Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - odsłona III
Ulka - Czw 29 Mar, 2007 10:47
| Caroline napisał/a: | | Ledwie nowa powieść nieznanej autorki została uwolniona z opakowania rzuciła się na nią ciotka oświadczając, że ją zna i prosząc by Georgiana jej ją pożyczyła. |
no to jeśli zna, niech sobie kupi własną, a nie sępi dziewczę jeszcze nie zaczęło, a ciotka chce je pozbawić przyjemności.
a Darcy ma nauczkę- prezenty trzeba pakować osobiście. coś w końcu mógłby zrobić sam...oprócz dzielenia nitek na czworo :razz:
Maryann - Czw 29 Mar, 2007 10:56
| Alison napisał/a: | A może Georgiana zostanie sufrażystką?
Wcale bym się nie zdziwiła, tylko musiałaby pożyć trochę dłużej |
Na sufrażystkę rzeczywiście urodziła się trochę za wcześnie... Ale i w jej czasach istniały stowarzyszenia wyemancypowanych kobiet - jak choćby te Niekonwencjonalne Kobiety, o których wspominał kiedyś Darcy, czy Stowarzyszenie Błętkitnych Pończoch.
Ale nie wiem, czy Darcy przeżyłby wstąpienie jego ukochanej siostrzyczki do którejś z tych organizacji...
Dione - Czw 29 Mar, 2007 12:58
Darcy'ego podmienili, a Georgiannie dali jakieś prochy... To typowo po amerykańsku. Jeszcze tylko brakuje nam dobrego brata bliźniaka Wickama i będziemy miały tasiemca rodem z Beverly Hills.
Postuluję: do Rosings! - może tam Darcy'emu wróci rozum. Georgianna też podczas pobytu Elżbietki w Pemberley, jakaś inna była (czyżby starszy braciszek nie wytrzymał tych religijnych i poglądowych przemian siostrzyczki i najzwyczjniej w świecie przełożył ją przez kolano i sprał?)
Maryann - Czw 29 Mar, 2007 13:11
| Dione napisał/a: | | Georgianna też podczas pobytu Elżbietki w Pemberley, jakaś inna była |
Zwracałyśmy już wcześniej uwagę, że ta fanfikowa Georgiana rzeczywiście różni się od opisu u JA - jest zdecydowanie mniej nieśmiała.
Na obronę lady P mogę tylko stwierdzić, że jedno nie do końca wyklucza drugie. Osoba nieśmiała wobec obcych może wśród najbliższych zachowować się zupełnie inaczej.
Alison - Pią 30 Mar, 2007 07:50
Rozdz. IX, cz. 2
- Panie Darcy, przepraszam bardzo, sir.
- Tak, o co chodzi, Witcher? - odkładając laskę i kapelusz, Darcy zaczął zaczął zdejmować rękawiczki, zanim zajął się rozpinaniem guzików płaszcza. Mimo iż było już późne popołudnie, styczniowe wiatry wciąż powodowały, że dzień był zimny, tak zimny, że Darcy poważnie rozważał czy nie anulować tego dnia pozowania Georgiany u Lawrence'a. Już kilka wstępnych szkiców zostało wykonanych, ale Darcy mając wzgląd na artystyczny temperament Lawrence'a, wiedział, że ten nie byłby zadowolony z przełożenia terminu.
- Przyszedł liścik, sir, a posłańcowi powiedziano, że ma czekać na odpowiedź, bez względu na porę - Witcher dał znak lokajowi żeby zabrał płaszcz pana i pozbierał pozostałe rzeczy - umieściłem go pod bibularzem na pańskim biurku, w bibliotece.
Przyjmując wszystko do wiadomości Darcy skinął - Dziękuję, Witcher. Proszę przynieść mi trochę mocnej herbaty i poinformować pannę Darcy, że już wróciłem i przyjdę do niej za pół godziny.
- Dobrze, sir. Czy mam posłać lokaja po pański list?
- Nie - przerwał Darcy. Nie zostało powiedziane kto jest nadawcą owego pisma. Przez im mniej rąk przejdzie, tym lepiej. - Nie - powiedział - idź proszę sam i przynieś mi go. Przeczytam go zanim pójdę do panny Darcy.
