To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Powieści Jane Austen - Duma i uprzedzenie

Sofijufka - Czw 20 Gru, 2007 15:48

nicol81 napisał/a:
Sofijufko, skąd jest ten cytat w twoim podpisie? Ron/Hermiona rządzą :serce:


Jane, oczywiście! Z "Opactwa Nothanger".
A Tom R. w roli Darcy'ego Cię nie zachwycił?

Sofijufka - Czw 20 Gru, 2007 15:48

Maryann napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Sofijufko, skąd jest ten cytat w twoim podpisie?

:mysle: NA ?

:kwiatek: :tort:

Maryann - Czw 20 Gru, 2007 15:56

Ach...
nicol81 - Czw 20 Gru, 2007 16:43

No i wyszłam na niedouczoną :ops1: Ale wyznam , że dawno już NA nie czytałam, bo to moja najmniej ulubiona książka JA.
Ron i Hermiona mnie zachwycają bardziej, bo to moja ulubiona para z HP :mrgreen:
Myslałam o tym wcześniejszym fanfiku z Charlottą- zabawny. Tylko zakłada, jak czyni to przeważająca większość, co widać po ekranizacjach że pan Collins był fizycznie nieatrakcyjny. Z książki to nie wynika. To Charlotta jest opisywana jako nieładna, więc raczej pan Collins mógłby korzystać z wyobraźni... :-P

Sofijufka - Czw 20 Gru, 2007 16:45

nicol81 napisał/a:
No i wyszłam na niedouczoną :ops1: Ale wyznam , że dawno już NA nie czytałam, bo to moja najmniej ulubiona książka JA.
Ron i Hermiona mnie zachwycają bardziej, bo to moja ulubiona para z HP :mrgreen:
Myslałam o tym wcześniejszym fanfiku z Charlottą- zabawny. Tylko zakłada, jak czyni to przeważająca większość, co widać po ekranizacjach że pan Collins był fizycznie nieatrakcyjny. Z książki to nie wynika. To Charlotta jest opisywana jako nieładna, więc raczej pan Collins mógłby korzystać z wyobraźni... :-P

Collins z 1980 r. był wcale, wcale...

Maryann - Czw 20 Gru, 2007 16:46

nicol81 napisał/a:
Myslałam o tym wcześniejszym fanfiku z Charlottą- zabawny. Tylko zakłada, jak czyni to przeważająca większość, co widać po ekranizacjach że pan Collins był fizycznie nieatrakcyjny. Z książki to nie wynika. To Charlotta jest opisywana jako nieładna, więc raczej pan Collins mógłby korzystać z wyobraźni... :-P

Wiesz co ? Ja bym chyba tę jego fizyczną nieatrakcyjność prędzej zniosła, gdyby mentalnie był bardziej do rzeczy... :roll:

trifle - Czw 20 Gru, 2007 16:51

Przesłuchałam ten kawalątek audiobooka, który wlepiła Gunia. Matko :obrzydzenie: :obrzydzenie: :obrzydzenie: Tępym nożem bym się pokroiła, gdyby ktoś mi kazał tego słuchać. Straszne! Jakieś takie denerwujące pauzy robi, za wolno, nieeeeeeeeee :obrzydzenie:
nicol81 - Czw 20 Gru, 2007 16:53

Ale właśnie mi chodzi o to połączenie jego nieatrakcyjności fizycznej i mentalnej, które mnie wnerwia. Czytając książkę wyobrażałam go sobie jako całkiem do rzeczy fizycznie, to jego wnętrze stanowiło problem. Dlaczego ludzie chcą, by postacie negatywne były też brzydkie? :( Czy Collins zachowujący się tak samo, ale ciachowaty byłby bardziej lubiany?
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 16:55

nicol81 napisał/a:
Czy Collins zachowujący się tak samo, ale ciachowaty byłby bardziej lubiany?

Dla mnie - nie. :wink:

nicol81 - Czw 20 Gru, 2007 16:57

Dla szerokiego ogółu?
Maryann - Czw 20 Gru, 2007 16:58

Chyba trudno byłoby o jednoznaczną odpowiedź. Dla panienek typu Lidii mógłby być interesujący przy pierwszym poznaniu, ale potem bez wahania porzuciłaby go dla bardziej rozrywkowego faceta. Dla takich jak Elżbieta mógłby wyglądać nawet jak mister universum, a i tak by mu to nie pomogło...
nicol81 - Czw 20 Gru, 2007 17:00

Ale coś musi być w tym, że prawie wszyscy widzą Collinsa jako nieatrakcyjnego. Szczytem bądź dnem jest ten z DiU 95. Taka nalepka: negatywny=brzydki :(
nicol81 - Czw 20 Gru, 2007 17:03

