To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Alison - Pon 13 Sie, 2007 09:19

Dziewczynki, po prostu głowa mała co ta Pamelka nawymyślała :zalamka:

Rozdz. IV, cz. 28
Trzymając luźno harfę w zgięciu jednego ramienia, Sylvanie odrzuciła w tył loki, które bujnie opadały jej na ramiona i razem z Moore'em przyjęła szklaneczkę od służącego. Oczekiwanie wszystkich obecnych udzieliło się również Darcy'emu i jak wszyscy, utkwił wzrok w tej parze. Nagle Sylvanie wzniosła szklankę.
- Co macie w ręku? - spytała.
- Zieloną gałązkę - zagrzmieli zgromadzeni, również podnosząc szklanki.
- Gdzie ona najpierw rosła? - Moore wystąpił naprzód z uniesioną szklanką.
- W Ameryce - brzmiała zgodna odpowiedź.
Darcy z konsternacją zajrzał do swojej, tracąc to, co powinien zrobić. Powinien wiedzieć, powinien się zdecydować i tak właśnie postąpić, ale jak zrobić to co już przepadło.
- Gdzie się rozwinęła? - tuż za nim, huknął pytaniem sir John.
- We Francji! - odpowiedź przecięła powietrze, wtedy znów zaległa cisza, a oczy wszystkich zwróciły się na gospodynię.
Sylvanie wolno przesuwała spojrzenie swoich szarych oczu po zgromadzonych w pokoju. Publiczność należała całkowicie do niej, w to Darcy nie wątpił. Trzymała ich delikatnie ale stanowczo w garści, kiedy tak stała wobec nich, niepohamowanie piękna. Wyraz egzaltacji spłynął wolno na jej twarz, przypominając Darcy'emu ich rozmowy w Broughton Castle. "Pasja" - mówiła, kiedy ostatni raz widział u niej ten wyraz twarzy - "pasja życia pozostaje na szczycie namiętności, co czyni je wartym przeżycia". Czy udowadniała to w ten sposób? Wyciągając swoją szklaneczkę znów wysoko w górę, Sylvanie odezwała się głosem, który jak dźwięk rogu rozdarł ciszę - Gdzie zamierzacie ją posadzić?
- W koronie Wielkiej Brytanii - ryknęli zgromadzeni a setka kielichów z irlandzką whiskey została wychylona do dna.*
- Teraz, chłopcze, teraz - O'Reilly ponaglił go, kiedy wytarł usta wierzchem dłoni - Och, cudownie wygląda, nieprawdaż?
Darcy skinął - Tak, cudownie. - Podniósł szklankę i wyciągnął w jej kierunku.
"Za ciebie, Sylvanie" - cicho wzniósł za nią toast - "i twoją pasję życia". W tym momencie służący podszedł z tacą do sir Johna, na której ten z wdzięcznością odstawił swoją pustą szklankę. Widząc to Darcy podniósł swoją do ust, kiedy człowiek ów ostro odwrócił się w jego stronę i wytrącił mu ją z ręki. Z przerażonym okrzykiem wszystkich trzech mężczyzn, ciężka szklanka uderzyła w podłogę z głuchym stuknięciem.
- Proszę wybaczyć, sir! - służący schylił głowę przepraszając, po czym kucnął żeby pozbierać szkło. Darcy zmarszczył brwi, spoglądając na szerokie plecy mężczyzny osuszającego dywan i rozpoznając w nim tego, który już wcześniej tego wieczoru, zwrócił jego uwagę. Twarz mężczyzny była odpowiednio odwrócona od jego wzroku, ale coś w nim go przyciągało - może jego sposób poruszania się - wydawał się być znajomy... Wtedy mężczyzna podniósł się i zwrócony tyłem do Darcy'ego, dalej towarzyszył sir John'owi w osuszaniu jego kamizelki zachlapanej kroplami whiskey.
- Uważaj, człowieku! - sir John odgryzł się ze złością, niezadowolony daremnymi próbami pozbycia się plam.
- Tak jest, sir - odpowiedział służący, po czym dodał głośniej - Doskonała rada, sir!
- Co? - zapytał sir John, zaskoczony impertynencją mężczyzny, ale służący już zdążył się skłonić i zaraz potem szybko wmieszał się w tłum, wraz ze swoją tacą.
- Zuchwały nicpoń! - skomentował O'Reilly, zwracając się do Darcy'ego, który przez moment osłupiał, z niedowierzaniem patrząc w ślad za mężczyzną. Ten głos! To niemożliwe!... Natężył wzrok, próbując podążać nim za służącym przemierzającym pokój, ale nawet jego wysoki wzrost nie pozwolił mu go wypatrzeć.
- Musisz mi wybaczyć O'Reilly. Przepraszam! - powiedział i odwrócił się na pięcie, ale sir John położył mocną rękę na jego ramieniu.
- Gdzie się wybierasz, chłopcze. Sylvanie będzie chciała wiedzieć - zapytał go.
- Nie wiem - Darcy desperacko spoglądał za służącym - Musisz mi wybaczyć!
Oddalając się, pospieszył w kierunku, w którym oddalił się mężczyzna, wymijając zarówno służących, jak i gości przechadzających się po pokoju. W końcu, dotarł do drzwi i wyślizgnął się na mniej zatłoczony korytarz. Rozglądając się wokół ponad głowami tłumu, zobaczył w końcu ofiarę swego pościgu, wchodzącą w drzwi, poniżej w holu. Mężczyna zawahał się chwilę, a kiedy podjął decyzję, odwrócił się do niego twarzą w twarz. Potwierdziło się! Darcy nie wiedział czy odczuwać triumf, złość czy zaciekawienie, wszystkie te uczucia współzawodniczyły w nim bowiem, kiedy ruszył do holu, do ostatnich drzwi. Kiedy w końcu uwolnił się od tłoku, przyspieszył kroku, tym bardziej, że obiekt jego pogoni wydawał się zmuszać go do pośpiechu.
- Co za... - zaczął, ale nagle służący zgromił go wzrokiem i popchnął przez drzwi, zamykając je delikatnie za sobą. Darcy zrobił kilka kroków w głąb pokoju, po czym odwracając się gwałtownie, zapytał - Co ty, na miłość boską tu robisz, udając służącego, Dy?