- Dobrze, panie Darcy. - Witcher skłonił się, a Darcy skierował kroki do ciepłej i przytulnej biblioteki Erewile House. Już od tygodnia byli w mieście, i tak jak oczekiwał, odkąd kołatka znowu została umieszczona na honorowym miejscu na drzwiach frontowych, byli zasypywani zaproszeniami. Mimo, że Georgiana jeszcze nie zaczęła "bywać" poza domem, było wystarczająco dużo dopuszczalnych zajęć, wskazanych dla młodych dam z jej pozycją, żeby zająć ją od śniadania do świtu następnego dnia. Darcy zachęcał ją do brania udziału w tych, które wymagały jego troski, rozsądnej oceny, a dodał do nich pozowanie Lawrence'owi, powtórne wyjście do Madame LaCoure po różne drobiazgi, żeby uzupełnić materiały, które już nabył, i wyjścia wieczorem do teatru.
Zamykając drzwi, Darcy podszedł do wielkiego, rzeźbionego biurka i odkładając bibularz, podniósł list, który był tak istotny dla nadawcy, że posłaniec wciąż siedział przy ogniu kuchennym, czekając na odpowiedź. Darcy podszedł z nim do kominka, gdzie obracał go w dłoniach, kiedy już ogień ogrzał je, po zimnej drodze powrotnej z klubu. Papier był nieopisany, nawet pieczęć nie demaskowała autora. Wzruszając ramionami, siadł na jednym z obitych skórą krzeseł, blisko ognia, złamał pieczęć i zaczął czytać:
Sir,
Wydarzyło się coś w najwyższym stopniu Niepokojącego, co, obawiam się, zniweczy nasze Plany! Zwracam się do pana, Sir, w tych najrozpaczliwszych okolicznościach, jak do kogoś, kto tak zręcznie w przeszłości udaremnił Niebezpieczeństwo, by ponownie zajął się pan sprawą pańskiego Przyjaciela. Jednym słowem, panna Bennett jest w mieście! Wysłała List na Aldford Street! Co mamy robić, Sir? B. jeszcze nie wie. Moja Siostra i ja czekamy na pańskie wskazówki. Wszystko zostanie zrobione tak jak pan każe.
C.
Stopień namolności listu wywołał falę złości, która zalała pierś Darcy'ego. Z nietypowym dla siebie impetem zerwał się na równe nogi, drąc list i wrzucił go do ognia. "Czy ta spirala nigdy się nie skończy?" Oburzenie wezwaniem go przez pannę Bingley do ponownego wzięcia udziału w tej zagmatwanej sprawie, zastąpiło gniew i szybko rozszerzyło się na Bingley'a, którego niezdolność do zachowania właściwej rozwagi, wtrąciła ich w ten cały galimatias. To, wraz z niechcianym porywem jego własnego serca, na widok nazwiska Bennet w liście i ciekawością czy damie towarzyszy w Londynie jej siostra, doprowadziło Darcy'ego na niebezpieczną krawędź. Podszedłszy do biurka, ostro pociągnął za wierzchni papier leżący na stosie papeterii, pozwalając mu po swojemu ułożyć się na biurku, podczas gdy on szukał pióra. Znajdując to, czego szukał, usiadł przy biurku i otworzył kałamarz. Ale pióro w ręku, zawisło nieruchomo w powietrzu. "Co na miłość boską miał jej poradzić?" Darcy tępo spoglądał na pióro i papier, po czym usiadł głębiej w fotelu przy biurku. "Znajomość pomiędzy Bingley'ami a panną Bennet musi się skończyć w tak definitywny sposób, żeby drugiej stronie nie pozostawić żadnych wątpliwości w tym względzie. To była jedyna możliwość załatwienia sprawy raz na zawsze." Przygryzając dolną wargę, skupił się na poszukiwaniu najlepszego sposobu. W samym środku zbierania się w sobie i krystalizowania pomysłów, przerwało mu pukanie do drzwi.
- Tak, wejść - rozkazał krótko.
- Co?! Znowu złapałem cię przy książkach? To po prostu nie może tak być, Fitz, i ja jestem tym, który położy temu kres!
- Dy! - Darcy podniósł głowę kiedy lord Dyfed Brougham wparadował do środka, z ręki zwisało mu szkło powiększające - Coś ty zrobił z Witcher'em, ty łotrze? - zamarudził dobrotliwie Darcy.
- Co zrobiłem z Witcher'em? Absolutnie nic, stary, chyba że ty rzuciłeś mu złociaka, żebym się sam zaanonsował i, mam nadzieję, na czymś cię złapał. A tak nawiasem mówiąc, złapałem cię na czymś? - Dy zaskoczył go dziwnym uśmieszkiem.
- Nie, na niczym! - Darcy podniósł papier, by schować go do pudełka, ale śledzony przez podejrzliwe spojrzenie przyjaciela, przerwał i pod wpływem nagłej inspiracji, sam sobie zaprzeczył - A właściwie, to raczej mnie przyłapałeś. Zostałem właśnie poproszony o radę w sprawie, która jest ci znana.