Miałam na myśli widzów, nie bohaterów DiU. Z oceną stosunku Lidii i Elżbiety się zgadzam. Ale moim zdaniem przedstawianie Collinsa jako nieatrakcyjnego spłyca niechęć Lizi do niego. Jakby jego brzydota miała jakiś wpływ na jej nieprzyjęcie go.
Sofijufka - Czw 20 Gru, 2007 17:07

Maryann napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Myslałam o tym wcześniejszym fanfiku z Charlottą- zabawny. Tylko zakłada, jak czyni to przeważająca większość, co widać po ekranizacjach że pan Collins był fizycznie nieatrakcyjny. Z książki to nie wynika. To Charlotta jest opisywana jako nieładna, więc raczej pan Collins mógłby korzystać z wyobraźni... :-P

Wiesz co ? Ja bym chyba tę jego fizyczną nieatrakcyjność prędzej zniosła, gdyby mentalnie był bardziej do rzeczy... :roll:

Ja go sobie zawsze wyobrażałam takiego
http://www.jasa.net.au/japeople/biggwither.htm
Że to był ktoś taki jak Harris Bigg-Wither {ten, co go Jane przyjęła, a potem odrzuciła}. Intelektualistą nie był, jąkał się, ale - jak go wspominano - był "diligent in magisterial work, kind to the poor, and beloved by his family".
W książce ta jego głupota jest nawet trochę rozczulająca, no i ma dobre intencje! Inny na jego miejscu nie przejmowałby sie losem Bennetówien, położył w swoim czasie łapę na majątku, a on sie jednak poczuwał do odpowiedzialnośc...
Inna rzecz, że ja bym z nim nie zdzierżyła :bejsbol:

Gunia - Czw 20 Gru, 2007 17:13

Ja odniosłam wrażenie, że on chciał wykorzystać tę sytuację, żeby sobie zdobyć ładną żonę i robił to raczej dla siebie, niż dla nich.
nicol81 napisał/a:
Jakby jego brzydota miała jakiś wpływ na jej nieprzyjęcie go.

Biorąc pod uwagę charakter Lizzy, nigdy by mi nawet przez głowę nie przemknęła taka myśl. I nie sądzę, żeby to była wina tego, że czytałam książkę, bo swoją manią zainteresowałam wiele osób i nikt, kto z czystej ciekawości obejrzał DiU nie znając powieści, nie odniósł takiego wrażenia.

Maryann - Czw 20 Gru, 2007 19:23

Gunia napisał/a:
Ja odniosłam wrażenie, że on chciał wykorzystać tę sytuację, żeby sobie zdobyć ładną żonę i robił to raczej dla siebie, niż dla nich.

Tak, najwyraźniej podobała mu się rola łaskawego dobroczyńcy ubogich kuzynek.

Gunia napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Jakby jego brzydota miała jakiś wpływ na jej nieprzyjęcie go.

Biorąc pod uwagę charakter Lizzy, nigdy by mi nawet przez głowę nie przemknęła taka myśl.

Zgadzam się z Gunią. Odrzucając Collinsa Elżbieta nie brała pod uwagę jego powierzchowności - gdyby kierowała się kryteriami "estetycznymi", to z pewnością lepiej potraktowałaby Darcy'ego. :wink:
Zresztą wystarczy sobie przypomnieć, co mówiła do Jane o decyzji Charlotty:
Przecie pan Collins jest zarozumiałym, napuszonym, ograniczonym, głupim człowiekiem. Wiesz o tym równie dobrze jak ja! Musisz też uważać, podobnie jak ja, że kobieta, która za niego wychodzi, nie może być osobą rozsądną.
Lizzy chciała wyjść za mąż z miłości i nigdy nie pośubiłaby człowieka, którego by nie kochała i nie szanowała, niezależnie od tego, jak bardzo byłby przystojny.

nicol81 - Czw 20 Gru, 2007 22:37

Maryann napisał/a:
Gunia napisał/a:
Ja odniosłam wrażenie, że on chciał wykorzystać tę sytuację, żeby sobie zdobyć ładną żonę i robił to raczej dla siebie, niż dla nich.

Tak, najwyraźniej podobała mu się rola łaskawego dobroczyńcy ubogich kuzynek.

Myślę, że Collins naprawdę czuł się w obowiązku pomóc. Ożenek przyszłego dziedzica z córką obecnego jest teoretycznie sensowny.

Maryann napisał/a:
Gunia napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Jakby jego brzydota miała jakiś wpływ na jej nieprzyjęcie go.

Biorąc pod uwagę charakter Lizzy, nigdy by mi nawet przez głowę nie przemknęła taka myśl.