Trzykrotka - Pon 13 Sie, 2007 09:23

No nie.... ta kobieta się marnuje pisząc fanfiki. Pamelka, do kryminalów! :zalamka:
Alison - Pon 13 Sie, 2007 09:39

Trzykrotka napisał/a:
No nie.... ta kobieta się marnuje pisząc fanfiki. Pamelka, do kryminalów! :zalamka:


Trzykrotko zapraszam Cię na jutro, to ci dopiero intryga wyjdzie na jaw. Spłakałam się jak to tłumaczyłam :rotfl:

Maryann - Pon 13 Sie, 2007 09:41

Alison napisał/a:
Spłakałam się jak to tłumaczyłam :rotfl:

ze śmiechu, czy ze fsruszenia ? :mrgreen:

Trzykrotka - Pon 13 Sie, 2007 09:42

Nie odpuszczę sobie, to pewne! Teraz będe czytać juz nie z samej ciekawości, "co dalej", ale żeby podziwiać kręte ścieżki umysłu autorki :mrgreen: .
Mag - Pon 13 Sie, 2007 14:30

Kochane ABT dzięki! :kwiatki_wyciaga:

Pamelkę poniosło na manowce- a z Darsika zrobiła imbecyla- Nikt nie poznałby Dy'a w stroju służącego :obrzydzenie: Nie mam sił tego omawiać.
Matulku kochany- dobrze, że dała Ci choć chwilkę radości, to jedyny powód powstrzymujący niektóre z nas przed :uzi:

Maryann - Pon 13 Sie, 2007 15:27

Mag napisał/a:
Pamelkę poniosło na manowce

to niewątpliwie skutki nadużycia irlandzkiej whiskey... :mrgreen:

asiek - Pon 13 Sie, 2007 20:46

Alison napisał/a:
Dziewczynki, po prostu głowa mała co ta Pamelka nawymyślała :zalamka:
Trzymając luźno harfę w zgięciu jednego ramienia, Sylvanie odrzuciła w tył loki, które bujnie opadały jej na ramiona i razem z Moore'em przyjęła szklaneczkę od służącego. Oczekiwanie wszystkich obecnych udzieliło się również Darcy'emu i jak wszyscy, utkwił wzrok w tej parze. Nagle Sylvanie wzniosła szklankę.
- Co macie w ręku? - spytała.
- Zieloną gałązkę - zagrzmieli zgromadzeni, również podnosząc szklanki.
- Gdzie ona najpierw rosła? - Moore wystąpił naprzód z uniesioną szklanką.
- W Ameryce - brzmiała zgodna odpowiedź.
Darcy z konsternacją zajrzał do swojej, tracąc to, co powinien zrobić. Powinien wiedzieć, powinien się zdecydować i tak właśnie postąpić, ale jak zrobić to co już przepadło.