- Doprawdy! Jest mi znana, jak mówisz? A cóż to za sprawa? - Brougham przysiadł się na sąsiednim krześle.
- Raczej delikatna. Oczywiście pamiętasz Bingley'a?
Brougham skinął - Próbowałeś przekonać go żeby się gdzieś usunął, z powodu jakiejś szczególnej młodej kobiety, o ile mnie pamięć nie myli. Udało się?
- Udało lub nie, tego nie wiem, ale on doszedł do siebie zanim wyjechałem do Pemberley.
Darcy pociągnął piórem po palcach i zmarszczył brwi - Ale nie przesadziłbym mówiąc, że wiem, że on wciąż jest wrażliwy na wdzięki tej damy. W każdej chwili mogą się znowu spotkać - nie dokończył myśli, wyobrażając sobie takie spotkanie.
- Małe szanse! Ta dama mieszka w Hertfordshire, nieprawdaż?
- Niestety, ostatnio przyjechała do Londynu i pragnie spotkać się z siostrami Bingley'a. Niepokoją się teraz jak mają postąpić - ciemne oczy Darcy'ego niemal przeszyły na wylot przyjaciela - Co ty byś sugerował, Dy?
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 09:03
| Alison napisał/a: | | Oburzenie wezwaniem go przez pannę Bingley do ponownego wzięcia udziału w tej zagmatwanej sprawie, zastąpiło gniew i szybko rozszerzyło się na Bingley'a, którego niezdolność do zachowania właściwej rozwagi, wtrąciła ich w ten cały galimatias. |
Ufff... Nareszcie udało się wyjaśnić, kto jest winny... ??:
Alison - Pią 30 Mar, 2007 09:07
| Maryann napisał/a: | | Alison napisał/a: | | Oburzenie wezwaniem go przez pannę Bingley do ponownego wzięcia udziału w tej zagmatwanej sprawie, zastąpiło gniew i szybko rozszerzyło się na Bingley'a, którego niezdolność do zachowania właściwej rozwagi, wtrąciła ich w ten cały galimatias. |
Ufff... Nareszcie udało się wyjaśnić, kto jest winny... ??: |
Biedny Bingley, zakochał się tylko w pięknej wieśniaczce, a tu teraz siła złego na jednego.
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 09:12
Przez tego "biednego" Bingleya jego przyjaciel przeżywa teraz rozterki moralne...
Alison - Pią 30 Mar, 2007 09:17
| Maryann napisał/a: | | Przez tego "biednego" Bingleya jego przyjaciel przeżywa teraz rozterki moralne... |
No po prostu obydwaj są "bezpamiętnie" biedni i w dodatku żadna podła baba ich nie pożałuje. Cierpiuszki nasze kochane
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 09:42
| Alison napisał/a: | Cierpiuszki nasze kochane |
Taaak... Jednego przełożyć przez kolano, albo potrząsnąć mocno, co by mu rozum wrócił na właściwe miejsce, a drugiemu to chyba w łeb, żeby za dużo nie myślał, a jeśli już to może więcej na własny temat... A przyjaciół zostawił w spokoju...
Dione - Pią 30 Mar, 2007 11:13
Swoją droga panna Bingley to jest ... (cenzuruję sama siebie, do czego to doszło ) Ona miesza najwięcej, ale koniecznie chce przerzucić odpowiedzialność na Darcy'ego, że niby ona taka słaba delikatna kobietka I kto w to uwierzy?!
Przypomniało mi się...
A Dy przyszedł się zobaczyć z Georgianną
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 11:19
| Dione napisał/a: | Przypomniało mi się...
A Dy przyszedł się zobaczyć z Georgianną |
Dy przyszedł się zobaczyć z DARCYM...
Gitka - Pią 30 Mar, 2007 12:27
| Dione napisał/a: |
A Dy przyszedł się zobaczyć z Georgianną |
Jestem za, może wreszcie coś ruszy w tym wątku.
Wiosna przecież
Ania1956 - Pią 30 Mar, 2007 12:56
Jestem bardzo cierpliwa i cały czas czekam na spotkanie Darciego z Lizzy. Długo jeszcze tego czekania? ( pytanie do tłumaczek).
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 13:28
Wg wstępnych kalkulacji w tygodniu "poświątecznym"...
julianna - Pią 30 Mar, 2007 13:44
Panna Bingley wykorzystuje każdą okazję aby móc być "blisko" Darcy'ego. W końcu nic tak nie łączy jak wspólne "interesy" . Bidulka myśli, że tym wspólnym działaniem zbliżą się do siebie...! A tu skutek wręcz przeciwny - spoufalanie się panny Bingley powoduje oburzenie i gniew naszego kochanego D.! Och, wierny ci on... niczym pies!