Zgadzam się z Gunią. Odrzucając Collinsa Elżbieta nie brała pod uwagę jego powierzchowności - gdyby kierowała się kryteriami "estetycznymi", to z pewnością lepiej potraktowałaby Darcy'ego. :wink:

Chodziło mi o wrażenie z serialu, nie ksiązki. Darciego odrzuciła z innych powodów. Odrzucenie kogoś nieatrakcyjnego nie oznacza przyjęcie każdego przystojniaka, który się napatoczy.

Maryann napisał/a:
Zresztą wystarczy sobie przypomnieć, co mówiła do Jane o decyzji Charlotty:
Przecie pan Collins jest zarozumiałym, napuszonym, ograniczonym, głupim człowiekiem. Wiesz o tym równie dobrze jak ja! Musisz też uważać, podobnie jak ja, że kobieta, która za niego wychodzi, nie może być osobą rozsądną.
Lizzy chciała wyjść za mąż z miłości i nigdy nie pośubiłaby człowieka, którego by nie kochała i nie szanowała, niezależnie od tego, jak bardzo byłby przystojny.

Jak widać z tego, co mówi- nie tylko że nie kocha i nie szanuje pana Collinsa, ponadto nie uważa go za wartościowego człowieka. Moim zdaniem, byłoby lepiej, gdyby ten niewartościowy człowiek nie był do tego brzydki. Bowiem wymienione przez nią wady wizualnie bledną przy jego obleśności. :?

Maryann - Pią 21 Gru, 2007 08:29

nicol81 napisał/a:
Myślę, że Collins naprawdę czuł się w obowiązku pomóc. Ożenek przyszłego dziedzica z córką obecnego jest teoretycznie sensowny.

Mógłby tylko z mniejszym zaangażowaniem informować wszystkich o swoim miłosierdziu:
"A oto pokrótce powody, dla których tak sądzę: nie wydaje mi się, by moja osoba była złą partią dla ciebie, czy też by życie, jakie ci ofiarowuję, było do pogardzenia. Sytuacja moja, stosunki z rodziną de Bourgh i pokrewieństwo z wami to okoliczności przemawiające wyraźnie na mą korzyść. Poza tym musisz pamiętać, że pomimo rozlicznych twych zalet, możesz nie spotkać się już nigdy z propozycją małżeństwa. Posag twój, niestety, jest tak niewielki, iż może wniwecz obrócić wszystko, co twa uroda i miłe usposobienie zdolne są sprawić. Dlatego też pozwolę sobie ufać, iż odrzucając mnie nie mówisz poważnie."

Maryann napisał/a:
Chodziło mi o wrażenie z serialu, nie ksiązki. Darciego odrzuciła z innych powodów.

A Collinsa niby z powodu jego braków w urodzie ? :roll:

Sofijufka - Pią 21 Gru, 2007 09:01

Maryann napisał/a:

Mógłby tylko z mniejszym zaangażowaniem informować wszystkich o swoim miłosierdziu:
"A oto pokrótce powody, dla których tak sądzę: nie wydaje mi się, by moja osoba była złą partią dla ciebie, czy też by życie, jakie ci ofiarowuję, było do pogardzenia. Sytuacja moja, stosunki z rodziną de Bourgh i pokrewieństwo z wami to okoliczności przemawiające wyraźnie na mą korzyść. Poza tym musisz pamiętać, że pomimo rozlicznych twych zalet, możesz nie spotkać się już nigdy z propozycją małżeństwa. Posag twój, niestety, jest tak niewielki, iż może wniwecz obrócić wszystko, co twa uroda i miłe usposobienie zdolne są sprawić. Dlatego też pozwolę sobie ufać, iż odrzucając mnie nie mówisz poważnie."

Maryann - przecież szczerą prawdę powiedział. Zobacz, że się nie nazbdyczył, podkreslił jej wielkie zalety. Elizabeth miała wiele do zyskania w małżeństwie z nim [na to poleciała Charlotte]. No i wiele do stracenia, oczywiście, ale akurat nie były to wartości ważne dla pana Collinsa.

Maryann - Pią 21 Gru, 2007 09:04

Przecież ja wiem, że powiedział najszczerszą prawdę. Ale chodzi mi o to, że to trochę mało delikatne i uprzejme, jeśli dżentelmen oświadcza się damie mówiąc "powinnaś mnie przyjąć, bo jesteś bez grosza i nikt inny się za tobą nie obejrzy"... :roll:
Nawet Darcy zaczął od meritum (tzn. od tego, że ją kocha). :wink: I gdybyż na tym poprzestał... :?

