To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

Alison - Pią 09 Lut, 2007 14:29

Maryann napisał/a:
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Ali, jak myślisz, wykombinują coś do rana ? :wink:


Noo, znając moje córcie, to tak bliżej północy, zaczną bardziej swawolić i mogą złapać trop, że się tak wyrażę jako właścicielka psa myśliwskiego :wink:

Ania1956 - Pią 09 Lut, 2007 16:49

Zawsze mnie zdumiewa jak szybko kobiety w tamtych czasach mdlały. A padło ich tam kilka.
Gunia - Pią 09 Lut, 2007 16:51

Ja stawiam na sam gorset. :D Lub jakieś upiorne body. ;)
asiek - Pią 09 Lut, 2007 19:53

Alison napisał/a:

...To się nazywa Walc, Fitz.
- To jest nieprzyzwoite! - rzucił Darcy z prawdziwym niesmakiem...


No ręce opadają...Czy Darcy na pewno ma 28 lat ???! Widać, że Dy szybko się zorientował w "korzyściach" płynących z walca :wink: W końcu można się zbliżyć do kobiety bez konieczności uprzednich oświadczyn...Ale Darcy :roll: Chyba pomiędzy srebrne niteczki jego kamizelki wszytko moher :wink:

Alison :kwiatek:

asiek - Pią 09 Lut, 2007 20:02

Ania1956 napisał/a:
Zawsze mnie zdumiewa jak szybko kobiety w tamtych czasach mdlały. A padło ich tam kilka.

Co ciekawe, że z reguły mdlały, gdy obok znajdowały się silne dłonie dżentelmena :wink:

Alison - Pią 09 Lut, 2007 20:04

asiek napisał/a:
Chyba pomiędzy srebrne niteczki jego kamizelki wszyto moher :wink:


Dobre!!! :banan: Myślę, że i o żywej owczej wełnie nie zapomniano, nie znam niczego co bardziej "gryzie" :wink: No tak, wydało się, dlatego on jest zawsze taki sztywny, każdy by był w takiej moherowo-owczej kamizeleczce :lol:

Maryann - Pią 09 Lut, 2007 20:09

No, Darcy wcale nie był jakimś szczególnym purytaninem. Walc pojawił się w Anglii pod koniec lat 90-tych XVIII wieku, ale dopiero po roku 1815 ten sposób tańca (obejmująca się para, tancerz z ręką na talii partnerki) przestał być uznawany za nieprzyzwoity.
asiek - Pią 09 Lut, 2007 20:10

Maryann napisał/a:
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Ali, jak myślisz, wykombinują coś do rana ? :wink:


Hmmm...myśl wpadła do mej głowy i... szuka mózgu. Jak go znajdzie, to może coś wykombinuję :mrgreen:

Alison - Pią 09 Lut, 2007 20:11

A z tym walcem, to szkoda by było jakby go nie było, bo ileż pieknych filmowych scen rozegrało się właśnie w walcu :grin:
asiek - Pią 09 Lut, 2007 20:27

Maryann napisał/a:
No, Darcy wcale nie był jakimś szczególnym purytaninem. Walc pojawił się w Anglii pod koniec lat 90-tych XVIII wieku, ale dopiero po roku 1815 ten sposób tańca (obejmująca się para, tancerz z ręką na talii partnerki) przestał być uznawany za nieprzyzwoity.

Nie wiem, czy słusznie, jednak mam wrażenie, że Elizabeth nie byłaby tak oburzoną. Myślę, że z zaciekawieniem przyglądałaby się tańczącym parom :razz: No chyba, że przyszłoby jej tańczyć z p. Collins'em :shock:

asiek - Pią 09 Lut, 2007 20:32

Alison napisał/a:
A z tym walcem, to szkoda by było jakby go nie było, bo ileż pieknych filmowych scen rozegrało się właśnie w walcu :grin:

To prawda...i nie tylko w filmie, ale w naszym życiu teeeż :grin:

hamadryad - Pią 09 Lut, 2007 23:04

To wszystko trochę przypomina mi kontrowersyjne życie Marii Antoniny - nie brakowało w nim rozpusty i śmiałych... poczynań :smile:
Ulka - Sob 10 Lut, 2007 00:43

asiek napisał/a:
Nie wiem, czy słusznie, jednak mam wrażenie, że Elizabeth nie byłaby tak oburzoną. Myślę, że z zaciekawieniem przyglądałaby się tańczącym parom :razz:

A ja jednak sądzę, że nie. W końcu to była przyzwoita rodzina. Pamiętaci- "Rumieniła się ona i rumieniła Jane, tylko policzki tych, którzy byli przyczyną, nie pokryły się rumieńcem." pisze z przyganą wobec Wickhamów JA. Nie róbmy z Lizzy takiej wyzwolonej feministki. Takie jest moje zdanie, oczywiście :smile:

Alison - Sob 10 Lut, 2007 07:57

No to zaraz wszystko się wyjaśni :wink:

Przypomnienie poprzedniego ciastka:
Szczęka Darcy'ego opadła z niedowierzania, podczas gdy twarz zalała się purpurą:
- Chryste Panie, ona...ona jest...jej ubranie...