:omg: Zgooopłam doszczętnie i już nie wiem o soo chodzi. :mysle:

Ali, :thanx:

Gunia - Pon 13 Sie, 2007 20:57

Chodzi chyba o rewolucję i równouprawnienie. Najpierw niezależność od Korony wywalczyli traktowani jako obywatele drugiej kategorii Amerykanie, a idee rewolucyjne narodziły się we Francji i o ile się nie mylę, to Francja pomogła Stanom w uniezależnieniu. Irlandczycy też byli wyzyskiwani i walczyli o wolność i godne traktowanie przez Anglików.
Tak mi się zdaje, biorąc pod uwagę moją marną wiedzę z historii.
Ale Pamelka przegina. Jak chciała napisać "Wojnę i pokój II", to mogła nie mieszać w to DiU. :?

Maryann - Pon 13 Sie, 2007 21:01

Gunia napisał/a:
Chodzi chyba o rewolucję i równouprawnienie.
(...)
Tak mi się zdaje, biorąc pod uwagę moją marną wiedzę z historii.

Dobrze Ci się zdaje :-D , więc z tą wiedzą z historii wcale nie jest tak marnie... :wink:

Gunia napisał/a:
Ale Pamelka przegina. Jak chciała napisać "Wojnę i pokój II", to mogła nie mieszać w to DiU. :?

Pewnie się biedaczka obawiała, że bez DiU nikt tego czytać nie zechce. :? I poniekąd trudno się dziwić...

asiek - Wto 14 Sie, 2007 00:41

Gunia napisał/a:
Chodzi chyba o rewolucję i równouprawnienie....

Guniu dzięki za info i chylę czoła przed Twą wiedzą. :oklaski:
Przyznam, że wątki historyczne przelatuję wzrokiem, a skupiam się jedynie na tych pożądanych. :mrgreen:

Alison - Wto 14 Sie, 2007 09:41

No to ciąg dalszy perypetii ululanego Darsika:

Rozdz. IV, cz. 29
- Mógłbyś mówić ciszej? Wrzeszczysz jak przeklęty bawół! - Brougham znowu zgromił go wzrokiem, powodując, że Darcy założył ręce na piersiach odpowiadając mu takim samym spojrzeniem. Jego lordowska mość zignorował to, sprawdzając znowu czy nikt ich nie usłyszał lub czy nie zamierza im przeszkodzić.
- Śledzisz mnie! - oskarżył go Darcy - Za te wszystkie...
- Nie, nie śledzę cię - szybko wypalił Dy, po czym wracając do równowagi dodał - Nie dokładnie. Tak się składa, że i tak miałem tu przyjść dziś wieczór, zanim jeszcze pozwoliłeś Monmouth'owi sprowokować się do przyjęcia jego zaproszenia. Chociaż pomysł wybrania ciebie ma tu swoją wartość! Dobry Boże, Darcy, ostrzegałem cię, żebyś trzymał się z daleka, a ty wchodzisz w sam środek!
- W sam środek czego? Coś kręcisz, Brougham! - odpowiedział Darcy z rosnącym zdenerwowaniem - I jeśli ty byłeś zaproszony, dlaczego mnie każesz trzymać się z daleka? To nie ma sensu! - opuścił ramiona i wpatrywał się w niego intensywnie - I dlaczego ubrałeś się jak służący? Czy to jakaś zabawa, Dy, jakiś rodzaj przebrania?
- Nie, Fitz - jego lordowska mość westchnął i wzniósł oczy ku niebu, zanim powrócił do sprawdzenia tego co dzieje się na zewnątrz - ale to raczej długa historia, zbyt długa by opowiadać ci ją pod tym dachem.
Darcy skinął chłodno - Wyobrażam sobie. Przyjdź jutro i opowiedz mi ją. Może do jutra znajdę w niej coś zabawnego. - Zrobił krok w stronę wyjścia, lecz Brougham zastąpił mu drogę.
- Nie możesz tam wrócić! - położył dłoń na ramieniu Darcy'ego - Fitz, nie domyślasz się co się tam dzieje? To jest zdrada stanu, stary - niecierpliwe chrząknięcie Darcy'ego przerwało mu - albo krok do niej, a ty nie powinieneś być widziany między nimi!
- Dy! - ostrzegł go - Czy ty naprawdę wierzysz, że Monmouth zaprosił mnie tu żeby zabawić mnie pokazem zdrady stanu?
Brougham wstrzymał oddech, dzięki któremu miał mu odpowiedzieć, zamiast tego spojrzał na niego z tak przenikliwą intensywnością, że Darcy niemal zaczął wątpić sam w siebie. Kiedy w końcu się odezwał, zdjął rękę z jego ramienia i odsunął się - Nie, nie żeby cię zabawić Fitz, ale żeby cię zaszantażować.
- To niedorzeczne! - wybuchnął Darcy.
- Doprawdy? Miałeś się upić, a gdyby to nie wyszło, zostać odurzony, a następnie "odkryty" w sypialani jej wysokości przez "urażonego" męża i innych odpowiednich świadków - głos Dy'a wzmógł się od obrzydzenia, po czym potrząsnął głową i ciągnął dalej z rozdrażnieniem - I z tego co widziałem dziś wieczór, patrząc na ciebie i lady Monmouth, nie można by takiej ewentualności wykluczyć. Robiłeś wszystko zgodnie z jej planem!
- Jej planem? - powtórzył Darcy, słuchając teraz z większą uwagą.
- Och Fitz! Chyba nie pomyślałeś, że Monmouth to wszystko wymyślił! Mówiłem ci, że on jest tylko posłańcem i narzędziem w jej ręku! Nieopatrznie - zwolnił jego wysokość - zostałbyś upewniony o ich milczeniu w zamian za regularne miłosierne wpłaty na konto biednych irlandzkich sierot. - zaśmiał się gorzko - Oczywiście rzeczywistymi ofiarowanymi byliby irlandzcy rewolucjoniści, bo to na nich skierowała się pasja jej wysokości. Byłeś idealnym celem, stary! Bogaty, odpowiedzialny za własny majątek, z młodszą siostrą pod opieką. I, żeby dodać pieprzu do tej diabelskiej potrawy, jesteś także kimś z kim jej wysokość ma rachunek do wyrównania.
- Lady Saye - ciężko westchnął Darcy.
- Tak, lady Saye. - potwierdził Dy - Lady Monmouth wciąż czyni cię odpowiedzialnym za śmierć jej matki. - przerwał i przyjrzał mu się uważnie - Wierzysz mi teraz, Fitz, czy chciałbyś przyjrzeć się szklance, którą wytrąciłem ci z ręki? - Dy podniósł szklankę z tacy i podniósł do światła świec, które pozwoliło dostrzec maleńkie drobinki wciąż przylegające do dna szklanki.
- O'Reilly? - zapytał Darcy, znając odpowiedź.
Dy skinął - Dobry Boże! - bliskość tego, co mogło doprowadzić go do klęski, wstrzymała mu oddech.
- No więc tym razem, nawet ty nie zasłużyłeś sobie na to. - sucho stwierdził Dy - A teraz, zamierzasz opuścić to gniazdo łotrów czy to ja muszę zaaranżować twoje porwanie? Lady Monmouth prawdopodobnie cię już szuka.
- Ale, skąd wiedziałeś? - Darcy spojrzał na swojego najdawniejszego przyjaciela z zakłopotaniem - Co ty...?
- Zbyt długa historia - wzruszył ramionami kiedy z powrotem odwrócił się do drzwi - Musisz wyjść...teraz! - otwierając je, Dy wyjrzał na korytarz - Dobrze, wciąż dużo się dzieje w holu i przy drzwiach. Znasz karczmę pod Lisem i Kaczorem na Portman Road? - Darcy skinął - Spotkamy się tam za godzinę przyjacielu, i tam odpowiem na twoje pytania.
Po raz pierwszy tego wieczoru, uśmiechnął się, chociaż krzywo - No dobrze, są jacyś! Zabieraj się stąd! - klepiąc go w ramię, Dy wypchnął go przez drzwi - I uwiń się z tym! - szepnął nagląco i zamknął za nim drzwi.

