2008 10:28

Ona nie wpuscila go do srodka, nie zaprosila, powiedziala, ze nikogo nie ma, a plaszcz wisial i walizkeczka stala, slowem: sklamala.
Gosia - Nie 31 Sie, 2008 20:38

Właściwie może powinnam to napisać w temacie: Pierwsze wrażenia i następne, ale...
Dziś obejrzałam sobie znowu "Północ-Południe", oczywiście bez lektora, tylko z napisami.
I mimo że film już znam prawie na pamięć, oglądałam go znowu ze wzruszeniem, kilka razy łzy mi sie pojawiły w oczach: śmierć Bouchera, gdy przybiegła jego zona, by go pożegnać, było to takie smutne, drugi raz na scenie, która zawsze wyciska ze mnie łzy - czyli powrót Margaret do Helstone i wizja tego, czego już nie ma - rodziców siedzących przed domem, no i wreszcie scena peronowa... :serduszkate:
Tam Thornton jest taki radosny i odprężony, jakby uwierzył wreszcie w swoje szczęście, a Margaret szczęśliwa, ale onieśmielona.
Z pewnościa przekonało go o zmianie uczuć Maragaret wobec niego to, że pojechała do Milton i że złożyła mu propozycję biznesową, oddała mu do dyspozycji cały swój majątek, choć wcześniej krytykowała fabrykę i gardziła handlem.
I to oniesmielenie w oczach - każdy by się zorientował, że wszystko jest inaczej.
Muszę dodać, że nic sie nie zmieniło - pani Thornton to jedna z moich ulubionych postaci, rewelacyjna jest Sinead, sceny z udziałem jej i Richarda są najlepszymi aktorsko scenami w serialu. No i widoczna jest chemia między Richardem i Danielą, widać, że świetnie im sie grało ze sobą.
Bardzo lubię głos Danieli, lubie jej słuchać, a w scenach z Richardem ich głosy świetnie współgrają. O jego głosie juz nie wspomnę, bo to oczywiste ;) ciareczki po plecach, of course... :serduszkate:
Daniela chwilami jest śliczna w tych kapeluszach.
Bardzo ważną postacią jest też Higgins, Brendan wyciągnął z tej roli to co najlepsze.
Zresztą wszyscy spisali się na medal.
Scenarzyści, kostiumolodzy, scenografowie.
A scena peronowa, aż przyjemnie popatrzeć :serduszkate:
Czy ja już mówiłam, że kocham ten film? :serce:

PS. Jesli chodzi o tlumaczenie DVD. Drażnią mnie najbardziej: "Bóg" małą literą, "unia" zamiast "związek" i "marmury z Mozambiku". A także literówki, a nawet o zgrozo błędy ortograficzne...

Alicja - Nie 31 Sie, 2008 20:42

Gosia napisał/a:
śmierć Bouchera, gdy przybiegła jego zona, by go pożegnać, było to takie smutne, drugi raz na scenie, która zawsze wyciska ze mnie łzy

ja jeszcze gdy widzę te sierotki po nim i jego żonie

Gosia napisał/a:
O jego głosie juz nie wspomnę, bo to oczywiste ciareczki po plecach, of course...


a tu Serenissima doczytała się,że on sam nie lubi brzmienia swego głosu ( posty dot. ulubionej sceny)

Gosia - Nie 31 Sie, 2008 20:46

A jak widzę scenę: "Nie mogę uwierzyć, że mogę obchodzić taką kobietę, jak ona" ( w wolnym tłumaczeniu), no to po prostu wymiękam na całego, ten jego lekki zarost i błyski w oczach - moja ulubiona scena, zaraz po peronowej :serduszkate:
Alicja - Nie 31 Sie, 2008 20:50

w tej najlepsze są jego oczy
Gosia - Nie 31 Sie, 2008 20:51

Calosc twarzy jest boska, glos, zarost i niespokojne oczy ... :serduszkate:
Alicja - Nie 31 Sie, 2008 20:53

wszystko :serce: towarzystwo adoracji


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group