Rozdz. II, cz. 12
- Tak...jak niewiele go ma na sobie. - wtrącił Dy niskim głosem - Myślę, że efekt osiągnięto najzwyczajniej spryskując przejrzystą suknię wodą.
Muzyka rozbrzmiała ponownie i kilka chichoczących par przyłączyło się do Lady Caroline i jej eskorty na parkiecie, kiedy wysoko-nastrojony lament za ich plecami spowodował, że Darcy i Dy odwrócili się i akurat wtedy zostali zepchnięci z drogi przez statecznie wyglądającą kobietę, która wkroczyła przodem zalewając wszystkich powodzią włoskich słów.
- L'Catalani - szepnął Dy - i jest mocno niezadowolona.
Włoski Darcy'ego był mocno zaniedbany, ale umiał wystarczająco dużo, by zrozumieć treść skarg owej damy. Porównania Lady Caroline do jakichś ulicznic z Covent Garden i głębia obrazy jakiej doznała Diva przez pokazanie się jej w tym dezabilu, zostały bezpośrednio wyrażone wszystkim lokajom, którzy przybyli eskortować damę do jej powozu. Po drodze minęła ona sztywną postać męża Lady Caroline, któremu rzuciła pełne litości spojrzenie, zanim zawołała - Ci Anglicy! - i pospieszyła do wyjścia.
Jedno spojrzenie na twarz Lamb'a było wszystkim co Darcy mógł znieść i, kiedy mężczyzna zdecydowanie ruszył w kierunku żony, Darcy chwycił ramię Dy'a - Musimy natychmiast odnaleźć Bingley'a, a wtedy rób co chcesz, ale my wychodzimy.
- Bardzo rozsądna uwaga - Dy musiał krzyczeć żeby być słyszanym w tym całym zgiełku - Jak mogę być pomocnym?
- Mój woźnica i stajenny czekają w gospodzie "Pod Bykiem i Odyńcem". Znajdź ich i powiedz im, żeby natychmiast przygotowali powóz. Bingley i ja spotkamy się z tobą na rogu.
Dy skinął żwawo i zanurzył się w strumieniu gości tłoczących się do wyjścia. Darcy zawrócił kontynuować poszukiwania, i dzięki swojemu wzrostowi, szybko przekonał się, że Bingley'a nie ma w sali balowej. Poszedł zatem w kierunku jadalni, przeciskając się bez pardonu, aż w końcu stanął przed jej otwartymi drzwiami i zajrzał do środka.
- Bingley! - Charles odwrócił się na dźwięk swojego imienia, wołanego z drugiego końca pokoju, z uczuciem niewypowiedzianej ulgi przeprosił pannę Cecil i pospieszył ku Darcy'emu.
- Gdzieś ty był, Darcy? Próbowałem zabawiać pannę Cecil od godziny...odkąd zaczęli te nowe tańce, które mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe, nie są dokładnie tym, jeśli rozumiesz co mam na myśli...
- Charles, musimy stąd wyjść...natychmiast! - przerwał mu Darcy - Coś absolutnie niestosownego było...jest...Wychodzimy! - zakomenderował z irytacją.
Charles obdarzył go zaskoczonym spojrzeniem, ale nie stawiał oporu. Kłaniając się pospiesznie pannie Cecil, podążył za Darcy'm do holu i schodów gdzie, po wydaniu władczego rozkazu, Darcy zdołał dostać ich kapelusze i okrycia. Z trudem doczekali aż oddźwierny wykonał swój obowiązek względem Darcy'ego i wyprowadził ich obu na zimne, nocne powietrze.
- Co na miłość boską się stało? - zapytał Bingley, oklepując się ramionami po bokach, kiedy szli po chodniku - Czemu tyle osób wychodzi, Darcy?
- Ponieważ nie wszyscy potracili zmysły! - to była cała odpowiedź, jaką zaoferował mu Darcy. Wołanie spowodowało, że obaj panowie spojrzeli na ulicę gdzie zobaczyli powóz Darcy'ego toczący się na hamulcu. Harry Groomsman zeskoczył i otworzył drzwiczki. Ze środka wehikułu wychylił się jego szlachetny pasażer:
- Stacja Wynajmu Dorożek Brougham'a...czy mogę gdzieś panów zawieźć?
- Brougham...Bingley. Bingley...Lord Dyfed Brougham. A teraz, właź do środka, Dy! - Darcy wszedł za Bingley'em do powozu, po czym wychylił się i rzucił stajennemu - Harry, jedziemy do domu.