Alison - Wto 14 Sie, 2007 09:43

No proszę omal go nie zgwałcono... :rotfl:
Tak niecnie pohańbionego to Elżbietka by nie wzięła, nawet jakby jej całe Pemberley z przyległościami na Zajączka podarował :paddotylu:

Maryann - Wto 14 Sie, 2007 10:19

Alison napisał/a:
No proszę omal go nie zgwałcono... :rotfl:

tylko i wiłącznie moralnie of kors... :mrgreen:

Alison - Wto 14 Sie, 2007 10:56

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
No proszę omal go nie zgwałcono... :rotfl:

tylko i wiłącznie moralnie of kors... :mrgreen:


A kto to wie (Pamelka na pewno :wink: ) do czego by doszło jakby go Sylvania miała takiego bezwładnie odurzonego w tej swojej sypialni. U takiej kobity krew nie woda :wink: Na szczęście na straży moralności stanął Dy. I kto by sie akurat po nim tego spodziewał :lol:

Maryann - Wto 14 Sie, 2007 11:01

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
No proszę omal go nie zgwałcono... :rotfl:

tylko i wiłącznie moralnie of kors... :mrgreen:


A kto to wie (Pamelka na pewno :wink: ) do czego by doszło jakby go Sylvania miała takiego bezwładnie odurzonego w tej swojej sypialni. U takiej kobity krew nie woda :wink:

Myślisz, że ona naprawdę... ? :mysle: Hmmm... Faktycznie, kto ją tam wie...
Ale z drugiej strony, jak mu tak pamiętała udział w tej aferze z II tomu, to może nie miałaby ochoty na bardziej OSOBISTE kontakty... W końcu przyłożył rękę do śmierci jej matki... :?

Alison - Wto 14 Sie, 2007 13:39

Maryann napisał/a:
W końcu przyłożył rękę do śmierci jej matki... :?


Naprawdę? Ja już nie pamiętam tych sytuacji z czasów jego spotkania z lady S., ale on naprawdę mial cos wspólnego z tą śmiercia, czy ona to sobie tylko uroiła?

Madelaine - Wto 14 Sie, 2007 14:53

a mnie ubawiła karczma pod Lisem i Kaczorem :mrgreen: taka na czasie :rotfl:
Maryann - Wto 14 Sie, 2007 15:19

Madelaine napisał/a:
a mnie ubawiła karczma pod Lisem i Kaczorem :mrgreen: taka na czasie :rotfl:

no już nie bardzo na czasie... :mrgreen:

Madelaine - Wto 14 Sie, 2007 16:04

Maryann napisał/a:
Madelaine napisał/a:
a mnie ubawiła karczma pod Lisem i Kaczorem :mrgreen: taka na czasie :rotfl:

no już nie bardzo na czasie... :mrgreen:


ale jeszcze nieraz o nich usłyszymy :lol:

Alison - Wto 14 Sie, 2007 16:14

Madelaine napisał/a:
a mnie ubawiła karczma pod Lisem i Kaczorem :mrgreen: taka na czasie :rotfl:


Aż mnie korciło żeby tam wstawić komentarz o prowokacji politycznej, ale się w porę opamiętałam, bo tu ciągle po łapach dostaję za politykowanie, to sobie odpuściłam. Ale skojarzenia masz słuszne jak najbardziej :wink:

asiek - Wto 14 Sie, 2007 18:20

Alison napisał/a:
- Doprawdy? Miałeś się upić, a gdyby to nie wyszło, zostać odurzony, a następnie "odkryty" w sypialani jej wysokości przez "urażonego" męża i innych odpowiednich świadków

:omg: :paddotylu: Najpierw intryga polityczna, a teraz prawie kryminał. :shock:
Aż strach myśleć, co będzie dalej, :roll: ...podróż w czasie ? :wink:

Ali, :kwiatek:

Gunia - Wto 14 Sie, 2007 18:20

Maryann napisał/a:
Pewnie się biedaczka obawiała, że bez DiU nikt tego czytać nie zechce. :? I poniekąd trudno się dziwić...

To faktycznie jest uzasadnienie. :D
A wiecie, że ja nie zaskoczyłam z nazwą tej knajpy? :D Ale kto by pomyślał, że już wtedy mieli te pigułki. Czy mama Darcy'ego nie ostrzegała, żeby uważał na imprezach? :lol:

Maryann - Wto 14 Sie, 2007 20:35

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
W końcu przyłożył rękę do śmierci jej matki... :?


Naprawdę? Ja już nie pamiętam tych sytuacji z czasów jego spotkania z lady S., ale on naprawdę mial cos wspólnego z tą śmiercia, czy ona to sobie tylko uroiła?

Zamordować jej nie zamordował, bo sama sobie w łeb (czy w serce0 strzeliła, ale o tyle przyłożył rękę do jej śmierci, że ją zdemaskował (bo występowała oficjalnie jako służąca córki). A jak się za sprawą Darcy'ego wydało, co obie panie knuły przeciwko pasierbom...

Alison - Wto 14 Sie, 2007 20:41

O kurcze, nic nie pamiętam! Muszę przy okazji powrócić do fascynującego II tomu :thud:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group