Czy myślicie że Dy to dobra partia dla Goergiany? Mam przeczucie, że coś z tego mogłoby być... . Dy jest dużo bardziej rozgarnięty od dwóch panów goszczących niedawno w Pemberley
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 14:03
| julianna napisał/a: | Panna Bingley wykorzystuje każdą okazję aby móc być "blisko" Darcy'ego. W końcu nic tak nie łączy jak wspólne "interesy" . |
Ale poczucie winy - wręcz przeciwnie...
| julianna napisał/a: | Czy myślicie że Dy to dobra partia dla Goergiany? Mam przeczucie, że coś z tego mogłoby być... . |
Dy jest arystokratą, nawet bardziej arystkoratycznym niż Darcy, bo ma tytuł. Nic nie wskazuje też na to, żeby miał być bankrutem. Jest przy tym wybitnie inteligentny i przyjaźni się z Darcym. Więc teoretycznie się nadaje... Ale...
| julianna napisał/a: | Dy jest dużo bardziej rozgarnięty od dwóch panów goszczących niedawno w Pemberley |
Powiedziałabym, że zwłaszcza od starszego z nich. Bo pułkownik to wcale nie taka gapa...
Dione - Pią 30 Mar, 2007 15:02
| Maryann napisał/a: | | Dione napisał/a: | Przypomniało mi się...
A Dy przyszedł się zobaczyć z Georgianną |
Dy przyszedł się zobaczyć z DARCYM... |
A co miał tak oficjalnie powiedzieć, że do Georgianny? Jak się orientuję to w tamtych czasach byłoby to nie do pomyślenia. A nawet teraz często bywa podobnie. Ta która nigdy nie odwiedziła (jako nastolatka) koleżanki, żeby móc spotkać jej super przystojnego starszego brata, niech się zgłosi...
Co do Dy'a, to przyszedł do Darcy'ego. Ale gdy zasiądą do kawki vel herbatki i ciasteczek, to panna Darcy zapewne zostanie poproszona o dołączenie do nich. Potem prośba o muzyke i już Dy będzie mógł jej strony nut przewracać
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 15:08
| Dione napisał/a: | | Maryann napisał/a: | | Dione napisał/a: | Przypomniało mi się...
A Dy przyszedł się zobaczyć z Georgianną |
Dy przyszedł się zobaczyć z DARCYM... |
A co miał tak oficjalnie powiedzieć, że do Georgianny? Jak się orientuję to w tamtych czasach byłoby to nie do pomyślenia. |
Przyjść w odwiedziny do nieletniej siostry przyjaciela ? Do panny nie bywającej jeszcze w towarzystwie ? ABSOLUTNIE nie do pomyślenia.
| Dione napisał/a: | Potem prośba o muzyke i już Dy będzie mógł jej strony nut przewracać |
Jak pułkownik Elżbietce w Rosings. Ale wtedy nic z tego nie wyszło...
Marija - Pią 30 Mar, 2007 15:09
| Alison napisał/a: | | Biedny Bingley, zakochał się tylko w pięknej wieśniaczce, a tu teraz siła złego na jednego. | Jontek też się zakochał w pieknej wieśniaczce, ojej .
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 15:10
Wieśniaczka wieśniaczce nierówna...
Dione - Pią 30 Mar, 2007 15:12
| Maryann napisał/a: | Dione napisał/a:
Potem prośba o muzyke i już Dy będzie mógł jej strony nut przewracać
Jak pułkownik Elżbietce w Rosings. Ale wtedy nic z tego nie wyszło... |
Pułkownik swój chłop i kuzynowi dziewczyny nie odbijał. Za to pewnie robił za zasłonę dymną, żeby się cioteczka nie dopatrzyła, przecież chciała go ze swoją córcią wyswatać. Albo robił troszkę na złość Darcy'emu. Przecież on patrzył jak się Fitzwilliam nad jego Elżbietką pochyla, a sam też by chciał :oops:
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 15:26
| Dione napisał/a: | | Albo robił troszkę na złość Darcy'emu. |
Myślisz, że się domyślał ?
| Dione napisał/a: | | Przecież on patrzył jak się Fitzwilliam nad jego Elżbietką pochyla, a sam też by chciał :oops: |
Chciał, a jakże. Tylko że proza życia skrzeczała... On drugi syn, ona bez grosza... ??:
Ale byłaby z nich całkiem fajna para...
Gunia - Pią 30 Mar, 2007 16:02
A dlaczego ten XVIII rozdział taki krótki?
Maryann - Pią 30 Mar, 2007 16:05
XVIII rozdział ???
|
|
|