Anonymous - Sob 10 Lut, 2007 09:34

się chłopina speszył...
Maryann - Sob 10 Lut, 2007 09:42

Lady Caroline najwyraźniej była jak w tej bajce: ubrana, a jednak nie ubrana... :grin:
Anonymous - Sob 10 Lut, 2007 09:47

... i po reakcji można było poznać kto jest głupi, a kto nie :D
Mag - Sob 10 Lut, 2007 15:06

Dzięki Matulku - wiecej frajdy miałam domyslając się co się stało, niż czytając o goło-ubranej lady. :grin:

Czy znane Wam są jakieś fakty dotyczące małżeństwa Lamba i hulanek jego żony? (to nie jest postać fikcyjna?)

Kaziuta - Sob 10 Lut, 2007 15:36

Te kobitki jak mdlały to wiedziły co robią. :wink: Gdyby tak nie fajtneły na parkiet ich mężowie czy inni towarzysze wlepiali by gałki oczne w mokrą suknie Lady Caroline, a tak misieli się zająć omdlałymi. :wink:
Kaziuta - Sob 10 Lut, 2007 15:40

Mam taka małą propozycję.
Może stworzymy oddzielny wątek i tam wytypujemy aktorów, których widzielibyśmy w ewentualnej ekranizacji tego fanficka.
Wszystkie napewno czytając o Darcym widzimy Colina, jak o Lizzy to J.Eyle etc, etc,
Pojawiło się sporo nowch postaci, więc może warto się zabawić ?

Maryann - Sob 10 Lut, 2007 15:58

Mag napisał/a:
Czy znane Wam są jakieś fakty dotyczące małżeństwa Lamba i hulanek jego żony? (to nie jest postać fikcyjna?)

To są jak najbardziej prawdziwe postacie.

Lord William Lamb został później wicehrabią Melbourne, a potem za czasów królowej Wiktorii przez sześć lat był premierem. Wiktoria bardzo go lubiła i szanowała - to on wprowadzał ją w arkana polityki. Australijskie Melbourne zostało nazwane właśnie na jego cześć.
Ponoć jego pogląd na małżeństwo nie obejmował pojęcia wierności. Zresztą trudno się dziwić - jego matka, lady Melbourne, jedna z najbardziej ambitnych kobiet swoich czasów, egoistka i manipulatorka, miała sześcioro dzieci, co do których fama głosiła, że piątka nie była dziećmi swego oficjalnego ojca. Ponoć po ślubie powiedziała synowej, że ma obowiązek urodzić dziedzica, a potem może robić, co jej się podoba. Interesowały ją tylko pozory. Nie gorszyło jej to, że Caroline miala romanse, ale to, że się z nimi nie kryła.

Lady Caroline Lamb

Najbardziej znana ze swego burzliwego romansu z lordem Byronem. który kosztował ją utratę reputacji.
Miała talent literacki - napisała m.in. powieść gotycką "Glenarvon", w której zamieściła zjadliwe, karykaturalne portrety osób z arystokracji, m.in. Byrona i teściowej.