Sofijufka - Pią 21 Gru, 2007 09:13

Maryann napisał/a:
Przecież ja wiem, że powiedział najszczerszą prawdę. Ale chodzi mi o to, że to trochę mało delikatne i uprzejme, jeśli dżentelmen oświadcza się damie mówiąc "powinnaś mnie przyjąć, bo jesteś bez grosza i nikt inny się za tobą nie obejrzy"... :roll:
Nawet Darcy zaczął od meritum (tzn. od tego, że ją kocha). :wink: I gdybyż na tym poprzestał... :?

No bo Darcy ją kochał! To czcigodny pastor miał kłamać! Wyłożył kawę na ławę, podkreślił, że do oświadczyn skłoniły go uroda, miłe usposobienie i liczne zalety kuzynki oraz... praktyczne względy. Uczciwie postawił sprawę. Pamiętaj, że wtedy uważano, iż małżeństwo jest zbyt poważną sprawą, aby je opierać na czymś tak ulotnym i niepewnym, jak miłość. I - nie bijcie mnie! - coś w tym było! Matka Fanny wyszła za mąż z miłości, i co?

Maryann - Pią 21 Gru, 2007 09:21

Sofijufka napisał/a:
To czcigodny pastor miał kłamać!

No może jednak przydałoby się, gdyby trochę bardziej nagiął prawdę (tzn. coś w stylu: podobasz mi się, szukam żony, myślę, że dobrze nam będzie razem - i kropka).
Ale on w ogóle nie mówił o tym, że Lizzy mu się spodobała, tylko że lady Catherine kazała mu się ożenić, więc postanowił być tak łaskawy i wziąć za żonę jedną z bezposażnych córek swojego kuzyna. Zastrzegając się przy tym, że nigdy jej nie wypopmni, że ma tylko "tysiąc funtów na cztery procent"... :?

nicol81 - Pią 21 Gru, 2007 11:28

Maryann napisał/a:
Chodziło mi o wrażenie z serialu, nie ksiązki. Darciego odrzuciła z innych powodów.

A Collinsa niby z powodu jego braków w urodzie ? :roll: [/quote]
Wiesz, to nie jest tak że jeno z powodu tychże braków. Sama wymieniłaś jego inne "zalety" :mrgreen: . Ale jednak łączenie owych cech z ogromnie rzucającą się w oczy brzydotą budzi niesmak. Taki to szowinizm urodowy. I później wiele osób pamięta z Collinsa głównie odrażający wygląd.
Co do jego oświadczyn, zgadzam się z Sofijufką. Był rzeczowy, pewnie przypuszczał , że Bennetówny bardziej przejmują się sytuacją po śmierci ojca. Wskazywał zalety tego małżeństwa dla obu stron. Może trochę inne sformułowanie sprawy byłoby lepsze, jednak gdyby śpiewał o miłości od pierwszego wejrzenia to ani to nie byłoby miłe, ani wiarygodne. Przynajmniej nie mówił , że jest Prezesem klubu Zachowaczo-Monarchicznego jak bohater pewnej książki B. Cartlasnd, :mrgreen:

Maryann - Pią 21 Gru, 2007 11:33

nicol81 napisał/a:
Co do jego oświadczyn, zgadzam się z Sofijufką. Był rzeczowy, pewnie przypuszczał , że Bennetówny bardziej przejmują się sytuacją po śmierci ojca. Wskazywał zalety tego małżeństwa dla obu stron. Może trochę inne sformułowanie sprawy byłoby lepsze, jednak gdyby śpiewał o miłości od pierwszego wejrzenia to ani to nie byłoby miłe, ani wiarygodne.

A skąd wniosek, że dziewczęta nie przejmowały się tym, co będzie po śmierci ojca ? :roll: Myślę, że zwłaszcza dwie starsze doskonale zdawały sobie sprawę z sytuacji.

Jak dla mnie przy tych oświadczynach mimo wszystko nie zachował się jak dżentelmen. Prędzej jak handlarz, który próbuje zawrzeć korzystną transakcję.

nicol81 - Pią 21 Gru, 2007 11:48

Tak, starał się pokazać korzyści dla obydwu stron. Jednak takie handlowe podejście do zamężpójścia też istniało w klasie dżentelmenów. Choć w istocie więksozść z nich przy oświadczynach lepiej to ubierała w słowa. Collinsowi przydałby się poradnik oświadczyn :-P Pewnie myślał, że bycie protegowanym Lady Caterine otworzy mu każde dziewczęce serce :mrgreen: Jednak pamiętajmy o tym, że z handlowego punktu widzenia to on mniej zyskiwał.
Moim zdaniem, Bennetówny niby znały sytuację, ale miały do niej stosunek Scarlett O'Hary. Po prostu wypierały ją z pole świadomości.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group