Maryann - Nie 11 Lut, 2007 08:15

Rozdział III część 1

RANY PRZYJACIELA
- Pan Darcy ! – zawołał zdumiony Witcher otwierając wielkie frontowe drzwi Erewile House, żeby wpuścić swojego pana i jego dwóch towarzyszy o kilka godzin wcześniej, niż byli oczekiwani.
- Witcher, proszę podać brandy w bibliotece – Darcy rzucił swoją pelerynę i resztę rzeczy lokajowi i skinął na przyjaciół, żeby zrobili to samo – I poleć w kuchni, żeby przygotowali coś do jedzenia.
- Dla mnie nie, Darcy – wtrącił się Bingley – Mam dość po tych przeklętych ciasteczkach, które zjadłem zabawiając pannę Cecil. Albo próbowałem zabawiać – dodał półgłosem.
- Dobrze ! Panowie ?
Wskazał na schody wiodące do biblioteki na piętrze i poszedł przodem. Kiedy weszli do środka, goście rozsiedli się w wygodnych fotelach, czekając na zamówiony poczęstunek. Pełna zadumy cisza zapanowała w pokoju. Darcy pochylił się, żeby podsycić ogień na kominku.
- Dobra – przerwał ciszę Bingley głosem napiętym z zaciekawienia – Czy ktoś mi powie, co takiego się stało, co wygoniło wszystkich na ulicę ? Milordzie – zwrócił się do Broughama – Zwracam się do pana, bo Darcy nie puści pary z ust.
Brougham spojrzał na Darcy’ego pytająco.
- I tak jutro przeczyta o tym skandalu w brukowcach, Fitz.
- To prawda, ale mam nadzieję, że wyszliśmy na czas.
- Na czas ? Co za skandal ? – Bingley patrzył to na jednego, to na drugiego – Żądam, żeby mi powiedziano !
- Na czas, mój drogi Bingley, żeby uniknąć ujrzenia wydrukowanych w gazecie pańskich inicjałów jako jednego z uczestników bachanaliów, które właśnie opuściliśmy – poinformował go oschle Dy – Co do pana, sir, można mieć nadzieję, ale Fitz… Cóż – westchnął dramatycznie – To mało prawdopodobne, żeby o nim nie wspomniano. Nie po tym, jak rzucił Brummella na kolana… O, nie ! Słysząc chichotanie Dy Darcy w pierwszej chwili zmarszczył groźnie brwi. Potem jednak mina mu zrzedła.
- Brummell ! Zapomniałem ! Ten przeklęty krawat… – opadł na fotel i zaczął masować skronie.
- Darcy pokonał Beau ? – Bingley usiadł prosto i przyglądał się obu mężczyznom, pragnąc odgadnąć, czy robią mu kawał.
- Zniechęcił tego efekciarza do tego stopnia, że ten ogłosił koniec Sfinksa ! Przy okazji, Fitz, kiedy przekażesz nowiny Fletcherowi ?
Palące spojrzenie Darcy’ego i powściągliwe niedowierzanie Bingleya zachęciły Broughama do dalszych popisów wesołości. Powściągnął je dopiero, gdy zapukano do drzwi.
- Wejść ! – rzucił Darcy i za chwilę kilka tac wniesiono i postawiono na stole.
Darcy wstał i gdy służący cicho wyszli, nalał wszystkim brandy i wręczył kieliszki przyjaciołom.
- Wzniósłbym toast, gdybym mógł jakiś wymyślić – wymamrotał – Ale w tej chwili…
- Za przyjaźń – przerwał mu Brougham cichym, ale zdecydowanym głosem.
Darcy przyglądał mu się przez kilka uderzeń serca. Spojrzenie, jakie Brougham mu oddał, było zarówno spokojne, jak serdeczne. Pod takim atakiem kąciki ust Darcy’ego z osiąganiem rozciągnęły się w uśmiechu.
- A więc za przyjaźń ! – odparł i uniósł swój kieliszek.
Brougham podniósł swój, a Bingley ochoczo dołączył się do nich obu. Wychyliwszy zawartość ze śmiechem, wszyscy trzej zajęli się pozostałymi tacami pełnymi specjałów dostarczonych przez służbę, po czym rozsiedli się wygodnie w fotelach przy kominku.
Podczas gdy Dy relacjonował Bingleyowi wypadki wieczoru w sposób o wiele bardziej humorystyczny, niż on sam je pamiętał, Darcy przyglądał się uważnie przyjacielowi. Wcale nie poszło dobrze. Po prawdzie, to była prawie katastrofa, a on nie mógł powstrzymać grymasu na myśl o tym, co przyniosą poranne gazety.
Opowiadanie Broughama wprawiało Charlesa na przemian w rozbawienie i zdumienie. Darcy wyczuł jednak w jego zachowaniu jakąś ukrytą tęsknotę. Niepokój Darcy’ego potwierdził się, kiedy Bingley odpowiadał na pytania Dy dotyczące panny Cecil, ostrożnie porównując ją na niekorzyść do ostatnio spotkanej w Hertfordshire.
- Hertfordshire ! Darcy mi mówił. Będzie pan składał propozycję ?
- Dy ! – ostrzegł Darcy.
- Na majątek. Propozycję kupna majątku – Brougham zrobił do niego minę i z powrotem zwrócił całą uwagę na Bingleya.
- Rozważałem to – odparł Bingley nieświadom tego, co zaszło – I prawie się zdecydowałem. Ale teraz nie jestem pewien. Darcy radzi mi się wstrzymać i jeszcze rozejrzeć.
- To w ogólności doskonała rada. Ale mogą być inne względy.
- Tak – zgodził się Bingley, zbyt szybko jak dla Darcy’ego – Myślałem, że mogą być, ale Darcy… Cóż, mogłem się mylić.

Ania1956 - Nie 11 Lut, 2007 08:43

Biedny Bingley, nie jest do końca świadom co się wokół niego dzieje!! Darcy chyba ma plany wyswatania go z którąś dam z odpowiedniego towarzystwa. :neutral:
Anonymous - Nie 11 Lut, 2007 10:19

ciagle medal :D
Alison - Nie 11 Lut, 2007 10:35

:shock: Ooo a to nie miała dzisiaj Carolcia tlumaczyć?

A swoją drogą nieładnie pogrywają z tym Charlesikiem, nie robi sie tak przyjacielowi... :sad:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group